"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 grudnia 2015

[166] Joanna Szwechłowicz "Ostatnia wola"

Prószyński i S-ka, 2015
Liczba stron: 280
Literatura polska
7/10

Lubię czasem sięgnąć po kryminał. Tam zawsze dzieje się coś naprawdę ciekawego i rzadko kiedy można się nudzić. Dlatego ujrzawszy Ostatnią wolę, kryminał zamknięty w cudownej okładce, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Pasjonujący kryminał retro w duchu mistrzyni gatunku, Agathy Christie. Gromadka dalekich krewnych odciętych od świata, połączonych wzajemną podejrzliwością i zbrodnią. Dla smakoszy klasyki w nowej, wybornej odsłonie. 30 grudnia 1938 roku krewni baronowej Wirydianny Korzyckiej, zwabieni przez nią podstępem, stawiają się karnie w pałacu, prawie w komplecie. W liście poinformowała ich, że w sylwestra zamierza rozstać się z życiem. Na własnych warunkach.

piątek, 16 października 2015

[161] Virginia C. Andrews "Płatki na wietrze"

Petals on the Wind
Świat Książki, 2014
Liczba stron: 428
Literatura amerykańska
7/10

I oto drugi tom przerażającej historii o rodzeństwie Dollangangerów. Nie ukrywam, że długo czekałam na
spotkanie z tą powieścią, a to z tego względu, że uparłam się kupić tę książkę. Zakupioną przeczytałam niemal natychmiast, niemal jednym tchem. Czy uwiodła mnie tak samo jak Kwiaty na poddaszu? Niekoniecznie. Czy czuję się zawiedziona? Ależ skąd! Prawdę mówiąc, sama nie wiedziałam czego oczekiwać od tej powieści. Poczytna amerykańska pisarka interesująco poprowadziła dalsze losy trójki dzieci. Tak naprawdę chyba nie do końca wiadomo czego się spodziewać.

Po tajemniczej śmierci jednego z braci rodzeństwo Dollangangerów decyduje się na ucieczkę z ponurego poddasza w domu dziadków, gdzie matka i babka więziły je przez blisko trzy i pół roku. Cathy, Chris i mała Carrie trafiają do domu doktora Paula Sheffielda, który - osamotniony po śmierci żony i syna - roztacza opiekę nad dziećmi. Wydaje się, że ich los się wreszcie odmienił i że każde z nich znalazło właściwą drogę w życiu. Jednak koszmary przeszłości nie dają się tak łatwo zapomnieć, a wiszące nad młodymi bohaterami rodzinne przekleństwo wciąż daje o sobie znać...

sobota, 28 marca 2015

[157] Ewa Nowak "Niewzruszenie"

Egmont, 2010
Liczba stron: 207
Literatura polska
7/10

Już kilkakrotnie recenzowałam tutaj powieści Ewy Nowak z serii Miętowej, więc jedynie przypomnę, że pani Ewa jest psychologiem oraz autorką książek dla dzieci i młodzieży.

Głównymi nastoletnimi bohaterami powieści są Marianna i Lew Henselowie – rodzeństwo borykające się oczywiście z problemami sercowymi, które tym razem są jednak dość specyficzne. Czy uczucie jest w jakimś stopniu kwestią wyboru czy też zupełnie nie zależy od naszej świadomej woli? Czy wśród współczesnej młodzieży istnieją bariery mentalne, jeśli chodzi o tak zwane „chodzenie”, a jeśli tak, to na czym mogą polegać te dzisiejsze „mezalianse”? Na ile zobowiązująca jest młodzieńcza deklaracja uczucia do grobowej deski? Wszystkie te pytania, ozdobione nietypowymi zawodami dorosłej części rodziny Henselów, ich specyficznym sposobem bycia oraz oryginalnym zwierzęciem domowym, są głównym tematem powieści.

poniedziałek, 29 września 2014

[149] Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie"

superNOWA, 2010
Liczba stron: 288
Literatura polska
7/10

Andrzej Sapkowski to urodzony w 1948 roku polski pisarz fantasy. Jest laureatem wielu nagród, a jego powieści przetłumaczone na kilkanaście języków wciąż zdobywają nowych fanów na całym świecie. Zasłynął serią książek o przygodach wiedźmina Geralta z Rivii.

Wiedźmin nie jest rębajłą pokroju Conana. To mistrz miecza i fachowiec czarostwa strzegący moralnej i biologicznej równowagi w cudownym świecie fantasy. Z woli Sapkowskiego w ów świat pełen potworów i bujnych charakterów, skomplikowanych intryg i eksplodujących namiętności wnosi Geralt nasze problemy, mitologie i nowoczesny punkt widzenia. Staje się więc widzem i bohaterem, oskarżonym i sędzią, kochankiem i błaznem, ofiarą i katem. Przewrotna literacka robota.
"Ostatnie życzenie" to zbiór opowiadań o wiedźminie Geralcie, który stanowi swoisty wstęp do głównych tomów całej sagi. Seria ma wielu fanów, a więc i ja postanowiłam zapoznać się z teamem Sapkowski & Geralt. Nawet nie wiem czego się spodziewałam po tej ksiażce, chyba tak naprawdę... niczego. Po prostu, bez żadnych wymagań, chwyciłam za nią (nie tak od razu, musiałam nieco poczekać, aż w końcu w bibliotece ją oddadzą...) i przeczytałam. Chyba od dawna nie czekałam na książkę tak bardzo nie mając żadbych oczekiwań względem niej. Niezwykłe uczucie. 

Opowiadania porwały mnie od pierwszej strony, z fascynacją śledziłam losy bohatera i jego towarzyszy, poznawałam tajniki wiedźmińskiego fachu. Sam Geralt bardzo mnie zainteresował, a autor stworzył, zdaje się, postać fenomelnalną i ponadczasową, która jest i będzie podstawą polskiej fantastyki. Sapkowski zbudował świat niesamowicie intrygujący, mocno przykuwający uwagę czytelnika. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie styl - nieco tajemniczy, intrygujący, ale nie brak w nim dystansu, ironii i żartu. 

" - (...) A potrzebuję dla mojej ballady tytułu. Ładnego tytułu. 
- Może 'Kraniec świata'?
- Banalne - parsknął poeta. - Nawet jeśli to faktycznie kraniec, trzeba to miejsce określić inaczej. Metaforycznie. Zakładam, że wiesz, co to metafora, Geralt? Hm... Niech pomyślę... 'Tam, gdzie...' Cholera. 'Tam, gdzie...'
- Dobranoc - powiedział diabeł."

Przy tych tekstach spędziłam czas bardzo przyjemnie, z wypiekami na twarzy śledziłam całość akcji. Polubiłam towarzysza wiedźmina, Jaskra - poetę i trubadura, którego urężem jest... lutnia. Postać dość zabawna, dorzucająca do historii nieco komizmu i humoru. Tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z tekstami o wiedźminie zachęcam do nadrobienia tego niedopatrzenia, sama tymczasem robię sobie herbatę i kontynuuję lekturę "Miecza przeznaczenia", dlaszego ciągu przygód Geralta z Rivii.

"Zło to zło, Stregoborze - rzekł poważnie wiedźmin wstając. - Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte."

cytaty pochodzą kolejno ze stron: 212, 93 z wydania: superNOWA, 1999.
_______

Witam Was :) Ponieważ za chwilę rozpoczyna się rok akademicki (mój pierwszy!) chciałabym poinformować Was, że z tego względu recenzje przez jakiś czas (dopóki nie wejdę w rytm dojeżdżania i studiowania) będą ukazywać się z nieco mniejszą częstotliwością. Zapas postów na ten miesiąc mam (w tym fotorelacja) i mam nadzieję, że z czasem znajdę i czas na blogowanie ;)

piątek, 11 lipca 2014

[138] "Atlas historii Polski"

Świat Książki, 2003
Historia
Liczba stron: 224
7/10

Jest to nowy, aktualny atlas historii Polski. Nowoczesne mapy zawierające ogromną ilość informacji pozwalają łatwo zrozumieć i zapamiętać wiedze historyczną. To przejrzysty wykład dziejów naszego kraju, obejmuje takie tematy jak: pradzieje ziem polskich, Polska za panowania Piastów, Jagiellonów, królów elekcyjnych, a także Polska pod zaborami, Polska w okresie miedzy wojennym, w dobie II wojny światowej oraz Polska współczesna. Atlas jest nieocenioną pomocą w szkole i mile widzianym elementem domowej biblioteczki.

