"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 listopada 2015

[165] "Księga humoru szkolnego"


Twoje Wydawnictwo, 2010
Liczba stron: 222
8/10
Literatura polska

Zygmunt III Waza, jak sama nazwa wskazuje, lubił zupy.

Staranny wybór smacznych uczniowskich powiedzonek.  Kartkówki, testy, klasówki, prace domowe po latach dostarczają nam niezapomnianych wrażeń.  Śmiejemy się od ucha do ucha, z własnych błędów. Książka lekka, dobra na poprawienie humoru.  Mnóstwo "perełek" szkolnych w jednym tomie.

Bohaterem każdej powieści jest problem.

środa, 12 sierpnia 2015

[159] Krzysztof Bieleki "Sekretna mechanika rzeczywistości"




Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2015
Liczba stron:  119
Literatura polska
8/10

Krzysztof Bielecki to autor książek bardzo nietypowych. Nie mieszczą się one w żadnym schemacie, są nietuzinkowe i szalone. Na swoim koncie autor ma m. in. „Defekt pamięci”, „Rekonstrukcję”, „Rezydencję” oraz „I nagle wszystko się kończy”.

Stolarz pracuje nad tajemniczym zleceniem. W mieście pojawiają się znani ludzie, których nie powinno tam być. Dziwaczna encyklopedia nigdy nie istniejącego świata zaczyna nabierać nowego znaczenia. A pewien niepozorny pracownik biurowy, żyjący na skraju wypalenia zawodowego, musi zmierzyć się z wydarzeniami wymykającymi się logice. „Sekretna mechanika rzeczywistości” to książka, która z powodzeniem zastąpi substancje psychoaktywne.

środa, 19 listopada 2014

[151] Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia"

superNOWA, 1999
Liczba stron: 342
Literatura polska
8/10

Andrzej Sapkowski to znana postać w świecie polskiej literatury. Napisana przez niego seria przygód o wiedźminie Geralcie z Rivii uczyniła go jednym z czołowych pisarzy fantasy i przysporzyła mu miłośników na całym świecie. 

"Miecz przeznaczenia" to kolejny po "Ostatnim życzeniu" zbiór opowiadań, które wdrażają czytelnika w świat wiedźmina. Na tom składa się sześć tekstów, w których to Geralt spotyka na swej drodze złotego smoka, krasnoludy, dopplera i driady. Pragnie zawalczyć o miłość ukochanej, wpatruje się w piękne oczy poetki Essi, usiłuje lekceważyć przeznaczenie na przekór wszystkim. W przygodach nie bierze udziału sam, zazwyczaj towarzyszy mu trubadur Jaskier poszukujący tematu do ballad. Pojawia się także tajemnicze dziecko... 

"A tak. Bo ja też cię kocham, głupku. A co to za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia."

Drugi tom wiedźmińskiej sagi przyciągnął mnie jeszcze bardziej niż pierwszy. Przy książkach Sapkowskiego chyba nie można się nudzić, zawsze dzieje się coś interesującego. Zgadzam się z notą od wydawcy: "Sapkowski zawładnie Waszą wyobraźnią i marzeniami". Autor sprawnie i kunsztownie łączy wątki filozoficzno - refleksyjne z miłosnymi i sensacyjnymi. Postacie stanowią równie ciekawą część książki, są barwne, intrygująco skonstruowane. W czasie czytania można zapoznać się z syrenami, elfami, krasnoludami, czarodziejami, bardami, licznymi władcami. Świat, który stworzył Andrzej Sapkowski kojarzy mi się trochę ze światem baśni Grimm i Andersena, trochę z powieściami historycznymi Sienkiewicza a trochę ze światem średniowiecza. Te elementy razem złączone dają fenomenalny efekt i unikatową przestrzeń literacką.

U Sapkowskiego zachwyca mnie coś jeszcze, a mianowicie to jak umiejętnie czerpie z historii, literatury, kultury. Adaptuje do własnych tekstów znane baśnie i opowieści, niejednokrotnie wzbogaca swoje teksty o sprytnie skonstruowane żarty oparte na związkach frazeologicznych i popularnych powiedzonkach. Urzeka mnie to niesamowicie, jest to coś, co wzbogaca czytanie i sprawia mi dodatkową przyjemność. 

"- A pewnie. Już mam pierwsze zwrotki. W mojej balladzie syrenka poświęci się dla księcia, zmieni rybi ogon w piękne nóżki, ale okupi to utratą głosu. Książę zdradzi ją, porzuci, a wówczas ona zginie z żalu, zamieni się w morską pianę, gdy pierwsze promienie słońca...
- Kto uwierzy w takie bzdury?"

Było to moje drugie spotkanie z Geraltem z Rivii i znowu udane. Niewątpliwie sięgnę po kolejne tomy sagi napisanej przez pana Andrzeja Sapkowskiego. Zaciekawiły mnie losy wiedźmina i gdy tylko czas pozwoli powrócę do biblioteki po następne książki. 

*cytaty pochodzą kolejno ze stron: 223, 173 z wydania: superNOWA, 1999 r., Warszawa.

czwartek, 18 września 2014

[147] Agnieszka Lingas - Łoniewska "W szpilkach od Manolo"

Novae Res, 2013
Liczba stron: 232
Literatura polska
8/10

Agnieszka Lingas - Łoniewska to wrocławska autorka popularnych i poczytnych powieści, które łączą w sobie romans i nutkę kryminalnej sensacji. Kocha zwierzęta i Within Temptation. Spod jej pióra wyszły m. in. "Zakręty losu", "W zapomnieniu", "Szósty" oraz "Zakład o miłość".

Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniku. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych”. Tajemnicze kartki z numerkami, porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i… gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!

To nie moje pierwsze spotkanie z panią Lingas, wcześniej miałam przyjemność czytać inną fenomenalną książkę jej autorstwa - "Zakład o miłość". Postanowiłam odnowić tę znajomość korzystając z półki mojej przyjaciółki, gdzie znalazłam "W szpilkach od Manolo". I ponownie trafiłam na dobry kawał literatury. Poświęciłam tej powieści dwa, może trzy popołudnia, ale nie był to czas stracony.

"- Uważam, że każdy z nas ma swoją linię przeznaczenia, losu. Coś się pojawi na twojej drodze i odmieni twoje życie."

Historia Liliany to z jednej strony typowy romans, który jest często spotykany w serialach. Praca, kobieta, kilku amantów, trochę kłód pod nogi i happy end. Ale, ale... Pani Agnieszka mocno nam urozmaica nudny, nieciekawy, powielany milion razy szablon. Amanci nie są tacy jakby się mogło wydawać, że są (a kim oni są w zasadzie...? Kolejna zagadka.), w pracy perypetii co nie miara, mama wciąż o coś suszy głowę... I jak tu się skupić na poszukiwaniu miłości, ciepła, bezpieczeństwa? Na szczęście Lilka ma wspaniałe przyjaciółki. Przyznam szczerze, że polubiłam je wszystkie. One mają w sobie coś szczerego, przypomina mi to moją własną przyjaciółkę i rozmowy jakie ze sobą czasem prowadzimy - są równie zabawne, wesołe, złośliwe i budzą ogólne zaciekawienie i radość u innych. Mnóstwo razy chichotałam nad tą powieścią.

"Gdy zamknęły się za nami drzwi, dziewczyny przez chwilę wzdychały, jakby miały hiperwentylację, po czym odwróciły się i spojrzały na mnie. Marta uśmiechnęła się półgębkiem, Baska szczerzyła zęby, a Lidka patrzyła rozmarzonym wzrokiem. Nie wytrzymałam.
- Mam coś na twarzy?"

Wątek sensacyjny, czy tez kryminalny, jak kto woli, został bardzo sprawnie wpleciony w całą miłosną przygodę. Nie odczuwa się sztuczności, nie ma niepotrzebnych fragmentów, epizodów czy zdań, ba, w tej powieści rzeczy pozornie nieistotne okazują się mieć wielką wagę dla ogółu akcji. Wszystko to jest sprytnie zaplanowane, dobrane tak, aby "grało" jak najlepiej. Szczerze mówiąc, trudno mi pisać o tej książce tak, by zbyt wiele nie zdradzić. Wątek kryminalny był tak samo zajmujący jak ten romantyczny. 

"Oczywiście socjopaci mają to do siebie, że potrafią doskonale zmanipulować otoczenie. Potrafią grać. Potrafią zbudować wokół siebie pewną otoczkę..."

"W szpilkach od Manolo" to niezwykła powieść łącząca w sobie poszukiwanie miłości i prowadzenie niebezpiecznego śledztwa. Nie jest to mdły melodramat, ale okraszona dystansem i humorem historia nietuzinkowa, napisana z polotem i pomysłem. Jeśli szukacie lekkiej, niezobowiązującej, ale nie ogłupiającej powieści (mocno zagmatwana zagadka do rozwiązania!) to sądzę, że przy tej powieści dobrze spędzicie czas.

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 167, 32, 223.

niedziela, 24 sierpnia 2014

[145] Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

Hunraaringen som klev ut genom fonstret och forsvann
Świat Książki, 2013
Liczba stron: 415
Literatura szwedzka
8/10

Jak podaje okładka książki Jonas Jonasson urodził się i wychował w Vaxjo w Szwecji. Po 20 latach rzucił swoją pracę - był dziennikarzem i konsultantem ds. mediów, a obecnie mieszka w Szwajcarii.

Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż…
Jak to zazwyczaj bywa, nie planowałam zakupu tej książki, ale skusiła mnie ceną. Nieco już o niej wiedziałam, powieść zrobiła furorę, internet jest zapchany jej recenzjami i opiniami o niej, ponadto - w kinach ukazał się film inspirowany książką. Myślę, że każdy użytkownik Internetu, prasy i telewizji przynajmniej kojarzy tytuł, okładkę, ewentualnie plakat filmowy, zatem przejdźmy do meritum. 

Nie ukrywam, że po powieści wokół było tyle szumu medialnego i reklamowego spodziewałam się co najmniej sylwestrowych fajerwerków i szampana najwyższej jakości. Fajerwerków nie było, ale były zimne ognie w towarzystwie całkiem dobrego wina musującego, co i tak zapewniło przednią zabawę, choć nieco nietypową. 

Plakat filmowy
Ta powieść połączyła moje pasje i czytelnicze upodobania. Lubię historię, a tą dostałam w tej książce z przymrużeniem oka i figlarnym uśmiechem. To był strzał w dziesiątkę, te rozdziały to była niesamowita przygoda wielu osób i wielu miejsc. Pogratulować pomysłu panu Jonassonowi. W rozdziały opisujące bieżącą przygodę Allana początkowo trudno było mi się wczuć, jednak przyszedł moment, że dałam się ponieść temu tekstowi. Ta przygoda jest równie ciekawa jak wszystkie poprzednie w życiu Allana Karlssona. Akcja poprowadzona nietypowo, w sposób dla mnie nowatorski. Wątki historyczne, przygodowe, kryminalne, miłosne i obyczajowe są podane na wesoło, przyciągają uwagę czytelnika.

Kreacja bohaterów powieści jest fenomenalna, autor wykonał kawał dobrej roboty. Choć głównym bohaterem jest stulatek Allan i jemu poświęca się sporo miejsca to inne postacie nie są przez to poszkodowane. Nawet bohaterowie epizodyczni i poboczni są dobrze i sprawnie nakreśleni, nie zostają zepchnięci w kąt powieści lecz budują ją wspólnie z tytułową postacią. Trzeba zdolności, by nie umniejszyć żadnego z bohaterów.

Przy jednej z końcowych scen tak bardzo się śmiałam, że siostra kazała mi przestać, bo nie mogła się skupić na czytanej książce. Ale ja tu się nie śmiać w głos, gdy ktoś właśnie bohaterowie tworzą nową wersję swojej przygody? 

Cóż więcej mogę napisać? Gorąco wam polecam tę powieść na wakacje, które powoli będą dobiegać końca. Jeśli nigdzie nie wyjechaliście to ta książka zapewni wam fajny urlop.

środa, 13 sierpnia 2014

[143] Krzysztof Bielecki "Rezydencja"

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2014
Liczba stron: 152
Literatura polska
8/10

Krzysztof Bielecki to polski autor powieści zdecydowanie niestandardowych. Są (mniej lub bardziej) psychodeliczne, zagmatwane, kosmicznie pokręcone. W jego dorobku obok najnowszej powieści znajdują się m. in. "Defekt pamięci", "Rekonstrukcja" oraz "I nagle wszystko się kończy". 

Mieszkanie głównego bohatera skrywa sekret, którym ten nie chce (albo po prostu nie może?) podzielić się z innymi. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w jego życiu pojawia się pewna postać z przeszłości, która może być, jak również może nie być tym, za kogo się podaje - i nie wiadomo, która myśl jest bardziej niepokojąca. Witaj w świecie artystów performatywnych, pokręconych relacji międzyludzkich, sekretnych grup i związków łamiących konwencje. Ta historia jest jak mała układanka, której każdy element w odpowiednim momencie wyląduje na swoim miejscu. Cokolwiek wydarzy się w tej książce, jednego możesz być pewien: podczas jej pisania - wbrew pozorom - nie wykorzystano żadnych substancji psychoaktywnych. Nie zmienia to faktu, że na koniec i tak spojrzały z uznaniem.

Nie ukrywam, że z niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej publikacji Krzysztofa Bieleckiego. Jego teksty prezentują coś, czego najczęściej brak na naszym rynku - są to teksty nietypowe, oryginalne, pozornie zwyczajne, ale jednocześnie fundujące czytelnikowi jazdę bez trzymanki w czasie przewracania kolejnych stron. To całkiem odmienne doświadczenie czytelnicze, coś zupełnie innego niż to co trzymam w łapkach na co dzień. 

"Rezydencja" to chyba najnormalniejsza książka Krzyśka Bieleckiego spośród tych, które miałam szansę czytać. Ale to tak naprawdę pozory, a jak wiadomo, pozory mylą. W gruncie rzeczy pod powłoką zwyczajności kryją się chore układy między ludźmi, dziwne historie, których niby nikt nie rozumie... Ale zgodnie z opisem powieści - im bliżej końca, tym bardziej się cały tekst klei, elementy układanki lądują tam, gdzie trzeba, a zakończenie rzuca nowe, pełniejsze światło na cały utwór. Myślę, że jeszcze raz przeczytam tę książkę, aby ją lepiej zrozumieć i ogarnąć. 

" - Pewne układy na szachownicy są bardzo niejasne.
- Szachy opierają się na uporządkowanych, powszechnie znanych zasadach. Zycie niekoniecznie."

Autor operuje płynnym, prostym, estetycznym językiem, za pomocą niego buduje rzeczywistość, która jest zwykła (czy na pewno?), ale zarazem skrywa w sobie wiele tajemnic dostępnych jedynie wybranym. To właśnie ten język i styl sprawia, że tej powieści się nie czyta - ją się pochłania. A może to ona pochłania odbiorcę? Nie wiem, tym niemniej warto spróbować spędzić przy niej czas. Jest to książka skrajności, bo jest tak samo normalna jak i nienormalna. To właśnie dlatego teksty Bieleckiego są wciąż nienudzącą się nowinką na rynku. Polecam chwycenie za tę powieść tym, którzy jeszcze nie czytali żadnej publikacji tego autora. Będzie to dobry, lekki i niezwykle wciągający początek znajomości. A jeśli ktoś już rozsmakował się w utworach autora "Defektu pamięci" to myślę, że nie muszę jakoś specjalnie zachęcać. 

Polecam.

Za książkę dziękuję autorowi, Krzysztofowi Bieleckiemu.

czwartek, 31 lipca 2014

[141] Sławomir Koper "Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej"

Bellona, 2014
Liczba stron: 496
Literatura polska
8/10

Sławomir Koper to historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a także autor poczytnych książek dotyczących historii i obyczajowości różnych okresów: starożytności, Drugiej Rzeczypospolitej oraz PRL - u.

Na kartach tej książki znajdziemy opis artystycznej części lat dwudziestych. Pojawią się kawiarnie literackie i knajpy, kabarety, rewie i ich gwiazdy, wydawcy i honoraria, alkohol i narkotyki, a także dwa wakacyjne kurorty: Zakopane i Jurata. Wśród prezentowanych w książce artystów znajdują się m. in. Witkacy, Boy - Żeleński, Tuwim, Lechoń, Ordonka, Leśmian, Kiepura, Szymanowski, Rubinstein, Kossakowie i kilka innych postaci. 

Mam za sobą już jedną książkę Sławomira Kopra - "Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej". Było to fenomenalne pierwsze spotkanie i nabrałam ochoty na więcej. Zatem kiedy nadarzyła się okazja by kupić jedną z książek historyka, zrobiłam to (i to po jakiej cenie - 15 zł!). Jeden z najlepszych książkowych zakupów w tym roku, bo przy tym ciekawym tomiszczu spędziłam przyjemnie czas. 

Tak jak w poprzedniej książce język jest nienaganny, perfekcyjny. To nie tylko narzędzie przekazywania wiedzy i faktów, ale także narzędzie dodające tekstowi polotu oraz błyskotliwego humoru okraszonego ironią co widać od pierwszych stron. Pierwszy rozdział pokrótce opisuje epokę zwłaszcza w kontekście środowiska artystycznej bohemy. Gdzie jadano i spotykano się, gdzie dobrze było wyjechać podczas lata czy zimy, jak wydawano wówczas książki. Życie artystów od kuchni. Bardzo dobre i interesujące wprowadzenie.

"Na wiadomość o zajęciu kasy w jednym z kabaretów, w pozostałych znikały natychmiast pieniądze, księgowy i dyrektor."

Portret J. Lechonia, R. Kramsztyk
Na niemal pięciuset stronach książki znalazłam garść informacji o prywatnym życiu pisarzy znanych mi ze szkoły - Witkacy, Tuwim, Schulz i wielu innych. Są to informacje bardzo niepodręcznikowe, nie znajdziemy ich w żadnej podręcznej encyklopedii czy leksykonie. Sporo dowiedziałam się o narkotycznych i alkoholowych problemach literatów (i nie tylko), jak również o erotycznych upodobaniach i łóżkowych przygodach. Mogłam też przybliżyć sobie sposoby tworzenia ich dzieł, które znam. Skoro już piszę o gronie literackim to wspomnę jeszcze o rozdziale dotyczącym mojego ulubionego poety - Bolesława Leśmiana. Ten rozdział pochłonęłam, zresztą to on zdecydował o zakupie tej książki. Choć długość rozdziału mnie nieco rozczarowała (dość krótki niestety), to i tak jestem bardzo zadowolona, chętnie czytałam o tej niezwykłej, sprzecznej i barwnej postaci. Leśmian, a właściwie jego poezja były tematem mojej ustnej prezentacji maturalnej z języka polskiego. Świetnie się bawiłam przy pisaniu tej pracy, ale brakowało mi dość istotnych tytułów dotyczących poety (mimo to - otrzymałam maksymalną liczbę punktów). Wyobraźcie sobie zatem mój zachwyt, gdy w bibliografii tej książki znalazłam wszystkie te tytuły do których nie miałam dostępu. Zazdroszczę autorowi zapoznania się z tą literaturą. Także rozdział o Tadeuszu Żeleńskim - Boy był intrygujący.

