"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett

wtorek, 19 lipca 2011

[72] Halina Snopkiewicz "Tabliczka marzenia"




Nasza Księgarnia, 1987

Liczba stron: 147

Literatura polska

9/10




Halina Snopkiewicz, polska pisarka powieści, głównie kierowanych do dziewcząt, studiowała na warszawskiej Akademii Medycznej. Zadebiutowała w 1962 roku wydając "Słoneczniki" (które zresztą przeczytałam). W swoich książkach opisuje problemy nastoletniego życia. Historie młodych ludzi osadzone są przeważnie w latach 60. ubiegłgo wieku.


"Tabliczka marzenia" to książka o życiu piętnastoletniej Ludki. Dziewczyna jest wrażliwa, a swoje uczucia lokuje w sąsiedzie, którego wyobraża sobie jako opiekuńczego faceta uchodzącego nawet za ideał. Jednak życie nie jest takie piękne. Jej brat - Stefan, który niegdyś był dla niej autorytetem, rozwodzi się. Ludka z dnia na dzień ma coraz większe kłopoty w szkole, w których pomóc dziewczynie chce jej wychowawczyni. Po niedługim czasie dowiaduje się, że jej "ideał faceta" to po prostu zwykły cwaniak z przeciwka. Zawiedziona prawdziwym obliczem życia, Ludka nie spodziewa się nawet, że w najbliższe wakacje spotka ją wielkie uczucie...


Książka ta po raz pierwszy została wydana w 1969 roku. Ja miałam okazję przeczytać historię Ludki z wydania z roku 80. (To dzięki uprzejmości Meme). Mimo że książka została napisana w 1968 r., czyli dokladnie 43 lata temu, pousza temat ważny i ponadczasowy. A tym tematem jest po prostu młodzież. Książki o młodzieży(i dla młodzieży jednocześnie), mają to do siebie, ze są aktualne zawsze, niezaleznie od tego, kiedy zostały napisane . A to dowodzi jednego - historia nastoletnich przyjaźni, miłości, kłopotów w szkole i domu, powtarza się od lat, tak samo, choć czasem inaczej.

'Tabliczka marzenia" opowiada o Ludce, uczennicy IX klasy ogólniaka. Dziewczyna pęcznieje z dumy, że wreszcie znalazla się w LO. Ma jednak codzienne-niecodzienne poblemy. Rodzina, znajomi, nauczyciele i ten sąsiad... Bardzo ladnie mamy przedstawione najbliższe otoczenie Ludmiły. Na pierwszym planie rodzina i właśnie rodzinne problemy. Rozwód brata, intrygująca historia z kremem i czupiradłem (która ma konsekwencje w szkole), wspomnienia ostatniego spotkania z siostrą.

Szkoła. To właśnie w niej niemal zawsze najwięcej się dzieje. Bójki, kłotnie, przyjaźnie, miłości, dwóje, piątki. Nauczyciele sympatyczni i nauczyciele-siekiery. Klasa głównej bochaterki bardzo mi się spodobała. Może dlatego, że trochę przypomina mi moją klasę z gimnzjum, z którym się niedawno rozstałam (na rzecz ogólniaka właśnie). Są tu bardzo sympatyczni młodzi ludzie. Wiadomo, są buńczuczni, bitni, ale jak trzeba zgrani. Oni, do spółki z nauczycielami (moim ulubionym stał się pan Kasperski), dostarczają czytelnikowi wielu emocji. Wybuchy śmiechu, złości.

Trochę mnie denerwowało to idealizowanie "Tego Pana", ale to dało się ścierpieć. Dla Korcikowskiego zniosłabym wszystko. Wierzcie mi - nie mogłam się doczekać wakacyjnego obozu naszych książkowych postaci.

Chociaż mogłoby się wydawać, ze życie Ludki, a tym samym ksiązka, jest nudne, to nic bardziej mylnego. Książkę czyta się niesamowicie szybko. Gorąco polecam, szczególnie na wakacje.