Królowa Jadwiga
Jednym ze zdawanych przeze mnie przedmiotów na maturze była rozszerzona historia. Stresu i nerwów co nie miara, bo tam jest do napisania praca na jeden z dwóch podanych tematów. Tu potrzeba wiedzy, więc szukałam czegoś, żeby sobie pewne fakty odświeżyć, przypomnieć. Poza tym na tym egzaminie w części testowej pojawiają się mapy i drzewa genealogiczne, które są tzw. informacjami do zadań. Chciałam się z tym trochę "obtrzaskać". Sięgnęłam zatem po ten bardzo przydatny atlas. To była bardzo fajna powtórka przedmaturalna, choć dotyczyła tylko historii Polski.

Co znajdziemy w środku po otwarciu tej twardej oprawy? Mapy oraz komentarze do nich dołączone, a oprócz map również drzewa genealogiczne, tabele z władcami, prezydentami oraz premierami. Oprócz map dużych, są też ich miniatury, dzięki którym można porównać jak zmieniał się obszar państwa na przestrzeni wieków. Mapy dotyczą nie tylko przemian politycznych m. in. granic, ale również uwzględniona została kultura, zatem pojawiły się mapy obrazujące budowle gotyckie czy renesansowe, a dołączony do mapy komentarz jest niezwykle przydatny i pozwala uporządkować wiedzę dotyczącą stylów w architekturze. Pojawiły się także mapy pokazujące zróżnicowania demograficzne oraz religijne, a także gospodarcze. Bogato zostały opisane walki Polaków na frontach II wojny światowej - liczebność wojsk, etapy działania. Jeśli zaś chodzi o historię powojenną to są mapy uwzględniające bloki militarne i gospodarcze oraz sojusze. Atlas wspomina także o Unii Europejskiej, ale ponieważ został wydany w 2003 roku nie ma w nim aktualnej mapy państw członkowskich Unii.

Korzystanie z atlasu ułatwia przejrzysty i estetyczny spis treści umieszczony na końcu książki, a samo korzystanie z map jest łatwiejsze dzięki umieszczeniu najważniejszej legendy i oznaczeń na początku atlasu. Dzięki temu w legendach pod mapami znajdują się jedynie najważniejsze rzeczy.

Atlas ten niewątpliwie jest niezłą gratką, dość szczegółową. Przyjemność z posiadania tego ślicznie wydanego atlasu czerpać będą miłośnicy historii oraz uczniowie, którzy poszukują czegoś co w przejrzysty sposób pozwoli im zebrać najważniejszą wiedzę.

piątek, 27 czerwca 2014

[136] Virginia C. Andrews "Kwiaty na poddaszu"

Flowers in the attic
Świat Książki, 2014
Liczba stron: 381
Literatura amerykańska
7/10

Virginia Cleo Andrews to amerykańska pisarka, autorka sagi o Dollangangerach, która zrobiła furorę na świecie. W skład sagi poza "Kwiatami na poddaszu" wchodzą tytuły: "Płatki na wietrze", "A jeśli ciernie", "Kto wiatr sieje" i "Ogród cieni". 
Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy.

W sumie tej książki nawet nie planowałam kupić. Chciałam jedynie przeczytać, żeby dowiedzieć się czegoś o fenomenie tej powieści. Ale chyba każdy z nas zna to uczucie, kiedy książka jest na promocji i aż słyszymy jak mówi "kup mnie". No i kupiłam. Wydanie ładne, w twardej oprawie, dobrej jakości papier i odpowiednia czcionka. Od tej strony książka niewątpliwie warta zakupu. A jak było z treścią?

Gdy zaczynałam czytać byłam sceptyczna i to dość mocno. Zwłaszcza początek mnie nie przekonywał, jakoś nie czułam tego. Ale w miarę czytania co raz bardziej zagłębiałam się w tragiczną historię rodzeństwa. Książka mnie wciągała i intrygowała, wciąż zadawałam sobie pytanie: co będzie dalej?

Pamiętam, że gdy skończyłam czytać tę powieść napisałam do przyjaciółki, że ta książka jest... chora. Zdarzenia, które mają miejsce na kartach lektury są nie do opisania tak naprawdę. Nigdy bym nie wpadła na coś takiego, tak intrygującego czytelnika, ale jednocześnie chorego, niezdrowego, czysto patologicznego. Dzieciaki zamknięte na poddaszu przeżywają prawdziwy koszmar, dramat dla psychiki. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek w życiu czytała tak przerażającą a niby niewinną powieść. Nikt nikogo nie morduje, nie katuje notorycznie, nie znęca się fizycznie, a autorka i tak uzyskała mroczny i napawający niepokojem klimat.

Mimo tego napięcia i dreszczyku, które czułam podczas czytania to zdarzały się też momenty nudnawe, przeciągające się niepotrzebnie, trochę drażniące rozochoconego czytelnika. Chwilami zmuszałam się do czytania niektórych fragmentów i musiałam się pilnować, żeby nie opuszczać akapitów czy stron.

"Kwiaty na poddaszu" to historia, która absolutnie nie mieści mi się w głowie. Nawet nie umiem sobie wyobrazić tego co czuły dzieci tam zamknięte na kilka lat. Tam dojrzewały, dorastały, zaczynały odczuwać potrzebę drugiego człowieka, ale takiego, który nie jest bratem czy siostrą lecz takiego, który uraczy ich pierwszym pocałunkiem. Dwójka starszego rodzeństwa przejmuje rolę dorosłych w tej dziwnej sytuacji. Wszystko odbija się na ich psychice, również ich bratersko - siostrzana miłość może zostać wystawiona na próbę. Nie dość strasznych przeżyć na poddaszu, dopiero końcowe odkrycie Chrisa jest szokujące.

Autorka przedstawiła piekło na ziemi, w którym żyje czworo dzieci niezwykle plastycznie, co daje czytelnikowi dreszczyk emocji i wciąga go w tę chorą opowieść. Były chwile, gdy czułam się jakbym była z nimi na tym poddaszu w roli obserwatora, mającego jednocześnie szansę wnikać w marzenia i pragnienia bohaterów.

"(...) rozmawialiśmy o życiu, jakie chcieliśmy wieść, gdy będziemy już wolni i bogaci jak król Midas. Podróżowalibyśmy dookoła świata. On spotkałby i pokochał najpiękniejszą, seksowną kobietę, inteligentną, wyrozumiałą, czarującą i niesamowicie dowcipną;"

"Kwiaty na poddaszu" są niewątpliwie historią nietypową, interesującą, niezwykle dziwną. Choć zdarzały się momenty nudne czy mało ciekawe (w perspektywie całej powieści), choć czasem irytowali mnie bohaterowie to powieść ta była nowym, intrygującym doświadczeniem. Intrygującym na tyle, że mam chęć przeczytać pozostałe tomy tej opowieści.

cytat: "Kwiaty na poddaszu", str. 124
_______

Odebrałam dziś wyniki matur, zdałam rewelacyjnie :) 

wtorek, 22 kwietnia 2014

[130] Agnieszka Krakowiak - Kondracka "Jajko z niespodzianką"

Literackie, 2014
Liczba stron: 296
Literatura polska
7/10

Agnieszka Krakowiak - Kondracka to scenarzystka seriali, pracowała m. in. przy serialu "Samo życie". Od wielu sezonów jest wiodącym scenarzystą jednego z głównych seriali emitowanych przez TVP - "Na dobre i na złe", który to osiąga wysoką oglądalność.
"Jajko z niespodzianką" opowiada o trzydziestolatce Adzie, która wychowuje 3-letnią córeczkę. Mała Julka ma nie w pełni sprawną rączkę, co bywa powodem drwin innych dzieci. Aby ułatwić jej wejście w świat rówieśników, Ada (zaciskając pasa!) posyła córkę do prywatnego, elitarnego przedszkola. Przed Adą otwiera się świat, o którego istnieniu nie miała dotąd pojęcia. Dzieci noszą ubranka od Gucciego, wyjazdy na banalną Ibizę są już niemodne, a żeby być na bieżąco, najlepiej spędzać całe dnie na snobistycznych kulinarnych warsztatach. I to nie koniec niespodzianek . Oto bowiem nieoczekiwanie powra­ca David, marnotrawny mąż i ojciec Julki…
Książka - świeżynka, właśnie stygnie na moim biurku. Dostałam ją dziś i godzinę temu zakończyłam czytanie. Miałam bardzo duże oczekiwania wobec tej książki, wysoko postawiłam jej poprzeczkę zważywszy na pozytywne opinie, które migały mi w Internecie. Czy słusznie? 

Historia wydała mi się dość banalna, ale i takie, zwłaszcza dobrze napisane potrzebne są na rynku. Nie zrażona tym kompletnie przystąpiłam do lektury. Sporo myśli krąży mi w głowie, zacznę od tych negatywnych względem powieści. Czuję, że autorka za dużo rzeczy, wydarzeń wpisała w tak krótką książkę. Serio, akurat w tym przypadku 300 stron to mało, zwłaszcza, że z tak dobrym językiem można by i 500 napisać, a czytelnik nie zauważyłby tej liczby stron. Jak dla mnie pani Agnieszka skumulowała tu na raz za dużo wątków, przez co one na tym ucierpiały. Jedynie wątek przedszkola Julci wydaje mi się dobrze dopracowany. Czuję niedosyt względem wątku tajemniczych listów, które otrzymuje Adam oraz wątku powrotu męża Ady. Ten pierwszy mógłby dodać ciekawego dreszczyku emocji i niepokoju. 