"Wieczory u kochanki Leśmian cenił z jeszcze jednego powodu. Ten drobny człowiek był wyjątkowym smakoszem, uwielbiającym dobrą kuchnię."

Kiedy w "Gwiazdach Drugiej Rzeczypospolitej" czytałam o kabaretowym konferansjerze Fryderyku Jarosym, byłam zachwycona i mocno zainteresowana jego osobą. W "Życiu prywatnym elit artystycznych..." miałam szansę jeszcze bardziej przybliżyć sobie jego sylwetkę i życie, ponieważ zostało mu tu poświęcone 16 stron w rozdziale "Gwiazdy lekkiej muzy". Jarosy stał się moim kolejnym idolem lat dwudziestych. 

"Jarosy nauczył się polskiego, ale zawsze mówił z obcym akcentem. Ze swojej dziwacznej polszczyzny uczynił potężny środek komiczny."

Trzy ostatnie rozdziały wywołały we mnie różne emocje. Rozdział 11 o Karolu Szymanowskim całkowicie mnie pochłonął, fascynująca przygoda. Kolejny rozdział opowiadający o życiu Arturze Rubinsteinie choć ciekawy to porządnie mnie wynudził (zwłaszcza przy końcu) i dłużył mi się. Rozdział ostatni tj. 13, w którym znalazła się postać Kiepury bardzo mnie zawiódł. Był drastycznie krótki, czuję ogromny niedosyt w związku z tym. Można było ująć Rubinsteinowi i dodać Kiepurze, wtedy byłoby idealnie.

Bardzo ważna dla mnie w tego typu książkach jest bibliografia. Tutaj jest fenomenalna. Bogata, to kopalnia wiedzy. Niewątpliwie z niej skorzystam, prędzej czy później. Przeglądałam ją wielokrotnie.

Burzliwe to losy tych naszych polskich, wspaniałych artystów. Są to losy, historie warte poznania, koleje życia są bowiem różnorakie, a końce  - w tym przypadku - bywają gorzkie i przykre. Zachęcam do przeczytania tej książki, łatwej w odbiorze dzięki płynnemu językowi i gawędziarskiemu stylowi autora, a bogatej w niecodzienne wiadomości o znanych i lubianych ludziach Drugiej Rzeczypospolitej.

* cytaty pochodzą kolejno ze stron: 55, 280, 69.

wtorek, 22 lipca 2014

[140] Umberto Eco "O bibliotece"

De Bibliotheca
Świat Książki, 2007
Liczba stron: 47
Literatura włoska
8/10

Umberto Eco to włoski pisarz, semiotyk, teoretyk literatury jak również badacz estetyki średniowiecza. Spod jego pióra wyszły m. in. "Imię róży", "Wahadło Foucaulta", "Wyspa dnia poprzedniego" oraz "Baudolino". 

Autor "Imienia róży" zabiera nas w fascynującą
wyprawę między regały pełne książek. Opowiada o tym, jak kształtowała się idea bilioteki. Erudycyjny tekst skrzy się humorem. Eco buduje obraz biblioteki doskonałej poprzez opis antybiblioteki, gdzie:

"Należy zniechęcać do wypożyczania".

Tę drobną książeczkę kupiłam dość dawno temu, ale dopiero teraz postanowiłam ją przeczytać. Pamiętam, że skusił mnie tytuł, bardzo ładne wydanie oraz oczywiście nazwisko autora. Jak się później okazało, zakupiłam drukowaną wersję odczytu wygłoszonego 10 marca 1981 roku z okazji dwudziestolecia Biblioteki Miejskiej w Mediolanie. Tekst ten stał się ciekawym doświadczeniem czytelniczym. 

"Rzeczywiście, często zdarza się, że idzie się do biblioteki, bo chce się książkę o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne."

Jak sam tytuł wskazuje, tekst został poświęcony bibliotece, jej zadaniom i dostosowaniu do czytelnika. Porusza tak interesujące tematy jak kserokultura i związane z nią za i przeciw, a także ciekawe sytuacje mające miejsce przy okazji kserowania książki, oraz biblioteczne dylematy - wypożyczać i udostępniać do czytania (z czym wiąże się pewne ryzyko) czy może raczej chronić i nie zezwalać na wypożyczenia? Autor w nietuzinkowy sposób opisał bibliotekę idealną. Zamiast wymieniać w tradycyjny sposób zalety i mocne strony takiej biblioteki posłużył się kontrastem - opisał antybibliotekę, w której w zasadzie niewiele wolno czytelnikowi, który jest w niej intruzem. Ciekawe spostrzeżenia płyną z tej wymienianki Eco, która jest okraszona humorem z lekką dozą ironii. 

"W tym sensie biblioteka staje się przygodą."

Z tego odczytu biblioteka wyłania się biblioteka jako miejsce radości, życia i nauki zarazem. To miejsce odkrywania nowych światów, horyzontów, zainteresowań oraz pokładów wiedzy, ale także oaza dla spragnionych ciszy i spokoju przy pracy (Eco pisze o fajnym połączeniu biblioteki i kawiarni - zatem nie trzeba się odrywać od przeglądanej książki). Biblioteka ma być także miejscem budowania i podtrzymywania relacji i kontaktów międzyludzkich. Słowem - raj na Ziemi. 

"(...) a przypominam, ze biblioteka na miarę człowieka to znaczy także biblioteka radosna, zapewniająca możliwość picia kawy ze śmietanką, zapewniająca również to, iż para studentów usiądzie sobie po południu na kanapie i - nie mam bynajmniej na myśli nieprzystojnego obłapiania - cząstkę flirtu dopełni w bibliotece, biorąc z półki i odstawiając książki naukowe;"

Wszystkie mole książkowe gorąco zachęcam do przeczytania tej niewielkiej pozycji literackiej traktującym o tym co tak bardzo lubimy - o bibliotece. I choć wiem, że co do korzystania z bibliotek zdania są podzielone, to zapraszam tym bardziej. Przekładu z włoskiego dokonał pan Adam Szymanowski i nie robi czytelnikowi krzywdy, a i wydanie estetyczne, cieszące oko.

cytaty kolejno ze stron: 19, 27 - 28, 31, 47.
______

Wakacje, lato... Czasem brak mi czasu na komentowanie Waszych postów, ale to dlatego, że nie zawsze jest na to czas. Od czasu do czasu jakiś wyjazd, to Poznań, to nad jakieś jezioro, weekendy na działce... Dziś wieczorem wybieram się do przyjaciółki na kilka dni, zatem następny post w przyszłym tygodniu. Do zobaczenia! :)

wtorek, 27 maja 2014

[133] Stanisław Lem "Bajki robotów"

Literackie, 2012
Liczba stron: 224
Literatura polska
8/10

Stanisław Lem to polski pisarz, eseista, jeden z czołowych przedstawicieli nurtu fantastyki naukowej. W swoich tekstach porusza problemy takie jak rozwój nauki i techniki oraz miejsce człowieka we Wszechświecie. Spod jego pióra wyszły m. in. "Dzienniki gwiazdowe", "Solaris", "Cyberiada" oraz "Dziennik znaleziony w wannie".

Dawno, dawno temu, gdzieś za Cieśniną Andromedzką żyli sobie Palibaba-intelektryk, Królewna Elektrina i robot Automateusz...
Bajki robotów po raz pierwszy ukazały się w 1964 roku. Od tego czasu nieustannie bawią i zadziwiają swą oryginalnością. Lem, jak sugeruje już sam tytuł, połączył w tej książce światy na pozór sobie obce: baśniową akcję przeniósł w kosmos, a księżniczki i czarodziejów zamienił na inteligentne i przede wszystkim obdarzone uczuciami maszyny. Powstał w ten sposób utwór wymykający się wszelkim klasyfikacjom, dzieło, które może być czytane przez młodszych czytelników, ale także przez wymagających miłośników fantastyki naukowej, skrzące się błyskotliwym humorem i arcyzabawną groteską.

Jakiś czas temu Nala na swoim blogu opublikowała recenzję "Bajek robotów" Lema i tym samym o tym pisarzu mi przypomniała. Zetknęłam się z nim już w gimnazjum kilka lat temu, były to, zdaje się, fragmenty "Dzienników gwiazdowych". Spodobało mi się, chciałam przeczytać coś jeszcze we własnym zakresie, ale zabrakło mi wtedy czasu chyba. Zatem po recenzji Nali poszłam do biblioteki i wypożyczyłam "Bajki robotów". Jak się bawiłam? Hm... Fantastycznie! 

Chyba najbardziej urzekł mnie język i styl. Fenomenalne wprost. Teksty są pełne słowotwórczych zabaw, neologizmów, niespotykanych nazw stworzonych na potrzeby bajek. Słowem pisarz tworzy też iście Grimmowy klimat i nastrojowość utworu. Można by domniemywać, że czytamy średniowieczne opowiastki o... robotach! 

