"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literackie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 marca 2016

[167] S. Monk Kidd, A. Monk Kidd, Podróże z owocem granatu

PREMIERA: 17.03.2016
Wydawnictwo Literackie, 2016
Liczba stron: 307
 Literatura amerykańska
9/10

Myślę, że wielu miłośników książek zna powieści Sue Monk Kidd – Czarne skrzydła, Opactwo świętego grzechu, Sekretne życie pszczół. To amerykańska pisarka, której dzieła wciągają od pierwszej strony. Gdy tylko dowiedziałam się o Podróżach z owocem granatu, postanowiłam je przeczytać. Tym razem nie jest to zwyczajna powieść, to pamiętnik z podróżny napisany przez matkę i córkę.

Wyciągam owoc granatu z torebki i rozcinam scyzorykiem.

Sue Monk Kidd wraz z córką Ann Kidd Taylor postanowiły spisać swoje podróże, lecz nie w sposób zwyczajnego dziennika wyjazdu, ale w formie pamiętnika. To głos matki, która zmaga się z kryzysem wieku średniego (wszak 50 urodziny to nie byle sprawa) oraz córki, która nie może zdecydować, co zrobić ze swoim życiem. To piękna kronika podróży do Grecji i Paryża, ale przede wszystkim to fascynująca opowieść o relacji dwóch bliskich sobie kobiet, które muszą wzajemnie się odnaleźć.

niedziela, 14 grudnia 2014

[152] Marianna Bończa Stuhr, Jerzy Stuhr "Kto tam zerka na Kacperka?"

 Literackie, 2014
Liczba stron: 84
Literatura polska
10/10

Jerzy Stuhr to wybitna postać polskiego kina i teatru, jest także profesorem. Natomiast Marianna, córka Pana Jerzego, to artystka - malarka, jak również ilustratorka niniejszej książeczki dla dzieci.

Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Jerzy Stuhr opowiadał Waszym dzieciom bajki na dobranoc. Kiedy Marianna i Maciej byli mali, tato wymyślał im historie o przygodach małego chłopca Kacperka. Dziś te opowieści bawią i uczą następne pokolenie rodziny Stuhrów. Mogą rozbawić i Was!
Pani w szkole pyta Kacperka, gdzie mieszkają książki. Chłopiec nie wie i dopiero w domu mama mówi mu, że chodzi o bibliotekę. Obiecuje, że niedługo się tam wybiorą. Biblioteka robi ogromne wrażenie. Podekscytowany Kacperek przegląda książki, ale okazuje się, że brakuje w nich stron. Ktoś je… zjada! Bystry chłopiec szybko odkrywa winowajczynię – myszkę Fiszkę, która zostaje jego przewodniczką po
fascynującym świecie najpiękniejszych wierszy dla dzieci.
Wnętrze książki. Źródło

Choć mam dziewiętnaście lat uwielbiam bajki, wierszyki, książeczki stworzone z myślą o dzieciach. Sądzę nawet, że dla wielu rodziców czytanie dzieciakom jest jedynie pretekstem, bo sami z przyjemnością sięgają, bo zabawne wierszyki i historyjki wspaniale ilustrowane. Dla mnie czytanie książki Pana Jerzego i Marianny było niezwykłą przyjemnością, a także okazją do zwykłej dziecięcej radości na widok znajomych, ulubionych wierszyków.

Pewnego dnia mama zabrała Kacperka do biblioteki. Chłopcu spodobały się książki, spotkał też tam myszkę Fiszkę - zjadaczkę książek. Dzięki małej myszce Kacperek oraz wszystkie dzieci, które zetkną się z tą historyjką, będą mogły poznać piękne polskie wiersze napisane z myślą o najmłodszych odbiorcach literatury. W książce znalazły się wiersze Jana Brzechwy, Wandy Chotomskiej, Aleksandra Fredry, Anny Kamieńskiej, Ludwika Jerzego Kerna, Marii Konopnickiej, Tadeusza Kraszewskiego, Magdaleny Samozwaniec, Tadeusza Śliwiaka, Juliana Tuwima, Danuty Wawiłow i Natalii Usenko. Są to sympatyczne i znane wierszyki, lubiane przez Polaków. Wspaniale, że kolejne pokolenie polskich maluchów może poznawać te teksty (tak przecież istotne w naszej literaturze), a starsze pokolenia mogą dzięki temu wrócić pamięcią do lat dzieciństwa. Ja sama chętnie chwytam za zbiory wierszy dla dzieci, których mam w domu pełno. Stuhrowie będą bardzo dobrze komponować się na półce wśród moich pozostałych dziecięcych zbiorów.

Książka o Kacperku jest przepięknie ilustrowana. Gratka dla każdego dziecka, maluszki znajdą coś dla siebie. Oprócz obrazków przedstawiających Kacpra i myszkę Fiszkę jest sporo zwierzątek. Jest estetycznie, kolorowo, interesująco. Publikacja jest też wystarczająco duża (ale nie ogromniasta), wszystko ładnie widać. Obrazki i tekst dobrze ze sobą współgrają.