W sumie rzecz biorąc to czuję się zawiedziona budową postaci Adama. Ta postać nie jest tajemnicza tylko niedokończona. Taka trochę potraktowana po macoszemu. Trochę brakowało mi przedstawienia jego wcześniejszych losów, motywacji działań. Niedosyt, duży niedosyt. A i tak pokochałam Adama całym sercem. 

Głowna bohaterka niemal przez pół powieści mnie denerwowała. Jak na trzydziestolatkę, która niejedno w życiu widziała i niejedno przeszła ma dziwną manierę - szybkiego i pochopnego oceniania innych, praktycznie zawsze ocena ta była mylna. Pół biedy, że koniec końców umiała się przyznać do błędów. Zainteresowało mnie jej wcześniejsze życie, życie przed Julką. Z tych strzępków informacji wnioskuję, że było piekielnie ciekawe - podróże, podróże i jeszcze raz podróże, nawet lekko ekstremale jak się zdaje.

A skoro już tak o postaciach piszę, to muszę wspomnieć o małym powieściowym słoneczku - Julce. Niezłomna ta dziewczynka, bardzo sympatyczna, rezolutna i bezpośrednia jak większość dzieci. Często mnie bawiła swoimi niespodziewanymu pytaniami czy komentarzami, takimi jak ten: 

"Już chciała wyciągać rękę po mały kartonik ze zdjęciem chłopca w pirackim przebraniu, ale Julka szarpnęła ją, zmuszając do opuszczenia głowy. Słodka istotka szepnęła jej prosto do ucha: 
- Nie idę do tego kretyna."

Niewątpliwie plusem książki jest dobry język odpowiednio przystosowany, a zatem pasujący, do fabuły powieści. Jest normalny, codzienny, ale nie niechlujny. Same perypetie Ady również są interesujące, zwłaszcza kontakty z mężczyznami. Kobieta jest nieufna, już raz dała się skrzywdzić i nie chce ryzykować, choć sama przyznaje, że brakuje jej męskiego zainteresowania. Plusem są ładnie ukazane szczere i zdrowe relacje w rodzinie Ady - wspiera ją matka Irena, a także niezawodna Julia, która jest motywacją działań. 

Podoba mi się jakość wydania książki. Jest wysoka, warta ceny. Okładka jest ładna, utrzymana w ciepłych barwach, nawiązuje do treści powieści. Serce moje podbiło to, ze w jednym ze skrzydełek książki 'wmontowano' zakładkę! Można ją delikatnie oderwać bez szkody dla lektury. Bardzo praktyczny dodatek, który jednocześnie dyskretnie reklamuje nową serię Wydawnictwa Literackiego - Serię z Fasonem. Ciekawi mnie kolejna pozycja z tej serii, a mianowicie "Zabłądziłam" Agnieszki Olejnik.

Podsumowując mimo niedociągnięć uważam, że "Jajko z niespodzianką" jest dobrą książką, która pozwoli czytelnikowi spokojnie spędzić popołudnie lub wieczór. Można łatwo się odprężyć i przyglądać zakręconym przygodom Ady. Jednocześnie lepiej nie spodziewać się żadnych niezwykłych rzeczy i nie wymagać zbyt dużo, bo można przeżyć lekkie rozczarowanie (jak ja). Niemniej widzę tu spory potencjał i czekam na kolejną powieść pani Agnieszki Krakowiak - Kondrackiej, którą z chęcią przeczytam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu :)

poniedziałek, 10 marca 2014

[127] Ann Brashares "Ostatnie lato"

The Last Summer (of You and Me)
Nowa Proza, 2007
 Liczba stron: 284
Literatura amerykańska
7/10

Ann Brashares zasłynęła jako autorka młodzieżowej serii "Stowarzyszenie wędrujących dżinsów" i zdobyła miliony miłośników na świecie. Mieszkająca na Manhattanie pisarka napisała także "Nigdy i na zawsze". "Ostatnie lato" jest jej pierwszą książką dla dorosłego odbiorcy.

Rozgrywające się na Fire Island przy Long Island Ostatnie lato jest uroczą, wzruszającą i wciągającą opowieścią o siostrzanych uczuciach, przyjaźni, miłości, stracie i dojrzewaniu. Historia trójki wakacyjnych przyjaciół - Riley i Alice, dwudziestokilkuletnich sióstr, i ich rówieśnika Paula, z którym dorastały - mówi o wydarzeniach pewnego lata, kiedy rodząca się miłość, seksualna ciekawość, nagła poważna choroba i głęboki sekret gwałtownie przenoszą troje młodych ludzi w świat dorosłych, w którym wakacyjna oaza już nie będzie ich chroniła.

Latarnia morska, Fire Island
Miałam przyjemność czytać już jedną książkę pani Brashares, a mianowicie "Nigdy i na zawsze". Powieść ta zachwyciła mnie, powaliła, olśniła. Dlatego chętnie sięgnęłam po "Ostatnie lato", a w planach mam "Stowarzyszenie wędrujących dżinsów". 

Co mnie uderzyło w tej książce - to, że autorka ma dobrze opanowaną umiejętność szafowania tęsknotą bohaterów. Jest to niewątpliwie jedno z głównych uczuć, z jakimi zderzy się czytelnik w tej powieści. Ta tęsknota jest wszechobecna, bolesna, bije z kart książki. Sądzę, że ona dominuje nie tylko w życiu głównych bohaterów, pozostali także noszą w sobie jej pokłady.

Bardzo ciekawie zostały poprowadzone dzieje Paula i Alice, głównych bohaterów. Nim będzie dane nacieszyć się sobą, będą musieli czekać, bić się  z myślami, wątpić, wściekać się, cierpieć. Wątek choć długi i nieco zawiły, jest ładnie rozrysowany, pokazany został z punktu widzenia dziewczyny i chłopaka, autorka włożyła serce w opis ich przeżyć i uczuć. Jeżeli chodzi o bohaterów, to podobał mi się także wątek Riley, starszej siostry Alice. Jest to bardzo ciekawa postać, ona nie tylko determinuje zachowania innych postaci, jest także interesująca sama w sobie. Wydała mi się trochę nieszczęśliwa, myślę, że życie na ziemi ograniczało ją. Kochała niekończący się ocean, który dawał jej poczucie wieczności i nieskończonego trwania.

Podsumowując, sądzę, że "Ostatnie lato" nie jest książką złą, choć nie ukrywam, że czytałam o niebo lepsze. Bardziej ujęło mnie "Nigdy i na zawsze" będące piękną historią miłości, autorstwa również Ann Brashares. Choć być może nie jestem właściwym odbiorcą książki. Może za mało przeżyłam i widziałam?

Książkę polecam miłośnikom powieści Ann Brashares i osobom, które poszukują spokojnej historii, która delikatnie się snuje strona po stronie.

sobota, 11 stycznia 2014

[122] Alyson Richman "Zakochana modelka"

The Last Van Gogh
Bukowy Las, 2012
Liczba stron: 300
Literatura amerykańska
7/10

Alyson Richman to autorka czterech powieści dobrze przyjętych przez amerykańskich czytelników i krytyków. Ukończyłam Wellesley College, mieszka z rodziną na Long Island i pracuje nad kolejną książką.

Latem 1890 r. Vincent van Gogh przybywa do idyllicznej francuskiej wioski Auvers-sur-Oise. To tutaj spędzi ostatnie siedemdziesiąt dni swojego życia pod opieką doktora Gacheta, homeopaty, malarza amatora i kolekcjonera sztuki. W tym okresie stworzy ponad siedemdziesiąt obrazów, w tym dwa portrety córki lekarza, Marguerite. Od śmierci matki Marguerite jest ofiarą opresyjnej atmosfery ojcowskiego domu, zmuszoną spełniać zachcianki ojca oraz brata i troszczyć się o ich potrzeby. Przez lata wiedzie samotne życie i jest świadkiem dziwactw, a także budzących wątpliwości praktyk lekarskich ojca. Marguerite wierzy, że przybycie Vincenta zapowiada odmianę jej losu. W miarę rozkwitu jej związku z cierpiącym artystą dziewczyna czuje przypływ śmiałości i uczy się poruszać po ścieżkach zakazanego romansu. Książka będąca zarazem romansem, jak i powieścią opartą na drobiazgowo zebranych informacjach, odtwarza frapujące i żarliwe ostatnie miesiące życia Vincenta oraz opisuje trudny związek młodej, pełnej nadziei dziewczyny z artystą na krawędzi rozpaczy, malarza i jego ostatniej muzy.