_________




Przepraszam za ewentualne błędy. Nie piszę od siebie, więc poprawię potem. Jeżeli jednak znajdziecie tak rażący błąd, że nie da si czytać, piszcie w komentarzach, spróbuję coś z tym zrobić. ;)

środa, 6 lipca 2011

[71] Anna Onichimowska "Dziesięć stron świata"


Świat Książki, 2010
Liczba stron: 172
Literatura polska
9/10

Ana Onichimowska jest znaną autorką książek dla dzieci i młodzieży. Pisze także scenariusze radiowe, telewizyjne i filmowe. W latach 1995-2003 była przewodniczącą polskiej sekcji IBBY.
Zbiór opowiadań popularnej autorki piszącej dla młodzieży. Dziesięć historii z życia piętnastolatków w różnych miejscach na świecie: w Indiach, w Kolumbii, na Białorusi, w Finlandii, czy Japonii, a także w Polsce, w Warszawie. Każdy z bohaterów, wychowany w innych realiach, kulturze, wierze, ma swoje marzenia i tęsknoty, smutki i radości. Pomysłowe fabuły. Świetna lekcja otwartości, tolerancji i wzajemnego szacunku dla odmienności pod hasłem "poznajmy się".

Tę książkę pani Onichimowskiej udało mi się kupić podczas konkursu "Mól książkowy", gdzie było spotkanie autorskie z tąże panią. "Dziesięciu..." były chyba tylko 4 egzemplarze, więc jak się rzuciłam... Możecie sobie wyobrazić. Tym bardziej, że ksiażkę chciałam przeczytać od dawno a biblioteka nie ma jej w swoich zbiorach.
Książka jest zbiorem opowiadań. Każda z 10 historii jest fragmentem z życia jakiegoś 15-latka. Główne postacie są ładnie zarysowane, mamy dobrze nakreślone ich marzenia, odczucia, emocje i charaktery.
Najbardziej podobała mi się historia Kolumbijki Cesarii. Dziewczynie udaje się wyrwać z dotychczasowego życia, które nie jest dla niej szczytem marzeń. Choć zarabia własnym ciałem marzy o zostaniu sławną tancerką samby. Jeden z jej klientów, który okazje się sprzymierzeńcem Cesarii, pomaga sięgnąć jej po marzenia. Równie ciekawa jest historia Gerdy (z niewiadomych mi powodów na odwrocie książki widnieje Emma, w spisie treści natomiast wersja poprawna - Gerda) . Matka dziewczyny żeni się z wieloletnią przyjaciółką. Gerda z pomocą przyjaciółki stara się uporządkować swoje podejście do sprawy...
Autorka jednak upomina we wstępie, bo nie myśleć szablonowo, stereotypowo. Bo przecież, nie każdy nastolatek w Japonii jest taki jak Aki, nie każda dziewczyna jest podobna do Cesarii.
Opowiadania mają zakończenia otwarte, tak więc możemy do woli snuć przypuszczenia co do dalszego życia bohaterów opowiadań. Czy uda im się sięgnąć szczytu marzeń, kogo spotkają na swej drodze, czy będą szczęśliwi, czy spotkają bratnie dusze? To zależy tylko od naszej bogatej wyobraźni.
Jednak zapytacie co łączy nastolatków z dziesięciu stron świata? Przecież dzieli ich niemal wszystko. Kultura, religia, poglądy, status społeczny, tradycje. Ale jest jednak rzecz, która łączy tych młodych ludzi - są to marzenia. Każdy ma inne, ale to pragnienie ich zrealizowania kieruje ich życiem. Tych dziesięcioro nastolatków zostało połączonych marzeniami, pragnieniami, postawionymi sobie celami.
Bo ta książka jest właśnie o sięganiu na szczyty marzeń, pragnień i celów. O zmienianiu życia, o ignorowaniu pewnych zasad, tradycji.
Gorąco zachęcam do przeczytania tej książki, ona zabierze Was w najodleglejsze rejony świata, wyobraźni i ludzkich pragnień.