Zarówno dzieci jak i rodzice będą zadowoleni, mając tę książeczkę w domu. Czas spędzony z tą historyjką to dobra zabawa - zachęcam wszystkich, małych i dużych do poznania tej publikacji.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackie.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

[144] Sue Monk Kidd "Czarne skrzydła"

The Invention of Wings
Literackie, 2014
PREMIERA:  25 WRZEŚNIA 2014
Liczba stron: 485
Literatura amerykańska
10/10

Sue Monk Kidd to amerykańska pisarka, choć dwadzieścia lat przepracowała jako pielęgniarka. "Czarne skrzydła" to trzecia powieść pisarki przetłumaczona na język polski. Wcześniej na polskim rynku wydawniczym ukazało się "Sekretne życie pszczół" oraz "Opactwo świętego grzechu".

Sarah Grimké jest środkową córką sędziego sądu najwyższego Karoliny Południowej, plantatora zaliczanego do elity Charlestone. Matka nazywa ją odmienną, ojciec twierdzi, że jest wyjątkowa. Na swoje 11 urodziny dostaje niecodzienny prezent - wyciągniętą z czworaków i obwiązaną lawendowymi wstążkami czarnoskórą Hetty, zwaną Szelmą. Sarah nie chce "takiego prezentu", czuje, że drugiego człowieka nie można posiadać... To dopiero początek jej problemów. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, wspaniała powieść, która prowadzi nas w głąb do korzeni stanów południowych Ameryki, ukazując świat szokujących kontrastów, gdzie piękno współistnieje z brzydotą, a prawość towarzyszy na co dzień okrucieństwu. To nowe spojrzenie na problem niewolnictwa, niezwykła pochwała siły przyjaźni i siostrzanej miłości, wbrew wszelkim przeciwnościom losu, świadectwo walki o wolność i prawo do głosu.

Wzięłam tę powieść w ciemno, nie patrząc na opis książki, ilość stron i nie bacząc na ilość mojego wolnego czasu. Była to dobra, właściwa decyzja, bowiem "Czarne skrzydła" to Kidd w najlepszym wydaniu. Pokochałam jej "Sekretne życie pszczół", często wracam do cytatów z tej książki, chętnie też sięgam po wydanie filmowe. Rynkowa nowość Kidd jest równie fenomenalna, wciągająca. Przyciąga uwagę czytelnika od pierwszego zdania, a z każdym kolejnym jest już tylko lepiej i ciekawiej. W książce autorka zastosowała podwójną perspektywę - raz jest rozdział opowiadany przez Szelmę, raz przez Sarę. Niewątpliwie jest to plusem, pozwala w bardziej interesujący sposób przedstawić całą historię oraz spotęgować elementy autentyczne. 

"Mauma odnalazła w sobie jednak tę siłę, która nie pozwala zginać karku. Gdy człowiek raz to zrobi, czekają go kłopoty."

Pokochałam Sarę, ciekawiły mnie jej koleje losu. Splatały się one z losami niewolnicy Hetty a także z życiem siostry Niny Grimke. Porywy serca, intrygi, kłótnie, ból, cierpienie, poszukiwanie siebie, celu i sensu życia, grzebanie i spełnianie marzeń - to wiodące motywy w powieści. Choć Hetty jest postacią fikcyjną, sądzę, że jej losy są losami wielu niewolników. Sara natomiast została delikatnie wymazana z historii Stanów, a ta powieść ma przywrócić ją do życia. Myślę, że "Czarne skrzydła" robią to w bardzo skuteczny sposób. Sara i jej siostra Nina walczyły nie tylko o ulżenie niewolnikom i zniesienie niewolnictwa, ale także o prawa kobiet. Wywołały burzę w swoim kraju, a ich życie obfitowało w różnorakie perypetie.

"Róbcie to, co uważacie za konieczne, cenzurujcie nas, wycofajcie swoje poparcie, my i tak nie ustaniemy. A teraz, panowie, bądźcie tak łaskawi i zdejmijcie stopy z naszych karków."

Szczególnie Sara stała mi się bliską postacią, żal było mi się z nią rozstawać. Przyznam Wam, że po ostatnim zdaniu byłam nie tylko zawiedziona, że to już koniec, ale towarzyszy mi też poczucie, że ta historia jest niedokończona, niedopowiedziana. Zwłaszcza po zapoznaniu się z częścią "Od Autorki" równie ciekawą jak sama powieść. Polecam Wam przeczytać to dwukrotnie - przed rozpoczęciem czytania powieści i już po zakończeniu. Daje to pełniejszy obraz całości tekstu.

Sue Monk Kidd snuje piękną opowieść o sile kobiet. Dzięki tej książce zapominałam o całym świecie, dałam się porwać Ameryce początku XIX wieku. Mam nadzieję, że jeszcze nie jedna osoba skusi się na tę powieść, bo warto. Czas spędzony z tą książką nie jest czasem straconym. Gwarantuję, że nie będziecie mogli oderwać się od tej historii o dwóch niezwykłych kobietach. Gorąco polecam.

* cytaty kolejno ze stron: 94, 440

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackie.

wtorek, 27 maja 2014

[133] Stanisław Lem "Bajki robotów"

Literackie, 2012
Liczba stron: 224
Literatura polska
8/10

Stanisław Lem to polski pisarz, eseista, jeden z czołowych przedstawicieli nurtu fantastyki naukowej. W swoich tekstach porusza problemy takie jak rozwój nauki i techniki oraz miejsce człowieka we Wszechświecie. Spod jego pióra wyszły m. in. "Dzienniki gwiazdowe", "Solaris", "Cyberiada" oraz "Dziennik znaleziony w wannie".