Vincent van Gogh "Słoneczniki" (1888)
Interesuję się malarstwem, zwłaszcza malarstwem impresjonistycznym. Uwielbiam obrazy Moneta, chętnie też zaglądam do różnego rodzaju opracowań dotyczących dzieł malarzy - impresjonistów. Miałam okazję czytać powieść zainspirowaną życiem impresjonistki Berthe Morisot i Eduarda Maneta pt. "Uwodzicielka". Zachwyciła mnie, więc gdy tylko zobaczyłam na okładce "Zakochanej modelki" obraz van Gogha liczyłam na podobne fajerwerki co przy poprzedniej książce.

Książka pod względem języka jest dobra. Żadnych udziwnień, język jest ładny, estetyczny. Gratulacje nie tylko dla autorki, ale także dla tłumaczki. Jedyne zastrzeżenie w kwestii tłumaczenia to tytuł - polski tytuł jest fatalny. Szczerze powiedziawszy gdyby nie ta impresja na okładce to pewnie ominęłabym tę ksiązkę szerokim łukiem, a wszystko przez kiepski tytuł sugerujący bardzo tanie i żenujące poziomem romansidło dla nastolatek. Dzięki ładnemu językowi powieść się delikatnie snuje, niespiesznie idzie do przodu w dość subtelny sposób. Książka ma sporo rozdziałów, głównie krótkich. Wszystkie są zatytułowane, ale ja i tak nigdy nie zwracam uwagi na tytuły rozdziałów.

Powieść zaczyna się zgrabnym wstępem wyjaśniającym sytuację panującą w domu Marguerite. W tym celu autorka posługuje się przywoływaniem wspomnień głównej bohaterki. Zabieg dość klasyczny i sprytny. Tak nawiasem mówiąc - to co dzieje się w domu dziewczyny jest chore i staje się co raz bardziej chore wraz z tokiem powieści. Ciekawe studium patologii. Z kart powieści pani Richman wyrasta nie van Gogh - wielki artysta, lecz van Gogh - zwykły człowiek. Wiadomo, impresjoniści raczej nie mogli utrzymywać się z malowania swoich dzieł, a już na pewno nie Vincent. Jest on tutaj ukazany jako malarz o ogromnym talencie. Mężczyzna choruje, walczy z zaburzeniami psychicznymi i napadami lęku. Interesujący portret malarza.

Minusem było dla mnie zakończenie. Wcale nie dlatego, że zabrakło mi klasycznego i różowego happy endu, ale dlatego, że mam poczucie, że autorka za bardzo pospieszyła się z tym zakończeniem i nie udźwignęła go. Najpierw snuła liryczną opowieść, prezentowała długą drogę do romansu, a następnie niezbyt umiejętnie moim zdaniem zakończyła jakby nie wiedząc co zrobić z tak powstałą akcją. A szkoda, że pisarka skopała zakończenie.

Generalnie książka jakaś zła nie jest, ale także nie zachwyca i nie porywa. Miło się ją czytało latem, gdy było dużo czasu i mogłam czytać wszystko. Teraz, gdy czasu mam mniej wolałabym sięgnąć po inne książki.


środa, 27 listopada 2013

[116] Ewa Nowak "Kiedyś na pewno"

Egmont, 2007
Liczba stron: 254
Literatura polska
7/10

Pani Ewa Nowak to pedagog - terapeuta, jej felietony i odpowiedzi na listy można czytać w gazetach dla młodzieży np. w skierowanym dla licealistów "Cogito". Jest autorką cieszących się popularnością książek dla dzieci i młodzieży. Poruszają one ich codzienne problemy, bawią i uczą, i taka jest też seria "Wszystko tylko nie mięta", do której należy też dzisiaj recenzowana przez mnie powieść.

Kamila i Dorota wiele czasu spędzają razem, dużo rozmawiają, ale czy łączy je prawdziwa przyjaźń, czy może jest to zwykła szkolna znajomość? Obie mają kłopoty w domu, nie układa im się w sprawach sercowych, a na dodatek ich wzajemne relacje zostają poddane ciężkiej próbie.
Nie ma tu prostych rozwiązań i odpowiedzi. Dobro i zło wciąż się przeplatają - tak jak w realnym życiu. Bohaterki - podobnie jak każdy - popełniają błędy, ale w końcu umieją się do nich przyznać i zastanowić się nad sobą oraz swoim postępowaniem. I choćby dla owej chwili refleksji warto przeczytać tę książkę. 

Mam słabość książek z serii "Miętowej" i nawet jeżeli z czymś w tych powieściach się nie zgadzam albo coś mnie wkurza to wiem, że i tak sięgnę po następną część. Co jakiś czas wpadam do bibliotecznego oddziału książek dla dzieci i młodzieży i wychodzę stamtąd z odprężającą, ale i skłaniającą do refleksji powieścią pani Ewy Nowak. Tak było również ostatnio. 

Tym razem zostaje zaserwowany czytelnikowi mechanizm podejmowania nieodwracalnych decyzji rzutujących na nasze dalsze życie, zmiany w nim, nie zawsze na lepsze, choć to jeszcze zależy od punktu widzenia. Kamila poddaje się pokusie i dopuszcza się kłamstwa, które nieźle namiesza w jej życiu, poświęconym tańcu. Sprawy sercowe też mocno się pogmatwają. Niestety nie wszystko można odkręcić, ale za to wszystko prędzej czy później ujrzy światło dzienne. Tylko... czy było warto? Jakoś nie mogłam polubić Kamili, denerwowała mnie mimo fajnego początku. Cóż, nie da się lubić wszsytkich. 

Drugą bohaterką jest Dorota, która również pod wpływem impulsu miesza sobie w życiu i poznaje jak bardzo parzy w dłonie coś, co nie było przeznaczone dla nas. Obawiam się, że nigdy tak zupełnie się z tego uczucia nie pozbędzie, bo nie pozwoli jej na to otoczenie. Ma mocny bałagan w rodzinie - matki i ojca w domu nie ma przez prawie cały rok, nie obchodzi ich ani pragnąca zainteresowania Dora, ani jej młodsza siostra Majka. Tę bohaterkę polubiłam, wyczekiwałam fragmentów powieści, które były jej poświęcone.

Klasyczna książka z morałem i refleksją dla czytelnika w stylu pani Ewy. Bohaterki dowiadują się (dość boleśnie czasem), że czyny mają swoje konsekwencje, które należy ponieść. Choć to trudne, trzeba wziąć głęboki oddech i przyznać się do błędu, jeżeli nie można go naprawić, to wziąć za niego odpowiedzialność. Dalsze brnięcie już po prostu nie ma sensu, bo zamiast lepszej sytuacji jest gorsza.

Choć to już nie to samo co "Wszystko, tylko nie mięta" lub "Diupa" to lekkie pióro, ciekawi bohaterowie budzący przeróżne uczucia i mądry przekaz sprawiają, że mogę polecić tę książkę nie tylko miłośnikom pani Nowak, ale też osobom szukającym czegoś niegłupiego a odprężającego.

wtorek, 29 października 2013

[114] Alice Munro "Przyjaciółka z młodości"

http://zwierciadlo.pl/wp-content/uploads/2013/10/Munro_Przyjaciolka-z-mlodosci_m.jpg
Friend of My Youth
Literackie, 2013
Liczba stron: 433
Literatura kanadyjska
7/10

Alice Munro to kanadyjska pisarka uważana za mistrzynie krótkich form prozatorskich. Otrzymała wiele nagród, trzykrotnie Governor General's Award (najważniejsza kanadyjska nagroda literacka). Do niezłego zbioru nagród literackich autorka może dopisać sobie Literacką Nagrodę Nobla, gdyż została w tym roku jej Laureatką!

Kolejna na polskim rynku książka mistrzyni krótkiej formy literackiej, laureatki Bookera. "Przyjaciółka z młodości" to dziesięć niezwykłych, hipnotyzujących czytelnika opowiadań o tym, co dla każdego z nas najważniejsze, ale i najbardziej tajemnicze: o miłości, tęsknocie, umieraniu, przypadkach rządzących naszym życiem... Prawdziwa literacka uczta dla wielbicieli magii słowa i niezapomnianych wrażeń. 

Czytanie tej książki zajęło mi sporo czasu. Złożyło się na to wiele czynników, w tym brak wolnej chwili jak i brak chęci na czytanie czegokolwiek. Sięgnięcie jednak po tę pozycję spowodowało u mnie jednak pewną refleksję, a mianowicie taką, że absolutnie nie nadaję się do czytania opowiadań bądź nowel (wyjątek: Prus), gdyż mnie irytują mimo niesamowitego kunsztu autora/autorki.