"Jam jest robot hartowany,
zdalnie prądem sterowany,
nitowany z każdej strony,

wyklepany, uzwojony..."

W bajkach Lema obserwujemy bogactwo techniki i nauki. Świat robotów... Bałam się, że przytłoczą mnie fizyczne, matematyczne czy techniczne określenia, ale nie. Nie było tam nic co by mnie zniechęciło, wystraszyło, drażniło. W zasadzie występowały tam głównie nazwy pierwiastków i minerałów. Nie trzeba wiedzieć jak wygląda tantal albo znać właściwości uranu i glinu, by mieć pojęcie o czym jest historyjka. To tak jak w tradycyjnych baśniach - nie ma potrzeby znania nazw ziół, krzewów, by rozumieć ich istotę dla bohaterów. Te nazwy odczuwa się jako coś naturalnego, normalnego. 

W utworach pojawia się dramaturgia i tragizm, zaraz obok komizmu, zabawnych, groteskowych elementów. Pisarz chwyta za ironię i specyficzny humor [okrzyk "Awruk!" znany każdemu Polakowi chyba, ale w nieco innej konwencji. Przeczytajcie od końca ;) ], zatem przy bajkach można się zrelaksować, odprężyć, ale też poszukać głębszych znaczeń, symboli, gdyż te krótkie historyjki wskazują na życie, jego sens i wartościowanie. Zatem - każdy znajdzie coś dla siebie.

"Wszystko, cokolwiek istnieje, bywa przedmiotem drwin. Nie ostoi się wobec nich żadna godność, wiadomo bowiem, że ten i ów śmie podrwiwać nawet z królewskiego majestatu. Śmiech uderza w trony i państwa. Jedne ludy drwią z innych lub z samych siebie. Bywało, że wyszydzano to nawet, co nie istnieje – czyż nie śmiano się z mitycznych bogów?"

Zachęcam do sięgnięcia po "Bajki robotów". Ja przy tej książce bawiłam się świetnie, męczyłam się tylko z jedną opowiastką. Jeśli ktoś jeszcze nie zetknął się z fantastyką naukową to może być bardzo ciekawe pierwsze spotkanie, jeśli ktoś już jest nieco bardziej zaznajomiony w temacie to ta książka będzie fajną gratką. Przeżyłam na tyle interesującą przygodę, że kolejny utwór Lema - "Pamiętnik znaleziony w wannie" - już planuję. A i do braci Grimm na chwilę wrócę, zdejmę z półki i poczytam, bo Lem inspiruje do czytania bajek, bajeczek, baśni...

czwartek, 8 maja 2014

[132] Albert Camus "Dżuma"

La Peste
PIW Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008
Liczba stron: 200
Literatura francuska
Lektura szkolna
8/10

Albert Camus to francuski pisarz, eseista, dramaturg. Jeden z czołowych przedstawicieli egzystencjalizmu w literaturze. W 1957 roku, na trzy lata przed śmiercią w wypadku samochodowym, otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Do jego najważniejszych dzieł należą "Dżuma", "Upadek" i "Obcy".

Metaforyczny obraz świata walczącego ze złem, którego symbolem jest tytułowa dżuma, pustosząca Oran w 194... roku. Wybuch epidemii wywołuje różne reakcje u mieszkańców, jednak stopniowo uznają słuszność postępowania doktora Rieux, który od początku aktywnie walczy z zarazą, uznając to za swój obowiązek jako człowieka i lekarza. 

Albert Camus
"Dżuma" zawsze mnie kusiła. Mrugała zalotnie z bibliotecznej półki, a ja zawsze się opierałam myśląc: "Jeszcze nie teraz". I myślałam dobrze, bo gdybym przeczytała tę powieść wcześniej mogłabym jej nie rozumieć w ogóle, odebrać ją negatywnie, skreślić Camusa definitywnie z listy intrygujących pisarzy. Dobrze, że poczekałam z tym czytaniem, bo jak się okazało była to moja lektura w klasie maturalnej, którą ukończyłam 25 marca tego roku. Jak przyszło co do czego, chwyciłam za książkę i szybko przeczytałam (pojechała ze mną nawet do Częstochowy na pielgrzymkę w intencji maturzystów). Ostatecznie przeżyłam z "Dżumą" fascynującą przygodę intelektualną.

Ta książka ma dwa konteksty: dosłowny i metaforyczny. Odbierając historię mieszkańców Oranu i doktora Rieux dosłownie czytelnik może obserwować zarazę, jej rozwój, zachowanie mieszkańców miasta, ich wewnętrzne dramaty i postawy wobec choroby. Pisarz dość dokładnie opisał tez objawy choroby i jej dwie formy: dżumę dymieniczną i płucną, zatem płaszczyzna dosłowna powieści jest interesująca. 

"Ludzie są raczej dobrzy niż źli."

Natomiast kontekst metaforyczny jest bogatszy. Dżuma odczytana nie jako zaraza, ale jako alegoria zła i wojny pozwala ujrzeć działania bohaterów w innym świetle. Ich zachowanie wobec epidemii staje się wtedy poglądem na owe zło, a postawa wobec choroby jest postawą wobec niego. Z tłumu mieszkańców (kilkuset tysięcy!) wybija się kilka postaci. Doktor Riuex, który leczy chorych i dba o nich. Jest także ojciec Panneloux, którego postawa diametralnie się zmienia, gdy widzi niezawinione cierpienie i śmierć. Mamy Granda, który pisze od kilku lat wciąż jedno zdanie swej powieści, kto wie, może doświadczenie dżumy pozwoli mu ukończyć, a w zasadzie zacząć pisanie książki? 

Ciekawą postacią jest Tarrou poszukujący świeckiej świętości. Właśnie on zauważa, że tak naprawdę każdy jest zarażony dżumą, zatem trzeba pilnować samego siebie i poszukiwać, by nie zarazić innych swym wewnętrznym złem. 

"Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka." 

"Dżuma" w Częstochowie :)
Niewątpliwie doświadczenie dżumy zmieniło życie bohaterów wiodących oraz pozostałych mieszkańców Oranu o czym przekonać się można w czasie przewracania kolejnych kartek. Ale dla mnie najbardziej niezwykłe były ostatnie strony, na których czytelnik dowiaduje się, że bramy miasta znów otwarto. Ileż nagromadziło się tam tęsknoty, miłości, czułości! Ale, ale, nawet w takiej radosnej chwili jeden z bohaterów powieści (by nie zdradzać który to), zauważa, że: 

"Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika (…) nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście."

Dzięki świetnemu językowi pisarza czujemy tę powieść i sami stajemy się uczestnikami walki z dżumą (dobrze, że to tylko powieść...). Jest i śmierć i życie, małe i większe radości, sukcesy i porażki. Wielkie oczekiwania, tęsknoty i marzenia. Sama czułam tę historię, która rozegrała się tak szybko, że aż żal było odkładać książkę. Warto dostrzec obie płaszczyzny, o których pisałam. Świetnie się uzupełniają i pozwalają pełniej odebrać tę niezwykłą powieść. 

Polecam Wam tę historię zarazy, wojny i zła siedzącego w człowieku. Być może będzie to trudna historia, będzie trzeba poświęcić jej więcej uwagi, czasu i skupienia, ale jest to wartościowa powieść. Pokazuje społeczeństwo ogarnięte złem i wojną, postawy tak różne. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję zwłaszcza jeśli poszukujecie czegoś nieco ambitniejszego, ale nie nudnego.

piątek, 21 lutego 2014

[126] Olga Rudnicka "Zacisze 13"

Prószyński i S-ka, 2009
Liczba stron: 263
Literatura polska
8/10

Olga Rudnicka to polska pisarka zamieszkująca w Śremie. Pracuje w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w tymże mieście. Studiuje pedagogikę i jest autorką poczytnych powieści z wątkami kryminalnymi i czarnym humorem. Jej debiutem było "Martwe Jezioro". W jej dorobku znajdzie się też "Zacisze 13" i jego kontynuacja "Zacisze 113. Powrót", "Cichy wielbiciel" poruszający problem stalkingu oraz "Natalii 5" wraz z kontynuacją "Drugi przekręt Natalii".

Marta i jej przyjaciółka Aneta znajdują dwa trupy i z różnych powodów zamiast zgłosić sprawę na policję. ukrywają je w piwnicy. Mają z tym trochę kłopotu - po piętach depczą im przestępcy, którzy szukają ukrytego przed laty cennego łupu, policja, tajemniczy przystojny mężczyzna, były mąż Marty i szalona staruszka. 
Mam już za sobą dwie powieści Olgi Rudnickiej, a mianowicie "Cichego wielbiciela" i "Natalii 5". Obie te książki mnie zachwyciły i powzięłam ambitny zamiar przeczytania wszystkich dzieł tej pisarki, bo już w połowie "Cichego wielbiciela" stała się jedną z moich ulubionych polskich autorek. Do sięgnięcia po "Zacisze 13" skłoniła mnie zachęcająca opinia bibliotekarki szkolnej (jeszcze z gimnazjum) oraz to, ze jedna z bohaterek powieści ma na imię tak samo jak ja - Aneta. Musiałam sprawdzić czy jest tak samo postrzelona jak ja. 

