"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

[163] Agatha Christie "Entliczek pentliczek"

 
Hickory Dickory Dock 
Dolnośląskie, 2015
Liczba stron: 180
Literatura angielska
5/10


Kilka kryminałów Christie mam już za sobą. Niemal zawsze były to spotkania szalenie ciekawe i wciągające. Poczułam ostatnio chęć przeczytania kryminału, więc bez zastanowienia chwyciłam w bibliotece za mistrzynię kryminału. Niestety, trochę się zawiodłam, mimo że śledztwo prowadzi fenomenalny detektyw, którego uwielbiam - pan Poirot.

Co mają wspólnego tak różne przedmioty, jak wieczorowy pantofelek, stetoskop, stare flanelowe spodnie, plecak, kwas borny, sól do kąpieli i książka kucharska? I co łączy je z trzema niewyjaśnionymi morderstwami, popełnionymi w bardzo przyzwoitym pensjonacie dla studentów w Londynie? Rozwiązanie tej zagadki wskaże zabójcę. Tylko Herkules Poirot mógłby je znaleźć, ale mały detektyw idzie błędnym tropem... 

środa, 10 września 2014

[146] Agatha Christie "Morderstwo w Boże Narodzenie"

Hercule Poirot's Christmas
Dolnośląskie, 2011
Liczba stron: 232
Literatura angielska
9/10

O Agacie Christie chyba nie muszę zbyt wiele pisać, prawda? Autorka licznych kryminałów, które od lat są chętnie czytane a liczba czytelników i miłośników jej prozy stale rośnie. Stworzyła postacie niezwykle lubianych detektywów - pannę Marple oraz bohatera recenzowanej dziś powieści Herkulesa Poirot. Klasyka powieści kryminalnej.
Zbliża się Boże Narodzenie. Senior rodu Simeon Lee do swej rezydencji zaprasza rodzinę. Spotkanie jest nietypowe, gdyż Lee niemal nie utrzymywał z dziećmi kontaktów. Mało przyjemnej atmosfery nie poprawia pojawienie się uchodzącego za czarną owcę syna, a tym bardziej wnuczki, którą rodzina widzi po raz pierwszy. W ponurych nastrojach podsycanych pragnieniem odziedziczenia jak największego spadku zebrani dowiadują się o zabójstwie złośliwego milionera. Do akcji wkracza niezastąpiony Herkules Poirot. Przed detektywem trudna zagadka - okazuje się bowiem, że z sypialni Simeona zniknęły diamenty, nie wszyscy goście ujawnili prawdziwą tożsamość, a zamordowany miał niejednego wroga…
Od czasu do czasu lubię chwycić za kryminał. Tajemnicze morderstwo, kilkoro podejrzanych, różnorakie motywy i kolejne morderstwo w przygotowaniu. Tak, to gwarantuje mi Christie i uwielbiany przeze mnie Herkules Poirot, którego pokochałam podczas czytania powieści "Morderstwo w Orient Expressie". Potem przyszedł czas na "Niedzielę na wsi", a teraz tryumfy święci "Morderstwo w Boże Narodzenie". Pora raczej mało Gwiazdkowa, bo mamy początek września, ale na dobry kryminał zawsze jest czas.
Czy motywem były... diamenty?

Wiadomo, jak to u Christie, jest wprowadzenie, które zarysowuje bohaterów, przybliża ich psychikę, postawy i poglądy, dzięki czemu czytelnik może w dokładniejszy sposób poszukiwać winowajcy. Ja w tym przypadku miałam swój typ przez zdecydowaną większość powieści, pod koniec nagle go zmieniłam, ale okazało się, że... I tak nie trafiłam. Zakończenie zaskoczyło mnie absolutnie, a wszystko przez to, że zignorowałam pozornie nieistotne słowa jednego z bohaterów. Kiedy wreszcie nauczę się, że u Christie nie pada ani jedno zbędne zdanie? Tak, ponownie dałam się zaskoczyć, a powieść trzyma w napięciu do ostatnich stron. 

"Morderstwo w Boże Narodzenie" nie zawiodło mnie. Spędziłam z tą powieścią dwa intensywne popołudnia, pełne zagadkowości, niepewności i oczekiwania na rozwiązanie sprawy. Poirot współpracując z dwojgiem innych policjantów musi użyć wszystkich swoich zdolności i rozpatrzyć każdą możliwość. Polecam tę książkę, gwarantuję, że nie będziecie narzekać na nudę, bo w każdej chwili może wydarzyć się coś niepokojącego, a pointa tej historii przyprawi was o spore zdziwienie. Ja z pewnością sięgnę też po kolejne tomy przygód małego Belga Herkulesa Poirot.

wtorek, 25 czerwca 2013

[108] Agatha Christie "Niedziela na wsi"

The Hollow
Dolnośląskie, 2012
Liczba stron: 260
Literatura angielska
7/10

Agatha Christie to angielska autorka powieści kryminalnych i obyczajowych, jest też najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów. W języku angielskim wydano ponad miliard jej książek. Stworzyła dwie słynne postacie: starszą pannę Marple oraz ekscentrycznego Belga Herkulesa Poirot. Pierwszą powieścią kryminalną, a zarazem pierwszym dziełem, w którym pojawia się belgijski detektyw jest "Tajemnicza historia w Styles" wydana w 1920 r. Wybitna anglojęzyczna pisarka zmarła w 1976 roku mając 86 lat.

To miała być spokojna niedziela na wsi. Herkules Poirot, zaproszony na obiad do domu lady Angkatell, trafia wprost na miejsce zbrodni. I nie jest to impertynencki żart ani gra towarzyska! Czerwona krew doktora Johna Christowa kapie do niebieskiej wody w basenie...
Czy lekarz został zabity przez zazdrosną o niego kobietę: żonę, kochankę albo dawną ukochaną? Wszystkie są na miejscu zbrodni, a jedna nawet trzyma w ręce rewolwer… Ale dowody i zeznania wcale nie są jednoznaczne. Tym razem Poirot trafił na godnego siebie przeciwnika. Czy wskazanie mordercy i odkrycie prawdy będzie sprawiedliwym wyjściem?

Christie i ja w Bieszczadzkim hamaku w ubiegłym tygodniu!
Książkę dostałam dosyć dawno, bo na ostatnią Gwiazdkę od kochanej Meme, ale dopiero teraz miałam chwilę czasu, żeby usiąść i ją przeczytać. Zabrałam ją bowiem na prawie tygodniowy wyjazd w Bieszczady z bardzo fajną ekipą, na czele której stał mój Polonista. Czytałam głównie w pociągu, rzadziej w schronisku. Jakie są moje wrażenia po moim drugim w życiu spotkaniu z Herkulesem i trzecim spotkaniu z panią Christie w ogóle?

