"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektura szkolna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektura szkolna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

[132] Albert Camus "Dżuma"

La Peste
PIW Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008
Liczba stron: 200
Literatura francuska
Lektura szkolna
8/10

Albert Camus to francuski pisarz, eseista, dramaturg. Jeden z czołowych przedstawicieli egzystencjalizmu w literaturze. W 1957 roku, na trzy lata przed śmiercią w wypadku samochodowym, otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Do jego najważniejszych dzieł należą "Dżuma", "Upadek" i "Obcy".

Metaforyczny obraz świata walczącego ze złem, którego symbolem jest tytułowa dżuma, pustosząca Oran w 194... roku. Wybuch epidemii wywołuje różne reakcje u mieszkańców, jednak stopniowo uznają słuszność postępowania doktora Rieux, który od początku aktywnie walczy z zarazą, uznając to za swój obowiązek jako człowieka i lekarza. 

Albert Camus
"Dżuma" zawsze mnie kusiła. Mrugała zalotnie z bibliotecznej półki, a ja zawsze się opierałam myśląc: "Jeszcze nie teraz". I myślałam dobrze, bo gdybym przeczytała tę powieść wcześniej mogłabym jej nie rozumieć w ogóle, odebrać ją negatywnie, skreślić Camusa definitywnie z listy intrygujących pisarzy. Dobrze, że poczekałam z tym czytaniem, bo jak się okazało była to moja lektura w klasie maturalnej, którą ukończyłam 25 marca tego roku. Jak przyszło co do czego, chwyciłam za książkę i szybko przeczytałam (pojechała ze mną nawet do Częstochowy na pielgrzymkę w intencji maturzystów). Ostatecznie przeżyłam z "Dżumą" fascynującą przygodę intelektualną.

Ta książka ma dwa konteksty: dosłowny i metaforyczny. Odbierając historię mieszkańców Oranu i doktora Rieux dosłownie czytelnik może obserwować zarazę, jej rozwój, zachowanie mieszkańców miasta, ich wewnętrzne dramaty i postawy wobec choroby. Pisarz dość dokładnie opisał tez objawy choroby i jej dwie formy: dżumę dymieniczną i płucną, zatem płaszczyzna dosłowna powieści jest interesująca. 

"Ludzie są raczej dobrzy niż źli."

Natomiast kontekst metaforyczny jest bogatszy. Dżuma odczytana nie jako zaraza, ale jako alegoria zła i wojny pozwala ujrzeć działania bohaterów w innym świetle. Ich zachowanie wobec epidemii staje się wtedy poglądem na owe zło, a postawa wobec choroby jest postawą wobec niego. Z tłumu mieszkańców (kilkuset tysięcy!) wybija się kilka postaci. Doktor Riuex, który leczy chorych i dba o nich. Jest także ojciec Panneloux, którego postawa diametralnie się zmienia, gdy widzi niezawinione cierpienie i śmierć. Mamy Granda, który pisze od kilku lat wciąż jedno zdanie swej powieści, kto wie, może doświadczenie dżumy pozwoli mu ukończyć, a w zasadzie zacząć pisanie książki? 

Ciekawą postacią jest Tarrou poszukujący świeckiej świętości. Właśnie on zauważa, że tak naprawdę każdy jest zarażony dżumą, zatem trzeba pilnować samego siebie i poszukiwać, by nie zarazić innych swym wewnętrznym złem. 

"Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka." 

"Dżuma" w Częstochowie :)
Niewątpliwie doświadczenie dżumy zmieniło życie bohaterów wiodących oraz pozostałych mieszkańców Oranu o czym przekonać się można w czasie przewracania kolejnych kartek. Ale dla mnie najbardziej niezwykłe były ostatnie strony, na których czytelnik dowiaduje się, że bramy miasta znów otwarto. Ileż nagromadziło się tam tęsknoty, miłości, czułości! Ale, ale, nawet w takiej radosnej chwili jeden z bohaterów powieści (by nie zdradzać który to), zauważa, że: 

"Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika (…) nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście."

Dzięki świetnemu językowi pisarza czujemy tę powieść i sami stajemy się uczestnikami walki z dżumą (dobrze, że to tylko powieść...). Jest i śmierć i życie, małe i większe radości, sukcesy i porażki. Wielkie oczekiwania, tęsknoty i marzenia. Sama czułam tę historię, która rozegrała się tak szybko, że aż żal było odkładać książkę. Warto dostrzec obie płaszczyzny, o których pisałam. Świetnie się uzupełniają i pozwalają pełniej odebrać tę niezwykłą powieść. 

Polecam Wam tę historię zarazy, wojny i zła siedzącego w człowieku. Być może będzie to trudna historia, będzie trzeba poświęcić jej więcej uwagi, czasu i skupienia, ale jest to wartościowa powieść. Pokazuje społeczeństwo ogarnięte złem i wojną, postawy tak różne. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję zwłaszcza jeśli poszukujecie czegoś nieco ambitniejszego, ale nie nudnego.

czwartek, 17 kwietnia 2014

[129] Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"

Мастер и Маргарита (Mastier i Margarita)
MUZA, 2011
Liczba stron: 552
Literatura rosyjska
Lektura szkolna
10/10

Michaił Bułhakow (1891-1940) to rosyjski pisarz i dramaturg, autor jednej z najważniejszych powieści XX wieku - "Mistrza i Małgorzaty". Na jego dorobek literacki składają się także "Biała gwardia", "Diaboliada", "Morfina", kilka innych opowiadań, jedenaście sztuk teatralnych, a także dwa nieprzyjęte scenariusze filmowe. Pisarz był trzykrotnie żonaty. Ostatnie szczęśliwe małżeństwo zawarł z Heleną Szyłowską, która stała się pierwowzorem postaci Małgorzaty. 

Wszystko rozpoczyna się w Moskwie, na Patriarszych Prudach. Michaił Berlioz, sekretarz MASSOLIT-u dowodzi poecie Iwanowi Bezdomnemu, ze Jezus nie istnieje i nigdy nie istniał. Do rozmowy włącza się pewien Profesor. Tego samego dnia, kilka chwil od spotkania tejże trójki bohaterów Berlioz ginie, głowę ucina mu tramwaj. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że śmierć przepowiedział sekretarzowi ten dziwny Profesor...

Bułhakow w tej powieści uruchamia trzy płaszczyzny: apokryficzną (wątek Jeszui), moskiewską (miasto i jego mieszkańcy) oraz dzieje grupy Wolanda. Pisarz przedstawił wiele postaci i wiele zdarzeń w kilku różnych wątkach, co trudno opowiedzieć i streścić. Chwycił za motyw powieści w powieści - Mistrz pisze książkę o Jeszui, dobrym nauczycielu skazanym na śmierć przez Piłata. Powieść Mistrza to osobne rozdziały "Mistrza i Małgorzaty", pomiędzy nimi pojawiają się też rozdziały o życiu tytułowego Mistrza i jego ukochanej oraz rozdziały opowiadające o przygodach diabelskiej szajki Wolanda i ich wybrykach w Moskwie. Prawda jest taka, że to wszytko się zazębia, nachodzi na siebie wzajemnie i nie sposób rozdzielić poszczególne wątki od siebie bez szkody dla tej niezwykłej powieści.

Skupię się na postaciach. Bułhakow prezentuje tu, jak już wspomniałam, pełen wachlarz bohaterów, a zatem i różnorakich osobowości. Nie jest możliwym opisać je wszystkie, pamiętanie ich także wychodzi poza moje uzdolnienia. Niemal każda z co najmniej kilkunastu postaci ma swoją unikatową historię. Mnie najbardziej urzekła i zainteresowała historia tytułowego Mistrza i ukochanej Małgorzaty (zdaje mi się, że jest to wątek nieco autobiograficzny). Historia to burzliwa, wciągająca oparta na miłości, wsparciu i wierze w drugiego człowieka. To także bardzo dramatyczne losy bohaterów naznaczone szaleństwem i tęsknotą.