Dawno, dawno temu, gdzieś za Cieśniną Andromedzką żyli sobie Palibaba-intelektryk, Królewna Elektrina i robot Automateusz...
Bajki robotów po raz pierwszy ukazały się w 1964 roku. Od tego czasu nieustannie bawią i zadziwiają swą oryginalnością. Lem, jak sugeruje już sam tytuł, połączył w tej książce światy na pozór sobie obce: baśniową akcję przeniósł w kosmos, a księżniczki i czarodziejów zamienił na inteligentne i przede wszystkim obdarzone uczuciami maszyny. Powstał w ten sposób utwór wymykający się wszelkim klasyfikacjom, dzieło, które może być czytane przez młodszych czytelników, ale także przez wymagających miłośników fantastyki naukowej, skrzące się błyskotliwym humorem i arcyzabawną groteską.

Jakiś czas temu Nala na swoim blogu opublikowała recenzję "Bajek robotów" Lema i tym samym o tym pisarzu mi przypomniała. Zetknęłam się z nim już w gimnazjum kilka lat temu, były to, zdaje się, fragmenty "Dzienników gwiazdowych". Spodobało mi się, chciałam przeczytać coś jeszcze we własnym zakresie, ale zabrakło mi wtedy czasu chyba. Zatem po recenzji Nali poszłam do biblioteki i wypożyczyłam "Bajki robotów". Jak się bawiłam? Hm... Fantastycznie! 

Chyba najbardziej urzekł mnie język i styl. Fenomenalne wprost. Teksty są pełne słowotwórczych zabaw, neologizmów, niespotykanych nazw stworzonych na potrzeby bajek. Słowem pisarz tworzy też iście Grimmowy klimat i nastrojowość utworu. Można by domniemywać, że czytamy średniowieczne opowiastki o... robotach! 

"Jam jest robot hartowany,
zdalnie prądem sterowany,
nitowany z każdej strony,

wyklepany, uzwojony..."

W bajkach Lema obserwujemy bogactwo techniki i nauki. Świat robotów... Bałam się, że przytłoczą mnie fizyczne, matematyczne czy techniczne określenia, ale nie. Nie było tam nic co by mnie zniechęciło, wystraszyło, drażniło. W zasadzie występowały tam głównie nazwy pierwiastków i minerałów. Nie trzeba wiedzieć jak wygląda tantal albo znać właściwości uranu i glinu, by mieć pojęcie o czym jest historyjka. To tak jak w tradycyjnych baśniach - nie ma potrzeby znania nazw ziół, krzewów, by rozumieć ich istotę dla bohaterów. Te nazwy odczuwa się jako coś naturalnego, normalnego. 

W utworach pojawia się dramaturgia i tragizm, zaraz obok komizmu, zabawnych, groteskowych elementów. Pisarz chwyta za ironię i specyficzny humor [okrzyk "Awruk!" znany każdemu Polakowi chyba, ale w nieco innej konwencji. Przeczytajcie od końca ;) ], zatem przy bajkach można się zrelaksować, odprężyć, ale też poszukać głębszych znaczeń, symboli, gdyż te krótkie historyjki wskazują na życie, jego sens i wartościowanie. Zatem - każdy znajdzie coś dla siebie.

"Wszystko, cokolwiek istnieje, bywa przedmiotem drwin. Nie ostoi się wobec nich żadna godność, wiadomo bowiem, że ten i ów śmie podrwiwać nawet z królewskiego majestatu. Śmiech uderza w trony i państwa. Jedne ludy drwią z innych lub z samych siebie. Bywało, że wyszydzano to nawet, co nie istnieje – czyż nie śmiano się z mitycznych bogów?"

Zachęcam do sięgnięcia po "Bajki robotów". Ja przy tej książce bawiłam się świetnie, męczyłam się tylko z jedną opowiastką. Jeśli ktoś jeszcze nie zetknął się z fantastyką naukową to może być bardzo ciekawe pierwsze spotkanie, jeśli ktoś już jest nieco bardziej zaznajomiony w temacie to ta książka będzie fajną gratką. Przeżyłam na tyle interesującą przygodę, że kolejny utwór Lema - "Pamiętnik znaleziony w wannie" - już planuję. A i do braci Grimm na chwilę wrócę, zdejmę z półki i poczytam, bo Lem inspiruje do czytania bajek, bajeczek, baśni...

wtorek, 22 kwietnia 2014

[130] Agnieszka Krakowiak - Kondracka "Jajko z niespodzianką"

