"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1996. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1996. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

[105] Mary Jo Putney "Gromy i róże"

 Thunders and Roses
Da Capo, 1996
literatura amerykańska
Liczba stron: ponad 35
7/10

Mary Jo Putney to jedna z najpoczytniejszych autorek romansów historycznych. W Polsce ukazało się kilka jej powieści.

Nazywano go hrabią Demonem. Uważano, że jest zdolny do wszystkiego. Nicholas Davies - syn zdegenerowanego arystkoraty i Cyganki - doświadczył w życiu wszystkiego. A jednak to właśnie do niego zwraca się w przypływie rozpaczy wiejska nauczycielka, Clare Morgan, z prośbą o pomoc. Nicholas zgadza się, pod jednym wszakże warunkiem - dziewczyna musi z nim zamieszkać na trzy miesiące, narażając tym samym na szwank swoją reputację. Oburzona Clare nie ma innego wyjścia: przyjmuje propozycję i wkracza w wytworny, lecz pełen niebezpieczeństw i namiętności świat angielskiej arystokracji. 

Są książki, do których chętnie się wraca. Gdy ma się chandrę lub gdy chce się odpocząć od zgiełku świata. Ja chętnie wracam do tej książki. Może nie jest to literatura wysokich lotów, ale naprawdę gdy potrzebuję chwili wytchnienia sięgam chociażby po tę książkę lub inna z tego gatunku. 

Każda przedstawicielka płci pięknej, która lubi czytywać romanse historyczne pewnie kiedyś czytała jakąś powieść tej autorki. Ja przeczytałam kilka, lecz to właśnie ta utkwiła mi w pamięci na tyle, że czytam ją najczęściej. Co ciekawe w większości tego typu książek akcja rozgrywa się w Londynie, wśród najbardziej znaczących osób elit arystokracji angielskiej. Ta historia w większej części rozgrywa się w Walii, na wsi, gdzie ta elita arystokratyczna to może kilkuosobowe grono, które pojawia się i znika. Autorka postawiła na społeczność metodystów, ich postępowanie i wartości, które są dla nich ważne. Co ciekawe, główna bohaterka, Clare, jest córką pastora tej małej społeczności.

Podoba mi się pióro pisarki. Jest lekkie, a język jest prosty, ale nie infantylny, co nie czyni z czytelnika idioty czy głupka. Postaci są dobrze nakreślone, to ludzie z krwi i kości, a nie wychuchane laleczki ze sklepu z porcelanowymi bibelotami. Za to wielki plus. 

Ten romans historyczny jest naprawdę perełką. Możecie mi wierzyć, przeczytałam już niejedną szmirę, która swoim istnieniem ubliża temu gatunkowi i tak mało szanowanemu (jeżeli w ogóle jest szanowany). Bardzo się cieszę, że są powieści pozytywnie reprezentujące ten typ literatury. 

Powieść tę polecam miłośniczkom romansów, jak i osobom zafascynowanym Wielką Brytanią na przełomie XVIII i XIX wieku, jednak odradzam traktowanie tego typu powieści jak wyroczni historycznej ;) Lekka i przyjemna historia na szare i nieciekawe popołudnie. Do tego herbata lub kawa i ciekawa przygoda gotowa... ;) 
_____

Krótko, zwięźle i na temat. Cóż, mam nadzieję, że się podoba, bo bywało znacznie gorzej z moim pisarstwem tutaj ;)

niedziela, 27 stycznia 2013

[104] Gustaw Flaubert "Pani Bovary"

Madame Bovary
Książka i Wiedza, 1996
Liczba stron: 348
Literatura francuska
Lektura szkolna
8/10

Gustaw Flaubert to żyjący w XIX wieku pisarz uważany za najwybitniejszego realistę. W Paryżu studiował prawo, jednak kiedy nie zdał egzaminu powrócił do Normadii. Pobyt w stolicy Francji stał się inspiracją do Napisania "Szkoły uczuć". Jednak to "Pani Bovary", powieść, której poświęcił pięć lat życia, sprawiła, że jego sława trwa do dziś.

Żona prowincjonalnego lekarza, która odebrała edukację przekraczającą możliwości jej sfery, czując się nieszczęśliwa z człowiekiem dobrym, ale całkowicie pozbawionym polotu (...) zdradza męża, popada w długi (...) a mąż nie potępia ani jej, ani jej kochanków (...).