"Za mną czytelniku! Któż Ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!"

W pewnym momencie z wątkiem Małgorzaty wiąże się wątek tajemniczych wydarzeń w Moskwie, za którymi stoi szajka diabłów z Wolandem na czele. Każdy z diabłów jest inny i zajmuje się innymi sprawami, choć przyznać trzeba, że potrafią nieźle namieszać. Postawić całe miasto w stan osłupienia - nie każdy ma takie zdolności ;) W każdym razie - moim ulubionym członkiem diabelskiej trupy był kot Behemot. Zabawny, bezpośredni, nawet bezczelny, robi chyba więcej zamieszania niż pozostali razem wzięci. Jego słowa często mnie bawiły. Pozostali bohaterowie powieści w czasie spotkań z Behemotem byli mocno skołowani. 

"- Dostojewski umarł. - powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie. 
- Protestuję! - gorąco zawołał Behemot - Dostojewski jest nieśmiertelny!"

" - Popędziłem - opowiadał Behemot - na salę posiedzeń, to ta sala kolumnowa, messer, chciałam wynieść z ognia coś cennego. Ach, messer, moja żona, gdybym ją tylko miał, dwadzieścia razy mogła zostać wdową! ale, na szczęście, messer, nie mam żony i mówiąc szczerze, szczęśliwy jestem, że jej nie mam. Ach, messer, któżby zamienił kawalerską wolność na to nieznośne jarzmo!"

Same przygody grupy Wolanda są niesamowicie ciekawe. Nie będę się o nich rozpisywać, by nie zdradzić więcej niż muszę. Jest to bardzo dobrze zbudowany wątek, nacechowany ironią, dystansem, zachęca tym samym czytelnika do dalszego zapoznawania się z powieścią.

"Mistrz i Małgorzata" to niewątpliwie jedna z najważniejszych i najlepszych powieści z obszernego kanonu prozy obcej. Choć nieco zagmatwana i trudna, to wartościowa. Autor zwraca uwagę na to, że wszytko zależy od wyborów człowieka, bo to one kształtują świat. Sądzę, że jest to "powieść życia" Bułhakowa, pisał ją bowiem od 1928 do 1930 roku. Od 1932 zaczął intensywnie ją poprawiać, nanosić zmiany, kilkakrotnie zmieniał tytuł. Rękopis redagował niemal do śmierci 1940 roku.

Wiem, że dzisiejsza recenzja jest pogmatwana i chaotyczna, ale "Mistrz i Małgorzata" jest taką właśnie powieścią i niezwykle trudno ująć ją w ramy prostego, szybkiego recenzowania. Mimo wszystko mam nadzieję, że choć jedną osobę udało mi się zachęcić do sięgnięcia po tę nietuzinkową historię, która do dziś święci swe tryumfy. Podczas czytania miejcie otwarte, jasne umysły, bo to bardzo potrzebne, by czerpać przyjemność z czytania. Ja sama mam zamiar sięgnąć po inne dzieła Michaiła Bułhakowa.
______

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych życzę Wam dużo szczęścia, radości, uśmiechu, miłości, spełnienia marzeń i wielu wspaniałych książek czekających w kolejce do czytania :) 
Jeśli czytają mnie jacyś moi towarzysze niedoli tj. maturzyści to życzą Wam (i sobie też) dobrego zdania matury! :)

piątek, 27 grudnia 2013

[120] Bruno Schulz "Sklepy cynamonowe"

MG, 2013
Liczba stron: 256
Literatura polska
Lektura szkolna
8/10

Bruno Schulz to polski prozaik, grafik, rysownik i krytyk literacki żydowskiego pochodzenia. Studiował na Politechnice Lwowskiej, następnie Politechnice Wiedeńskiej oraz na wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednak żadnych studiów nie ukończył. Całę życie związany był z rodzinnym Drohobyczem i tam też zginął podczas II Wojny Światowej.

Sklepy cynamonowe to zbiór opowiadań, których akcja usytuowana jest w niewielkim galicyjskim miasteczku, przypominającym do złudzenia rodzinny Drohobycz Bruno Schulza.  Najważniejszą postacią Sklepów… jest Ojciec, nie tylko jako głowa rodu, kupiec prowadzący poważny interes w rynku, ale też szalony eksperymentator, wręcz demiurg.  Ale równie ważny jest narrator, młody chłopiec, bo to on stwarza świat, który oglądamy. Więc to ostatecznie on jest Twórcą.
 
"Sklepy cynamonowe" to spotkanie z kolejną lekturą szkolną. Kilka opowiadań, które przeczytałam z tego zbioru, pomimo początkowych trudności zachwyciły mnie. Język Schulza jest plastyczny, bogaty, fascynujący i intrygujący czytelnika do granic możliwości. Dzięki temu wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, a przed oczyma pojawiają się ciekawe, różnorodne obrazy wypływające z tekstów. Teksty Bruno Schulza mienią się całą paletą barw i ich odcieni, grą świateł, pełnią zapachów. Zdaje się, że ten nietuzinkowy pisarz odkrył Tajemnicę słów, języka, na czym korzystamy my - czytelnicy.

Ciekawa jest rzeczywistość w Schulzowskich opowiadaniach. Niby można wyróżnić dwie płaszczyzny - realną i fantastyczną. Prawda jest jednak moim zdaniem taka, że one obie tak mocno się przenikają, że są nierozerwalne i nie mogą istnieć bez siebie. W realizmie dostrzegamy elementy fantastyczne, a w treściach pozornie nierealnych dostrzegamy elementy rzeczywistości. Tak wykreowana rzeczywistość zdaje się falować, unosić. Za pomocą tak przedstawionego świata Schulz nie tylko wartościuje różnorakie postawy, lecz także zaprasza odbiorę utworów w podróż do świata wyobraźni, gdzie nie ma czasu, są jedynie bogate znaczenia.

Zapraszam Was do przeżycia niezwykłej przygody z niezwykłymi tekstami Bruno Schulza, bo to może być jedna z najciekawszych i najwartościowszych historii w życiu. :)

sobota, 11 maja 2013

[107] Henryk Sienkiewicz "Szkice węglem"

Greg, 2014
Liczba stron: 88 (z opracowaniem)
Literatura polska
Lektura szkolna
7/10

Henryk Sienkiewicz pseudonim Litwos to wybitny polski powieściopisarz, publicysta i nowelista. W 1905 roku został laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za całokształt twórczości. Kojarzony głównie z Trylogią, nowelami m. in. "Jamiołem", "Za chlebem" i "Latarnikiem". Jest też autorem "Listów" z Ameryki i Afryki.

Głównym bohaterem noweli jest gminny pisarz Zołzikiewicz. Mężczyzna trzęsie mieszkańcami Baraniej Głowy. Gdy wpada mu w oko Maria Rzepowa, marzy o romansie z kobietą. Jednak to odrzuca go, więc mężczyzna wprowadza w życie plan, który prowadzi do tragedii. 

Już w poprzedniej notce ustaliłam, że moim nowelistycznym guru jest Prus, a Sienkiewicz się do niego pod tym względem nie umywa. I podtrzymuje ten sąd. Nie mogę powiedzieć, żeby ta nowela mnie zachwyciła, ale odbiła się w moim umyśle szerokim echem, głównie za sprawą delikatnej (!) brutalności. Ale o tym potem. Język jest ciężki i toporny (ale nie aż tak bardzo jak w "Za chlebem"), trochę przytłacza czytelnika. Przeczytałam tekst w dwóch podejściach i choć ciężki styl i język dał o sobie znać, to bardzo przeżyłam historię zawartą na niemal 90 stronach tej nowelki. 

