"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2015

[158] Sławomir Koper "Życie prywatne i erotyczne w starożytnej Grecji i Rzymie"

Bellona, 2011
Liczba stron: 326
Literatura polska
6/10

Sławomir Koper to historyk zajmujący się pisaniem książek, jak wiadomo, o historii. Nie są to jednak nudne podręczniki, a ciekawe publikacje dotyczące "zakamarków", których nie uczą w szkołach. Na swoim koncie ma książki dotyczące m. in. II RP oraz PRL-u.

To nietypowa książka, w której autor przedstawia wiele faktów pomijanych dotychczas w oficjalnych opracowaniach, naświetla wydarzenia polityczne pod kątem życia prywatnego polityków świata antycznego, nie obawia się pisać o sprawach, o których dotychczas wstydliwie milczały podręczniki. Ukazuje czytelnikowi szeroką panoramę życia erotycznego i rodzinnego w starożytnej Grecji i Rzymie, obalając wiele krążących dotychczas mitów i uproszczeń. Zajmuje się fenomenem "miłości greckiej" - heleńskiego homoseksualizmu, który zdominował całkowicie życie seksualne i publiczne antycznej Grecji. Wskazuje na związki erotyki i życia uczuciowego z życiem politycznym, z najważniejszymi wydarzeniami. Nie wiadomo bowiem jak potoczyłaby się historia świata starożytnego, gdyby nie słabości i upodobania niektórych władców i wodzów.

sobota, 5 lipca 2014

[137] Ewa Formella "Leśniczówka"

Warszawska Firma Wydawnicza, 2012
Liczba stron: 122
Literatura polska
6/10

Ewa Formella to polska współczesna pisarka mieszkająca od ponad 30 lat w Trójmieście. Zadebiutowała wydaną w 2011 roku "Leśniczówką". Swoje książki wydaje w formie papierowej oraz e-booków poprzez self - publishing. W swoim dorobku literackim ma również takie powieści jak "Lawenda", "Jutra nie będzie" oraz "Pamiątka z Paryża". Znajdziecie ją nie tylko na stronie zalinkowanej na początku, ale również na blogu Książki Idy.

Emilia, trzydziestoletnia wdowa z trojgiem dzieci, przyjeżdża do odziedziczonej po rodzicach leśniczówki. Musi na nowo poukładać swój świat. Zadanie to niełatwe, zwłaszcza że postanowiła poszukać szczęścia w kompletnie obcym dla siebie otoczeniu. Jednak już pierwszego wieczoru wyraźnie czuje magię tego niesamowitego miejsca, obcość ustępuje bliskości, strach przed nowym i nieznanym ulatuje, a duszę ogarnia nieziemski spokój. Dom promieniuje tajemniczą, ale pozytywną aurą. Dzięki temu Emilia będzie w stanie nie tylko zmierzyć się teraźniejszością, lecz także ze swoją przeszłością – bolesną i traumatyczną, pozwalającą jednak odnaleźć własną tożsamość.

Jeśli chodzi o polskich autorów to nie żywię do nich urazy, nawet jeśli na mojej czytelniczej drodze stanęły niegdyś jakieś nieciekawe powieści, więc chętnie sięgnęłam po debiut powieściowy Pani Ewy Formelli. Spodobał mi się tytuł, nie powiem, leśniczówka kojarzy mi się bardzo przyjemnie. Opis również jest interesujący. Co skrywa się za tą prostą okładką?

Otóż, skrywa się za nią dość interesująca historia, choć spodziewałam się czegoś nieco innego, ale to rozwiązanie, które zastałam również było dobre. Oczekiwałam wstępu, na który będzie się składać opis życia Emilii z mężem, tego co niszczyło jej życie. Powieść zaczyna się jednak inaczej, ale interesujący mnie wątek nie zostaje pominięty (na szczęście!), ale jest opowiedziany przez narratora w dalszej części książki, a właściwie książeczki.

Ta publikacja ma 122 strony papierowe, w PDF jest to 96 stron, zatem jest to objętościowo niewielka pozycja, co jest jej minusem i ma wpływ na całokształt opowieści. Odczuwam niedosyt, bowiem wątki zostały zredukowane, są krótkie i słabo rozwinięte. Aż się prosi o pogłębienie wątku znajomości Emilii i Mariusza. Podobał mi się też wątek rozdartego między pasją a miłością brata głównej bohaterki, ale tu mogę wybaczyć redukcję wątku, zresztą, całkiem fajnie został on skonstruowany. Minusem dla mnie było też to, że tchnęło mi tu trochę naiwnością. Kobieta, której życie było dotychczas dość traumatyczne szybko zdobywa przyjaciół, zadomawia się w leśniczówce, wchodzi w bliskie relacje z innymi postaciami. Coś tu mi zgrzyta na tym polu.