"Pani Bovary" to moja lektura. Pewnie gdyby nie to, nie przeczytałabym nigdy tej książki, a szkoda, ponieważ ta powieść to niezwykłe doświadczenie.

Zacznę od romansów i harlequinów. To właśnie w nie wierzyła głęboko pani Emma Bovary. Cudowne, czasem egzotyczne przeżycia, zamki, wieże, książęta na rumakach. Piękne chwile uniesienia, radości, szczęścia, namiętność i miłość jak grom z jasnego nieba. Wiele osób (w tym i ja) czyta romanse historyczne czy harlequiny. One działają odprężająco, są lżejsze i przyjemniejsze. Czasem budzą śmiech, czasem wzruszenie, czasem ciężko jest zrozumieć banały, w które wierzą bohaterowie. Po przeczytaniu powieścidło ląduje na półce, a czytelnik po westchnięciu wraca do rzeczywistości. Natomiast Emma bardzo wzięła sobie do serca takie historie...

"Pani Bovary" to powieść wnikliwie analizująca (broń Boże oceniająca!) społeczeństwo oraz osobowość tytułowej bohaterki. Pani Emma Bovary to żona Karola Bovary, doktora. Spodziewała się niespodziewanych uniesień, ciągłego bicia zakochanego serca, miała też nadzieję na nieco wystawności w postaci rautów, częstych wizyt w teatrze. Spotkała ją jednak proza życia, przez którą Emma stała się osobą pełną melancholii, rozgoryczenia, zawiedzenia. Karola nie kochała, lecz nadal liczyła na niemal bajkowe życie, do którego starała się dotrzeć przez innych mężczyzn. Żyła marzeniami, pragnieniami, mocno odrealnionymi. Nie akceptuje swojego losu, chce go zmienić.

Emma trochę mnie przerażała w swej ślepej determinacji. Poszukiwała uniesień, więc "kupowała" bzdury, które "sprzedawał" jej wyrachowany i brutalny w działaniu Rudolf:
"My na przykład - mówił - czemuśmy się poznali? Jaki przypadek to zrządził? Wbrew oddaleniu linie naszego życia płynęły ku sobie, jak dwie rzeki spływające po pochyłości, aby się połączyć."
Nie polubiłam Emmy Bovary, co w gruncie rzeczy jest ciekawym uczuciem, spotkać wreszcie bohatera, którego się nie lubi (i to głównego!). Wydaje mi się zimna, wyrachowana, obliczona, skłonna jedynie do "romansowych", nieprzeciętnych uniesień (które są bardzo krótkotrwałe). Z drugiej strony jest mi jej trochę żal bo sprawia też wrażenie kobiety, która nie wie czego tak naprawdę chce, nieszczęśliwej, zagubionej, zdesperowanej. Mimo to nie potrafiłam jej polubić.

Teraz trochę o społeczności Yonville. Przypomina ona zachowaniem w zasadzie dzisiejsze wioski, osiedla, dzielnice, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, gdzie każdego zżera ciekawość. Każdy każdego ocenia nie znając motywów działania.

Przejdźmy do części technicznej książki. Osoby, które czytały "Nad Niemnem" Orzeszkowej zapewne pamiętają, tę niesamowitą ilość opisów. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy. Przyrody, historii, psychiki i osobowości postaci. Tak samo jest w "Pani Bovary". Tu także dominuje opis. Gdyby ktoś chciał ominąć opisy to z książki nic nie wyniesie, bo to one budują sens. Język nie jest trudny, skomplikowany. Trafnie i wprost rysuje rzeczywistość w powieści.

Wydanie to jest bardzo symapatyczne dla uczniów zwłaszcza. Mój polonista  trochę straszył, że to tomiszcze, więc oczyma wyobraźni widziałam osiemset stron zalegających na moim biurku o czcionce mniejszej niż przeciętna mrówka. A w tym wydaniu spotkałam 350 stron o całkiem dużej, przyjemnej dla oka czcionce, więc kamień spadł mi z serca.

Polecam więc tę powieść Gustawa Flauberta. Ciekawe studium ludzkich dusz na wolne popołudnia.
______

Przepraszam za jakość wrzuconej tu okładki. I za ewentualne błędy (nie piszę u siebie) ;) Zapraszam także na wyprzedaż książek (post poniżej, a niebawem osobna zakładka) :)