Przejdźmy jednak do istoty rzeczy, czyli właściwej recenzji książki. Na tych 433 stronach znajdziemy opowiadania, które polski rynek wydawniczy widzi po raz pierwszy, choć w Kanadzie ukazały się one w 1990 roku. Przez te historie przewijają się różne postacie - kobiety (przede wszystkim), mężczyźni, dzieci. Ludzie ci mają problemy różnego typu. Choroba, śmierć, brak zrozumienia. Bohaterowie noszą w sobie tajemnice, ich własne, ich przyjaciół, chowają w sobie też czasem ból, niespełnione marzenia i rozpaczliwe pragnienie realizacji pewnych planów. Często wspominają czasy młodości - dzieciństwo, pierwsze miłości, przyjaciół, małżonków czy rodziców. Główny bohater czy też częściej główna bohaterka opowiadania jest dobrze narysowana. 

Język opowiadań nie jest trudny w odbiorze, czyta się płynnie i bez problemów. Jednak denerwowało mnie to, że gdy już udało mi się wciągnąć w opowiadanie ono się kończyło. Choć ta irytacja wypływa raczej z moich oporów związanych z krótkimi formami aniżeli ze stylu pisarki. 

Sama treść opowiadań i dogłębne zrozumienie jej sprawiło mi trudność. Być może nie poświęciłam całej siebie tym tekstom i tutaj leży wina, ale być może też za mało znam życie i świat, by wiedzieć co dokładnie dręczy bohaterów. Myślę, że czytelnik nieco starszy niż ja (tj. liczący więcej niż osiemnaście wiosen) i mający więcej doświadczeń życiowych lepiej pojmie to dzieło Alice Munro, czego serdecznie wszystkim życzę.  

Niewątpliwie sięgnę jeszcze po inne dzieła Munro. Tymczasem tę pozycję polecam zarówno miłośnikom pisarki jak i osobom, dla których będzie to pierwsze spotkanie z jej twórczością. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu :)

czwartek, 11 lipca 2013

[110] Stephen King "Miasteczko Salem"

Salem's Lot
Prószyński i S-ka, 2009
Liczba stron: ? 
Literatura amerykańska
7/10

Stephen King to amerykański pisarz, a jego powieści zasilają przede wszystkim szeregi literatury grozy. W przeszłości wydawał książki pod pseudonimem Richard Bachman. Jest jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie, o czym świadczy niebagatelna liczba sprzedanych egzemplarzy jego książek (wg Wikipedii jest to ok. 350 mln).

W prowincjonalnym amerykańskim miasteczku zaczynają dziać się rzeczy niepojęte i przerażające. Znikają bądź umierają w dziwnych okolicznościach dzieci i dorośli, jedna śmierć pociąga za sobą drugą. Czyżby Salem było nawiedzone przez złe moce? Kilku śmiałków, którym przewodzi mały chłopiec, wydaje im pełną determinacji walkę. "Miasteczko Salem", klasyczny horror Stephena Kinga, ukazało się po raz pierwszy w roku 1975. Demoniczna opowieść natychmiast przeraziła i oczarowała czytelników i stała się światowym bestsellerem. Doczekała się też dwóch ekranizacji.

"Miasteczko Salem" to moje pierwsze spotkanie z Kingiem. Skłonił mnie do tego nowo poznany kolega podczas wycieczki szkolnej w Bieszczady. W pierwszy poniedziałek po powrocie pognałam do biblioteki w poszukiwaniu zupełnie innej książki Kinga ("To"), jednak jak na złość tej pozycji nie było. Sięgnęłam zatem po "Miasteczko". I tak to się zaczęło. A jakie wrażenia?

Od pierwszych stron miałam poczucie, ze ta książka jest... dziwna. Nie zła, wkurzająca czy nie nadająca się do czytania tylko po prostu specyficzna, inna, no właśnie - dziwna. Ale czytałam dalej. Zachwyciły mnie dobrze nakreślone postacie główne, ale także całe tło, czyli samo miasteczko i jego mieszkańcy. Właścicielka pensjonatu, kierowca autobusu, rodzice Susan, dzieciaki w szkole, mężczyźni w knajpie. Dzięki temu, że Stephen King poświęcił nieco stron i czasu tym osobom, czytelnik bardziej  przeżywa to, co dzieje się w Jerusalem.

Autor poświęcił też nieco miejsca wampirom. Jak wyglądają, gdzie śpią, jak się zachowują, jak przychodzą po swoje kolejne ofiary...  Bohaterowie poszukiwali również informacji o nich a także historii podobnych do tych, która właśnie dzieje się w Salem. Jeżeli, ktoś chce się dowiedzieć jak pozbyć się wampira i jak rozpoznać u siebie pierwsze objawy wampiryzmu, to ta książka będzie pod tym względem ciekawą przygodą ;)

Wciągnęłam się w powieść i zachłysnęłam się nią, ale tylko do pewnego momentu (około 300 strona). Potem straciłam czytelniczy zapał dla książki i przez kilka dni czytałam coś zupełnie innego. Może to nie była wina "Miasteczka Salem", ale moja, tego co zajmowało moje myśli, tego co się akurat wokół mnie działo. W każdym razie - przez kilka dni, aż mnie bolało na samą myśl, żeby wrócić do czytania tej powieści. Skończyłam ją męcząc się.

Ale mimo tego, nie umknęła mi pewna bardzo ważna rzecz - King jest mistrzem słowa. On się nim bawi, nagina do swoich potrzeb i to bez szkody dla czytelnika. Do budowania nastroju grozy i strachu używa (z rozmysłem, jak się zdaje) ironii, groteski, przemilczeń i niedomówień, które mówią więcej niż strona pełna słów. Niesamowicie wpłynęło to na moją bogatą i bujną wyobraźnię.

To było moje pierwsze spotkanie z mistrzem grozy. Czy będzie kolejne? Oczywiście. Już mam w planie dwie kolejne książki: "To" oraz "Misery". Nie wiem, kiedy uda mi się zrealizować te plany czytelnicze, ale nie wątpię, że prędzej czy później nadejdzie chwilka czasu i na to ;)

Czy polecam "Miasteczko Salem"? Tak. Może nie koniecznie jako książkę od której chce się zacząć przygodę z Kingiem, ale jako jedną z kolejnych z pewnością. Jednak jeżeli ktoś doszukuje się tu jakiegoś paranormal romance z wampirami a la Edward ze "Zmierzchu" to odradzam, bo może się bardzo zawieść.
________

Jutro wyjeżdżam na tydzień, ale postaram się napisać jeszcze jedną recenzję, która ukazałaby się podczas mojej nieobecności. Życzę wszystkim pięknej wakacyjnej pogody ;)

wtorek, 25 czerwca 2013

[108] Agatha Christie "Niedziela na wsi"

The Hollow
Dolnośląskie, 2012
Liczba stron: 260
Literatura angielska
7/10

Agatha Christie to angielska autorka powieści kryminalnych i obyczajowych, jest też najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów. W języku angielskim wydano ponad miliard jej książek. Stworzyła dwie słynne postacie: starszą pannę Marple oraz ekscentrycznego Belga Herkulesa Poirot. Pierwszą powieścią kryminalną, a zarazem pierwszym dziełem, w którym pojawia się belgijski detektyw jest "Tajemnicza historia w Styles" wydana w 1920 r. Wybitna anglojęzyczna pisarka zmarła w 1976 roku mając 86 lat.

To miała być spokojna niedziela na wsi. Herkules Poirot, zaproszony na obiad do domu lady Angkatell, trafia wprost na miejsce zbrodni. I nie jest to impertynencki żart ani gra towarzyska! Czerwona krew doktora Johna Christowa kapie do niebieskiej wody w basenie...
Czy lekarz został zabity przez zazdrosną o niego kobietę: żonę, kochankę albo dawną ukochaną? Wszystkie są na miejscu zbrodni, a jedna nawet trzyma w ręce rewolwer… Ale dowody i zeznania wcale nie są jednoznaczne. Tym razem Poirot trafił na godnego siebie przeciwnika. Czy wskazanie mordercy i odkrycie prawdy będzie sprawiedliwym wyjściem?

Christie i ja w Bieszczadzkim hamaku w ubiegłym tygodniu!
Książkę dostałam dosyć dawno, bo na ostatnią Gwiazdkę od kochanej Meme, ale dopiero teraz miałam chwilę czasu, żeby usiąść i ją przeczytać. Zabrałam ją bowiem na prawie tygodniowy wyjazd w Bieszczady z bardzo fajną ekipą, na czele której stał mój Polonista. Czytałam głównie w pociągu, rzadziej w schronisku. Jakie są moje wrażenia po moim drugim w życiu spotkaniu z Herkulesem i trzecim spotkaniu z panią Christie w ogóle?