Po "Morderstwie w Orient Experssie" Poirot stał się moim absolutnym guru (niemal). Stoi na piedestale zaraz obok Holmesa i Watsona. Tam było go dosyć sporo, na prawie każdej stronie. W tej powieści było nieco inaczej. Oryginalny Belg pojawia się dopiero w okolicach 90 strony, następnie występuje trzy, może cztery razy w króciutkich (choć istotnych) epizodach i triumfalnie rozwiązuje zagadkę. Tyle. Mi było mało, mało, mało. Mam straszny niedosyt Herkulesa.

Na powieść skalda się bardzo długie wprowadzenie, nim dojedzie do prawdziwego zawiązania akcji, jakim jest morderstwo Johna Christowa (zachodzi to około 100 str.). W owym wprowadzeniu autorka starannie przedstawia czytelnikowi bohaterów, grających główne role w tym spektaklu. Są ładnie zarysowane ich osobowości, nawyki, dziwne skłonności i sposób bycia. Istotną rzeczą wśród tego charakteryzowania bohaterów jest opis relacji między poszczególnymi osobami. Rzecz na pozór bzdurna, ale w dalszym toku akcji bardzo ważna, bo to właśnie tymi spostrzeżeniami będzie kierować się czytelnik w czasie poszukiwań mordercy.

Historia klasyczna dla Christie: do morderstwa dochodzi w zamkniętym gronie i wśród tego grona należy szukać, tego kto zbrodni dokonał. Tutaj nie jest to takie proste jakby wydawać się mogło, bo tropy prowadzą do różnych osób. Mylne, bardzo mylne. A całkiem sporo zamieszania w tej kwestii wprowadza niepozorna lady Angkattel, która zasypuje wszystkich wkoło swoimi teoriami.

W "Niedzieli na wsi" Agatha Christie posunęła się do pogłębienia wizerunku bohaterów powieści, tym samym odsuwając troszkę na bok Herkulesa Poirot. Lekka psychologizacja postaci w kryminale sprawiła, że miałam momentami odczucie, że czytam powieść obyczajową. I szczerze mówiąc nie wiem czy poiliczyć to plus czy minus dla książki.

"niedziela na wsi" to bardzo dobra powieść i wciągająca historia, ale nie trzymała mnie w napięciu tak jakbym chciała. No i brakowało mi Herkulesa. Jednak fanom Christie, którzy nie mieli okazji jeszcze przeczytać, polecam, a nawet zachęcam ;) Natomiast osoby, które chcą dopiero zacząć swoją historię z Agathą i oczekują dreszczyku emocji i mocnego napięcia, niech sięgną po inną pozycję! ;)
________

I wróciłam. Wakacje za pasem i uznałam, że muszę zintensyfikować swoje czytanie.Christie skończona, teraz czytam "Miasteczko Salem" Kinga. Do zobaczenia! ;)

środa, 11 lipca 2012

[95] Agatha Christie "Morderstwo w Orient Expressie"

Murder on the Orient Express
Dolnośląskie, 2010
Liczba stron: 262
Literatura angielska
10/10

Agatha Christie to jedna z najpoczytniejszych angielskich pisarek i chyba nie ma mola książkowego, który by o niej nie słyszał. Jej książki od lat zdobywają serca kolejnych czytelników i cieszą się ich uznaniem. Stworzyła dwie kultowe postacie detektywistycznego świata (obok słynnego Holmesa oczywiście), czyli Herkulesa Poirot i pannę Marple. Niektóre z jej książek zostały sfilmowane jak na przykład "Morderstwo w Orient Expressie". 

Herkules Poirot po rozwiązaniu sprawy kryminalnej w Azji wraca do Europy. Pociąg Orient Express, którym podróżuje, grzęźnie w zaspie śnieżnej. W nocy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeden z pasażerów. Detektyw Poirot rozpoczyna dochodzenie, a jego podróż zamienia się w śledztwo. Fakty wskazują, że zabójca zajmuje przedział w tym samym wagonie... Czy Poirot zdoła rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa?

Miałam możliwość wybrania sobie książki, która miała być dołączona do świadectwa. Z wahanie chwyciłam za jedną z dwóch leżących na stoliku powieści Agathy Christie. Do końca nie byłam pewna swojego wwyboru, więc by się przekonać, zaczęłam czytać kilka godzin po zakończeniu roku szkolnego. Już po pierwszych kilku stronach, wiedziałam, że ta historia Herkulesa Piorot to strzał w dziesiątkę.

Było to moje pierwsze spotkanie z ekscentrycznym belgijskim detektywem i muszę przyznać, że było to spotkanie nadzwyczaj udane. Herkules w swej sztuce dedukcji, domyślania się i wyciągania wniosków przypominał mi Sherlocka Holmesa (którego uwielbiam). Kto wie, być może to daleki krewny angielskiego detektywa?  ;) Podobał mi się jego styl prowadzenia dochodzenia, to jak myślał, rozumował im dochodził do wniosków. Poirot zdobył moje serce, szczerze go polubiłam i zawsze będę go witać szerokim uśmiechem.

Czasem nieco drażniła mnie postać przyjaciela Herkulesa, tj. monsieur Bouca. Generalnie był sympatyczny i zdaje się, że darzył szczerą przyjaźnią i zaufaniem naszego Belga. Był trochę porywczy, chwytał się każdego możliwego wyjaśnienia tego makabrycznego morderstwa niczym tonący brzytwy. Ale jak już mówiłam, Bouc da się lubić.

Niewątpliwą zaletą powieści jest fakt niesamowitego zawężenia kręgu podejrzanych wyłącznie do osób podróżujących jednym konkretnym wagonem. To buduje napięcie, bo wiemy, że mamy do wyboru tylko kilkanaście osób i nikogo poza tym. To wąskie pole może trochę drażnić, ale też skłaniać do zastanowienia, gdyż (pozornie) każdy ma alibi. Ale przecież ktoś musiał zamordować tego człowieka, sam nie zadałby sobie kilkunastu ciosów ostrym narzędziem prawda?

Podobał mi się podział na trzy główne części: fakty, zeznania i rozmyślenia Herkulesa. Pozwala to czytelnikowi nadążyć za akcją, a także sprawia, że ma się wrażenie przebywania w samym Orient Expressie. Jesteśmy niemal naocznymi świadkami wydarzeń. Możemy wraz z belgijskim detektywem szukać mordercy. Sami szukamy i wyłapujemy poszlaki. Christie nie robi z czytelnika bezmyślnego żuczka. Daje czytelnikowi trochę, bo resztę odkrył sam z pomocą bohaterów ze stronic książki. Kiedy w wagonie restauracyjnym odbywały się dokładne przesłuchania pasażerów czułam się tak, jakbym siedziałam obok Herkulesa.