Literackie, 2014
Liczba stron: 296
Literatura polska
7/10

Agnieszka Krakowiak - Kondracka to scenarzystka seriali, pracowała m. in. przy serialu "Samo życie". Od wielu sezonów jest wiodącym scenarzystą jednego z głównych seriali emitowanych przez TVP - "Na dobre i na złe", który to osiąga wysoką oglądalność.
"Jajko z niespodzianką" opowiada o trzydziestolatce Adzie, która wychowuje 3-letnią córeczkę. Mała Julka ma nie w pełni sprawną rączkę, co bywa powodem drwin innych dzieci. Aby ułatwić jej wejście w świat rówieśników, Ada (zaciskając pasa!) posyła córkę do prywatnego, elitarnego przedszkola. Przed Adą otwiera się świat, o którego istnieniu nie miała dotąd pojęcia. Dzieci noszą ubranka od Gucciego, wyjazdy na banalną Ibizę są już niemodne, a żeby być na bieżąco, najlepiej spędzać całe dnie na snobistycznych kulinarnych warsztatach. I to nie koniec niespodzianek . Oto bowiem nieoczekiwanie powra­ca David, marnotrawny mąż i ojciec Julki…
Książka - świeżynka, właśnie stygnie na moim biurku. Dostałam ją dziś i godzinę temu zakończyłam czytanie. Miałam bardzo duże oczekiwania wobec tej książki, wysoko postawiłam jej poprzeczkę zważywszy na pozytywne opinie, które migały mi w Internecie. Czy słusznie? 

Historia wydała mi się dość banalna, ale i takie, zwłaszcza dobrze napisane potrzebne są na rynku. Nie zrażona tym kompletnie przystąpiłam do lektury. Sporo myśli krąży mi w głowie, zacznę od tych negatywnych względem powieści. Czuję, że autorka za dużo rzeczy, wydarzeń wpisała w tak krótką książkę. Serio, akurat w tym przypadku 300 stron to mało, zwłaszcza, że z tak dobrym językiem można by i 500 napisać, a czytelnik nie zauważyłby tej liczby stron. Jak dla mnie pani Agnieszka skumulowała tu na raz za dużo wątków, przez co one na tym ucierpiały. Jedynie wątek przedszkola Julci wydaje mi się dobrze dopracowany. Czuję niedosyt względem wątku tajemniczych listów, które otrzymuje Adam oraz wątku powrotu męża Ady. Ten pierwszy mógłby dodać ciekawego dreszczyku emocji i niepokoju. 

W sumie rzecz biorąc to czuję się zawiedziona budową postaci Adama. Ta postać nie jest tajemnicza tylko niedokończona. Taka trochę potraktowana po macoszemu. Trochę brakowało mi przedstawienia jego wcześniejszych losów, motywacji działań. Niedosyt, duży niedosyt. A i tak pokochałam Adama całym sercem. 

Głowna bohaterka niemal przez pół powieści mnie denerwowała. Jak na trzydziestolatkę, która niejedno w życiu widziała i niejedno przeszła ma dziwną manierę - szybkiego i pochopnego oceniania innych, praktycznie zawsze ocena ta była mylna. Pół biedy, że koniec końców umiała się przyznać do błędów. Zainteresowało mnie jej wcześniejsze życie, życie przed Julką. Z tych strzępków informacji wnioskuję, że było piekielnie ciekawe - podróże, podróże i jeszcze raz podróże, nawet lekko ekstremale jak się zdaje.

A skoro już tak o postaciach piszę, to muszę wspomnieć o małym powieściowym słoneczku - Julce. Niezłomna ta dziewczynka, bardzo sympatyczna, rezolutna i bezpośrednia jak większość dzieci. Często mnie bawiła swoimi niespodziewanymu pytaniami czy komentarzami, takimi jak ten: 

"Już chciała wyciągać rękę po mały kartonik ze zdjęciem chłopca w pirackim przebraniu, ale Julka szarpnęła ją, zmuszając do opuszczenia głowy. Słodka istotka szepnęła jej prosto do ucha: 
- Nie idę do tego kretyna."

Niewątpliwie plusem książki jest dobry język odpowiednio przystosowany, a zatem pasujący, do fabuły powieści. Jest normalny, codzienny, ale nie niechlujny. Same perypetie Ady również są interesujące, zwłaszcza kontakty z mężczyznami. Kobieta jest nieufna, już raz dała się skrzywdzić i nie chce ryzykować, choć sama przyznaje, że brakuje jej męskiego zainteresowania. Plusem są ładnie ukazane szczere i zdrowe relacje w rodzinie Ady - wspiera ją matka Irena, a także niezawodna Julia, która jest motywacją działań. 

Podoba mi się jakość wydania książki. Jest wysoka, warta ceny. Okładka jest ładna, utrzymana w ciepłych barwach, nawiązuje do treści powieści. Serce moje podbiło to, ze w jednym ze skrzydełek książki 'wmontowano' zakładkę! Można ją delikatnie oderwać bez szkody dla lektury. Bardzo praktyczny dodatek, który jednocześnie dyskretnie reklamuje nową serię Wydawnictwa Literackiego - Serię z Fasonem. Ciekawi mnie kolejna pozycja z tej serii, a mianowicie "Zabłądziłam" Agnieszki Olejnik.