Czytało się dobrze, nawet bardzo. Płynnie, bez przestojów czy problemów. Jednak czytałam powieść aż dwa dni, mając sporo wolnego czasu (przecież czytać można też w nocy), a ma niewiele ponad 250 stron. Dla porównania "Natalii 5", które mają prawie 550 stron czytałam dwa dni (i jeden baaardzo długi wieczór), ignorując lektury szkolne itd. Zatem w "Zaciszu 13" po prostu zabrakło "tego czegoś" co tak czytelnika wdusza w fotel i przykuwa do książki.

Polubiłam główne bohaterki. Wesołe, sympatyczne, choć niejedno w swoim życiu przeszły. Wydaje mi się, że to całkiem sensowne i silne kobiety, które warto mieć wśród najbliższych znajomych. Są niewątpliwie pomysłowe i zaradne, o czym świadczy cały szereg ich powieściowych działań, nie tylko ukrywanie zwłok w piwnicy (wydaje mi się, że to jest pryszcz w porównaniu z kupnem... Nieważne czego, nie chcę zdradzać zbyt wiele.) ;) Postacie mężczyzn także przypadły mi do gustu. Damian i Tomek to fajni goście, wcale nie dziwię się Anecie i Marcie, że zainteresowały się nimi :) Ach, będą mieli panowie ciekawe życie, bez wątpienia. Nie mogliby narzekać na nudę :D 

Polecam osobom, które przepadają za twórczością Olgi Rudnickiej, a nie czytały jeszcze tej powieści. Ktoś kto jeszcze nie zaczął przygody z tą pisarką sporo traci, ale na początek polecam "Natalii 5" lub "Cichego wielbiciela" i dopiero potem "Zacisze 13". Ja z pewnością sięgnę po kontynuację, bo zdaje się, że dopiero tam pewne wątki znajdują swe zakończenie. Mimo, że zabrakło mi "tego czegoś", tego sekretnego składnika, to i tak jestem zadowolona z tej powieści. Zresztą Oldze Rudnickiej byłabym w stanie wybaczyć chyba wszystko, tak bardzo pokochałam jej książki. Gorąco polecam.

"Rzeczy, które można znaleźć w damskich torebkach nie śniły się ani filozofom, ani schizofrenikom. To było odrębne, jeszcze niezdiagnozowane przez naukowców zaburzenie."

piątek, 27 grudnia 2013

[120] Bruno Schulz "Sklepy cynamonowe"

MG, 2013
Liczba stron: 256
Literatura polska
Lektura szkolna
8/10

Bruno Schulz to polski prozaik, grafik, rysownik i krytyk literacki żydowskiego pochodzenia. Studiował na Politechnice Lwowskiej, następnie Politechnice Wiedeńskiej oraz na wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednak żadnych studiów nie ukończył. Całę życie związany był z rodzinnym Drohobyczem i tam też zginął podczas II Wojny Światowej.

Sklepy cynamonowe to zbiór opowiadań, których akcja usytuowana jest w niewielkim galicyjskim miasteczku, przypominającym do złudzenia rodzinny Drohobycz Bruno Schulza.  Najważniejszą postacią Sklepów… jest Ojciec, nie tylko jako głowa rodu, kupiec prowadzący poważny interes w rynku, ale też szalony eksperymentator, wręcz demiurg.  Ale równie ważny jest narrator, młody chłopiec, bo to on stwarza świat, który oglądamy. Więc to ostatecznie on jest Twórcą.
 
"Sklepy cynamonowe" to spotkanie z kolejną lekturą szkolną. Kilka opowiadań, które przeczytałam z tego zbioru, pomimo początkowych trudności zachwyciły mnie. Język Schulza jest plastyczny, bogaty, fascynujący i intrygujący czytelnika do granic możliwości. Dzięki temu wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, a przed oczyma pojawiają się ciekawe, różnorodne obrazy wypływające z tekstów. Teksty Bruno Schulza mienią się całą paletą barw i ich odcieni, grą świateł, pełnią zapachów. Zdaje się, że ten nietuzinkowy pisarz odkrył Tajemnicę słów, języka, na czym korzystamy my - czytelnicy.

Ciekawa jest rzeczywistość w Schulzowskich opowiadaniach. Niby można wyróżnić dwie płaszczyzny - realną i fantastyczną. Prawda jest jednak moim zdaniem taka, że one obie tak mocno się przenikają, że są nierozerwalne i nie mogą istnieć bez siebie. W realizmie dostrzegamy elementy fantastyczne, a w treściach pozornie nierealnych dostrzegamy elementy rzeczywistości. Tak wykreowana rzeczywistość zdaje się falować, unosić. Za pomocą tak przedstawionego świata Schulz nie tylko wartościuje różnorakie postawy, lecz także zaprasza odbiorę utworów w podróż do świata wyobraźni, gdzie nie ma czasu, są jedynie bogate znaczenia.

Zapraszam Was do przeżycia niezwykłej przygody z niezwykłymi tekstami Bruno Schulza, bo to może być jedna z najciekawszych i najwartościowszych historii w życiu. :)

piątek, 16 sierpnia 2013

[113] Ewa Nowak "Bransoletka"

Literackie, 2013
Liczba stron: 290
Literatura polska
7/10

Premiera: 11 września 2013 r.

Ewa Nowak to polska pisarka i publicystka, autorka książek dla dzieci i młodzieży. Współpracuje z pismami, m. in. z "Cogito" oraz "Victor Gimnazjalista". W swojej twórczości podpowiada jak poradzić sobie w różnych sytuacjach i z różnymi problemami. Na polskim rynku zadebiutowała w 2002 roku książką pt. "Wszystko tylko nie mięta".

Werka poznaje chłopaka jak marzenie i za jego sugestią decyduje się pojechać w ferie na warsztaty teatralne. To świetny powód to wyrwania się z domu, w którym dziewczyna nie czuje się dobrze. Jednak nagle wizja sympatycznego wyjazdu z wymarzonym chłopakiem upada i Weronika jedzie na warsztaty sama. Ju od momentu wejścia do autokaru wszystko okazuje się być porażką. Długie ćwiczenia wymowy, gadanie o kostiumach, rolach. Jednak powoli, po cichutki za sprawą nietypowej lecz charyzmatycznej prowadzącej coś zaczyna się zmieniać...

"Bransoletka" nie jest pierwszą książką pani Ewy jaką czytałam, wcześniej miałam okazję (i przyjemność zarazem) sięgnąć po kilka tomów "Miętowej" serii. Najnowsza książka tak jak powieści ze wspomnianej przeze mnie serii porusza problemy świata nastolatków. Weronika ma szesnaście lat i różne bolączki, ale żadnego sensownego sposobu na ich rozwiązanie. Przychodzi ono niespodziewanie, lecz skorzystanie z niego też nie jest dla zbuntowanej i obrażonej na świat dziewczyny proste. Właśnie to lubię w powieściach pani Nowak - są oparte na życiu i być może nie jednej osobie dały do myślenia. 

Bardzo mnie cieszy to, że historia Weroniki nie kończy się w dniu zakończenia warsztatów, ale czytelnik ma szansę ujrzenia życia dziewczyny już po dwutygodniowych zajęciach. A niewątpliwie jest co obserwować.

Wielu ludzi wie, że inne spojrzenie na pewne sprawy w naszym życiu pomaga, bo zmienia się perspektywa, dlatego tak chętnie słucha opinii osób trzecich. Ale mało kto wpada na pomysł, żeby samemu, bez pomocy innych wypracować sobie takie inne, nietypowe spojrzenie. To może wydawać się trudne, bo często zdaje się, że jest tylko jedno spojrzenie na problem. Błąd. Czasem trzeba poszerzyć kąt patrzenia :)

"Bransoletka" to wciągająca, ciepła, budująca książka, którą lekko się czyta. Gratka dla czytelników pani Ewy Nowak, ale polecam ją wszystkim, którzy poszukują jakiejś mądrej, nieogłupiającej powieści o młodzieży i dla młodzieży :)

wtorek, 23 lipca 2013

[112] Vanessa Farquharson "Zieloni śpią nago"

Sleeping naked is green
Świat Książki, 2011
Liczba stron: 284
Literatura kanadyjska
8/10

Vanessa Farquharson mieszka w Toronto. Jest dziennikarką i krytykiem sztuki w "National Post", w którym prowadzi też kolumnę poświęconą środowisku naturalnemu.Postanowiła prowadzić blog, na którym przez rok będzie dokumentować swoje ekologiczne działania.

Bezpretensjonalny, lekki i zabawny dziennik, prezentujący rok z życia dziennikarki piszącej na tematy kulturalne, mieszkanki wielkiego miasta w Kanadzie, która postanowiła żyć ekologicznie. Nie wszystko okazało się proste, łatwe, przyjemne i możliwe do zrealizowania. Dlaczego więc warto i należy żyć ekologicznie? Co tracimy? Co zyskujemy? Mnóstwo cennych, ale i kontrowersyjnych rad i zaleceń oraz zaskakujących spostrzeżeń.

Książkę nabyłam po niskiej cenie i w sumie nie spodziewałam się fajerwerków. Zainteresował mnie napis na okładce "historia ekocynicznki" i uznałam, że może uda mi się spędzić z dziełem kanadyjki kilka ciekawych chwil, ale szybko zapomnę o książce, którą zabrałam ze sobą na tygodniowy pobyt nad jezioro. Cóż. Myliłam się.