Niewątpliwym atutem "Morderstwa w..." jest jego nietuzinkowe zakończenie. Na ostatnich kartach poznajemy motyw, który spowodował, że jeden z pasażerow zginął drogą morderstwa. Największym zaskoczeniem jest to, kto zabił tego mężczyznę. Prawda jednak może nigdy nie ujrzeć światła dziennego i będzie dostępna tylko postaciom stworzonym przez Christie i tysiącom czytelników...

Gorąco zachęcam Was do przeczytania tej powieści. Jest ona z pewnością jedną z najlepszych powieści kryminalnych - trzyma w napięciu i niepewności do ostatniej strony. "Morderstwo w Orient Expressie" na stałe wejdzie do kanonu moich ulubionych książek.

******

Przepraszam Was za błędy itp., ale nie jestem u siebie i nie chce mi się bawić w poprawki. Nienawidzę przepisywania... -.-

piątek, 27 stycznia 2012

[87] Lisa Hoodless & Charlene Lunnon "Uprowadzone"

Abducted
Hachette, 2010
Liczba stron: 286
Literatura angielska
9/10

W 1999 roku, w wieku dziesięciu lat, Charlene Lunnon i Lisa Hoodless zostały porwane w drodze do szkoły. Przez kilka dni były więzione w brudnym mieszkaniu komunalnym, torturowane i gwałcone. Niemal postradały życie. Ale zdarzył się cud. Dziewczynki zostały odnalezione, ich oprawca aresztowany i skazany, a sprawę udało się zamknąć. To jednak nie był koniec dla Charlene i Lisy. Przez kolejne kilka lat starały się pogrzebać bolesne wspomnienia i wrócić do normalnego życia. W ogniu heroicznej walki z własnymi demonami ich przyjaźń została wystawiona na próbę, której prawie nie podołała. Uprowadzone to opowiedziana przez nie historia tego, co przeżyły, jak udało im się przetrwać tę gehennę oraz skąd czerpały siłę, aby iść dalej i odbudować swoje życie.

Książkę pożyczyłam od mojej siostry. Kazała mi się dobrze zastanowić czy na pewno chcę przeczytać. Byłam zdecydowana, pytanie było niepotrzebne. Doskonale wiedziałam o czym traktuje ta powieść, nie sądziłam jednak, że będzie to tak niezwykłe i wzruszająco - przerażające spotkanie.
W książce na przemian wypowiada się Lisa i Char. To pozwala poznać nie tylko różny punkt widzenia tych dramatycznych zdarzeń, ale także uczucia bohaterek. Jest to tak dobrze ujęte i ubrane w słowa, że miałam wrażenie, że nie czytam książki a oglądam film. Przed mymi oczami mimo woli pojawiały się obrazy z powieści - porwanie, wpakowanie dziewczynek do bagażnika czy 'pobyt' na Beachy Head zwanym klifem samobójców. Jest to niewątpliwie wielka zaleta tej powieści, bo dzięki temu ksiązkę czyta się bardzo szybko i płynnie. Język jest prosty, ale idealnie 'wpasowuje' się w sytuację dziewczynek.
Historia Charlene i Lisy nie kończy się w momencie, gdy zostają odnalezione i zabrane do domu. Ich historia toczy się dalej. Widzimy łatwy - niełatwy powrót do szkoły, wizyty u psychologa, kontakty z rodzicami, wojnę między przyjaciółkami, pierwsze miłości. Odnowienie kontaktów nie będzie łatwe.
Chyba najgorsze jest to, że to najprawdziwsza historia napisana przez życie. Ludzie tacy jak oprawca Char i Lisy - Alan Hopkinson żyją, istnieją naprawdę i aż trudno w to uwierzyć. Te dwie niewinne istotki miały nieszczęście trafić na niego, a walka z tragicznymi wspomnieniami wymagała od nich ogromnego nakładu sił i samozaparcia.
Dla mnie książka jest dowodem tego, że po każdej burzy wychodzi słońce, które na niebie naszego życie tworzy upragnioną tęczę.
Książkę polecam wszystkim. Gwarantuję satysfakcję z dobrze wykorzystanego czasu. Bo choć temat powieści nie jest łatwy, prosty i przyjemny to książka porusza do głębi i dostarcza niesamowitych emocji.

wtorek, 14 czerwca 2011

[69] Agatha Christie "Morderstwo odbędzie się..."

A Murder Is AnnouncedDolnośląskie, 2009
Liczba stron: 296
Literatura angielska
8/10

Agatha Christie jest jedną z najbardziej znanych pisarek. Słynie z kryminałów trzymających w napięciu do samego końca.

Tajemnicze ogłoszenie w lokalnej gazecie stawia na nogi mieszkańców malutkiej miejscowości Chipping Cleghorn. "Morderstwo odbędzie się..." . Niektórzy wyczekują dobrej zabawy, inni są lekko zdegustowani, nikt jednak decyduje się zostać w domu. Napisano przecież, że osobnych zaproszeń nie będzie. O wyznaczonej godzinie grono zaintrygowanych sąsiadów odwiedza Letycję Blacklock. Zegar bije... Gasną światła... Pada strzał! Na ziemię osuwa się nieżywy... napastnik.

"Morderstwo odbędzie się..." przyciągnęło moją uwagę jako jedna z nielicznych książek pani Christie stojących na bibliotecznej półce. Mała zgrabna książeczka, licząca prawie 300 stron, z intrygującym tytułem... Coś dla mnie! Kuzyn zachwycony pisarstwem Christie, nieświadomie spowodował, że wreszcie się zdecydowałam. W końcu ile można czytać o Holmesie...
Wszystko dzieje się stosunkowo niedawno. Kilka miesięcy po wojnie w jednym z angielskich miasteczek. Zaczyna się niewinnie - ukazanych jest kilka rodzin, które odkrywają w lokalnej gazecie zagadkowe ogłoszenie. Wszystko komplikuje się, kiedy w posiadłości panny Blacklock zjawia się grupa znajomych. Padają strzały, które nakierowują dalszy tok historii.
Ten kryminał Agathy Christie jest pierwszym jaki przeczytałam. Wydarzenia porwały mnie, tak bardzo, że nim się obejrzałam razem z inspektorem Croddockiem i panną Marple usiłowałam rozwiązać zagadkę. Jeżeli kiedykolwiek twierdziłam, że z najbardziej skomplikowanymi zagadkami spotkał się Sherlock Holmes i Doktor Watson, to zmieniłam zdanie po przeczytaniu tej powieści.
W "Morderstwo dobędzie się..." nic nie jest takie jak mogłoby się wydawać. Po za kilkorgiem bohaterów. Choć może się wydawać, że to takie pomieszane z poplątanym, to powiem Wam, że to tylko błędne spojrzenie na to wszystko. W gruncie rzeczy to wszystko ma sens. Spotymy tutaj mordercę pierwszej klasy. Każdy swój ruch starannie planuje, morduje niewygodnych świadków, robiąc to niespodziewanie. Ale przecież to nie zbrodnia (zbrodnie?) doskonała. W momencie, w którym niektóre rzeczy zaczynają się sypać, zaczyna działać nieco bardziej chaotycznie.
Spodziewałam się wielu rzeczy, ale na pewno nie takiego zakończenia. Ze zdziwienia zbierałam zęby z podłogi.
Gwarantuję Wam, że emocji nie zabraknie. Przygotujcie się jednak na wszystkie możliwe opcje, które Wam przyjdą do głowy. Tu wszystko jest możliwe.