Podsumowując mimo niedociągnięć uważam, że "Jajko z niespodzianką" jest dobrą książką, która pozwoli czytelnikowi spokojnie spędzić popołudnie lub wieczór. Można łatwo się odprężyć i przyglądać zakręconym przygodom Ady. Jednocześnie lepiej nie spodziewać się żadnych niezwykłych rzeczy i nie wymagać zbyt dużo, bo można przeżyć lekkie rozczarowanie (jak ja). Niemniej widzę tu spory potencjał i czekam na kolejną powieść pani Agnieszki Krakowiak - Kondrackiej, którą z chęcią przeczytam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu :)

piątek, 17 stycznia 2014

[123] Dorota Terakowska "Dobry adres to człowiek"

Literackie, 2004
Liczba stron: 65
Literatura polska
Feliotony
10/10

Dorota Terakowska to polska pisarka, dziennikarka, felietonistka. Zmarła dziesięć lat temu - 4. stycznia 2004 roku. Napisała m. in. "Ono", "W krainie Kota", "Tam, gdzie spadają anioły", "Poczwarkę" i "Córkę czarownic". Jest także autorką licznych reportaży i felietonów.

"Dobry adres to człowiek"
to zbiór dziesięciu felietonów napisanych przez panią Terakowską w latach 2003 - 2004 publikowanych na łamach miesięcznika "ELLE". 

Pewnego dnia zawitałam do biblioteki i zobaczyłam tę książeczkę. Jednak nie mogłam jej zabrać ze sobą, nie było czasu na nadprogramowe lektury, goniły mnie zaległości lekturowe z romantyzmu. Potem przez długi czas nie mogłam złapać tego zbiorku, ale gdy kilka dni temu weszłam znów między biblioteczne półki i ujrzałam to czego tak długo szukałam, wiedziałam, że muszę to wypożyczyć. Był to absolutny strzał w dziesiątkę.

Nie wiem, który z felietonów był najlepszy, który najbardziej mi się podobał, który najbardziej mnie zajął. Wszystkie razem i każdy z osobna podbiły moje serce, tak jak niemal cała twórczość pisarki. Miałam przyjemność świetnie się bawić przy tekstach z tego zbiorku, niejednokrotnie wybuchnęłam śmiechem, niektóre fragmenty czytałam mamie na głos - ona także odpowiadała śmiechem. Wyłapałam kilka ciekawych cytatów, które wylądowały w moim zeszycie, z cytatami z różnych książek. Książeczka została opatrzona świetnymi rysunkami autorstwa Pani Aleksandry Kucharskiej - Cybuch. Aż żal mi się rozstać z tym tomikiem ;)

Śmiech śmiechem, ale jak wiele prawdy jest w tych pisemnych wypowiedziach pani Doroty. Czasem bardzo dosadnej. Zaserwowaną tu mamy rzeczywistość z przymrużeniem oka, lekką ironią i dystansem. Do refleksji skłonił mnie felieton "Nieprzyzwoita miłość, normalna wojna". Ze zdziwieniem stwierdziłam, że zdarzyło mi się spotkać z takim podejściem do dzieci - rodzice zasłaniają im oczy, gdy na ekranie telewizora pojawia się całująca się para, ale gdy w wiadomościach pokazują zmasakrowane wojną ciała ofiar - pozostają na to obojętni. Dla mnie to trochę dziwne, ale cóż.

Polecam Wam także felieton "Kretyński dar dla potomstwa" - ubawiłam się przy nim przednio, a wniosek z niego taki, że nie każda czynność, którą wpajają dzieciom rodzice musi być bezużyteczna (choć taka oczywiście jest z dziecięcej czy młodzieńczej perspektywy). Szczególnie rozbawił mnie wstęp dotyczący prasowania męskich koszul, chyba nie tylko ze względu na zabawność sytuacji, ale na odniesienie do moich własnych skojarzeń i myśli :) Czasem rodzicielskie 'bzdury' mogą uratować sytuację :)

Gorąco zachęcam Was do przeczytania tych felietonów, bo warto. Gwarantuję, że nie będzie to stracony czas.


" - A niby skąd mam wiedzieć, co pani mówiła? Przecież nie słucham, tylko patrzę! Telewizor nie jest do słuchania - dodała z wyrzutem."
("Oglądalność, ufff...")

"Być kobietą nie jest łatwo, jest to sprawa odpowiedzialna, wyrazista i na ogół (z małymi wyjątkami) ostateczna. A mężczyzna po prostu sobie jest, bez specjalnego wysiłku."
("Dwanaście szarych garniturów")

wtorek, 29 października 2013

[114] Alice Munro "Przyjaciółka z młodości"

http://zwierciadlo.pl/wp-content/uploads/2013/10/Munro_Przyjaciolka-z-mlodosci_m.jpg
Friend of My Youth
Literackie, 2013
Liczba stron: 433
Literatura kanadyjska
7/10

Alice Munro to kanadyjska pisarka uważana za mistrzynie krótkich form prozatorskich. Otrzymała wiele nagród, trzykrotnie Governor General's Award (najważniejsza kanadyjska nagroda literacka). Do niezłego zbioru nagród literackich autorka może dopisać sobie Literacką Nagrodę Nobla, gdyż została w tym roku jej Laureatką!

Kolejna na polskim rynku książka mistrzyni krótkiej formy literackiej, laureatki Bookera. "Przyjaciółka z młodości" to dziesięć niezwykłych, hipnotyzujących czytelnika opowiadań o tym, co dla każdego z nas najważniejsze, ale i najbardziej tajemnicze: o miłości, tęsknocie, umieraniu, przypadkach rządzących naszym życiem... Prawdziwa literacka uczta dla wielbicieli magii słowa i niezapomnianych wrażeń. 