 Jestem przerażona po lekturze "Szkiców węglem". Straszna jest dla mnie sytuacja Marii Rzepowej. Kobieta zostaje skrzywdzona przez Zołzikiewicza i jego działanie, więc poszukuje pomocy u innych. Lecz nikt nie odpowiada na jej prośby o interwencję, od nikogo nie otrzymała pomocy. Więc upokorzona, wyśmiana i zrozpaczona udaje się do pisarza, by zrealizować jego pragnienia w ramach pomocy... To dramat rozgrywający się na oczach czytelnika. Efekt potęguje świadomość ponadczasowości tego tekstu. Nie jesteśmy w stanie zliczyć ile takich historii zdarzyło się dawniej, dzieje się teraz i zapewne będzie dziać się nadal...

Sienkiewicz w tym tekście sięgnął po mocną (dobitną) ironię i komizm. Jest to tak dobrze zrobione, że mdliło mnie przy opisach "sympatyczności naszego biednego głównego bohatera". Mój żołądek fikał koziołki, a ciśnienie szło w górę. Pan Zołzikiewicz to zdrajca, głupiec, tchórz i kłamca jakich mało. Jest pełnym tupetu, bezczelnym i chamskim donosicielem. To obleśny i obrzydliwy człowiek, budzi wręcz ekstremalną niechęć czytelnika.

Polecam. Mimo języka, o którym pisałam. Ta historia przeraża realnością i delikatnością w budowaniu tak dramatycznych i brutalnych wydarzeń..

sobota, 13 kwietnia 2013

[106] Bolesław Prus "Katarynka"

Greg, 2011
Liczba stron: 32 (z opracowaniem)
Literatura polska
Lektura szkolna
10/ 10

Bolesław Prus, a właściwie Aleksander Głowacki, to polski prozaik, nowelista, publicysta, kronikarz Warszawy. Wybitny twórca okresu pozytywizmu, działacz społeczny i myśliciel. Jest autorem powieści m. in. "Lalki", "Placówki", "Faraona", jak i nowel: m. in. "Kamizelka", "Katarynka" oraz "Z legend dawnego Egiptu".

"Katarynka" to nowelka, krótka historia opowiadająca o panu Tomaszu, będącym z zawodu prawnikiem oraz o niewidomej dziewczynce. Mężczyzna przez swoje okno widzi okno nowych sąsiadek, wśród których jest pewna dziewczynka. Kobiety stają się przedmiotem obserwacji prawnika nieznoszącego katarynek. Każe je wyganiać z dziedzińca do momentu, gdy spostrzega, że dziewczątko jest niewidome, a jedyną radości czerpie z melodii katarynek...

Prus jest dla mnie absolutnym mistrzem nowelistycznego pióra. Nie dorównuje mu inny polski prozaik i nowelista - Henryk Sienkiewicz. Krótkie teksty Sienkiewicza mnie nudzą, irytują i czytam je z trudem, jakby lekkie pióro znane mi choćby z "Quo Vadis" znikało i pojawiało się na jego miejsce coś topornego. Z Prusem jest inaczej. Jego nowele są lekkie, przyciągają zwiewnością, a treść nie ciągnie się jak krówka mordoklejka. Jeżeli chodzi o nowele, to ukochanego Henryka porzucam na rzecz Aleksandra. A "Katarynka" utwierdza mnie w przekonaniu, że to Prus jest genialnym nowelistą. Tyle ogólnie.

"Katarynka" propaguje postawy bezinteresownej pomocy, otwartości na świat i problemy innych ludzi będących obok nas na co dzień. Pan Tomasz był obojętny (moim zdaniem jest to chyba jedna z najgorszych cech - obojętność i bierność wobec tego co nas otacza), jednak pod wpływem zachowania dziewczynki zmienia się. Zaczyna zauważać potrzeby innych. Przełamuje swój egocentryzm i wychodzi naprzeciw potrzebom drugiego człowieka. Warto być otwartym na potrzebujących, dawać im radość ofiarowując pozornie małe i nieistotne rzeczy (podobno małe radości budują duże szczęście). Niesienie pomocy jest również źródłem radości, a przecież każdy chce ją odczuwać. 

Mnie poruszyła ta historia. Zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie różnie bywa z tą wzajemną pomocą, próbą zrozumienia innych i zwróceniem uwagi na coś innego niż czubek własnego nosa. Przecież dawanie innym radości i uśmiechu nie jest trudne. Pan Tomasz pozwolił grać kataryniarzom, a tym samym dał dziewczynce powód do uśmiechu. Tak samo jest z otworzeniem komuś drzwi, podniesieniem kluczy, które upadły, przyjaznym i dobrym słowem. Nic trudnego. Myślę, że o tym mówi nowela. 

Polecam wszystkim, bo przeczytanie "Katarynki" to chwila (w perspektywie wieczności to jak jedna sekunda), a wnioski i refleksje nasuwają się same. :)

niedziela, 27 stycznia 2013

[104] Gustaw Flaubert "Pani Bovary"

Madame Bovary
Książka i Wiedza, 1996
Liczba stron: 348
Literatura francuska
Lektura szkolna
8/10

Gustaw Flaubert to żyjący w XIX wieku pisarz uważany za najwybitniejszego realistę. W Paryżu studiował prawo, jednak kiedy nie zdał egzaminu powrócił do Normadii. Pobyt w stolicy Francji stał się inspiracją do Napisania "Szkoły uczuć". Jednak to "Pani Bovary", powieść, której poświęcił pięć lat życia, sprawiła, że jego sława trwa do dziś.

Żona prowincjonalnego lekarza, która odebrała edukację przekraczającą możliwości jej sfery, czując się nieszczęśliwa z człowiekiem dobrym, ale całkowicie pozbawionym polotu (...) zdradza męża, popada w długi (...) a mąż nie potępia ani jej, ani jej kochanków (...).

"Pani Bovary" to moja lektura. Pewnie gdyby nie to, nie przeczytałabym nigdy tej książki, a szkoda, ponieważ ta powieść to niezwykłe doświadczenie.

Zacznę od romansów i harlequinów. To właśnie w nie wierzyła głęboko pani Emma Bovary. Cudowne, czasem egzotyczne przeżycia, zamki, wieże, książęta na rumakach. Piękne chwile uniesienia, radości, szczęścia, namiętność i miłość jak grom z jasnego nieba. Wiele osób (w tym i ja) czyta romanse historyczne czy harlequiny. One działają odprężająco, są lżejsze i przyjemniejsze. Czasem budzą śmiech, czasem wzruszenie, czasem ciężko jest zrozumieć banały, w które wierzą bohaterowie. Po przeczytaniu powieścidło ląduje na półce, a czytelnik po westchnięciu wraca do rzeczywistości. Natomiast Emma bardzo wzięła sobie do serca takie historie...

"Pani Bovary" to powieść wnikliwie analizująca (broń Boże oceniająca!) społeczeństwo oraz osobowość tytułowej bohaterki. Pani Emma Bovary to żona Karola Bovary, doktora. Spodziewała się niespodziewanych uniesień, ciągłego bicia zakochanego serca, miała też nadzieję na nieco wystawności w postaci rautów, częstych wizyt w teatrze. Spotkała ją jednak proza życia, przez którą Emma stała się osobą pełną melancholii, rozgoryczenia, zawiedzenia. Karola nie kochała, lecz nadal liczyła na niemal bajkowe życie, do którego starała się dotrzeć przez innych mężczyzn. Żyła marzeniami, pragnieniami, mocno odrealnionymi. Nie akceptuje swojego losu, chce go zmienić.