czwartek, 17 marca 2011

[64] Herbert George Wells "Wehikuł czasu"

The Time Machine
Ossolineum, 1985
Liczba stron: ?
Literatura angielska
5/10

Młody naukowiec ma jedną pasję: podróże w czasie. I pewnego dnia udaje mu się skonstruować wehikuł, którym można przemierzać Krainę Czasu. Wyrusza w podróż i przenosi się w rok 802 701...

Kolejna książka do konkursu. I chyba póki co najmniej mi się podobała z całej listy konkursowej. Owszem tematyka ciekawa. Sama zawartość też, ale coś mnie w tej książce denerwowało. Może język…
Ciekawie jest przedstawiona walka Elojów i Morloków, dwóch ras ludzkich, które eeee… ewoluowały ;) Strasznie wkurzała mnie nieporadność i delikatność Elojów. Byli tacy eteryczni, gdyby nie fakt związku między Weeną a Podróżnikiem w Czasie chyba bym nie zauważyła istnienia tych małych, białych postaci.
Morlokowie natomiast byli bardzo interesująco zarysowani. Trochę mi brakowało jakiegoś zagłębienia się w ich życie i kulturę, ale z drugiej strony biorąc pod uwagę ich ‘pragnienie krwi’ trudno się dziwić.
Kiedy natomiast Podróżnik przypadkiem przenosi się jeszcze bardziej w przyszłość jestem bardzo zaskoczona wyglądem świata. Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądał świat bez człowieka? Świat za miliardy lat? Powiem Wam, że to jedno zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
Książka silnie działa na wyobraźnię. Łatwo i bez problemu możemy sobie wyobrazić postacie z książki czy miejsce w którym aktualnie przebywa nasz bohater.
Myślę jednak, że osoby, które nie przepadają za S-F nie powinny sobie tym zawracać głowy. Natomiast fani tego gatunku powinni po to sięgnąć. Tak samo jak osoby lubiące eksperymentować i poznawać różne gatunki literackie i różnych autorów.

„Głosy ludzkie, ryk bydła, wrzaski ptaków, brzęczenie życia – wszystko to już dawno przeminęło.”
___________

Przepraszam, że tak krótko. Jakoś tak weny nie mam. Jak sobie pomyślę, że za 3 tygodnie mam testy to mi się niedobrze robi. I przepraszam, że tak rzadko zaglądam na wasze blogi. Postaram się to nadrobić ;)

środa, 2 lutego 2011

[61] William Shakespeare "Romeo i Julia"


Tytuł oryginalny: The Tragedy of Romeo and Juliet
Zielona Sowa, 2008
Liczba stron: 133
Literatura angielska
Lektura szkolna
6/10

Tragedia miłosna "Romeo i Julia", powstała w 1595 r., jest jednym z najsłynniejszych i najczęściej grywanych dramatów Szekspira. Tragiczne losy młodych bohaterów poddanych działaniu Fatum, urok i wdzięk ich postaci, poetyckie piękno monologów lirycznych mówiących o miłości - to uniwersalne i nieprzemijające walory utworu uważanego za arcydzieło literatury dramatycznej.

Z pewnością każdy z nas słyszał o miłości Romea i Julii. Historia chyba najsłynniejszej pary kochanków stała się szkolną lekturą, mniej lub bardziej lubianą przez uczniów i polonistów. Dla mnie samej ta szekspirowska tragedia nie będzie tą ulubioną. Ale mimo wszystko z Szekspira nie zrezygnuję.
W całej tej pisaninie znalazłam tylko 18 linijek, które tak naprawdę mi się podobały. Był to prolog i cztery ostatnie linijki dramatu. Czyli zaczęło się ładnie i ładnie się zakończyło. A co ze środkiem? Cóż prawdę mówiąc średnio.
Nie chodzi mi tu o sam styl pisania czy słownictwo, bo to jakimś wielkim problemem dla mnie nie było. Podział na role, sceny, akty, dialogi pisane wierszem, czyli to, czym charakteryzuje się dramat mi nie przeszkadza. Chodzi mi tu jednak o ta całą niedorzeczność tej miłości. Romeo i Julia, podczas całej tragedii, spotkali się ledwie parę razy i zakochali się w sobie. Ja rozumiem, że miłość od pierwszego wejrzenia, że trafiła ich strzała Amora etc. Ale bez przesady. Chociaż jestem skończoną romantyczką, historia dwójki młodych mieszkańców Werony nie urzekła mnie. Czasem zastanawiałam się czy ja czytam tragedię, czy może jej parodię.
Chyba najbardziej podobał mi się wątek tych zwaśnionych rodów. Tej nienawiści, która zaprowadziła na łono Abrahama Romea, Julię i paru pozostałych bohaterów.
Moim ulubionym momentem jest chwila, w której Capulet i Monteki podają sobie ręce. To chyba taki najbardziej urzekający fragment w całej lekturze.
To co mi się nie podobało, Szekspir zrekompensował mi, już wspomnianym, prologiem. Fanom tragedii, w szczególności szekspirowskiej, polecam. Tym, którzy za tragediami nie przepadają, proponuję, żeby ten czas poświęcili na coś innego.

„Posępną zgodę ten ranek nam wieści
Słońce z żałości skryło się, choć dnieje;
Bo nie słyszano dotąd opowieści
Smętnej jak Julii i Romea dzieje.”

czwartek, 20 stycznia 2011

[60] Stephen Clarke "Merde! Rok w Paryżu"


Tytuł oryginalny: A Year in the Merde
WAB, 2009
Liczba stron: 360
Literature angielska
8/10

Paul West, typowy Brytyjczyk – Hugh Grant połączony z Davidem Beckhamem – przyjeżdża do Paryża, by pomóc w otwarciu sieci angielskich herbaciarni. Spędza tam dziewięć miesięcy, podczas których na własnej skórze odczuwa wady i zalety bycia cudzoziemcem we Francji – kraju, gdzie rok zaczyna się we wrześniu, najczęściej uprawianą dziedziną sportu są strajki, a z powodu psich odchodów zostawianych na ulicach do szpitala trafia ponad sześciuset paryżan rocznie. Współpracownicy usiłują oczernić go w oczach szefa. Sam szef, początkowo sprawiający sympatyczne wrażenie, również ma na sumieniu kilka niecnych postępków. Bohaterami pozytywnymi są w zasadzie tylko kobiety...