Czytanie tej książki zajęło mi sporo czasu. Złożyło się na to wiele czynników, w tym brak wolnej chwili jak i brak chęci na czytanie czegokolwiek. Sięgnięcie jednak po tę pozycję spowodowało u mnie jednak pewną refleksję, a mianowicie taką, że absolutnie nie nadaję się do czytania opowiadań bądź nowel (wyjątek: Prus), gdyż mnie irytują mimo niesamowitego kunsztu autora/autorki.

Przejdźmy jednak do istoty rzeczy, czyli właściwej recenzji książki. Na tych 433 stronach znajdziemy opowiadania, które polski rynek wydawniczy widzi po raz pierwszy, choć w Kanadzie ukazały się one w 1990 roku. Przez te historie przewijają się różne postacie - kobiety (przede wszystkim), mężczyźni, dzieci. Ludzie ci mają problemy różnego typu. Choroba, śmierć, brak zrozumienia. Bohaterowie noszą w sobie tajemnice, ich własne, ich przyjaciół, chowają w sobie też czasem ból, niespełnione marzenia i rozpaczliwe pragnienie realizacji pewnych planów. Często wspominają czasy młodości - dzieciństwo, pierwsze miłości, przyjaciół, małżonków czy rodziców. Główny bohater czy też częściej główna bohaterka opowiadania jest dobrze narysowana. 

Język opowiadań nie jest trudny w odbiorze, czyta się płynnie i bez problemów. Jednak denerwowało mnie to, że gdy już udało mi się wciągnąć w opowiadanie ono się kończyło. Choć ta irytacja wypływa raczej z moich oporów związanych z krótkimi formami aniżeli ze stylu pisarki. 

Sama treść opowiadań i dogłębne zrozumienie jej sprawiło mi trudność. Być może nie poświęciłam całej siebie tym tekstom i tutaj leży wina, ale być może też za mało znam życie i świat, by wiedzieć co dokładnie dręczy bohaterów. Myślę, że czytelnik nieco starszy niż ja (tj. liczący więcej niż osiemnaście wiosen) i mający więcej doświadczeń życiowych lepiej pojmie to dzieło Alice Munro, czego serdecznie wszystkim życzę.  

Niewątpliwie sięgnę jeszcze po inne dzieła Munro. Tymczasem tę pozycję polecam zarówno miłośnikom pisarki jak i osobom, dla których będzie to pierwsze spotkanie z jej twórczością. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu :)

piątek, 16 sierpnia 2013

[113] Ewa Nowak "Bransoletka"

Literackie, 2013
Liczba stron: 290
Literatura polska
7/10

Premiera: 11 września 2013 r.

Ewa Nowak to polska pisarka i publicystka, autorka książek dla dzieci i młodzieży. Współpracuje z pismami, m. in. z "Cogito" oraz "Victor Gimnazjalista". W swojej twórczości podpowiada jak poradzić sobie w różnych sytuacjach i z różnymi problemami. Na polskim rynku zadebiutowała w 2002 roku książką pt. "Wszystko tylko nie mięta".

Werka poznaje chłopaka jak marzenie i za jego sugestią decyduje się pojechać w ferie na warsztaty teatralne. To świetny powód to wyrwania się z domu, w którym dziewczyna nie czuje się dobrze. Jednak nagle wizja sympatycznego wyjazdu z wymarzonym chłopakiem upada i Weronika jedzie na warsztaty sama. Ju od momentu wejścia do autokaru wszystko okazuje się być porażką. Długie ćwiczenia wymowy, gadanie o kostiumach, rolach. Jednak powoli, po cichutki za sprawą nietypowej lecz charyzmatycznej prowadzącej coś zaczyna się zmieniać...

"Bransoletka" nie jest pierwszą książką pani Ewy jaką czytałam, wcześniej miałam okazję (i przyjemność zarazem) sięgnąć po kilka tomów "Miętowej" serii. Najnowsza książka tak jak powieści ze wspomnianej przeze mnie serii porusza problemy świata nastolatków. Weronika ma szesnaście lat i różne bolączki, ale żadnego sensownego sposobu na ich rozwiązanie. Przychodzi ono niespodziewanie, lecz skorzystanie z niego też nie jest dla zbuntowanej i obrażonej na świat dziewczyny proste. Właśnie to lubię w powieściach pani Nowak - są oparte na życiu i być może nie jednej osobie dały do myślenia. 

Bardzo mnie cieszy to, że historia Weroniki nie kończy się w dniu zakończenia warsztatów, ale czytelnik ma szansę ujrzenia życia dziewczyny już po dwutygodniowych zajęciach. A niewątpliwie jest co obserwować.