I najważniejsze - główną rolę odgrywa tu pewna tajemnica mająca związek z naszą główną bohaterką. Rozwiązuje się ona dopiero na ostatnich stronach, a czytelnik ma możliwość bawienia się w detektywa i doszukiwania się rozwiązania. Sama miałam swój typ na rozwiązanie tej zagadki, sprawdził się on pośrednio. Nie będę uchylać rąbka tajemnicy, gdyż to może przeszkodzić w lekturze :) Dobrze, że autorka rozwiewa domysły na końcu niemal, odbiorca z niecierpliwością oczekuje odpowiedzi na pytania "Kto? Dlaczego? O co tu chodzi?". Pisarka trafiła tez z postacią - aktualnie na rynku chyba co druga historia opiera się na tym, że beztroska młoda kobieta wyjeżdża na odludzie by odkrywać siebie (czy inne rzeczy/miejsca) i spotyka swoją wielką miłość życia, a potem żyją długo i szczęśliwie. Schemat znany, powielany, generalnie sympatyczny, ale nie w takich hurtowych ilościach. A tu coś nieco innego. Kobieta z trójką dzieci, dwójką psów i niezłym bagażem życiowym wyrusza do odziedziczonej leśniczówki, która na dodatek się nieco straszy. A w nowym miejscu czeka kilka innych ważnych wyzwań. Niby niewielkie nowatorstwo w popularnym schemacie, a cieszy czytelnika.

Generalnie debiut to dość dobry, choć czytywałam lepsze (i gorsze, wiadomo). Minusem jest objętość, kiepsko rozbudowane wątki poboczne, lekka naiwność. Plusy to dobrze poprowadzony główny wątek dotyczący tajemnicy, a także nieco zmieniony schemat powieściowy ostatnio bardzo spopularyzowany, co było dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem, za co wielki plus. Jest to powieść na jedno popołudnie, szybką ją przeczytacie. Jeśli ktoś ma ochotę odetchnąć i zaszyć się gdzieś z książką lekką, ale nie zupełnie odmóżdżyć to polecam "Leśniczówkę", a jeżeli macie dość szablonu, o którym pisałam wcześniej to też znajdziecie w tej powieści coś dla siebie.

Za książkę dziękuję autorce, Pani Ewie Formelli :)

piątek, 7 lutego 2014

[124] Beata Pawlikowska "Blondynka w Kambodży"

G+J RBA, 2010
Liczba stron: 92 (plus wklejki ze zdjęciami) 
Literatura polska
6/10
 
Myślę, że Beaty Pawlikowskiej nie trzeba nikomu szczegółowo przedstawiać, ale tak dla pewności - jest to polska podróżniczka, pisarka, felietonistka, która zwiedziła i zobaczyła kawał świata.

Krokodyle, węże i ryż, świątynia Angkor Wat i miasto w dżungli, Bolesław Chrobry, Harry Potter, okrutny świat Czerwonych Khmerów i Tonle Sap, czyli wioska na jeziorze.

Był czas, że szalałam za serią "Dzienniki z podróży", więc przyjaciółka uznała za stosowne sprezentować mi kiedyś na Gwiazdkę ten tomik z serii, który przeczytałam dopiero niedawno. Dość zachwycona zabrałam się za tę pozycję, jednak z miarę czytania początkowy zachwyt stopniowo zanikał.

Zacznę jednak od tego, co mi się podobało. Przede wszystkim przedstawienie Tonle Sap - wioski na jeziorze. Wenecja przy tym to nic. To wioska czy też miasteczko to naprawdę coś! Nie ma dróg, ale są łódki będące jedynym środkiem komunikacji. Wszytko jest zorganizowane jak w normalnym mieście - są sklepy, są domy i tak dalej. Po prostu życie. Kolejnym atutem tej książki jest dla mnie historia Kambodży w pigułce. Autorka przedstawia kraj w czasie rządów Czerwonych Khmerów. Nie ukrywam, że właśnie ten rozdział czytałam z największą uwagą i zainteresowaniem (wiedza po przeczytaniu tego rozdziału okazała się pomocna na historii). Spodobało mi się to, że pani Pawlikowska posłużyła się tu fragmentami książki Loung Ung pt. "First They Killed My Father". Ponieważ ta pozycja nie została przełożona na język polski jeszcze wówczas (może już przetłumaczyli?) pani Beata sama tłumaczyła fragmenty. No i oczywiście wielkim plusem książeczki o Kambodży są niezwykłe zdjęcia, rysunki i ilustracje, a wszystko to autorstwa podróżniczki.

Tyle pozytywów, a teraz o tym co zepsuło mi mój ogólny zachwyt. Minusem było irytujące powtarzanie znaczenia słowa "Angkor" (zasadniczo jest to po prostu 'miasto'). Myślę, że czytelnicy są na tyle bystrzy, że raz przeczytana informacja trafi do nich. To było serio irytujące. Nie podobał mi się też chaos panujący w tych zapiskach. Rozumiem, że to zapiski z podróży i to oczywiste, że nie będzie tu wzorowego porządku, ale tym razem ten bałagan absolutnie mnie przerósł. Poza tym generalnie tym razem ta podróżnicza książeczka nie wniosła nic ciekawego do mojego życia. Szkoda. 