Pierwsze wydanie książki autor opublikował własnym sumptem w liczbie zaledwie 200 egzemplarzy. Powieść stała się jednak szybko bestsellerem. Prawa do jej przekładu kupiły wydawnictwa z kilkunastu krajów, w przygotowaniu jest również adaptacja filmowa.

Z przeczytaniem ksiązka Stephena Clarka nosiłam się bardzo długo. Aż wreszcie znalazłam ją na liście lektur konkursowych. Tak więc przeczytałam, w miarę możliwości, szybko i bezproblemowo.
Książka bynajmniej nie jest przewodnikiem po Paryżu, ani tym bardziej samej Francji. Powieść powstała na autentycznych wydarzeniach, ubarwionych (chyba dosyć mocno;) fikcją literacką. Dzięki temu powstała naprawdę fantastyczna opowieść licząca sobie ponad 300 stron.
Powieść Clarke’a pokazuje nam Francuzów z punktu widzenia Anglika Paula. Ten młody mężczyzna musi pracować z ‘pełnymi zapału’ Francuzami lub osobami innego pochodzenia, które ledwo znają język angielski (sam Paul ma problemy z francuskim). Początkowo Westa denerwuje tan cały paryski chaos. Przynajmniej dwa strajki miesięcznie, bałagan na ulicach, problem z poszukaniem mieszkania… Z czasem jednak Paul traktuje strajki jak coś normalnego a drogowy bajzel nie robi na nim wrażenia. Wszystko opisuje z dystansem i ironią.
Paul spotyka również wiele ciekawych osób, które są z nami przez cały czas. Szef zdradzający swoją żonę, atrakcyjna asystentka szefa, zespół od herbaty, Aleksa i jej ojciec, córka szefa, która sypia chyba z każdym i zajmuje się handlem maryśką…
Książka jest naszpikowana francuskimi wtrąceniami. Niektóre są tłumaczone, niektóre nie, ale chyba się domyślacie co oznacza np. l’amour ;) W środku znajdziemy ciekawy podział na rozdziały. Bynajmniej nie są numerowane. Są nazwane od miesięcy (oczywiście po francusku).
Powieść jednak uczy, że jeśli francuski agent, który ma pomóc Ci w najmie domu wciąż na twoje pytania odpowiada „Wszystko w porządku”, to oznacza, że coś jest nie tak. Pokazuje jak zamówić kawę i dostać ją w filiżance, a nie w kociołku wielkim jak krater wulkanu. Jeżeli chcesz rozkochać w sobie Francuzki, albo uwodzić mężczyzn jak one, zajrzyj do tej książki. Tam jest naprawdę wiele ciekawych informacji ;)
Polecam książkę wszystkim tym, którzy uwielbiają Francję, ale też tym, którzy jej nie cierpią. Niech po nią sięgną także ci, którzy nie wiedzą, co o niej myśleć. Obiecuję Wam, że nie będziecie żałować czasu, który poświęcicie na przeczytanie tej książki.

wtorek, 28 grudnia 2010

[58] Russell Whitfield „Gladiatorka” || Poświąteczna niespodzianka ;)

Tytuł oryginalny: Gladiatrix
Bullet Books, 2010
Liczba stron: 533
Literatura angielska
10/10

Russella Whitfielda zamieszkującego w Anglii do napisania „Gladiatorki” zainspirowała fascynacja starożytną Grecją oraz Rzymem. „Gladiatorka” jest pierwszą powieścią pana Whitfielda.

Kiedy Rzymem rządziła dynastia Flawiuszy na arenie znalazł swe miejsce nowy rodzaj wojownika – gladiatorka. Statek, którym płynie Lysandra będąca spartańską kapłanką, rozbija się u wybrzeży Azji Mniejszej. Dziewczyna trafia do najlepszej szkoły dla gladiatorem we Wschodnim Cesarstwie, której właścicielem jest Lucjusz Balbus. Od tego momentu Lysandra będzie musiała walczyć o życie na arenie, ku uciesze żądnej krwi gawiedzi…

„Gladiatorka” jest powieścią historyczną, osadzoną w starożytnym Cesarstwie Rzymskim. Książka ukazuje nam ciężkie życie kobiet – gladiatorek. Owo życie nie jest spełnieniem ich marzeń, ale dla wielu z nich stanowi namiastkę wolności, która sobie cenią.

Język, którym posługuje się pan Whitfield w powieści jest prosty i nieskomplikowany. Jednocześnie każda z postaci, odpowiednio do swojego charakteru, pochodzenia czy pozycji społecznej mówi inaczej - mniej lub bardziej górnolotnie, bezczelnie czy potulnie. Słowa (jak i zachowanie bohaterów książki) odpowiadają także aktualnej sytuacji, w której się znajdują.

W „Gladiatorka” nie ma w sobie momentu najciekawszego, najbardziej interesującego, wciągającego. Dlaczego? Ponieważ ta książka od pierwszej do ostatniej strony (nie wyłączając okładki, czy noty od autora) jest tym najciekawszym, najbardziej wciągającym momentem. Nieważne, do której godziny będziesz czytać tę książkę, nie ważne, że odłożysz ją o 23, a obudzisz się o 6 rano. Będziesz czuć niesamowity niedosyt związany z tą książką. I będziesz czytać i czytać.

Książkę Russella Whitfielda czyta się dobrze, szybko, płynnie. Rozdziały są świetnie ułożone i ponumerowane z pomysłem. Na ten temat nie zdradzę nic więcej, aby nie psuć niespodzianki. Ta powieść pozwala nam przenieść się na obrzeża Halikarnasu, do szkoły Balbusa, do cel niewolnic, do rezydencji Frontyna i wreszcie na arenę. Możemy zasiąść wśród plebsu i oglądać widowiska z udziałem kobiet-gladiatorów. Jest to jedna z zalet tej książki – niesamowicie działa na wyobraźnię, co nie jest bez znaczenia. Powieści, które potrafią nas przenieść w inne miejsce na świecie czy do innej epoki są potrzebne, ponieważ czasem chcemy uciec od tej zaokiennej szarugi.

„Gladiatorka” zawiera w sobie dość krwawe sceny, które są jednak potrzebne, by móc przedstawić życie gladiatorek. A nawet, jeśli ominiemy sceny walk, wiele stracimy. To właśnie przy nich najmocniej bije serce.