"Zieloni śpią nago" okazało się naprawdę świetną lekturą. Książka została stworzona na podstawie bloga,
który dziennikarka "National Post" prowadziła przez rok. Pewnego dnia podjęła wyzwanie i postanowiła przez rok żyć ekologicznie. Od razu powiadomiła rodzinę, przyjaciół, współpracowników. I wtedy nie było już odwrotu i musiała brnąć dalej... 

A może rower zamiast auta?
Ta bardzo zieloniasta książka świetnie pokazuje, że bycie ekologicznym nie jest takie proste, bo czasem to co "powinniśmy" jest bardzo trudne. Oczywiście, zmienienie zwykłych papierowych ręczników kuchennych na te makulaturowe to nic trudnego, ale wyłączenie lodówki to już inny poziom trudności. Plusem jest to, że skala trudności ekozmian wprowadzanych przez Vanessę jest bardzo zróżnicowana, więc jeżeli któraś zainteresuje czytelnika to może spróbować wprowadzić ją w swoje życie. Zaczynając na makulaturowych ręcznikach i niekupowaniu bzdurnych gazet po sprzedaż samochodu. Do wyboru, do koloru.

Wpisy w dzienniku są różne i dzięki temu prawdziwsze. Niektóre mają dwie, trzy lub cztery strony,  inne zaledwie dwa, czasem trzy zdania (ale za to jak dobitnie oddające rzeczywistość). Czasami są one ściśle związane z ekozmianą na dany dzień (np. uczestnictwo w jakiejś akcji), innym razem odnoszą się do uczuć, przemyśleń i życiowych przygód Vanessy, które nie zawsze mają bezpośredni związek z ekologicznym wyzwaniem jakiego się podjęła. Fajne jest to, że dziennikarka pisze o tym co czuje i co jej towarzyszy: zmęczenie, złość, smutek, zwątpienie, radość, nadzieja, wyczekiwanie, tęsknota. Dzięki temu wiadomo, że Vanessa, kobieta, która przez rok chce żyć ekologicznie, jest normalnym człowiekiem, takim jak czytelnik.

Książka składa się z wstępu, dwunastu rozdziałów (wg miesięcy) oraz epilogu. Każdy rozdział rozpoczyna lista ekozmian funkcjonujących w systemie jeden dzień - jedna zmiana. Tego typu zestawienie to świetny pomysł. Minusem jest to, że rozdziały mają podtytuły, które podane są jedynie w spisie treści, a nie na początku rozdziału. O istnieniu tych podtytułów zorientowałam się dopiero w połowie książki, gdy postanowiłam sobie z nudów przejrzeć spis treści.

Dziennik pokazuje, że życie w zgodzie z ekologią (nie ma to polegać na ogólnej ascezie...), a zatem i naturą, choć jest modne i trendy, nie zawsze jest proste. Myślę, że to pozycja to świetna propozycja właśnie dla "ekocyników" (taki mały prztyczek w nos), ale też dla osób, które starają się wprowadzić coś ekologicznego w swoim życiu, lecz nie wiedzą jak się za to zabrać. Polecam właśnie na wakacje ;)
_____

Powróciłam znad jeziorka. "Zieloni śpią nago" to naprawdę dobra książka, ale czuję, że nie udźwignęłam ciężaru tej recenzji. Widzę tu chaos ogólny, za co serdecznie przepraszam. Jestem lekko roztargniona ostatnio ;)

niedziela, 27 stycznia 2013

[104] Gustaw Flaubert "Pani Bovary"

Madame Bovary
Książka i Wiedza, 1996
Liczba stron: 348
Literatura francuska
Lektura szkolna
8/10

Gustaw Flaubert to żyjący w XIX wieku pisarz uważany za najwybitniejszego realistę. W Paryżu studiował prawo, jednak kiedy nie zdał egzaminu powrócił do Normadii. Pobyt w stolicy Francji stał się inspiracją do Napisania "Szkoły uczuć". Jednak to "Pani Bovary", powieść, której poświęcił pięć lat życia, sprawiła, że jego sława trwa do dziś.

Żona prowincjonalnego lekarza, która odebrała edukację przekraczającą możliwości jej sfery, czując się nieszczęśliwa z człowiekiem dobrym, ale całkowicie pozbawionym polotu (...) zdradza męża, popada w długi (...) a mąż nie potępia ani jej, ani jej kochanków (...).

"Pani Bovary" to moja lektura. Pewnie gdyby nie to, nie przeczytałabym nigdy tej książki, a szkoda, ponieważ ta powieść to niezwykłe doświadczenie.

Zacznę od romansów i harlequinów. To właśnie w nie wierzyła głęboko pani Emma Bovary. Cudowne, czasem egzotyczne przeżycia, zamki, wieże, książęta na rumakach. Piękne chwile uniesienia, radości, szczęścia, namiętność i miłość jak grom z jasnego nieba. Wiele osób (w tym i ja) czyta romanse historyczne czy harlequiny. One działają odprężająco, są lżejsze i przyjemniejsze. Czasem budzą śmiech, czasem wzruszenie, czasem ciężko jest zrozumieć banały, w które wierzą bohaterowie. Po przeczytaniu powieścidło ląduje na półce, a czytelnik po westchnięciu wraca do rzeczywistości. Natomiast Emma bardzo wzięła sobie do serca takie historie...

"Pani Bovary" to powieść wnikliwie analizująca (broń Boże oceniająca!) społeczeństwo oraz osobowość tytułowej bohaterki. Pani Emma Bovary to żona Karola Bovary, doktora. Spodziewała się niespodziewanych uniesień, ciągłego bicia zakochanego serca, miała też nadzieję na nieco wystawności w postaci rautów, częstych wizyt w teatrze. Spotkała ją jednak proza życia, przez którą Emma stała się osobą pełną melancholii, rozgoryczenia, zawiedzenia. Karola nie kochała, lecz nadal liczyła na niemal bajkowe życie, do którego starała się dotrzeć przez innych mężczyzn. Żyła marzeniami, pragnieniami, mocno odrealnionymi. Nie akceptuje swojego losu, chce go zmienić.

Emma trochę mnie przerażała w swej ślepej determinacji. Poszukiwała uniesień, więc "kupowała" bzdury, które "sprzedawał" jej wyrachowany i brutalny w działaniu Rudolf:
"My na przykład - mówił - czemuśmy się poznali? Jaki przypadek to zrządził? Wbrew oddaleniu linie naszego życia płynęły ku sobie, jak dwie rzeki spływające po pochyłości, aby się połączyć."
Nie polubiłam Emmy Bovary, co w gruncie rzeczy jest ciekawym uczuciem, spotkać wreszcie bohatera, którego się nie lubi (i to głównego!). Wydaje mi się zimna, wyrachowana, obliczona, skłonna jedynie do "romansowych", nieprzeciętnych uniesień (które są bardzo krótkotrwałe). Z drugiej strony jest mi jej trochę żal bo sprawia też wrażenie kobiety, która nie wie czego tak naprawdę chce, nieszczęśliwej, zagubionej, zdesperowanej. Mimo to nie potrafiłam jej polubić.

Teraz trochę o społeczności Yonville. Przypomina ona zachowaniem w zasadzie dzisiejsze wioski, osiedla, dzielnice, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, gdzie każdego zżera ciekawość. Każdy każdego ocenia nie znając motywów działania.

Przejdźmy do części technicznej książki. Osoby, które czytały "Nad Niemnem" Orzeszkowej zapewne pamiętają, tę niesamowitą ilość opisów. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy. Przyrody, historii, psychiki i osobowości postaci. Tak samo jest w "Pani Bovary". Tu także dominuje opis. Gdyby ktoś chciał ominąć opisy to z książki nic nie wyniesie, bo to one budują sens. Język nie jest trudny, skomplikowany. Trafnie i wprost rysuje rzeczywistość w powieści.

Wydanie to jest bardzo symapatyczne dla uczniów zwłaszcza. Mój polonista  trochę straszył, że to tomiszcze, więc oczyma wyobraźni widziałam osiemset stron zalegających na moim biurku o czcionce mniejszej niż przeciętna mrówka. A w tym wydaniu spotkałam 350 stron o całkiem dużej, przyjemnej dla oka czcionce, więc kamień spadł mi z serca.

Polecam więc tę powieść Gustawa Flauberta. Ciekawe studium ludzkich dusz na wolne popołudnia.
______

Przepraszam za jakość wrzuconej tu okładki. I za ewentualne błędy (nie piszę u siebie) ;) Zapraszam także na wyprzedaż książek (post poniżej, a niebawem osobna zakładka) :)

piątek, 19 października 2012

[100] Julia Hoffmann "Dzielnica czerwonych jabłek"

 Replika, 2011
Liczba stron: 240
Literatura polska
8/10
 Julia Hoffmann ukończyła polonistykę na poznańskim Uniwersytecie im. Adam Mickiewicza oraz studium podyplomowe promocji i komunikacji w biznesie na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Pracowała m. in. jako nauczycielka, sekretarka, gosposia, urzędniczka, specjalista public relations oraz copywriter. Prowadziła także agencję reklamową. Obecnie pracuje jako dziennikarz - freelancer. Przyznaje się do dwóch słabości: kryminałów i orzechów. Chętnie słucha opowieści o życiu.