Wielu ludzi wie, że inne spojrzenie na pewne sprawy w naszym życiu pomaga, bo zmienia się perspektywa, dlatego tak chętnie słucha opinii osób trzecich. Ale mało kto wpada na pomysł, żeby samemu, bez pomocy innych wypracować sobie takie inne, nietypowe spojrzenie. To może wydawać się trudne, bo często zdaje się, że jest tylko jedno spojrzenie na problem. Błąd. Czasem trzeba poszerzyć kąt patrzenia :)

"Bransoletka" to wciągająca, ciepła, budująca książka, którą lekko się czyta. Gratka dla czytelników pani Ewy Nowak, ale polecam ją wszystkim, którzy poszukują jakiejś mądrej, nieogłupiającej powieści o młodzieży i dla młodzieży :)

niedziela, 11 grudnia 2011

[85] Fannie Flagg "Boże Narodzenie w Lost River"

A Redbird Christmas
Literackie, 2005
Literatura amerykańska
Liczba stron: 234
10/10

Fannie Flagg jest autorką, o której każdy chociaż słyszał. Jej "Smażone zielone pomidory" to bestseller, który wielu przeczytało. Pisarka urodziła się w 1944 roku, w Alabamie. Mając 19 lat zaczęła produkować programy telewizyjne, następnie dala się poznać jako aktorka i znakomita pisarka uwielbiana przez czytelników z całego świata.

Jak myślicie: Co robi samotny, rozwiedziony mężczyzna, dysponujący bardzo skromnymi oszczędnościami i mający przed sobą zaledwie kilka miesięcy życia?
A. poddaje się smutkowi i przygnębieniu?
B. kupuje skrzynkę piwa jako jedyną osłodę tej ponurej sytuacji?
C. wyjeżdża do Lost River, małego miasteczka w Alabamie, poznaje jego nieco zwariowanych i sympatycznych mieszkańców, próbuje pomóc małej niepełnosprawnej Patsy oraz zaprzyjaźnia się z małym ptaszkiem o imieniu Jack i... czeka na cud?
Oswald, bohater książki Fannie Flagg, wybrał rozwiązanie C. (I zdradzę Wam sekret: To właśnie była najlepsza odpowiedź!!!).

Pewnie gdyby nie wyzwanie czytelnicze Znalezione pod choinką nie sięgnęłabym po tę książkę. I powiem Wam szczerze, że wiele bym straciła, bo była to cudowna podróż do malutkiego miasteczka Lost River.
Nie można powiedzieć, że Lost River jest zapomniane. Nie ma tam pustostanów, zapuszczonych ogrodów, wszędobylskich chwastów. Dom Kultury nie jest ruiną, jedyny sklep nie został opuszczony. Wręcz przeciwnie - Lost River tętni życiem. Sklep Roya ma się świetnie, dookoła piękne ogrody, zadbana rzeka, o Dom Kultury dbają Groszki. To właśnie do tego miejsca przybywa umierający (choć ciągle trwający wśród żywych) Oswald T. Campbell.
Oswald to przyjemny facet koło pięćdziesiątki. Rozwiedziony, należy do AA. Kiedy dowiaduje się o chorobie dzwoni do Lost River, miasteczka z broszurki z początków XX wieku. Okazuje się, że jedyny miejscowy hotel spłonął w 1911 roku. Ale sympatyczni mieszkańcy pomagają Oswaldowi lokując go u Betty Kitchen.
"Boże Narodzenie w Lost River" to niezwykła książka. Pełna nadziei, ciepła, wiary, dobra i miłości. Tej ostatniej tu szczególnie dużo, ale w taki spokojny, nienarzucający się sposób. Frances nie spodziewa się, że ponownie odnajdzie miłość. Mildred przejdzie uczuciową przemianę i wyjedzie z mężczyzną z miasteczka. Roy także odżyje pod względem miłości.
W Lost River zdarzy się niejeden cud. Kreole przejdą na drugą stronę rzeki, w dziwny sposób spełni się życzenie małej Patsy. Spadnie także śnieg, co już samo w sobie jest niezwykłe. Choć książka jest trochę przewidywalna, nie umniejsza to piękna powieści.
Gorąco polecam książkę na te dni przed Bożym Narodzeniem. Kiedy ja ją czytałam w tle świątecznie zawodził Elvis Presley. Coś pięknego.

czwartek, 17 czerwca 2010

[18] Jacek Dukaj "Wroniec"



Wydawnictwo Literackie, 2009
Literatura polska
Ocena: 7/10

Moje zdanie:
Dukaj w baśniowej formie pokazuje nam grudniową noc 1981 roku. Książka trochę trudna, chyba ze względu na temat. Autor posługuje się prostym, nieskomplikowanym językiem. Powieść Dukaja obfituje w gry słowne, sama książka jest wzbogacona rysunkami. Bardzo ciekawą postacią jest Pan Beton. Przeczytałam ją, dość szybko. Polecam.
Opis:
Rodzinę małego Adasia nawiedza Wroniec. Chłopiec zaczyna swoją przygodę, kiedy zabiera go do siebie Pan Beton. Musi odnaleźć mamę, tatę, babcię i malutką siostrzyczkę. W czasie poszukiwań spotyka Milipantów, MOMO, Maszynę Szarzynę. Czy rodzina małego Adama znów będzie razem?
Cytat:
"Pan Najnajnajoporniejszy mógł być tylko Elektrykiem."