Okładka tej powieści też jest nietuzinkowa. Z niej patrzą na mnie hipnotyzujące oczy zadraśniętej kobiety, mokrej o potu. Niżej czerwonymi, wypukłymi literami przedstawiony jest autor i tytuł. U samego dołu widnieje kobieta unosząca tarczę i miecz w geście zwycięstwa. Tłem dla niej są trybuny, pełne ludzi, którzy zapewne skandują jej pseudonim. Tak więc, nie tylko powieść zachwyca – okładka również.

Powieść Russella Whitfielda z czystym sumieniem i sercem mogę polecić ludziom, którzy lubią powieść historyczną. Także tym, których interesuje starożytna Grecja czy Rzym. Nie należy się tam jednak spodziewać naukowych wywodów. „Gladiatorka” jest kombinacją fikcji literackiej z nutką faktów, dzięki czemu otrzymaliśmy wspaniałą powieść.

Książka została przekazana od serwisu nakanapie.pl
____________

Otóż w jednej ze świątecznych paczek znalazłam książkę ;) Wreszcie w moje łapki trafiła książka Wojciecha Cejrowskiego "Gringo wśród dzikich plemion". Zaczynam czytanie! ;)

środa, 22 grudnia 2010

[57] Ruth Langan, Jaqueline Navin, Lyn Stone „W wigilijną noc”


Tytuł oryginalny: „One Christmas Night”
Arlekin, 2008
Liczba stron: 366
Literatura angielska
5/10


"W wigilijną noc" to trzy pełne ciepła i humoru opowiadania, których akcja przypada na XII, XIV i XVI wiek; to trzy wzruszające opowieści o lojalności i przyjaźni, oczarowaniu i miłości.

Jak już wyżej napisano, książka jest zbiorem trzech opowiadań. Ich akcja ma związek z Wigilią. To właśnie ona zmusza bohaterów do najrozmaitszych rzeczy.
Generalnie rzecz biorąc dwa pierwsze opowiadania nie są złe. Przez trzecie natomiast nie przebrnęłam. To była prawie drogą przez mękę, a chyba nikt nie lubi się męczyć, więc poprzestałam na jego połowie.
Są to opowiadania więc trochę trudno tutaj o jakąś szalenie rozwiniętą akcję. W dodatku jest to romans. Jak widać, nie jest to jakaś wymagająca lektura. Ot takie lekkie pióro na zimny wieczór. Szczególnie przypada do gustu w przerwach od czegoś ‘cięższego’.
Przeczytałam szybko, z przyjemnością nawet. Przyznam, że jest to ciekawa książka na ten właśnie świąteczny okres.
Moim zdaniem najciekawsze było drugie opowiadanie. Pierwsze też niczego sobie, choć chyba czegoś mi tam zabrakło. Jak już mówiłam trzecia historia nie urzekła mnie. Równie dobrze tego opowiadania mogłoby nie być w tym zbiorku.

Tytuły opowiadań:

Ruth Langan: „Cudowne ocalenie”
Jacqueline Navin: „Żona dla sprawiedliwego”
Lyn Stone: „Prezent dla Iana”

niedziela, 21 listopada 2010

[52] sir Arthur Conan Doyle "Studium w szkarłacie"


Tytuł oryginalny: „A Study in Scarlet”
Rea, 2009
Liczba stron: 190
Literatura angielska
8/10


Opis:
Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej części, dowiadujemy się o zbrodni i przyglądamy się rozwiązaniu zagadki morderstwa w niezamieszkanym domu. Poza tym dowiadujemy się, jak dr John Watson poznaje Sherlocka Holmesa oraz dlaczego razem mieszkają. W części drugiej opisana jest historia życia mordercy i motywy zbrodni.

Moje zdanie:
Pierwszy to o słynnym Sherlocku Holmesie. Jedną powieść o tym detektywie już czytałam, co wyszło na niekorzyść „Studium”.
Po tej książce widać, że jest to debiutancka powieść Doyle’a. Nie żeby wyszła źle – co to, to nie. Jak na pierwsza powieść wyszło nieźle.
Jak już wiecie książka ma dwie części. Druga z nich to swoista retrospekcja. Pokazuje to co działo się wcześniej w życiu mordercy, to co skłoniło go do popełnienia zbrodni. Myślę, że to bardzo dobry zabieg w tej powieści. Dzięki temu można zrozumieć człowieka, który popełnił zbrodnię. Poznajemy misterny plan, dążenie do zemsty…
Odnoszę wrażenie, że tutaj Holmes jest mniej zamknięty w sobie niż w „Psie Baskerville’ów”. Jednak przed Watsonem nie otwiera się od razu. Stopniowo, powoli. To zdecydowanie pomaga nam ‘załapać’ rozumowanie Holmesa.
Chyba najbardziej mnie śmieszyły momenty, w których Sherlock wybuchał śmiechem. Naprawdę. Działo się to często w najmniej spodziewanych momentach. Zabawnie było również, kiedy Gregson i Lestrade uparcie twierdzili, że mają rację ;).
Książka jest dobra nawet bardzo, jednak czegoś mi zabrakło. Może tego dreszczyku emocji z „Psa Baskerville’ów”? Jest tajemniczo, niby trzyma w napięciu, ale jednak.
Generalnie polecam fanom Holmesa lub powieści detektywistycznej. Poza tym – każdemu kto ma ochotę na przygodę z niebanalnym detektywem i niedowierzającym Watsonem.

Cytat:
„(…) mozg człowieka przypomina niewielkie puste poddasze, które trzeba tak umeblować, by nam to odpowiadało. Głupiec będzie zbierał wszystkiego rodzaju graty, jakie nawiną mu się pod rękę. (…) Rozsądny człowiek natomiast nad wyraz skrupulatnie wybiera to co wnosi na swoje poddasze.”

sobota, 31 lipca 2010

[40] Dan Brown "Kod Leonarda da Vinci"



Tytuł oryginalny: „The da Vinci code”
Wydawnictwo Albatros, 2009
Literatura angielska
Ocena: 10/10

Moje zdanie:
Moje marzenie się spełniło: nareszcie przeczytałam tę książkę! Film widziałam kilka razy i jak to często bywa, książka jest lepsza niż film.
Jest to z pewnością bardzo kontrowersyjna powieść. Wywołała ona oburzenie ze strony Kościoła i zyskał rzeszę fanów. Ja dołączam do grona miłośników „Kodu”.
Ubóstwiam Roberta Langdona i jego zegarek z Myszką Miki. Podoba mi się także postać agentki Neveu i Bezu Fache’a.
Czytając książkę byłam pewna, że znam zakończenie (nie chodzi mi o Epilog, tylko o wcześniejszą część) – tyle razy widziałm film. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zakończenie okazało się zupełne inne. I sama nie wiem, które lepsze – to filmowe czy książkowe.
Książka ma w sobie sztukę, intrygę, tajemnicę co daje wspaniałą przygodę. Widać pan Brown wiedział co robi, kiedy zaczął pisanie „Kodu Leonarda da Vinci”.
Pozycja obowiązkowa!
Opis:
Langdon wyrwany ze snu zostaje ściągnięty do Le Musee du Louvre, gdzie zostały znalezione zwłoki kustosza. Sauniere pozostawia po sobie znaki, szyfry i tajemnice, które trzeba rozwiązać. To zadanie spada na znawce symboli i panią kryptolog Sophie Neveu, która byłą także wnuczką Sauniere’a. Sophie i Robert uciekają z muzeum przed Fache’em, a to dopiero początek…
Cytaty:

„Według mnie człowiek może się posunąć o wiele dalej , by uniknąć tego, czego się boi, niżby zyskać to czego pragnie.”

wtorek, 22 czerwca 2010

[36] Rosamunde Pilcher "Kwietniowy śnieg"



Tytuł oryginalny: „Snow in April”
Wydawnictwo KSIĄŻNICA, 2006
Literatura angielska
Ocena: 7/10

Moje zdanie:
Jest to druga książka Pilcher, którą przeczytałam. I nie zawiodłam się.
Akcja książki rozgrywa się dosłownie na dniach. To zmusza do myślenia. Bo, zobaczcie: ile może się wydarzyć w ciągu kilku dni? Wydawać by się mogło, że niewiele. A jednak.
Przejdźmy jednak do bohaterów. Świetnie wykreowane, interesujące postacie. Gdzieś znalazłam opis, że „Autorka [Kwietniowego śniegu] traktuje swych bohaterów z sympatią, pozbawioną jednak czułostkowości”. W pełni zgadzam się z tymi słowami. Moją ulubioną postacią był Oliver.
Większa część akcji rozgrywa się w mojej ulubionej części Wielkiej Brytanii – Szkocji. Nie wiem dlaczego, ale kiedy raz przeczytałam książkę (jakiś romans chyba), w której miejscem akcji był właśnie ten region, zakochałam się w nim.
Serdecznie polecam tym, którzy już zasmakowali w Pilcher. A Ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, niech zaczną od tej książki.
Opis:
Rodzeństwo Cliburtonów, dwudziestoletnia Karolina i o dziewieć lat młodszy Jody, wymyka się z Londynu, by spotkać się z niewidzianym od lat starszym bratem, po śmierci rodziców jedynym ich bliskim krewnym. Podczas podróży przez Szkocję zaskakuje ich spóźniona kwietniowa śnieżyca, a stry samochód, którym jadą, wpada do rowu. Szukając schronienia, trafiają do posiadłości Olivera Cairneya. W rezultacie, dzięki serii przypadkowych wydarzeń, muszą ulec zmianie plany energicznej macoch Karoliny i Jody’ego, a egoistyczną Liz, znajomą Olivera, spotyka srogi zawód.

[opis wydawnictwa Świat Książki]
Cytat:
„Mało tego, że ta postrzelona dziewucha zwaliła mu się na kark nie wiadomo skąd, przewróciła do góry nogami całe jego dotychczasowe życie i popsuła mu dobrze zapowiadający się wieczór, to jeszcze demonstracyjnie odmawia posiłków, doprowadzając wszystkich w tym domu do szału! Przemaszerował przez cały pokój i postawił tacę na nocnym stoliku takim impetem, ze aż zatrzęsła się lampka i podskoczyła szklanka z whisky.”

piątek, 18 czerwca 2010

[35] Louise Rennison "Angus, stringi i przytulanki"



Tytuł oryginalny: „Angus, Thongs and full frontal snogging”
Wydawnictwo Egmont, 2004
Literatura angielska
Ocena: 2/10

Moje zdanie:
Czytałam ją dość dawno temu. Ostatnio postanowiłam powtórzyć lekturę tej książki. Później zastanawiałam się jak mogłam czytać te bzdury. To jest najbardziej infantylna książka, z jaką miałam do czynienia.
Główna bohaterka ma bezsensowne problemy, równie głupie przyjaciółki, niewydarzoną rodzinę i durne pomysły.
Doprawdy czytelnik nie wie czy ma się śmiać czy płakać. Ta książka jest straszna. Niby porównywana do dziennika Bridget Jones. Szczerze powiem, że nie czytałam, ale widziałam film i zauważyłam jedną różnicę: Bridget jest zabawna, a Georgia jest żałosna.
Nie polecam. Chyba, że ktoś ma ochotę objechać tę książkę od góry do dołu.
Opis:
Georgia ma problemy jak każda nastolatka. Ponieważ nikt z jej rodziny nie nadaje się na powiernika, dziewczyna pisze pamiętnik, który Ty drogi czytelniku masz w dłoniach. Jak Georgia poradzi sobie z pierwszą miłością? Co ze sztuką całowania? Na te pytania i wiele więcej odpowiedź znajdziecie w tej książce.
Cytaty:
Nie znalazłam nic, co przykułoby moją uwagę.

[32] Philip Pullman "Zorza północna (Złoty kompas)"



Tytuł oryginalny: „Northern Lights (The Golden Compass)”
Wydawnictwo Albatros, 2007
Literatura angielska
Ocena: 9/10

Moje zdanie:
Jest to pierwsza część serii „Mroczne Materie”.
Świetna fabuła. Ciekawie zbudowany świat. Tak jakby nasz, ten zza okna, ale jednak zupełnie inny.
Niesamowite postacie. Główna bohaterka Lyra i jej dajmon to jedne z najsympatyczniejszych osobowości w tej książce. Z przyjemnością wspominam osoby Cyganów. Bardzo ciekawie jest tu ukazana ta część naszej społeczności. Polubiłam postać Lee Scoresby’ego, mimo, że był postacią epizodyczną. Lord Asriel to dziwny człowiek. Fascynuje i odrzuca. Niebezpieczne piękno. Pani Coulter nie da się lubić. Czarny charakter książki.
Muszę się przyznać, że filmu nie widziałam i trochę się boję go obejrzeć. Może nie być tak dobry jak książka, którą wam gorąco polecam.
Opis:
Mała Lyra ma do wypełnienia zadanie. Liczne przygody sprawiają, że dziewczynka dociera na Północ, gdzie przebywa jej porwany przyjaciel wraz z mnóstwem innych dzieci. Lyra i jej kompani układają plan ocalenia porwanych. Jednak… Jakie eksperymenty przeprowadza pani Coulter? Kim jest Lord Asriel? Jak zakończy się historia dziewczynki i jej dajmona?
Cytat:
„To tak jakby pan powiedział, że człowiek powinien zdecydować, czy chce się urodzić.”

„(…) mężczyźni żyją krótko, niczym motyle. To stworzenia jednego sezonu.”