Joanna to niezbyt szczupła, niezamężna szatynka. Rzadko wychodzi z domu, zamartwia się swoim wyglądem, mieszka tylko z kotem. Od dzieciństwa żyje w cieniu siostry, w piątkowe wieczory ogląda w łóżku filmy, a zamiast sprzątać – nałogowo czyta książki. Jak na typową szarą myszkę przystało, pracuje w biurze. Tu jakieś spotkanie, tu zaległy mail do Buby w sprawie żeberek, kurczaków lub uproszczonej instrukcji obsługi mężczyzn... Nuda? Tylko do czasu. Oto na drodze Joanny staje Czapla. Nie zwykła, pospolita czapla, ale ON – ze swoim pięknym nosem, powalającym na kolana niskim głosem i cholera wie czym jeszcze. Typowy bohater komedii romantycznej, który ma wywrócić świat bohaterki do góry nogami. Czy tak się stanie?

Książka patrzyła na mnie z bibliotecznej półki. Mrugały do mnie jabłuszka w kolorze soczystej, żywej czerwieni. Owocem wyglądają tym lepiej, że tłem dla nich jest biało - brązowy portret sentymentalnie uśmiechającej się kobiety. Okładka tak przykuła moją uwagę, że grzechem byłoby nie wypożyczyć tej książki. Ale przecież okładka to nie wszystko, prawda?

Jeżeli chodzi o fabułę... W opisie zaintrygowało mnie ostatnie zdanie w odniesieniu do niezwykłego mężczyzny, którego spotyka Joasia. Zasiało to we mnie ziarenko zwątpienia. Zaczęłam się zastanawiać czy bohaterka rzeczywiście przejdzie obok miłości życia, która właściwie stanęła jej na drodze. A właściwie w sklepie. Czapla został przez autorkę ciekawie wkomponowany w akcję. Pojawia się na początku, potem długo go nie ma, aż zjawia się przy boku Joanny w najmniej spodziewanym przez czytelnika (i główną bohaterkę chyba też) momencie. Jest to niewątpliwy atut tej książki.

Joanna to "typowa szara myszka" jak wynika z opisu powieści. Ma czterdzieści trzy lata, przygarniętego kota, Bubę i Bolka, schorowaną matkę oraz zaślepioną prze karierę siostrę. Mieszanka wybuchowa, a to jeszcze nie wszystko. Bohaterka boryka się z problemami zwykłych ludzi. Ciężko chora mama wymaga opieki, ojciec wykłóca się o sens codziennego przybywania Joanny do domu rodziców. Spory z siostrą, problemy z pracą, a w końcu jej utrata. A w tym wszystkim Asia poszukuje mężczyzny, z którym mogłaby spędzić resztę życia. Joanna to zwykła kobieta jakich wiele na świecie. Ale myślę, że dzięki temu czytelniczki książki tym bardziej ją polubią - zobaczą w niej sprzymierzeńca w codziennym bytowaniu na ziemi.

Bohaterka powieści opowiada w paru zdaniach o swoim życiu na blokowisku. I w tym momencie Joasia podbiła moje serce, bo sama mieszkam w takim miejscu. Choć nie lubi tych klitek w blokach, to nie wstydzi się tego. Zostawiła tam przecież kawał swojego życia. Tu zna każdy blok, drzewo, nierówny chodnik. Przez jej wypowiedź przebija jakby przywiązanie do tego miejsca.

Autorka powieści pokazała, że cudowne i niemal upajające uczucie zakochania, potrzeby kogoś bliskiego u boku nie jest zarezerwowane dla osób wyłącznie przed trzydziestką. Każdy, niezależnie od tego czy ma lat czterdzieści trzy czy dwadzieścia trzy, ma prawo kochać i być kochanym! Dlatego cieszę się, że Joanna nie uległa stereotypowi "miłości wyłącznie dla młodych" (kwestią dyskusyjną jest to, kim jest osoba młoda, ale myślę, że wiecie o co mi chodzi).

W powieści pojawia się problem zaniedbywania dzieci przez rodziców. Rodzice oczywiście problemu nie widzą, bo przecież dziecko jest niemal dorosłe i nie potrzebuje uwagi i rodzicielskiego ciepła. Toż to najprawdziwsza bujda na resorach! W powieści Julii Hoffmann ten wątek kończy się dobrze, ale w życiu często nie jest tak różowo. To taka małą przestroga.

"Dzielnica czerwonych jabłek" to powieść o codziennym życiu, które nie jest tak różowe jak w telewizyjnych serialach. Książka urzeka tym, że czytając ją można odnaleźć siebie w tym powieściowym życiu. Bo przecież ono jest tak podobne do naszego, tego zza okna.

środa, 28 marca 2012

[91] Krzysztof Bielecki "Defekt pamięci"

Książka wydana własnym nakładem w ramach
Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości
2012
Liczba stron: 154
Literatura polska
8/10

Pan Krzysztof Bielecki jest autorem czterech książek i wbrew pozom "Defekt pamięci" nie jest jego debiutem. Wcześniej napisał "Miasto to gra", "Raz na kilkaset lat" oraz "Kod, czyli rzeczy, które zauważasz, gdy wpatrujesz się w nie odpowiednio długo".

Co byś zrobił, gdybyś codziennie musiał pisać dwie strony tekstu, aby powstrzymać nadchodzącą zagładę? Gdy mediami wstrząsa wiadomość o zawaleniu się wiaduktu oraz całej serii pozornie niepowiązanych ze sobą wypadków i awarii, Kool Autobee, pracownik biurowy, odkrywa, że ma właśnie tego rodzaju nietypowy problem. Zaczyna podejrzewać, iż być może wszystkie tragiczne wydarzenia tego świata mają związek z jego osobą. Od tej pory musi dzielić czas pomiędzy codzienne obowiązki, zapobieganie zniszczeniu świata poprzez zaprzestanie pisania oraz podążanie śladami zawiłej intrygi, która doprowadza go do coraz dziwniejszych ludzi, miejsc i sytuacji, sprawiając, że jego dotychczas uporządkowane życie zaczyna nabierać zupełnie nowych barw i zmierzać w nieprawdopodobnym kierunku. "Defekt pamięci" to kipiąca niezwykłymi pomysłami, niesłychanie zakręcona historia, której zaskakujące zakończenie sprawi, że będziesz musiał przeczytać ją jeszcze raz.

Książkę pożyczyłam od Meme, która ksiązkę sobie bardzo chwaliła. W sumie chciałam ją przeczytać nie ze względu na litanię pozytywów, jaką wylała z siebie Meme, ale na niewielką objętość książki. Potrzebowałam czegoś niedużego i szybkiego. Dostałam to, co chciałam z dodatkiem jakim była świetna zabawa.
Przyznam się szczerze, ze mam taki brzydki zwyczaj czytania końcówki książki. przeczytałam fragment ostatniego rozdziału i sądziłam, że wiem jakie jest zakończenie i, że nic a nic mnie nie zaskoczy. Autor pokazał mi, jak bardzo, ale to bardzo się myliłam. W tej książce NICZEGO nie można być pewnym.
Kool Autobee jest z pewnością ciekawą postacią. Nienawidzi czytania i wszelkiej literatury. Kocha swoja pracę w biurze i zapach tonera, co w sumie jest jego jakby narkotykiem. Lubi to co go otacza i nie potrzeba mu więcej. Chociaż przydałby się remont kuchni... I tu historia się rozkręca. Kool staje się jednym z Piszących wbrew swojej woli. Za wszelką cenę chce wrócić do swojego poprzedniego życia, do życia, które spokojnie się toczyło nim zaczął pisać, a jego życie zaczął napędzać Motywator.
Przewijają się tutaj głównie postacie Piszących. Albo postacie stworzone przez Piszących. W sumie to nie wiadomo kto jest kim i niezwykle łatwo jest się w tym wszystkim zaplątać ;)
Gdzieś na kilka rozdziałów przed końcem, co jakiś czas, pojawia się niepokojące, generalnie nieistotne zdanie mówiące o więzieniu ludzi w banku przez jakiegoś człowieka. To zdanko strasznie się wcina w bieżące zdarzenia. Ale jak widać autor miał w tym swój (mroczny) cel... ;)
"Defekt pamięci" to książka nieprzeciętna. Kiedy w pewnie sobotni poranek skończyłam czytanie tejże książki od razu chwyciłam za komórkę i posłałam SMS do Meme o mniej-więcej takiej treści:
"Trzeba mieć łeb jak sklep (a nawet jak hipermarket), żeby napisać tak zwichrowaną (w
pozytywnym sensie) ksiązkę. Pełen odlot."