środa, 29 czerwca 2011

[70] Jill Smolinski "Następna rzecz na liście"


The Next Thing on My List
Videograf II, 2009
Liczba stron: 308
Literatura amerykańska
10/10

Bohaterką książki jest June Parker, niezadowolona z pracy i życia osobistego mieszkanka Kalifornii. Pewnego dnia poznaje Marissę i postanawia odwieźć ją do domu. Jednak po drodze dochodzi do wypadku, w którym jej nowa znajoma ginie. June znajduje w portfelu dziewczyny listę 20 rzeczy, które chciała zrobić przed 25. urodzinami. Dręczona wyrzutami sumienia, June postanawia zrealizować listę Marissy. Niektóre punkty są proste, ale część wydaje się prawie niewykonalna. Walcząc z początkami depresji, June podejmuje wyzwanie. Realizując kolejne zadania, stopniowo odmienia życie swoje i kilku innych osób.

Książka na mojej półce stoi od kwietnia ubiegłego roku. Już raz rozpoczęłam czytanie tej książki. Skończylam (nie wiedzieć czemu) na 68 stronie. Ponieważ moje tegoroczne postanowienie zakładało przeczytanie tej książki zabrałam ją nad jezioro. Zaczęłam na wczasach, skończyłam w domu.
Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej. Naprawdę chciałabym wiedzieć dlaczego wtedy "stanęłam" na 68 stronie. Przecież dalej tyle się dzieje! Widać głupota ludzka jest niezmierzona, co nota bene wiedział już Einstein - "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej." No, ale koniec dysput o Einsteinie, przechodzimy do konkretów.
June popdejmuje się niesamowitego wyzwania w przypływie chwili. Decyzja o zrealizowaniu listy Marissy spada na nią samą jak grom z jasnego nieba. Ale w swoim, niejako szaleńczym postanowieniu nie trwa sama - otaczają ją ludzie z pozoru obojętni. Lecz samemu byłoby trochę ciężko wykreślić z listy 18 zadań. Niektóre są śmiesznie proste, inne znacznie trudniejsze, prawie niewykonalne. W wypełnianiu zadań głównej bohaterce pomagają m. in. znajomi z pracy, przyjaciółka Susan, rodzina własna i nieżyjącej Marissy. Wspólne przeżywają zabawne pretypetie - zarówno w pracy jak i na polu zupełnie prywatnym.
Jedną z moich ulubionych (i jednocześnie najbarwniejszych) postaci jest Dominic Martucci. Początkowo nielubiany przez June, stopniowo staje się jej kimś bliskim. Martucci jest bohaterem pełnym sprzeczności. Z jednej strony wydaje się być człowiekiem rozsądnym, mówiącym konkretnie, poważnie, z sensem. Z drugiej czasem zachowuje się jak zapatrzony w siebie buc. Ale mimo wszystko uwielbiam tę postać. Jest ona niesamowicie pozytywna, nakręca tę pozytywniejszą część całej historii.
Wielu z pobocznych bohaterów powieści styka się z własnymi problemami. Sebastiana zostawił partner, Bob i Charlotte nie mogą się porozumieć w sprawie adopcji, czternastoletnia Deedee odkrywa, że jest w ciąży. To tylko namiastka z tego co możemy znaleźć z tej powieści.
Jeżeli chodzi o język zastosowany w książce... Prosty w odbiorze, łatwy, a jednak skonkretyzowany. Czasem zdarzają się tzw. (przeze mnie) wtyczki, które mogą być dla niektórych gorszące. Cóż, nie można mieć wszystkiego ;)
Muszę jeszcze poruszyć sprawę okładki. Widnieje na niej młoda kobieta, leżąca na plaży. Okładka sama w sobie jest ładna, ale jeżeli ta blondynka miała jakoś nawiązywać do postaci June Parker to przynajmniej w moim odczuciu to pani nie pasuje. Dla mnie June wygląda zupełnie inaczej ;)
"Następna rzecz na liście" niesamowicie przyciąga, ma jakiś swój magnetyzm. Uwagę skupiają nie tylko barwne postacie, ale także niespodzianki takie jak spotkanie tajemniczego Buddy'ego Fitcha. Przy tej powieści nie zaznacie nudy. Pisarstwo Smolinski trzyma i nie puszcza.
Zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki. Będzie dobra jako przerywnik między czymś cięższym, jako zwykły odprężacz. Ale nie zapominajcie o głębszym przesłaniu powieści.