Emma trochę mnie przerażała w swej ślepej determinacji. Poszukiwała uniesień, więc "kupowała" bzdury, które "sprzedawał" jej wyrachowany i brutalny w działaniu Rudolf:
"My na przykład - mówił - czemuśmy się poznali? Jaki przypadek to zrządził? Wbrew oddaleniu linie naszego życia płynęły ku sobie, jak dwie rzeki spływające po pochyłości, aby się połączyć."
Nie polubiłam Emmy Bovary, co w gruncie rzeczy jest ciekawym uczuciem, spotkać wreszcie bohatera, którego się nie lubi (i to głównego!). Wydaje mi się zimna, wyrachowana, obliczona, skłonna jedynie do "romansowych", nieprzeciętnych uniesień (które są bardzo krótkotrwałe). Z drugiej strony jest mi jej trochę żal bo sprawia też wrażenie kobiety, która nie wie czego tak naprawdę chce, nieszczęśliwej, zagubionej, zdesperowanej. Mimo to nie potrafiłam jej polubić.

Teraz trochę o społeczności Yonville. Przypomina ona zachowaniem w zasadzie dzisiejsze wioski, osiedla, dzielnice, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, gdzie każdego zżera ciekawość. Każdy każdego ocenia nie znając motywów działania.

Przejdźmy do części technicznej książki. Osoby, które czytały "Nad Niemnem" Orzeszkowej zapewne pamiętają, tę niesamowitą ilość opisów. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy. Przyrody, historii, psychiki i osobowości postaci. Tak samo jest w "Pani Bovary". Tu także dominuje opis. Gdyby ktoś chciał ominąć opisy to z książki nic nie wyniesie, bo to one budują sens. Język nie jest trudny, skomplikowany. Trafnie i wprost rysuje rzeczywistość w powieści.

Wydanie to jest bardzo symapatyczne dla uczniów zwłaszcza. Mój polonista  trochę straszył, że to tomiszcze, więc oczyma wyobraźni widziałam osiemset stron zalegających na moim biurku o czcionce mniejszej niż przeciętna mrówka. A w tym wydaniu spotkałam 350 stron o całkiem dużej, przyjemnej dla oka czcionce, więc kamień spadł mi z serca.

Polecam więc tę powieść Gustawa Flauberta. Ciekawe studium ludzkich dusz na wolne popołudnia.
______

Przepraszam za jakość wrzuconej tu okładki. I za ewentualne błędy (nie piszę u siebie) ;) Zapraszam także na wyprzedaż książek (post poniżej, a niebawem osobna zakładka) :)

sobota, 22 września 2012

[99] Molier "Świętoszek"

Tratuffe
Greg, 2010
Liczba stron: 124 (razem z opracowaniem)
Literatura francuska
Lektura szkolna
7/10

 Molier, czyli Jean Beptiste Poquelin to jeden z najbardziej znanych komediopisarzy francuskich, wybitny przedstawiciel oświecenia i reprezentant klasycyzmu francuskiego. Jego komedie bawiąc uczą i choć napisane ponad 4 wieki temu nadal są aktualne.

Jej wystawieniu w 1664 towarzyszyły skandal i protesty. Sztuka, w treści stanowiąca drwinę z hipokryty, w rzeczywistości mierzyła w istotę etyki i moralności katolickiej, które głosząc hasła sprzeczne z naturą sprzyjały szerzeniu się obłudy i zakłamania. Komedia, zdjęta z afiszy, wystawiona została ponownie dopiero w 1669. Bohaterem dzieła jest Tartuffe, pobożniś, mistrz obłudy i sprytu, który wykorzystując naiwność Orgona, poczciwego mieszczanina, przejmuje rządy w jego domu. Nakazując innym post, sam niczego sobie nie odmawia, piętnując przejawy nieskromności zaleca się do żony swojego dobroczyńcy. Zdemaskowany nie waha się złożyć donosu na Orgona i przejąć jego majątku, który ten, zaślepiony pobożnością świętoszka, nieopatrznie mu zapisał. 

"Świętoszek" to pierwsza przeczytana lektura "na zlecenie" w tym roku szkolnym. Czytana była w tempie iście ekspresowym. Ale, że jest to książeczka krótka (ok 100 str.) to poszło szybko samo z siebie.
Dzięki przekładowi Tadeusza Boy-Żeleńskiego czytało się przyjemnie i szybko, bo tekst został pięknie przetłumaczony. Nie jest sztywny, trudny i niezrozumiały. Boy to mój ulubiony tłumacz, który sprawił, że "Świętoszek" był dla mnie prosty w odbiorze. 

Z resztą w tej komedii nie ma nic trudnego i niezrozumiałego jeżeli czytamy miedzy wierszami. Od pierwszego aktu wydaje się, że coś w rodzinie Orgona coś nie gra i ktoś ewidentnie z tego korzysta. Z każdą sceną wiemy więcej aż docieramy do momentu kiedy czytelnik wie już wszystko i niemal szantażuje bohaterów, żeby coś z tym fantem zrobili.
Tak naprawdę w tej komedii nie ma nic śmiesznego. Bo możemy się śmiać jedynie z głupoty ludzkiej i zaślepienia. Pełno tu ironii, złośliwości i aluzji. Pod pozornym płaszczem żartu kryje się szokujące przesłanie.

Ta komedia Moliera odziera z szat obłudę, kłamstwo, hipokryzję. Pokazuje nam jak działają i funkcjonują świętoszkowie z naszym społeczeństwie. Mimo upływu lat, oni nadal wśród nas są. Może w trochę innej postaci, ale jednak. Świętoszek to świętoszek.

Polecam Wam tę książkę, bo jest to zapewne jedna z mądrzejszych a przy tym prostszych w odbiorze lektur. ;)
______________________

Przypominam o konkursie!!!! :)  Wiem, że recenzja szałowa nie jest, ale szkoła mnie wykańcza... -.-

czwartek, 16 lutego 2012

[88] Józef Bedier "Dzieje Tristana i Izoldy"

Le roman de Tristan et Iseult
Greg, 2007
liczba stron: 109 (z opracowaniem)
Literatura francuska
Lektura szkolna
7/10

Najpiękniejsza średniowieczna opowieść poetycka o miłości, która jest silniejsza nawet od śmierci.
Tristan z Lonii, siostrzeniec króla Kornwalii Marka, uwalnia kraj od irlandzkiego potwora Marhołta. W tej walce mężnego rycerza rani jednak zatrute ostrze miecza. Dzięki opiece Izoldy Jasnowłosej dochodzi do zdrowia i wraca do swojej ojczyzny. Wkrótce przybywa ponownie do kraju Marhołta, tym razem po Izoldę, przyszłą żonę króla Marka. Na statku przez pomyłkę oboje młodzi wypijają wino z ziołami, które matka Izoldy przygotowała, żeby scementować miłością związek dziewczyny ze starym królem. I tak Tristan i Izolda pokochali się na śmierć i życie. Niestety, wszystko sprzysięgło się przeciwko nim i ich uczuciu. Kochankowie próbują wprawdzie żyć bez siebie, ale jest to niemożliwe. Namiętność, która ich spala i zabija, będzie trwała wiecznie.
Joseph Bédier, wybitny historyk literatury francuskiej, stworzył swoją opowieść z kilku dwunastowiecznych zapisów - dwóch autorów normandzkich: Beroulta i Thomasa, oraz jednego autora nieznanego. Ta wersja powstała w 1900 roku i charakteryzuje się ogromnymi walorami literackimi.