Po "Morderstwie w Orient Experssie" Poirot stał się moim absolutnym guru (niemal). Stoi na piedestale zaraz obok Holmesa i Watsona. Tam było go dosyć sporo, na prawie każdej stronie. W tej powieści było nieco inaczej. Oryginalny Belg pojawia się dopiero w okolicach 90 strony, następnie występuje trzy, może cztery razy w króciutkich (choć istotnych) epizodach i triumfalnie rozwiązuje zagadkę. Tyle. Mi było mało, mało, mało. Mam straszny niedosyt Herkulesa.

Na powieść skalda się bardzo długie wprowadzenie, nim dojedzie do prawdziwego zawiązania akcji, jakim jest morderstwo Johna Christowa (zachodzi to około 100 str.). W owym wprowadzeniu autorka starannie przedstawia czytelnikowi bohaterów, grających główne role w tym spektaklu. Są ładnie zarysowane ich osobowości, nawyki, dziwne skłonności i sposób bycia. Istotną rzeczą wśród tego charakteryzowania bohaterów jest opis relacji między poszczególnymi osobami. Rzecz na pozór bzdurna, ale w dalszym toku akcji bardzo ważna, bo to właśnie tymi spostrzeżeniami będzie kierować się czytelnik w czasie poszukiwań mordercy.

Historia klasyczna dla Christie: do morderstwa dochodzi w zamkniętym gronie i wśród tego grona należy szukać, tego kto zbrodni dokonał. Tutaj nie jest to takie proste jakby wydawać się mogło, bo tropy prowadzą do różnych osób. Mylne, bardzo mylne. A całkiem sporo zamieszania w tej kwestii wprowadza niepozorna lady Angkattel, która zasypuje wszystkich wkoło swoimi teoriami.

W "Niedzieli na wsi" Agatha Christie posunęła się do pogłębienia wizerunku bohaterów powieści, tym samym odsuwając troszkę na bok Herkulesa Poirot. Lekka psychologizacja postaci w kryminale sprawiła, że miałam momentami odczucie, że czytam powieść obyczajową. I szczerze mówiąc nie wiem czy poiliczyć to plus czy minus dla książki.

"niedziela na wsi" to bardzo dobra powieść i wciągająca historia, ale nie trzymała mnie w napięciu tak jakbym chciała. No i brakowało mi Herkulesa. Jednak fanom Christie, którzy nie mieli okazji jeszcze przeczytać, polecam, a nawet zachęcam ;) Natomiast osoby, które chcą dopiero zacząć swoją historię z Agathą i oczekują dreszczyku emocji i mocnego napięcia, niech sięgną po inną pozycję! ;)
________

I wróciłam. Wakacje za pasem i uznałam, że muszę zintensyfikować swoje czytanie.Christie skończona, teraz czytam "Miasteczko Salem" Kinga. Do zobaczenia! ;)

sobota, 11 maja 2013

[107] Henryk Sienkiewicz "Szkice węglem"

Greg, 2014
Liczba stron: 88 (z opracowaniem)
Literatura polska
Lektura szkolna
7/10

Henryk Sienkiewicz pseudonim Litwos to wybitny polski powieściopisarz, publicysta i nowelista. W 1905 roku został laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za całokształt twórczości. Kojarzony głównie z Trylogią, nowelami m. in. "Jamiołem", "Za chlebem" i "Latarnikiem". Jest też autorem "Listów" z Ameryki i Afryki.

Głównym bohaterem noweli jest gminny pisarz Zołzikiewicz. Mężczyzna trzęsie mieszkańcami Baraniej Głowy. Gdy wpada mu w oko Maria Rzepowa, marzy o romansie z kobietą. Jednak to odrzuca go, więc mężczyzna wprowadza w życie plan, który prowadzi do tragedii. 

Już w poprzedniej notce ustaliłam, że moim nowelistycznym guru jest Prus, a Sienkiewicz się do niego pod tym względem nie umywa. I podtrzymuje ten sąd. Nie mogę powiedzieć, żeby ta nowela mnie zachwyciła, ale odbiła się w moim umyśle szerokim echem, głównie za sprawą delikatnej (!) brutalności. Ale o tym potem. Język jest ciężki i toporny (ale nie aż tak bardzo jak w "Za chlebem"), trochę przytłacza czytelnika. Przeczytałam tekst w dwóch podejściach i choć ciężki styl i język dał o sobie znać, to bardzo przeżyłam historię zawartą na niemal 90 stronach tej nowelki. 

 Jestem przerażona po lekturze "Szkiców węglem". Straszna jest dla mnie sytuacja Marii Rzepowej. Kobieta zostaje skrzywdzona przez Zołzikiewicza i jego działanie, więc poszukuje pomocy u innych. Lecz nikt nie odpowiada na jej prośby o interwencję, od nikogo nie otrzymała pomocy. Więc upokorzona, wyśmiana i zrozpaczona udaje się do pisarza, by zrealizować jego pragnienia w ramach pomocy... To dramat rozgrywający się na oczach czytelnika. Efekt potęguje świadomość ponadczasowości tego tekstu. Nie jesteśmy w stanie zliczyć ile takich historii zdarzyło się dawniej, dzieje się teraz i zapewne będzie dziać się nadal...

Sienkiewicz w tym tekście sięgnął po mocną (dobitną) ironię i komizm. Jest to tak dobrze zrobione, że mdliło mnie przy opisach "sympatyczności naszego biednego głównego bohatera". Mój żołądek fikał koziołki, a ciśnienie szło w górę. Pan Zołzikiewicz to zdrajca, głupiec, tchórz i kłamca jakich mało. Jest pełnym tupetu, bezczelnym i chamskim donosicielem. To obleśny i obrzydliwy człowiek, budzi wręcz ekstremalną niechęć czytelnika.

Polecam. Mimo języka, o którym pisałam. Ta historia przeraża realnością i delikatnością w budowaniu tak dramatycznych i brutalnych wydarzeń..

wtorek, 12 marca 2013

[105] Mary Jo Putney "Gromy i róże"

 Thunders and Roses
Da Capo, 1996
literatura amerykańska
Liczba stron: ponad 35
7/10

Mary Jo Putney to jedna z najpoczytniejszych autorek romansów historycznych. W Polsce ukazało się kilka jej powieści.

Nazywano go hrabią Demonem. Uważano, że jest zdolny do wszystkiego. Nicholas Davies - syn zdegenerowanego arystkoraty i Cyganki - doświadczył w życiu wszystkiego. A jednak to właśnie do niego zwraca się w przypływie rozpaczy wiejska nauczycielka, Clare Morgan, z prośbą o pomoc. Nicholas zgadza się, pod jednym wszakże warunkiem - dziewczyna musi z nim zamieszkać na trzy miesiące, narażając tym samym na szwank swoją reputację. Oburzona Clare nie ma innego wyjścia: przyjmuje propozycję i wkracza w wytworny, lecz pełen niebezpieczeństw i namiętności świat angielskiej arystokracji. 

Są książki, do których chętnie się wraca. Gdy ma się chandrę lub gdy chce się odpocząć od zgiełku świata. Ja chętnie wracam do tej książki. Może nie jest to literatura wysokich lotów, ale naprawdę gdy potrzebuję chwili wytchnienia sięgam chociażby po tę książkę lub inna z tego gatunku. 

Każda przedstawicielka płci pięknej, która lubi czytywać romanse historyczne pewnie kiedyś czytała jakąś powieść tej autorki. Ja przeczytałam kilka, lecz to właśnie ta utkwiła mi w pamięci na tyle, że czytam ją najczęściej. Co ciekawe w większości tego typu książek akcja rozgrywa się w Londynie, wśród najbardziej znaczących osób elit arystokracji angielskiej. Ta historia w większej części rozgrywa się w Walii, na wsi, gdzie ta elita arystokratyczna to może kilkuosobowe grono, które pojawia się i znika. Autorka postawiła na społeczność metodystów, ich postępowanie i wartości, które są dla nich ważne. Co ciekawe, główna bohaterka, Clare, jest córką pastora tej małej społeczności.

Podoba mi się pióro pisarki. Jest lekkie, a język jest prosty, ale nie infantylny, co nie czyni z czytelnika idioty czy głupka. Postaci są dobrze nakreślone, to ludzie z krwi i kości, a nie wychuchane laleczki ze sklepu z porcelanowymi bibelotami. Za to wielki plus. 

Ten romans historyczny jest naprawdę perełką. Możecie mi wierzyć, przeczytałam już niejedną szmirę, która swoim istnieniem ubliża temu gatunkowi i tak mało szanowanemu (jeżeli w ogóle jest szanowany). Bardzo się cieszę, że są powieści pozytywnie reprezentujące ten typ literatury. 