Gorąco polecam Wam tę pozycję. Ona z pewnością ożywi Wam dzień i będzie się gorączkowo zastanawiając o co tu właściwie chodzi i czy autor nie robi nas w balona. Koniecznie przeczytajcie, bo jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie czytelnicze ;)

czwartek, 1 grudnia 2011

[84] Michael Thomas Ford "100 pytań i odpowiedzi wokół AIDS"

100 Questions and Answers about AIDS. A Guide for Young People.
Grupa IMAGE, 1998
Literatura amerykańska
Liczba stron: 211
8/10

Dziś tj. 1 grudnia, mamy Dzień Walki z AIDS. Z tej okazji wrzucam recenzję książki nie byle jakiej. Książka ta jest bowiem o HIV i AIDS.
Książka zawiera 100 pytań i odpowiedzi do nich. Są to pytania najczęściej zadawane przez młodzież. Nim zaczniemy czytać widzimy całą listę tych pytań. Jednak lepiej nie czytać ich wybiórczo - bardzo często jedno pytanie wynika z drugiego. Pytania są najróżniejsze i rozwiewają wątpliwości dotyczące zarażenia się HIV, rozwinięcia się AIDS oraz sposobów chronienia się przez zarażeniem. Jeden z rozdziałów różwnież obala niektóre fakty na temat tejże choroby.
W książce Forda znajdziemy nie tylko jak się chronić, ale także jak zachowywać się w stosunku do osób z AIDS. Nie można się zarazić podając sobie dłoń czy pijąc z jednej szklanki.
W książce jest też kilka wywiadów z osobami u których wykryto wirusa HIV. Te wywiady to prawdziwa gratka. Każdy wywiad był równie ciekawy. Jeden opowiada o matce, która zaraziła swoje dziecko, kolejny o dziewczynie, która marzyła o karierze wojskowej. Każdej osobie świat nagle runął. Wszystko straciło sens, świat stał się bezbarwny. Ale z czasem jednak odkrywają świat na nowo. Szukają pracy, dalej się uczą, chcą stworzyć trwałe związki. Po prostu idą dalej przez życie.
Na samym końcu książki znajdziemy zbiór ważnych adresów. Nie wiem, ile z nich jest jeszcze aktualnych, ale ważne, ze są ;)
Ta książeczka była z pewnością ciekawym doświadczeniem czytelniczym. Myślę, że mogę polecić Wam taką lekturę.

"(...) ludzie, którzy są optymistami i stosują zioła, chodzą na akupunkturę oraz na ćwiczenia zmniejszające stres, żyją o wiele dłużej."

poniedziałek, 21 listopada 2011

[83] Elizabeth Robards "Uwodzicielka"

With Violets
Prószyński i S-ka, 2010
Liczba stron: 320
8/10

Elizabeth Robards to pseudonim Nancy Robards Thompson, autorki współczesnych i historycznych powieści dla kobiet.

Paryż, lata sześćdziesiąte XIX wieku, okres, gdy wybitni młodzi artyści buntują się przeciwko skostniałym akademikom i chcą szukać nowych dróg, nowych środków wyrazu. Piękna, bez reszty oddana sztuce Berthe Morisot marzy, by zyskać uznanie jako malarka. Niestety, jako kobieta musi pogodzić się tym, że żyje w cieniu kolegów – Moneta, Pissarra, Degasa. Tym jednak, który najbardziej pociąga ją i fascynuje, jest wielki Edouard Manet. Geniusz, a zarazem dandys i uwodziciel, któremu nie oprze się żadna kobieta. Jego życie to pasmo skandali. Mimo niewytłumaczalnego przywiązania do nieatrakcyjnej żony i dziesiątek kochanek, wkrótce staje się nie tylko mistrzem Berthe i jej nauczycielem, ale także kochankiem. Dla panny z dobrego domu taki romans oznacza jedynie ból i nieodwracalną utratę reputacji. Berthe jednak nie zgadza się grać roli, jaką narzuca jej społeczeństwo. Niezłomnie postanawia stać się kowalem własnego losu.

Książkę przeczytałam w wakacje, czyli parę miesięcy temu. Przyciągnęła kój wzrok okładka. Taka nietuzinkowa. Zwykle dokładnie czytam opis z tyłu książki. Wtedy jednak, pośpieszana przez koleżankę, tylko przebiegłam oczyma po tekście. Wychwyciłam słowa kluczowe: "malarka", "Moneta, Pissara, Degasa", "Edouard Manet" i wiedziałam, że to jest to. Uwielbiam impresjonizm. W szczególności Moneta i Degasa, ale w gruncie rzeczy każdy obraz ma w sobie coś.
Głównymi bohaterami są impresjoniści właśnie. Malarz-mężczyzna w sumie takich emocji nie wzbudza, jednak malarz-kobieta i owszem. A kobieta mało tego nie będąca mężatką to już w ogóle skandal. No, ale w sumie rzecz biorąc cała ta historia jest otoczona mgiełką skandalu i oburzenia społeczeństwa.
Edouard Manet i Berthe Morisot - niby para ludzi, malarzy tworzących w jednym nurcie malarstwa. Bliscy sobie przyjaciele. Jednak z czasem rodzi się między dziwne uczucie - ni to miłość, ni to pożądanie. Ostatecznie zostają kochankami. Tak pokrótce wygląda ich wspólna historia. Ale czy ich historia skończy się happy-endem? Miłosnikom wzruszeń i smutnych zakończeń po cichutku zdradzę, że tak pozytywnie jak w wielu bajkach Disneya nie będzie.
Nie ukrywam, że powieść pani Robards mnie mocno wciągnęła. Te 320 stron wchłonęłam w siebie w dwa, może trzy dni. W książce są emocje - złość, żal, gorycz, zazdrość. Poznajemy zdanie postronnych bohaterów na temat związku Berthe i Edouarda. Barthe jest upominana przez siostrę i matkę, Edouard przez żonę.
Ta dwójka ludzi mimo tego co uważa otoczenie robi swoje - zarówno w sferze malarstwa, jak i swojego życia prywatnego. A to "nie podleganie" zasadom paryskich elit budzi skandal, oburzenie. Bo kto widział, takie rzeczy wyczyniać? Gdzie ogłada, gdzie kultura, gdzie jakaś samo zachowawczość? Ta skandaliczność nadaje charakter powieści. Moim zdaniem, gdyby jej nie było, to wszystko byłoby nudne, jałowe. Bo co jest podniecającego w romansie, który nie wzbudza emocji otoczenia? Chodzi o tę adrenalinę właśnie.
Bohaterowie w powieści są bardzo ładnie nakreśleni. Sam Paryż, pomieszczenia, domy tworzą klimat dla głównych wydarzeń. Powiem Wam, że dla mnie jako dla miłośniczki impresjonizmu było wyjątkowo ciekawym doświadczeniem przyglądać się malarzom ich pracy "od kuchni".
"Uwodzicielka" będzie gratką dla fanów impresjonizmu czy ogólnie malarstwa, a osoby chcące ciekawego, wciągającego romansu też znajdą coś dla siebie. Historia troszkę smutna, ale na nudny szary wieczór idealna.

wtorek, 14 czerwca 2011

[69] Agatha Christie "Morderstwo odbędzie się..."

A Murder Is AnnouncedDolnośląskie, 2009
Liczba stron: 296
Literatura angielska
8/10

Agatha Christie jest jedną z najbardziej znanych pisarek. Słynie z kryminałów trzymających w napięciu do samego końca.

Tajemnicze ogłoszenie w lokalnej gazecie stawia na nogi mieszkańców malutkiej miejscowości Chipping Cleghorn. "Morderstwo odbędzie się..." . Niektórzy wyczekują dobrej zabawy, inni są lekko zdegustowani, nikt jednak decyduje się zostać w domu. Napisano przecież, że osobnych zaproszeń nie będzie. O wyznaczonej godzinie grono zaintrygowanych sąsiadów odwiedza Letycję Blacklock. Zegar bije... Gasną światła... Pada strzał! Na ziemię osuwa się nieżywy... napastnik.

"Morderstwo odbędzie się..." przyciągnęło moją uwagę jako jedna z nielicznych książek pani Christie stojących na bibliotecznej półce. Mała zgrabna książeczka, licząca prawie 300 stron, z intrygującym tytułem... Coś dla mnie! Kuzyn zachwycony pisarstwem Christie, nieświadomie spowodował, że wreszcie się zdecydowałam. W końcu ile można czytać o Holmesie...
Wszystko dzieje się stosunkowo niedawno. Kilka miesięcy po wojnie w jednym z angielskich miasteczek. Zaczyna się niewinnie - ukazanych jest kilka rodzin, które odkrywają w lokalnej gazecie zagadkowe ogłoszenie. Wszystko komplikuje się, kiedy w posiadłości panny Blacklock zjawia się grupa znajomych. Padają strzały, które nakierowują dalszy tok historii.
Ten kryminał Agathy Christie jest pierwszym jaki przeczytałam. Wydarzenia porwały mnie, tak bardzo, że nim się obejrzałam razem z inspektorem Croddockiem i panną Marple usiłowałam rozwiązać zagadkę. Jeżeli kiedykolwiek twierdziłam, że z najbardziej skomplikowanymi zagadkami spotkał się Sherlock Holmes i Doktor Watson, to zmieniłam zdanie po przeczytaniu tej powieści.
W "Morderstwo dobędzie się..." nic nie jest takie jak mogłoby się wydawać. Po za kilkorgiem bohaterów. Choć może się wydawać, że to takie pomieszane z poplątanym, to powiem Wam, że to tylko błędne spojrzenie na to wszystko. W gruncie rzeczy to wszystko ma sens. Spotymy tutaj mordercę pierwszej klasy. Każdy swój ruch starannie planuje, morduje niewygodnych świadków, robiąc to niespodziewanie. Ale przecież to nie zbrodnia (zbrodnie?) doskonała. W momencie, w którym niektóre rzeczy zaczynają się sypać, zaczyna działać nieco bardziej chaotycznie.
Spodziewałam się wielu rzeczy, ale na pewno nie takiego zakończenia. Ze zdziwienia zbierałam zęby z podłogi.
Gwarantuję Wam, że emocji nie zabraknie. Przygotujcie się jednak na wszystkie możliwe opcje, które Wam przyjdą do głowy. Tu wszystko jest możliwe.