No i mamy pierwszą w tym roku recenzję lektury szkolnej. Właściwie to dobrze, że język polski (a właściwie polonista) zmusił mnie do przeczytania tej książki, bo upiłam ja prawie rok temu i nie mogłam się zmobilizować do przeczytania jej. Miałam ją przeczytać na ubiegły piątek (10.02.12), ale skończyłam dopiero dwa dni temu. Dlaczego nie porzuciłam czytania w połowie, skoro termin lektury minął? Z dwóch powodów: pierwszy to taki, że pewnie i tak musiałabym ją kiedyś przeczytać, a drugi to taki, że całkiem dobrze mi się czytało.
Język choć nie najłatwiejszy i mocno odbiegający od współczesnego języka da się strawić, ba, on nie stwarza nawet specjalnych trudności. To pewnie wynika z faktu, że powstało właściwie niedawno (no, plus-minus 100 lat temu). Ale oczywiście dużą zaletą, jest też przekład Tadeusza Żeleńskiego-Boya.
Historia sama w sobie, jest także ciekawa. Choć z początku idzie trochę opornie to po kilku stronach jest się wciągniętym. Może nie jakoś tak, że oderwać się nie można, ale coś w tej książce musi być, skoro dalej się ją czyta. Ciekawa opowieść o zakazanej miłości, której nie można się postawić. Trochę ckliwe, trochę dramatyczne, trochę emocjonalne. Czyli całkiem nieźle.
"Dzieje Tristana i Izoldy" przedstawiają miłość, jako uczucie silniejsze niż śmierć. Jest to uczucie, z którym bohaterowie chcą walczyć, ale ono jest silniejsze, ono rządzi nimi. Bohaterowie nie mają wyboru, jak tylko poddać się tej otępiającej wręcz miłości.
Ogólnie książkę Wam polecam. Nie jest zła, więc możecie sobie wypełnić nią czas ;)

*********
Musze Wam się pochwalić - wygrałam książkę w konkursie Wyd. Otwartego!!! Info o konkursie znalazłam u Mola Książkowego ;) Postanowiłam wziąć udział i wygrałam. Ale fajnie! Zdjęcie wygranej wrzucę następnym razem.

Ostatnio mam wybitny spadek formy. Nie mam weny na recenzowanie (albo bardzo malutką), na czytanie czasu albo siły. Szkoła mnie wykończy -.- Przepraszam, za 'kiepskość' recenzji.
Cóż, w wakacje sobie wszystko odbiję ;)

niedziela, 30 października 2011

[80] Henryk Sienkiewicz "Quo Vadis"

Zielona Sowa, 2006
Liczba stron: 392
Literatura polska
Lektura szkolna
9/10

Henryk Sienkiewicz, pseudonim Litwos urodził się w 1846 roku w Woli Okrzejskiej (woj. Lubelskie). Jest znanym polskim nowelistą,powieściopisarzem i publicystą pochodzenia tatarskiego. W 1905 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Jedne z najpopularniejszych pisarzy polskich przełomu XIX i XX w. Autor m. in. "W pustyni i w puszczy", "Trylogii" oraz "Quo Vadis".

`Quo vadis` jest powieścią, która przyniosła Henrykowi Sienkiewiczowi nie tylko ogromny rozgłos, ale i miliony czytelników na całym świecie. Tłumaczona na wiele języków rysowała przed odbiorcami barwny obraz rodzącego się chrześcijaństwa. Oto bowiem na zgliszczach potęgi Rzymu wśród płomieni, cierpień i prześladowań rozwijał i umacniał się fenomen nowej religii. Powieść ta wzrusza i zaciekawia na nowo mimo, że opowiada dobrze nam w większości znaną historię.

O tyle o ile z Żeromskim mam na pieńku, to z Sinkiewiczem całkiem dobrze się dogaduję. Kiepsko tylko wspominam "W pyustyni i w puszczy" oraz "Latarnika". Tej pierwszej książki w ogóle nie przeczytałam, drugą natomiast męczyłam chyba z miesiąc. "Krzyżaków" jednak wspominam z sentymentalnym uśmiechem. A "Quo Vadis" z pewnością na długie lata pozostanie moją ulubioną lektura szkolną.

Sienkiewicz jak wiadomo jest geniuszem w swym fachu. Dowodzą tego postaci jakie stworzył w tej powieści. Spójrzmy na dynamiczną osobę Winicjusza. Początkowo strasznie mnie denerwował. Brutalny raptus, gwałtownik. Był agresywny, czasem zachowywał się jak opętany. Ligię, a raczej jej ciało traktował jak przedmiot, który można wziąć, wykorzystać, pobawić się i rzucić w kąt. Kiedy jednak poznał bliżej samych Chrześcijan, ich naukę i wiarę, nastąpiła w nim widoczna, głęboka zmiana. Od tego momentu zaczęłam go lubić, kibicować mu, życzyłam mu życia sielskiego - anielskiego u boku ukochanej kobiety.
Geniuszem jest także postać Petroniusza. Urodzony esteta, arbiter elegancji, osoba bliska Neronowi. Mimo że był jednym z tych, którzy nie przyjęli Chrystusa, nie był zły (w moim odczuciu). Nie lubił okrucieństwa, brutalności. Stawiał na piękno, sztukę, poezję. Z dystansem traktował świat, zawsze z uśmiechem zaprawionym ironią. Niezmiernie polubiłam postać tego augustianina. Spotkała go również miłość. Wiedział, że jego epoka odchodzi 'do lamusa'. Umarł będąc wiernym swoim ideałom - w otoczeniu zbytku, bogactwa, zapachu fiołków, z ukochaną kobietą u swego boku. Tak, jest to niezwykła postać.
Musze przyznać, że książka wróciła moją wiarę w czystą, krystaliczną, niewinną, szczerą i bezinteresowną miłość. W wielu książkach jest ona interesowna oż do bólu albo podporządkowana seksowi. Tu pożądanie przerodziło się w miłość, zło w dobro, morderstwo w miłosierdzie. Piękna miłość objęła nie tylko Winicjusza, ale także wspomnianego już Petroniusza. On po raz pierwszy nie tylko pożądał - złotowłosa Eunice stała się także jego ukochaną.
Przejdźmy teraz do siania wiary w sercach Rzymian. Zdziwiło mnie to, że w tym zepsutym do szpiku kości Rzymie, będącym siedliskiem wszelkich grzesznych uciech Apostołowie znaleźli wyznawców. Nie byli to tylko niewolnicy, ludzie prości i biedni. Byli to także pretorianie, augustianie i inni wysoko postawieni.
Podczas tych strasznych Igrzysk dało się zauważyć, że wiara w Chrystusa w Rzymianach budziła nie tylko jako-taki podziw (spokój w jakim umierali, byli totalnie pogodzeni z faktem śmierci. Wiedzieli, że czeka na nich lepszy świat.) czy złość, ale także strach. Bo przecież 'ich' Bóstwo mogło być bardzo mściwe, nie do przejednania. No i skoro ten Bóg miał tylu wyznawców, kochających go z całego serca to chyba coś musi w tym być.
Naprawdę ta powieść Sienkiewicza jest niesamowita. Przeczytajcie, bo warto. Nie patrz na nią przez pryzmat lektury szkolnej. Spójrz na nią jak na kolejną zwykła książkę, stojącą na półce, czekającą aż ktoś ją przeczyta. Może to będziesz Ty?

czwartek, 25 sierpnia 2011

[75] Mark Twain "Pamiętniki Adama i Ewy"

Diaries of Adam and Eva

Zielona Sowa, 2004
Liczba stron: 46
Literatura amerykańska
6/10

Marka Twaina zna chyba każdy. Nim poświęcił się pisarstwu, był m. in. pilotem parowców a także pochłonęła go gorączka złota. Powieści, które sprawiły, że Twain wpisała się w klasykę to "Przygody Tomka Sawyera" oraz "Przygody Hucka". Ogromną popularność zdobyła także książka "Książę i żebrak". Pisarstwo Twaina charakteryzuje się niezwykłym poczuciem humoru oraz sarkastycznym podejściem do opisywanych zdarzeń (które często nawiązują do czasów współczesnych pisarzowi).

"Pamiętniki Adama i Ewy" to dwuczęściowa, genialna miniatura literacka, w której opowieści o życiu pierwszych rodziców towarzyszą subtelne tony humoru i wzruszenia. Książka, zawierająca wątki autobiograficzne, jest błyskotliwą analizą natury kobiety i mężczyzny, a przede wszystkim hołdem złożonym wiernej i bezinteresownej miłości.