Powieść tę polecam miłośniczkom romansów, jak i osobom zafascynowanym Wielką Brytanią na przełomie XVIII i XIX wieku, jednak odradzam traktowanie tego typu powieści jak wyroczni historycznej ;) Lekka i przyjemna historia na szare i nieciekawe popołudnie. Do tego herbata lub kawa i ciekawa przygoda gotowa... ;) 
_____

Krótko, zwięźle i na temat. Cóż, mam nadzieję, że się podoba, bo bywało znacznie gorzej z moim pisarstwem tutaj ;)

sobota, 22 września 2012

[99] Molier "Świętoszek"

Tratuffe
Greg, 2010
Liczba stron: 124 (razem z opracowaniem)
Literatura francuska
Lektura szkolna
7/10

 Molier, czyli Jean Beptiste Poquelin to jeden z najbardziej znanych komediopisarzy francuskich, wybitny przedstawiciel oświecenia i reprezentant klasycyzmu francuskiego. Jego komedie bawiąc uczą i choć napisane ponad 4 wieki temu nadal są aktualne.

Jej wystawieniu w 1664 towarzyszyły skandal i protesty. Sztuka, w treści stanowiąca drwinę z hipokryty, w rzeczywistości mierzyła w istotę etyki i moralności katolickiej, które głosząc hasła sprzeczne z naturą sprzyjały szerzeniu się obłudy i zakłamania. Komedia, zdjęta z afiszy, wystawiona została ponownie dopiero w 1669. Bohaterem dzieła jest Tartuffe, pobożniś, mistrz obłudy i sprytu, który wykorzystując naiwność Orgona, poczciwego mieszczanina, przejmuje rządy w jego domu. Nakazując innym post, sam niczego sobie nie odmawia, piętnując przejawy nieskromności zaleca się do żony swojego dobroczyńcy. Zdemaskowany nie waha się złożyć donosu na Orgona i przejąć jego majątku, który ten, zaślepiony pobożnością świętoszka, nieopatrznie mu zapisał. 

"Świętoszek" to pierwsza przeczytana lektura "na zlecenie" w tym roku szkolnym. Czytana była w tempie iście ekspresowym. Ale, że jest to książeczka krótka (ok 100 str.) to poszło szybko samo z siebie.
Dzięki przekładowi Tadeusza Boy-Żeleńskiego czytało się przyjemnie i szybko, bo tekst został pięknie przetłumaczony. Nie jest sztywny, trudny i niezrozumiały. Boy to mój ulubiony tłumacz, który sprawił, że "Świętoszek" był dla mnie prosty w odbiorze. 

Z resztą w tej komedii nie ma nic trudnego i niezrozumiałego jeżeli czytamy miedzy wierszami. Od pierwszego aktu wydaje się, że coś w rodzinie Orgona coś nie gra i ktoś ewidentnie z tego korzysta. Z każdą sceną wiemy więcej aż docieramy do momentu kiedy czytelnik wie już wszystko i niemal szantażuje bohaterów, żeby coś z tym fantem zrobili.
Tak naprawdę w tej komedii nie ma nic śmiesznego. Bo możemy się śmiać jedynie z głupoty ludzkiej i zaślepienia. Pełno tu ironii, złośliwości i aluzji. Pod pozornym płaszczem żartu kryje się szokujące przesłanie.

Ta komedia Moliera odziera z szat obłudę, kłamstwo, hipokryzję. Pokazuje nam jak działają i funkcjonują świętoszkowie z naszym społeczeństwie. Mimo upływu lat, oni nadal wśród nas są. Może w trochę innej postaci, ale jednak. Świętoszek to świętoszek.

Polecam Wam tę książkę, bo jest to zapewne jedna z mądrzejszych a przy tym prostszych w odbiorze lektur. ;)
______________________

Przypominam o konkursie!!!! :)  Wiem, że recenzja szałowa nie jest, ale szkoła mnie wykańcza... -.-

czwartek, 19 lipca 2012

[96] Gert Godeng "Krew i wino. Dzban miodu"

Honningkrukken
Elipsa, 2008
Liczba stron: 192
Literatura norweska
7/10

Gert Godeng, a właściwie Gert Nygårdshaug to norweski poeta i pisarz. Jego imię znane jest przede wszystkim z serii kryminałów zatytułowanej "Krew i wino", której głównym bohaterem jest Fredric Drum. 

Fredric Drum przybywa do St. Emilion, jednego z najbardziej znanych rejonów winiarskich we Francji, by kupić wino dla małej restauracji w Oslo, której jest współwłaścicielem. Zostaje wciągnięty w sprawę tajemniczego zniknięcia w ciągu ostatnich miesięcy siedmiorga mieszkańców miasteczka. Wiele wskazuje na to, że Fredric zostanie ósmą ofiarą. 

Książkę przytachałam do domu w ramach bibliotecznej akcji "Uwolnij książkę". Miałam wtedy chrapkę na jakiś kryminał, a ponieważ ten akurat był w niezłym stanie (tylko takie żółte kropki posiada na pierwszych dwóch stronach) zabrałam go ze sobą. Czy to była dobra decyzja - nie wiem, trochę się waham jak ocenić tę książkę, bo uczucia mam mieszane jak nigdy. 

Sama postać Norwega Fredrica Druma nie była zła. Sympatyczny gość w okolicach trzydziestki. Znawca win, który swój czas wolny spędza na badaniu starożytnych kultur. Trochę nieśmiały, o jasnym umyśle i umiejętności bystrej obserwacji otoczenia. Niby alles klar, ale czegoś mi w nim zabrakło. Detektyw - amator nie musi dorównywać Holmesowi (to w ogóle możliwe?), ale w Drumie chyba zabrakło tej specyficznej iskry. Troszkę mi to przeszkadzało. 

Za to całkiem sympatycznie wypadły fragmenty o badaniu pisma linearnego B (mówi Wam to coś? Miłośnikom historii pewnie tak ^.^). Fredric starał się odczytać owo tajemnicze pismo. Spędzał nad tym czas w Norwegii wspólnie z dwojgiem przyjaciół - Tobem i Mayą Manuellą - oraz we Francji, kiedy potrzebował odpoczynku. Generalnie jest to wątek ciekawy, poświęcono mu sporo akapitów. Ale zastanawiało mnie cały czas to, czemu ma służyć ten wątek. Pod koniec powieści mnie oświeciło, że to nie tylko ozdóbka estetyczna - przecież w kryminałach nie ma bezsensownie upychanych słów. No, w tym przypadku składam ukłon w stronę autora, bo świetnie pobawił się zagadką pisma.

Denerwowało mnie skakanie autora do wspomnień Federica w najmniej odpowiednich chwilach. Gdy już się wkręciłam w zdarzenia w St. Emilion, nagle Godeng przenosił mnie do zimnego Oslo drogą wspomnień. Trochę to drażniące, mimo że zdaję sobie sprawę z potrzeby istnienia tych wspomnień.

Zakończenie. W każdym dobrym kryminale największym przeżyciem dla czytelnika jest zakończenie. Właśnie na tych ostatnich stronach ukazuje się w pełnej krasie prawda, następuje rozwiązanie wszystkich zagadek napotkanych w czasie czytania. I często właśnie zakończenie decyduje o tym czy czytelnik poleci powieść znajomym czy nie. Jeżeli przyniesie rozczarowanie, książka zginie w czeluściach kurzu, jeżeli satysfakcję, zbierze rzeszę fanów. I to owo zakończenie wprawiło mnie w szok. Element zaskoczenia genialny. Oto chodziło - żebym ze zdziwienia siedziała z otwartą buzią i czytała kilka razy to samo zdanie. Gert Godeng podołał stworzeniu niebanalnego rozwiązania zagadki. Nawet mi do głowy nie przyszła taka możliwość jaką on zastosował.  Chapeau bas, panie Godeng!

Koniec końców polecam Wam tę ksiązkę. Ja mam mieszane uczucia, ale nie żałuję, że przeczytałam "Dzban miodu", bo było to fajnie spędzone popołudnie.