[13] Dorota Terakowska "Samotność bogów"



Wydawnictwo Literackie, 2000
Literatura polska
Ocena: 1/10

Moje zdanie:
Druga książka Terakowskiej, która mnie nie zachwyciła. Prawdę mówiąc myślałam, że ta książka będzie lepsza od „Tam gdzie spadają Anioły”, a jednak zawiodłam się. Książka nie porwała mnie w wir wydarzeń, nie wciągnęła mnie tak, bym straciła poczucie czasu. Być może, dlatego, że nie zachwyca mnie srogi Bezimienny. Być może, dlatego, że do książek Terakowskiej mam ogólne uprzedzenie (za wyjątkiem dwóch, czy trzech). „Samotność Bogów” nie zaciekawiła mnie wystarczająco. Kolejna pozycja Terakowskiej, którą podsumowuję: „nie”.
Opis:
Plemię Jona porzuciło wiarę w swoje pierwotne bóstwa, na rzecz Boga Dobroci. Lecz zapominając o swej pierwszej wierze, zapomnieli także o Bezimiennym. Pewnego razu Jon przekracza rzekę-granicę. Co stanie się po przejściu granicy? Jak zakończy się historia Jona?

[12] Dorota Terakowska "Tam gdzie spadają Anioły"



Wydawnictwo Literackie, 2007
Literatura polska
Ocena: 3/10

Moje zdanie:
Książkę czytałam w wielkich mękach. Zabierałam się do niej prawie miesiąc. Nie widzę nic ciekawego w ciągłym czytaniu o dwóch Aniołach i ich historii. Były może dwa momenty gdzie zaczynało robić się obiecująco i… kicha. Nie podobała mi się w ogóle postać Ewy i pani Samej. W nagłą przemianę matki dziewczynki też nie wierzę. Najbardziej przekonywująca dla mnie osobą był zdecydowanie ojciec. Poza tym bohaterowie jak i niektóre okoliczności mnie drażniły. Nie polecam.
Opis:
Po stracie Anioła małą Ewę zaczynają spotykać nieszczęścia. Rodzina dziewczynki nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Pewnego popołudnia niedaleko zamieszkania Ewki schronienie znajduje Bezdomny. Jaką rolę odegra w życiu dziewczyny Bezdomny? Co on ma wspólnego z Aniołem? Jak zakończy się historia Ewy?

środa, 16 czerwca 2010

[10] Dorota Terkowska "W krainie kota"



Wydawnictwo Literackie, 2007
Literatura polska
Ocena: 9/10

Moje zdanie:
Przeczytałam nie dawno. Kolejna ksiązka Terakowskiej, która mnie zachwyciła. Wciągnęła mnie w wir niesamowitych przygód i magii. Z reguły nie kręci mnie fantastyka połączona z naszym ziemskim nie magicznym światem. Jak widać wyjątek potwierdza regułę. Zachwyciła mnie sama, tytułowa ‘Kraina’. Tajemnicze groźne postacie, dziwne imiona i ten tarot… Moim (MOIM) zdaniem polscy autorzy piszą świetne książki. Rzecz jasna nie wszystkich lubię i nie wszystkie ksiązki trafiają do mojego serca. Jednak Terakowska urzeka. „W Krainie Kota” jest świetną mieszanką fantastyki i przygodówki. Jeśli nosicie się z zamiarem sięgnięcia po tą książkę, uprzedzam: zaczyna się mało ciekawie. Lecz po za tym drobnym nieznaczącym uchybieniem, jest to genialne dzieło.
Opis:
Ciężarna Ewa zjada w nocy jakiś dziwny korzeń. Nie wiadomo, po co i na co. Kilka miesięcy później w jej domu zjawia się bardzo niepospolity kocur. Zwierzak świetnie rozumie się z synkiem Ewy. Pewnego razu wspólnie zasypiają. I właśnie tu rozpoczyna się ich przygoda. Co TAM się zdarzy? Jak będzie wyglądało życie Ewy i Jonyka TU? I o co chodzi z tym Tarotem?

[9] Dorota Terakowska "Poczwarka"



Wydawnictwo Literackie, 2007
Literatura polska
Ocena: 10/10

Moje zdanie:
„Poczwarka” to pierwsza książka autorstwa Terakowskiej, którą przeczytałam. I jestem zadowolona. Lubię książki polskich pisarzy/pisarek. Tematyka książki do łatwych z pewnością nie należy. To nie jest leciutka książka o pierwszej miłostce czy kłopotach nastolatki. Czasami nudnawa, mogą zirytować fragmenty gdzie akcja toczy się w Rajskim Ogrodzie. Przeczytanie jej nie zajęło mi wiele czasu. Kiedy pytałam koleżanki o zadnie na temat „Poczwarki” opinie były pozytywne. Mimo, że ta książka mnie urzekła, podobnie jak trzy inne tej samej autorki, dwie mnie kompletnie nie wciągnęły. Jeśli jednak chodzi o „Poczwarkę” to gorąco polecam.

Opis:
Adam i Ewa są młodym małżeństwem. Gdy rodzi im się córka Marysia, nazywana Myszką ich świat bezpowrotnie staje na głowie. Matka nie poddaje się, radzi sobie jak może. Ojciec dziewczynki jednak całe dnie spędza w pracy, a później zamyka się w swoim gabinecie słuchając Mahlera. Dlaczego ich życie tak wygląda po narodzinach dziecka? Jak wygląda świat upośledzonej Myszki?