"Pamiętnik Adama" zaczyna się od komentarza na temat Ewy. Pozostała część notatek pierwszego mężczyzny również koncentruje się wokół kobiety. Ewa strasznie irytuje Adama. On chowa się prze nią gdzie tylko może, unika jej. W zabawny sposób opisuje swoje uczucia, czy też raczej odczucia, wobec Ewy. Adam w ciekawy sposób opisuje również pojawienie się dzieci.
Natomiast "Pamiętnik Ewy" rozpoczyna się w momencie stworzenia kobiety. Ewa opisuje siebie i Rajski Ogród, w sposób nasuwający spojrzenie małego dziecka, które poznaje poznaje świat. Bohaterka wszystko wokół siebie chce uporządkować nazywając zwierzęta, rośliny, góry i pagórki. Jest żywa, pogodna, lecz kiedy Adam okazuje jej obojętność jest niepocieszona. Ewa znajduje w Edenie przyjaciółkę - własne odbicie w tafli wody. Chce dobrze, choć nie zawsze tak wychodzi.
Wyganiu z Raju, wężowi i Bogu autor nie poświęcił więcej niż kilka linijek. Głównym przesłaniem tekstu jest miłość kobiety i mężczyzny, Adama i Ewy. Ich wzjaemną milość odwzorowują ostatnie wpisy w pamiętnikach pierwszych ludzi. Czują, że choc bardzo się różnią nie mogą bez siebie żyć o czym mówi jedno ze zdań "Pamiętnika Adama" :
"Po wielu latach przyznaję, że byłem w błędzie, jeśli chodzi o Ewę. Lepiej jest bowiem żyć poza rajem z nią niż w raju bez niej."
Plusem tej ładnie opisanej historii jest humor. Wszystkie wydarzenia tu opowiedziane są zabawne - odkrycie ognia przez Ewę, czy też historia z dziećmi. Twain zawarł w "Pamiętnikach..." także sympatyczną opowiastkę o miłości. Lecz poza tymi dwoma rzeczami nie znalazłam niczego co by mnie jakoś mocno urzekło. Zapewne gdybym nie musiała raczej bym nie przeczytała.
Wyjątkowo nie namawiam Was do przeczytania. Choć humor Twaina jest wart tej godziny popołudnia... ;)

sobota, 26 marca 2011

[65] Juliusz Słowacki "Balladyna"


Greg, 2006
Liczba stron: 175 (razem z opracowaniem)
Literatura polska
5/10

"Balladyna" należy do najbardziej znanych utworów Słowackiego, niemal każdy zna opartą na legendzie Aleksandra Chodźki opowieść o siostrach, Balladynie i Alinie, które "poszły w las" na maliny, by w ten sposób rozstrzygnąć, która z nich ma poślubić księcia. Dramat ten nie jest jednak tylko baśniową historią o zawodach w zbieraniu malin, zakończonych zabójstwem dobrej siostry przez złą, ale także studium zbrodni dla zdobycia władzy oraz pierwszą z cyklu kronik opowiadających o bajecznych początkach państwa polskiego.

„Balladynę” przeczytałam w trzy dni i to tylko dzięki mojej jako takiej sile woli. Czyta się strasznie ciężko, momentami opornie. Tak się złożyło, że ogólny zarys fabuły znałam więc do zakończenia lektury motywowało mnie także rozwikłanie ‘problemów’ Balladyny.
Słowacki zabiera nas w świat baśniowy. Przynajmniej tak wygląda. Gopło, początki państwa polskiego, las, maliny, czarodziejka i jej pomagierzy. Siła natury niejako równoważna sile boskiej. Ideał. To jest jednak tylko złudzenie. Tutaj toczy się walka o władzę, bardzo krwawo zdobywaną.
Tytułowa postać, Balladyna jest wyrachowana, zimna, bez skrupułów. Dąży do władzy za wszelką cenę, nawet za cenę życia. Choć miała złe serce, matka wynosiła ją ponad Alinę, mimo że kochała je obie. Kiedy już-już tajemnice Balladyny miały zostać tylko w jej pamięci, sama na siebie wydaje wyrok śmierci.
Choć czyta się opornie i to wszystko może wydawać się bez sensu, warto przeczytać. Chociażby ze względu na poruszenie kwestii winy i kary, dobra i zła. Myślę, że nie bez powodu „Balladyna” jest lekturą szkolną.
Mimo że to dzieło Słowackiego jakoś specjalnie mnie nie urzekło, zostanie mi w pamięci na bardzo długi okres czasu.

środa, 2 lutego 2011

[61] William Shakespeare "Romeo i Julia"


Tytuł oryginalny: The Tragedy of Romeo and Juliet
Zielona Sowa, 2008
Liczba stron: 133
Literatura angielska
Lektura szkolna
6/10

Tragedia miłosna "Romeo i Julia", powstała w 1595 r., jest jednym z najsłynniejszych i najczęściej grywanych dramatów Szekspira. Tragiczne losy młodych bohaterów poddanych działaniu Fatum, urok i wdzięk ich postaci, poetyckie piękno monologów lirycznych mówiących o miłości - to uniwersalne i nieprzemijające walory utworu uważanego za arcydzieło literatury dramatycznej.

Z pewnością każdy z nas słyszał o miłości Romea i Julii. Historia chyba najsłynniejszej pary kochanków stała się szkolną lekturą, mniej lub bardziej lubianą przez uczniów i polonistów. Dla mnie samej ta szekspirowska tragedia nie będzie tą ulubioną. Ale mimo wszystko z Szekspira nie zrezygnuję.
W całej tej pisaninie znalazłam tylko 18 linijek, które tak naprawdę mi się podobały. Był to prolog i cztery ostatnie linijki dramatu. Czyli zaczęło się ładnie i ładnie się zakończyło. A co ze środkiem? Cóż prawdę mówiąc średnio.
Nie chodzi mi tu o sam styl pisania czy słownictwo, bo to jakimś wielkim problemem dla mnie nie było. Podział na role, sceny, akty, dialogi pisane wierszem, czyli to, czym charakteryzuje się dramat mi nie przeszkadza. Chodzi mi tu jednak o ta całą niedorzeczność tej miłości. Romeo i Julia, podczas całej tragedii, spotkali się ledwie parę razy i zakochali się w sobie. Ja rozumiem, że miłość od pierwszego wejrzenia, że trafiła ich strzała Amora etc. Ale bez przesady. Chociaż jestem skończoną romantyczką, historia dwójki młodych mieszkańców Werony nie urzekła mnie. Czasem zastanawiałam się czy ja czytam tragedię, czy może jej parodię.
Chyba najbardziej podobał mi się wątek tych zwaśnionych rodów. Tej nienawiści, która zaprowadziła na łono Abrahama Romea, Julię i paru pozostałych bohaterów.
Moim ulubionym momentem jest chwila, w której Capulet i Monteki podają sobie ręce. To chyba taki najbardziej urzekający fragment w całej lekturze.
To co mi się nie podobało, Szekspir zrekompensował mi, już wspomnianym, prologiem. Fanom tragedii, w szczególności szekspirowskiej, polecam. Tym, którzy za tragediami nie przepadają, proponuję, żeby ten czas poświęcili na coś innego.

„Posępną zgodę ten ranek nam wieści
Słońce z żałości skryło się, choć dnieje;
Bo nie słyszano dotąd opowieści
Smętnej jak Julii i Romea dzieje.”

piątek, 26 listopada 2010

[54] Antoine de Saint-Exupéry "Mały Książę"


Tytuł oryginalny: Le Petit Prince
Muza, 2008
Liczna stron: 93
Literatura francuska
7/10


„Mały Książę”, najpiękniejsza poetycka opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, bliski jest sercu każdego czytelnika dzięki swojej nieprzemijającej mądrości. Od 1943 roku jest wydawany w milionach egzemplarzy na całym świecie.