***

Wyjeżdżam w niedzielę na dwa tygodnie, ale może ustawie czasowo jakąś recenzję (jeżeli taką skrobnę) i będziecie mieli coś do czytania. Jeżeli nie to pierwszy post pojawi się dopiero po 6 sierpnia ;)

czwartek, 16 lutego 2012

[88] Józef Bedier "Dzieje Tristana i Izoldy"

Le roman de Tristan et Iseult
Greg, 2007
liczba stron: 109 (z opracowaniem)
Literatura francuska
Lektura szkolna
7/10

Najpiękniejsza średniowieczna opowieść poetycka o miłości, która jest silniejsza nawet od śmierci.
Tristan z Lonii, siostrzeniec króla Kornwalii Marka, uwalnia kraj od irlandzkiego potwora Marhołta. W tej walce mężnego rycerza rani jednak zatrute ostrze miecza. Dzięki opiece Izoldy Jasnowłosej dochodzi do zdrowia i wraca do swojej ojczyzny. Wkrótce przybywa ponownie do kraju Marhołta, tym razem po Izoldę, przyszłą żonę króla Marka. Na statku przez pomyłkę oboje młodzi wypijają wino z ziołami, które matka Izoldy przygotowała, żeby scementować miłością związek dziewczyny ze starym królem. I tak Tristan i Izolda pokochali się na śmierć i życie. Niestety, wszystko sprzysięgło się przeciwko nim i ich uczuciu. Kochankowie próbują wprawdzie żyć bez siebie, ale jest to niemożliwe. Namiętność, która ich spala i zabija, będzie trwała wiecznie.
Joseph Bédier, wybitny historyk literatury francuskiej, stworzył swoją opowieść z kilku dwunastowiecznych zapisów - dwóch autorów normandzkich: Beroulta i Thomasa, oraz jednego autora nieznanego. Ta wersja powstała w 1900 roku i charakteryzuje się ogromnymi walorami literackimi.

No i mamy pierwszą w tym roku recenzję lektury szkolnej. Właściwie to dobrze, że język polski (a właściwie polonista) zmusił mnie do przeczytania tej książki, bo upiłam ja prawie rok temu i nie mogłam się zmobilizować do przeczytania jej. Miałam ją przeczytać na ubiegły piątek (10.02.12), ale skończyłam dopiero dwa dni temu. Dlaczego nie porzuciłam czytania w połowie, skoro termin lektury minął? Z dwóch powodów: pierwszy to taki, że pewnie i tak musiałabym ją kiedyś przeczytać, a drugi to taki, że całkiem dobrze mi się czytało.
Język choć nie najłatwiejszy i mocno odbiegający od współczesnego języka da się strawić, ba, on nie stwarza nawet specjalnych trudności. To pewnie wynika z faktu, że powstało właściwie niedawno (no, plus-minus 100 lat temu). Ale oczywiście dużą zaletą, jest też przekład Tadeusza Żeleńskiego-Boya.
Historia sama w sobie, jest także ciekawa. Choć z początku idzie trochę opornie to po kilku stronach jest się wciągniętym. Może nie jakoś tak, że oderwać się nie można, ale coś w tej książce musi być, skoro dalej się ją czyta. Ciekawa opowieść o zakazanej miłości, której nie można się postawić. Trochę ckliwe, trochę dramatyczne, trochę emocjonalne. Czyli całkiem nieźle.
"Dzieje Tristana i Izoldy" przedstawiają miłość, jako uczucie silniejsze niż śmierć. Jest to uczucie, z którym bohaterowie chcą walczyć, ale ono jest silniejsze, ono rządzi nimi. Bohaterowie nie mają wyboru, jak tylko poddać się tej otępiającej wręcz miłości.
Ogólnie książkę Wam polecam. Nie jest zła, więc możecie sobie wypełnić nią czas ;)

*********
Musze Wam się pochwalić - wygrałam książkę w konkursie Wyd. Otwartego!!! Info o konkursie znalazłam u Mola Książkowego ;) Postanowiłam wziąć udział i wygrałam. Ale fajnie! Zdjęcie wygranej wrzucę następnym razem.

Ostatnio mam wybitny spadek formy. Nie mam weny na recenzowanie (albo bardzo malutką), na czytanie czasu albo siły. Szkoła mnie wykończy -.- Przepraszam, za 'kiepskość' recenzji.
Cóż, w wakacje sobie wszystko odbiję ;)

piątek, 26 listopada 2010

[54] Antoine de Saint-Exupéry "Mały Książę"


Tytuł oryginalny: Le Petit Prince
Muza, 2008
Liczna stron: 93
Literatura francuska
7/10


„Mały Książę”, najpiękniejsza poetycka opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, bliski jest sercu każdego czytelnika dzięki swojej nieprzemijającej mądrości. Od 1943 roku jest wydawany w milionach egzemplarzy na całym świecie.

I znów lektura szkolna. Tym razem przeczytana w dwa dni.
Książka jest niebywale mądra, choć niby przeznaczona dla dzieci. Uważam, że trzeba jednak poświęcić trochę czasu na refleksje nad „Księciem” by zrozumieć jego przesłanie.
Ta książeczka zawiera w sobie opowieść, nie tylko mądrą, ale także piękną. Nawet jeśli się nie zrozumie tego głębszego sensu książki, można się zatopić w samych słowach opowiastki.
Choć to dzieło ma zaledwie 93 strony, ma aż 27 rozdziałów. Jedne krótsze, inne dłuższe.
Język jest prosty, nieskomplikowany i sympatyczny. Dobrze się czyta, płynnie, tekst nie jest naszpikowany jakimiś skomplikowanymi słowami. I bardzo dobrze.
W książce znajdziemy także fantastyczną dedykację. Bardzo mi się spodobała.
To samo tyczy się ładnych akwarel, które są ilustracjami do lektury.
Mimo tych wszystkich pozytywnych rzeczy książka nie ‘przemówiła’ do mnie. Mądra, wartościowa, piękna – owszem. Ale zabrakło mi tego wyjątkowego czegoś, tego co przyciągałoby mnie do tej książki. Tym czasem czekała aż ją przeczytam dwa i pół roku.
Niemniej jednak polecam. Ot tak dla zrelaksowania się, odetchnięcia od Sienkiewicza i jemu podobnych ;)

„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”

„Znacznie trudniej jest sądzić siebie niż bliźniego. Jeśli potrafisz dobrze siebie osądzić, będziesz mądry.”
________

Kochani! Jutro tj. 27.11.10 jadę do Poznania na etap rejonowy Wojewódzkiego konkursu J. Niemieckiego. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby jak najlepiej mi poszło ;)
Poza tym kolejna recenzja będzie jakoś w środku tygodnia, ponieważ 3.12.10 (pt) jadę na wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik. Jeżeli będziecie chcieli to opisze wrażenie i wrzucę jakieś zdjęcia ;)

wtorek, 24 sierpnia 2010

[45] Zbigniew Nienacki "Księga strachów"



Inny tytuł: „Pan samochodzik i dziwne szachownice”
Wydawnictwo Siedmioróg, 2008
Literatura polska
Ocena: 7/10

Moje zdanie:
Kiedy sięgałam po „Księgę strachów” byłam pewna, że i tym razem pan Samochodzik mnie nie zawiedzie. Miałam absolutną rację.
Tym razem pan Tomasz poszukuje pamiętnika zbrodniarza wojennego.
Powieść obfituje w niespodziewane zwroty akcji, która toczy się szybko. Jest tutaj także historia rodu Haubitzów, którą poznajemy stopniowo wraz z panem Samochodzikiem.
Prawdę mówiąc sądziłam, że książka rozpocznie się tak jak część poprzednia (Pan Samochodzik i templariusze) – główny bohater wyruszy wraz z harcerzami na poszukiwanie przygód. A tu proszę Nienacki mnie zaskoczył… Pozytywnie rzecz jasna.;)
Jednak powtarza się pewien schemat. Poza panem Samochodzikiem i harcerzami spotykamy także postacie podobne do tych z „Templariuszy”, czyli: tu Kasia z ciotką – w poprzedniej części Anka także z dziewczynką; tu Hilda – tam Karen; Kuryło – Kozłowski itp. Jednak w tej części jest trochę więcej osób hm… podłych ;)
Od mniejwięcej połowy książki sami możemy zabawić się w detektywów, główkując nad tym, kto jest ‘zdrajcą’ w Związku Tajemnej Szachownicy.
„Księga strachów” jest trzecim tomem tzw. „białej serii”. Natomiast w „czarnej serii” jest to tom dziewiąty i istnieje pod tytułem „Pan Samochodzik i dziwne szachownice”. Mnie się bardziej podoba „Księga strachów” ;)
Polecam. Szczególnie tym, którzy chcieliby przeżyć coś ciekawego w te ostatnie dni wakacji ;)
Opis:
Tym razem Pan Samochodzik poszukuje pamiętnika niemieckiego oficera. Musi jednak zmierzyć się z pozbawionymi skrupułów rywalami. Komu jeszcze zależy na odnalezieniu szokujących wyznań zbrodniarza wojennego? Kot pierwszy odnajdzie kryjówkę sprzed lat?

[Wydawnictwo Siedmioróg]
Cytaty:

„-Boże drogi – westchnąłem – To ja już dwie godziny trenuję? I ty przez cały ten czas obserwowałeś moje ćwiczenia?
- A tak – bezczelnie przyznał się Sokole Oko – Takiego kina jak żyję nie widziałem.”
__________________

Znalazłam stronę poświęconą panu Samochodzikowi -> KLIK