"A jak mawiała moja babka, szaleńcy nie mają czasu na odpoczynek."

"Założę się, że twój zegar biologiczny tyka jak ładunek wybuchowy palestyńskiego zamachowca."

niedziela, 19 czerwca 2011

Uwaga, uwaga ;)

Mimo że w tym tygodniu rozpoczynają się wakacje, nie wiem jak będzie u mnie z notkami. Coś z moim komputerem dzieje się niedobrego ;( Gdyby to się znacząco przedłużało dam Wam jakoś znać.

Po za tym w tym tygodniu wyjeżdżam na kilka dni. No, zobaczymy. Trzymajcie kciuki za zdrowie mojego komputera ;)

wtorek, 14 czerwca 2011

[69] Agatha Christie "Morderstwo odbędzie się..."

A Murder Is AnnouncedDolnośląskie, 2009
Liczba stron: 296
Literatura angielska
8/10

Agatha Christie jest jedną z najbardziej znanych pisarek. Słynie z kryminałów trzymających w napięciu do samego końca.

Tajemnicze ogłoszenie w lokalnej gazecie stawia na nogi mieszkańców malutkiej miejscowości Chipping Cleghorn. "Morderstwo odbędzie się..." . Niektórzy wyczekują dobrej zabawy, inni są lekko zdegustowani, nikt jednak decyduje się zostać w domu. Napisano przecież, że osobnych zaproszeń nie będzie. O wyznaczonej godzinie grono zaintrygowanych sąsiadów odwiedza Letycję Blacklock. Zegar bije... Gasną światła... Pada strzał! Na ziemię osuwa się nieżywy... napastnik.

"Morderstwo odbędzie się..." przyciągnęło moją uwagę jako jedna z nielicznych książek pani Christie stojących na bibliotecznej półce. Mała zgrabna książeczka, licząca prawie 300 stron, z intrygującym tytułem... Coś dla mnie! Kuzyn zachwycony pisarstwem Christie, nieświadomie spowodował, że wreszcie się zdecydowałam. W końcu ile można czytać o Holmesie...
Wszystko dzieje się stosunkowo niedawno. Kilka miesięcy po wojnie w jednym z angielskich miasteczek. Zaczyna się niewinnie - ukazanych jest kilka rodzin, które odkrywają w lokalnej gazecie zagadkowe ogłoszenie. Wszystko komplikuje się, kiedy w posiadłości panny Blacklock zjawia się grupa znajomych. Padają strzały, które nakierowują dalszy tok historii.
Ten kryminał Agathy Christie jest pierwszym jaki przeczytałam. Wydarzenia porwały mnie, tak bardzo, że nim się obejrzałam razem z inspektorem Croddockiem i panną Marple usiłowałam rozwiązać zagadkę. Jeżeli kiedykolwiek twierdziłam, że z najbardziej skomplikowanymi zagadkami spotkał się Sherlock Holmes i Doktor Watson, to zmieniłam zdanie po przeczytaniu tej powieści.
W "Morderstwo dobędzie się..." nic nie jest takie jak mogłoby się wydawać. Po za kilkorgiem bohaterów. Choć może się wydawać, że to takie pomieszane z poplątanym, to powiem Wam, że to tylko błędne spojrzenie na to wszystko. W gruncie rzeczy to wszystko ma sens. Spotymy tutaj mordercę pierwszej klasy. Każdy swój ruch starannie planuje, morduje niewygodnych świadków, robiąc to niespodziewanie. Ale przecież to nie zbrodnia (zbrodnie?) doskonała. W momencie, w którym niektóre rzeczy zaczynają się sypać, zaczyna działać nieco bardziej chaotycznie.
Spodziewałam się wielu rzeczy, ale na pewno nie takiego zakończenia. Ze zdziwienia zbierałam zęby z podłogi.
Gwarantuję Wam, że emocji nie zabraknie. Przygotujcie się jednak na wszystkie możliwe opcje, które Wam przyjdą do głowy. Tu wszystko jest możliwe.