I znów lektura szkolna. Tym razem przeczytana w dwa dni.
Książka jest niebywale mądra, choć niby przeznaczona dla dzieci. Uważam, że trzeba jednak poświęcić trochę czasu na refleksje nad „Księciem” by zrozumieć jego przesłanie.
Ta książeczka zawiera w sobie opowieść, nie tylko mądrą, ale także piękną. Nawet jeśli się nie zrozumie tego głębszego sensu książki, można się zatopić w samych słowach opowiastki.
Choć to dzieło ma zaledwie 93 strony, ma aż 27 rozdziałów. Jedne krótsze, inne dłuższe.
Język jest prosty, nieskomplikowany i sympatyczny. Dobrze się czyta, płynnie, tekst nie jest naszpikowany jakimiś skomplikowanymi słowami. I bardzo dobrze.
W książce znajdziemy także fantastyczną dedykację. Bardzo mi się spodobała.
To samo tyczy się ładnych akwarel, które są ilustracjami do lektury.
Mimo tych wszystkich pozytywnych rzeczy książka nie ‘przemówiła’ do mnie. Mądra, wartościowa, piękna – owszem. Ale zabrakło mi tego wyjątkowego czegoś, tego co przyciągałoby mnie do tej książki. Tym czasem czekała aż ją przeczytam dwa i pół roku.
Niemniej jednak polecam. Ot tak dla zrelaksowania się, odetchnięcia od Sienkiewicza i jemu podobnych ;)

„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”

„Znacznie trudniej jest sądzić siebie niż bliźniego. Jeśli potrafisz dobrze siebie osądzić, będziesz mądry.”
________

Kochani! Jutro tj. 27.11.10 jadę do Poznania na etap rejonowy Wojewódzkiego konkursu J. Niemieckiego. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby jak najlepiej mi poszło ;)
Poza tym kolejna recenzja będzie jakoś w środku tygodnia, ponieważ 3.12.10 (pt) jadę na wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik. Jeżeli będziecie chcieli to opisze wrażenie i wrzucę jakieś zdjęcia ;)

piątek, 12 listopada 2010

[51] Aleksander Fredro "Zemsta"


Greg, 2003
Liczba stron: 149 (razem z opracowaniem)
Literatura polska
Ocena: 9/10

Opis:
"Zemsta" należy do najbardziej znanych komedii Fredry. Akcja rozgrywa się w zamku, którego dwie części zamieszkują Cześnik Raptusiewicz i Rejent Milczek. Konflikt wybucha w momencie, kiedy Rejent zaczyna naprawiać zniszczony mur, stanowiący granicę między należącymi do nich częściami zamku. Powodem tego jest chęć przeszkodzenia w rozwoju uczucia łączącego syna Rejenta i wychowanicę Cześnika, którzy przekradają się do siebie przez dziury w murze. Klara i Wacław opracowują więc swój plan, próbując wykorzystać chęć zemsty opiekunów do realizacji własnych planów i doprowadzenia sporu do szczęśliwego końca...

[Wydawnictwo Zielona Sowa, 2005]

Moje zdanie:
Tę komedię Fredry poznałam w pierwszej klasie gimnazjum. Przeczytałam ją ponownie, tak dla rozrywki, w ubiegłe wakacje.
Wiadomo, że jak komedia – to dramat (jako rodzaj literacki ;)), a jak dramat – to tekst z podziałem na role itd. Dla mnie to nie było przeszkodą, przez tę lekturę szkolną przebrnęłam bardzo szybko.
Mamy tutaj wszystkie trzy rodzaje komizmu: sytuacyjny, postaci (ot chociażby Papkin ;)) oraz językowy. Wszystkie razem dają ta niesamowicie ciekawą i na swój sposób zabawną komedię.
Wyżej napisałam, że komedia jest zabawna ‘na swój sposób’. I tak jest, ponieważ nie każdemu będzie się podobać humor Fredry lub nie każdy go zrozumie. Mnie się strasznie podoba fredrowski humor i nie miałam problemu z jego zrozumieniem, więc jestem zadowolona z lektury.
Czytało się dobrze, bez problemów sympatycznie można by rzec. Czasem Fredro gubił rymy, ale generalnie było dobrze.
Postacie są zabawne, sympatyczne. Odnoszę wrażenie, że fredrowskie postacie trzeba lubić ;)
Co ciekawe inspiracją Fredry do napisania tego utworu była autentyczna historia. Spór toczył się między właścicielami zamku w Odrzykoniu, który później odziedziczył autor „Zemsty”.
Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę wszystkim, którzy mają dzień lub dwa wolnego czasu. No i tym, którzy uwielbiają utwory dramatyczne, a dla tych, którzy szczególnie lubią komedię jest to pozycja obowiązkowa ;).

Cytat:
ZEMSTA - Akt I
"PAPKIN
Zaraz... Idę sobie,
A wtem jakaś księżna grecka -
Anioł! Bóstwo! - zerk z karety...
- Giną za mną te kobiety! -"

ZEMSTA - Akt I
"CZEŚNIK
wołając za siebie
Hej! Gerwazy! daj gwintówkę!
niechaj strącę tę makówkę!"

piątek, 5 listopada 2010

[50!] Aleksander Kamiński "Kamienie na szaniec"



Nasza Księgarnia, 1999
Liczba stron: 226
Literatura polska
10/10


Opis:
Nie każda książka staje się legendą. To przywilej tekstów wyjątkowych, które tak mocno wrastają w świadomość narodową, że zaczynają nią rządzić. Takie są właśnie "Kamienie na szaniec", książka, która w sposób decydujący wpłynęła na historyczną i moralną wizję lat 1939-1945, stała się epitafium i testamentem. Sięgają po nią kolejne pokolenia Polaków kierowane nie nakazem lekturowym, lecz moralnym.

(ze wstępu)

[Wydawnictwo "Książnica", 1992]

Moje zdanie:
„Kamienie na szaniec” to druga lektura szkolna w tym roku, która jest bezbłędna. Albo raczej obłędna. Albo jedno i drugie. Mogę z ręką na sercu powiedzieć (napisać), że jest to jedna z najlepszych i najwartościowszych lektur szkolnych.
Bohaterowie książki żyją w ciężkich czasach II Wojny Światowej. Rudy, Alek, Zośka oraz wszyscy pozostali bohaterowie są postaciami rzeczywistymi. Oni naprawdę żyli, kochali, walczyli, zginęli. To właśnie z nich dzisiejsza młodzież powinna brać przykład.
Książkapowstała na podstawie pamiętnika Zośki o podobnym tytule („Kamienie przez Boga rzucane na szaniec”).
Powieść napisana przez Kamińskiego jest fantastyczna. Pięknie zobrazowana rzeczywistości młodzieży walczącej z hitlerowcami .Młodzieży, która będąc nie tylko wzorowymi dziećmi, ale także wzorowymi Polakami. O miłości do ojczyzny mówią niesamowite akcje Małego Sabotażu lub Wawra. A także chęć nauki i wiara w lepsze jutro.
Bohaterowie budzą ciepłe uczucia. Głęboko przeżywamy ich wzloty i upadki. Śmierć jednego i nabór do Wawra następnego.
W tej książce radość i smutek, odwaga i strach idą w parze. Czytelnicy żądni emocji powinni ją przeczytać.
Powieść zawiera mało dialogów, a bardzo dużo opisów. Jednak to działa tylko na plus. Język jest prosty, nieskomplikowany.
Polecam wydanie powieści z wydawnictwa Nasza Księgarnia ze zdjęciami bohaterów i nie tylko. Zdjęcia również nadają charakter książce. Po obejrzeniu ich doszłam do wniosku, że muszę zajrzeć na Cmentarz Wojskowy Powązki w Warszawie.
W ubiegłą środę zaczęliśmy na j. polskim przerabiać „Kamienie na szaniec”. Na 26 osób w klasie przeczytało ją może 5. Polonista nadal się łudzi, że może ktoś przez weekend nadgoni. Naprawdę nie wiedzą co tracą.
Książkę warto przeczytać. Warto poświęcić na nią kilka dni. Jej nie da się opisać słowami tak by nic z niej nie zdradzić. Ją trzeba przeczytać.