[30] sir Arthur Conan Doyle "Pies Baskerville'ów"



Tytuł oryginalny: „The hound of the Baskervilles”
Wydawnictwo REA, 2009
Literatura angielska
Ocena: 10/10

Moje zdanie:
Książkę kupiłam dwa miesiące temu. Przeczytałam stosunkowo niedawno.
Jest to moje pierwsza książka o słynnym Sherlocku Holmesie.
Podczas czytania wzbudzała w mnie sprzeczne uczucia. Miałam chęć odłożenia jej na półkę, jednak zwykła, ludzka ciekawość wygrała. Na całe szczęście.
Autentycznie polubiłam postać Doktora Watsona. Czasem czytelnik z niego kpi, czasem jest zdziwiony trafnością uwag Watsona. Sprawia wrażenie trochę głupszego od Holmesa, ale te wszystkie cechy czynią go bardziej ludzkim.
Sherlock Holmes… Bohater niesamowity. Spostrzegawczy, inteligentny, mający jasny umysł. Mimo to jest ‘typowym’ Anglikiem: chłodny, konkretny. Jest jednak świetnie nakreśloną postacią.
Ogólnie rzecz biorąc: Detektyw jak się patrzy.
Fabuła niezwykle ciekawa, wciągająca, dostarcza dreszczyku emocji. I nie brakuje zwrotów akcji. Jeden tak mnie zaskoczył, że ostatecznie uznałam Doyle’a za jednego z najlepszych autorów, po jakich sięgnęłam.
Nie żałuję czasu, który poświęciła czytając tę książkę.
Gorąco polecam.
Opis:
Kolejne śledztwo znanego Sherlocka Holmesa. Nad rodem Baskerville’ów ciąży klątwa. Demoniczny pies zabija sir Charlesa. Kiedy do Anglii przybywa jego spadkobierca, okazuje się, że jemu też zagraża niebezpieczeństwo. Holmes wraz z Watsonem podejmują się rozwikłania zagadki.
Czy demoniczny pies istnieje naprawdę? Jaki związek z tą sprawą ma Stapleton? Czy spadkobierca sir Charlesa zginie?
Rozwiązanie zagadki leży pośród zdradliwych bagien Devonshire, wystarczy się tylko tam udać…
Cytat:
(…) odwrócił się od płótna i wybuchnął śmiechem. Zdarzało mu się to bardzo rzadko, ale zawsze, kiedy słyszałem ten śmiech, źle to komuś wróżyło.”

„Jakby w odpowiedzi na jego słowa z ciemności na wrzosowiskiem dobiegł nas raptem ten przedziwny krzyk, który słyszałem już wcześniej na obrzeżach wielkiego Trzęsawiska Grimpen. Doszedł nas gnany wichrem rzez nocną ciszę przeciągły głuchy szept, wznoszący się do wycia, który chwilę potem znów opadł do smutnego jęku i zamilkł gdzieś w oddali. Potem odezwał się ponownie. I raz jeszcze. Ostry, dziki, groźny, wypełniający pulsowanie całe powietrze”

[25] J. K. Rowling "Baśnie Barda Beedle'a"



Wydawnictwo Media Rodzina, 2008
Literatura angielska
Ocena: 6/10

Moje zdanie:
Ta książka Rowling jest świetnym dopełnieniem sagi o przygodach Pottera. Wspominane w siódmym tomie baśnie Beedle’a poznajemy dokładnie. Całą ich treść. Książka mieści 5 baśniowych opowieści. Mnie najbardziej podobała się „Fontanna Szczęśliwego Losu” i oczywiście „Opowieść o trzech braciach”. Uważam jednak, że komentarze Dumbledore’a mimo swej interesującej treści są za długie. Polecam wszystkim wielbicielom magicznego świata stworzonego przez Rowling. Sądzę, że miłośnicy braci Grimm też się nie zawiodą.
Opis:
Książka zawiera 5 różnych baśni. Każda z nich jest inna, w każdej spotkamy postacie o innych charakterach. Dobre i złe. Głupie i mądre. Z każdej baśni wypływa morał. Komentarze Albusa Dumbledore’a ujawnią wiele ciekawych sytuacji z życia szkoły. Książka bardzo ucieszy każdego fana twórczości J. K. Rowling,
Cytat:
„Zapłać mi owocem swojej pracy”

czwartek, 17 czerwca 2010

[16] Sue Townsend "Adrian Mole. Męki dorastania"



Tytuł oryginalny: „The Growing Pains of Adrian Mole”
Wydawnictwo W.A.B, 2009
Literatura angielska
Ocena: 7/10

moje zdanie:
Świetnie się bawiłam czytając pamiętnik Adriana Mole'a. Townsend
opisuje niemal każdy dzień nastolatka. Poznajemy również bardzo
oryginalną i zabawną rodzinę Adriana. Wszystko jest pisane prostym,
lekkim językiem. Podsumowując: książka idealna na ziemni szare
popołudnia i wieczory.
opis:
Adriana, jak każdego człowieka, spotyka okres w życiu, nazywany
dorastaniem. W związku z tym nieszczęsnym fragmentem życiorysu
chłopak przeżywa wszystko, co wokół niego się dzieje. Wszystko zapisuje z
pamiętniku. A jest tego nie mało: romanse rodziców, kłopoty
z dziewczyną, narodziny siostry, ucieczka z domu i niesamowite urodziny.
cytat:
"Kiedyż, ach, kiedyż znajdę miejsce na tarło?"*

* nie jestem pewna czy dokładnie tak, ale na pewno
podobnie.

[11] Frances Hodgson-Burnett "Tajemniczy ogród"



Tytuł oryginalny: „The Secret Garden”
Wydawnictwo Rytm, 2007
Literatura angielska
Ocena: 7/10

Moje zdanie:
Książkę czytałam we wakacje. Z racji deszczu trzeba było zamknąć się w domu z herbatką. Książka ukazuje siłę przyjaźni, przemiany bohaterów. Główne postacie mimo różnic charakterów i innego podejścia tworzą fantastyczną trójkę przyjaciół. Burnett chyba chciała nam pokazać, że wzajemne zaufanie pozwala nam dokonywać rzeczy niemożliwych i niezwykłych. Powieść niesamowicie wciąga. Jeden z najpiękniejszych momentów jest z pewnością na końcu.
Opis:
Mary, która całe swoje dotychczasowe życie spędziła w Indiach musi przenieść się do Anglii. Wuj, który zabiera ją do tego kraju słynącego z deszczu jest dziwnym człowiekiem. Rozpieszczona dziewczynka poznaje dwóch chłopców: Małego Radżę (tak jest nazywany jeden z nich) i niezwykłego Dicka. Jak będzie wyglądał ich przyjaźń? I co z tym ogrodem?