Cytaty:
„Albowiem jeden z paradoksów psychiki zbiorowej brzmi: samotność, częsta towarzyszka wewnętrznej siły człowieka- przyciąga i zniewala otoczenie”

„Nie wolno spatałaszyć szans, które dostaliśmy do rąk.”
„Warszawa w październiku 1939 roku była miastem grozy.”

„Ale cóż to była za satysfakcja, gdy się widziało, jak do świeżo oszklonych izb wracali wypędzeni z nich ludzie, jak po raz pierwszy nagrzane piece ogrzewały powietrze, jak w tym błogim cieple wracał spokój na twarze dzieci, kobiet i mężczyzn.”

„Umiejętność znoszenia niepowodzeń jest wielką i ważną umiejętnością.”

„Walka trwa. Trzeba przerwać te opowieść. Opowieść o wspaniałych ideałach BRATERSTWA i SŁUŻBY, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i PIĘKNIE ŻYĆ.”
___________________
Podaję Wam również link do Wiersza J. Słowackiego "Testament mój" -> Klik!

piątek, 18 czerwca 2010

[31] Ernest Hemingway "Stary człowiek i morze"



Tytuł oryginalny: „The Old Man and the Sea”
Wydawnictwo Muza, 2004
Literatura amerykańska
Lektura szkolna
Ocena: 7/10

Moje zdanie:
Lektura. Bardzo cienka z resztą.
Prawdę mówiąc nie mam uprzedzenia do lektur, ponieważ niektóre z nich to perełki.
Podobał mi się początek. Rozmowa z chłopcem jest świetnym wprowadzeniem do całej historii.
Środkowa część była tak sobie. Może nie jest to geniusz, ale nie jest tez tragicznie.
Mniej-więcej od momentu gdzie starego dopadają rekiny, byłam już całkowicie zadowolona. Natomiast ostatnimi stronami byłam zachwycona.
Książka Hemingwaya opowiada o sile człowieka, o przezwyciężaniu własnych słabości i dążeniu do celu.
Język jest prosty, nieskomplikowany.
Opis:
W wiosce na Kubie mieszka Santiago, który nadal zajmuje się połowem ryb. Pewnego dnia wypływa daleko w morze. Udaje mu się złowić wielkiego marlina. Stary toczy walkę z rybą i morzem. Czy Santiago dopłynie do brzegu? Jak zakończy się walka z rybą i bezkresnym morzem?
Cytat:
„ – Ale człowiek nie jest stworzony do klęski – powiedział – Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.”

czwartek, 17 czerwca 2010

[15] Henryk Sienkiewicz "Krzyżacy"



Wydawnictwo Greg, 2009
Literatura polska
Lektura szkolna
Ocena: 8/10

Moje zdanie:
Do „Krzyżaków” zabierałam się bardzo długo. Jednak, kiedy już się porządnie wkręciłam to nie mogłam przestać. Początkowo bardzo odrzucała mnie postać Danusi Jurandówny, której nie lubię. Jednak uparcie czytałam dalej. No i dobrnęłam do końca. Wiadomo, klasyka, a mało tego ciekawa. Z pewnością jeszcze wrócę do tej książki.
Opis:
W gospodzie „Pod Lutym Turem” spotykają się Danuśka i Zbyszko. Ślubowanie pod wpływem impulsu, nie wróży dobrze młodzikowi. Niespodziewanie główny bohater staje przed sądem. Jak zakończy się wielka miłość Jurandówny i „Rycerzyka”? Czy dojdzie do wojny polsko-krzyżackiej?

[14] Henryk Sienkiewicz "Latarnik"



Wydawnictwo Greg, 2007
Literatura polska
Lektura szkolna
Ocena: 6/10

Moje zdanie:
Nowela. Jedna z, kilkunastu jakie przeczytałam (nie tylko Sienkiewicza). I nie wyrażę się o niej ani zachwytami, ani bluźnierstwami. Nowele raczej nie podchodzą mi, a jeśli już to musi być to coś nietuzinkowego. „Latarnika” zaliczam jednak do nowel, które oceniam na jakiś tam ‘plus’. Chyba ze względu na wątek mocno patriotyczny. No i te fantastyczne opisy. Krótkie, a więc polecam na wieczór.
Opis:
Skawińskiemu, wieloletniemu tułaczowi, nie jest obca żadna praca. Chcąc spokoju zostaje latarnikiem w Aspinwall. Gdy już zaczyna tam normalnie żyć i zaczyna wierzyć w koniec życiowej tułaczki. Jednak los znów krzyżuje jego plany. Czy Skawiński zostanie w Aspinwall? Czy będzie musiał wrócić do swej tułaczki?

środa, 16 czerwca 2010

[8] Karol (Charles) Dickens "Opowieść wigilijna"



Tytuł oryginalny: „A Christmas Carol”
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2009
Literatura angielska
Ocena: 10/10

Ta książka Dickensa jest pierwszym tomem z cyklu Opowieści Wigilijnych. Kolejne to „Dzwony” i „Świerszcz za kominem”. „Opowieść wigilijna” miała przede wszystkim wyciągnąć pisarza z długów.

Ebenezer Scrooge jest ‘starym skąpcem’ można by rzec. Samotnik, stroni od ludzi, chce pomnażać tylko swój majątek. W pewna wigilijną noc zjawia się u niego duch jego zmarłego przyjaciela. Ebenezer nie wierzy w to, co widzi. Po tej niespodziewanej wizycie następują jeszcze trzy spotkania z duchami Świąt Bożego Narodzenia. Jak wpłyną na Scrooge’a te ‘objawienia’ duchów?

No cóż zanim sięgnęłam po tę książkę Karola Dickensa sądziłam, że to będzie kolejna strasznie nudna powieść opowiadająca o starym, skąpym głupcu i nawracających duszkach. I w ten cudowny sposób twór angielskiego pisarza pozytywnie mnie zaskoczył. Nawet sama nie spostrzegłam, kiedy przeczytałam. Fantastyczne opisy, duchów, pomieszczeń, itp. Jeden z momentów zapadł mi szczególnie w pamięci (pamiętacie może scenkę ze szczęką?). Moją ulubioną postacią był ostatni z Duchów. Dla porównania obejrzyjcie ekranizację z 1999 roku. Polecam.

[3] Irena Jurgielewiczowa "Ten obcy"



Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2009
Literatura polska
Lektura szkolna
Ocena: 9/10

„Ten obcy” aktualnie znajduje się w programie lektur dla klas VI szkoły podstawowej. Książka została wpisana na Listę Honorową H. Ch. Andersena. Irena Jurgielewiczowa napisała także książkę Pt. „Inna?”, w której występują ci sami bohaterowie.

Pewnego pochmurnego, lipcowego dnia czwórka przyjaciół znajduje na Wyspie śpiącego chłopaka. Wspólnie postanawiają mu pomóc. Próbują się dowiedzieć się kim jest i co go tu sprowadza. Początkowo Zenek nie chce im tego powiedzieć… Kim jest Zenek i czego szuka w Olszynie?

Czyta się przyjemnie i szybko. Przygody, które przeżywają bohaterowie wciągają bez reszty i sprawiają, ze chce się stać jednym z nich. Książka ta jest jedną z najbardziej lubianych przeze mnie książek polskiej autorki. Jak widać nie wszystkie lektury są beznadziejne. „Tego obcego” przeczytałam w ciągu jednego popołudnia. Jestem zachwycona ta książką. Lektura obowiązkowa nie tylko w szkole.