Generalnie sądzę, że jest to najsłabsza pozycja z podróżniczych relacji z tej serii, które dotychczas miałam szansę przeczytać. Nie zostały mi tu zafundowane niezwykłe przeżycia, a szkoda, bardzo szkoda.

czwartek, 5 grudnia 2013

[117] Ewa Nowak "Rezerwat niebieskich ptaków"

Egmont, 2008
Liczba stron: 311
Literatura polska
6/10

Rodzina Sary Wieckiej, nastolatki z Warszawy, z dnia na dzień stała się niewyobrażalnie bogata. Poznajemy ich w momencie, kiedy przywykli już do swojej zamożności. Jak radzić sobie z nadmiarem pieniędzy? Wieccy zdają się nie mieć żadnego sensownego pomysłu. Sara ma tak dużo problemów, że nie starcza jej czasu, by choć przez chwilę poważnie pomyśleć o swoim życiu.
Tym razem mamy okazję wejść w świat nastolatków z najzamożniejszych polskich rodzin. Akcja powieści toczy się w ekskluzywnej, elitarnej szkole, w której czesne i warunki nauki przekraczają polskie standardy. Czy jest sens marzyć o chodzeniu do takiej szkoły? Po lekturze powieści odpowiedź nie jest już taka oczywista...

Mam za sobą kolejny tom "Miętowej" serii pani Ewy Nowak. Już tradycyjnie książka wypożyczona została pod wpływem chwili, przeczytana równie szybko. Czy zachwyciła tak jak poprzednie tomy? Raczej nie, ale o tym w dalszej części recenzji.

Mimo że z chęcią i ciekawością przewracałam kolejne strony powieści, to bohaterowie nie zachwycili mnie. Żadna z tych postaci nie stała mi się bliska, nie poczułam tej nici porozumienia, nie było też szansy na utożsamienie się z charakterem, osobowością czy postępowaniem któregokolwiek z bohaterów zbudowanych przez panią Ewę. Myślę, że jednym z powodów było to, że historia dotyczy w dużej mierze nastolatków z nieprzyzwoicie bogatych rodzin. To zaciąga lekką egzotyką ;)

Spora część akcji rozgrywa się w "drugim domu" każdego nastolatka - w szkole. Spodobał mi się opis biblioteki. Kanapy, poduszki i książki... Takie szaleństwo ;) A skoro szkoła to i nauczyciele. Za pomocą postaci Tempery i Bystrej i ich kontaktu z uczniami (i ich rodzicami również...) autorka pokazała ciekawy aspekt  - autorytety w życiu młodego człowieka. Bystra to świetna nauczycielka, polonistka z pasją, wydaje mi się, że naprawdę lubi to, co robi. Jednak czy prywatnie jest równie fantastyczną osobą? Czy jest warta tego, aby być wpatrzonym w nią jak w obrazek? Zawsze są dwie strony medalu. A plastyczka Tempera? Nikt jej nie lubi, uczniowie mają dosyć jej i jej idiotycznych zadań domowych. Zdaje się, że za jej zachowaniem, nauczycielskim bytowaniem, za byciem szkolną zołzą stoi jakiś powód. Czasem warto dokładniej przyjrzeć się niektórym ludziom i sytuacjom.

Podsumowując, mimo że "Rezerwat niebieskich ptaków" nie pochłonął całej mnie podczas czytania, to nie jest to powieść zupełnie bezwartościowa. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy z serii "Wszystko tylko nie mięta".

sobota, 29 grudnia 2012

[102] Krzysztof Bielecki "Rekonstrukcja"

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2012
Liczba stron: 222
Literatura polska
6/10

Krzysztof Bielecki to autor m. in. "Miasto to gra" oraz dosyć głośnego "Defektu pamięci", który podbił serca wielu z nas. 1. grudnia 2012 roku ukazała się kolejna książka - "Rekonstrukcja" będąca po trosze zbiorem opowiadań i jednocześnie powieścią projekcyjną. 
  
„John Johnson znika. Tak po prostu. A jego przyjaciel zaczyna go szukać i próbuje rozwikłać zagadkę nad wyraz tajemniczego zaginięcia. Cały czas pozostaje przy tym we wnętrzu pociągu, do którego wsiedli przecież razem. Tylko, że pociąg ten nie jest po prostu pociągiem. To maszyna, która służy do zupełnie innych celów. Wszyscy jej pasażerowie za czymś tęsknią i nie uwierzysz, co jest powodem przepełniającej ich nostalgii. »Rekonstrukcja« to opowiadanie, które będziesz musiał przeczytać bardzo, bardzo uważnie, jeśli zechcesz odkryć wszystkie jego niuanse.” 
 
„Psychologowie mawiają o testach projekcyjnych, niejednoznacznych obrazach i zdaniach, w których każdy może dostrzec coś innego, to, co sam chce zobaczyć. Na pewno kojarzysz plamy atramentowe i pytanie, co pan tu widzi. Jeśli chcesz zrozumieć istotę tej opowieści, spójrz na »Rekonstrukcję« jak na literacki test projekcyjny.”

Cóż... Chyba po raz pierwszy przy pisaniu recenzji, nie wiem co napisać. To było... dziwne. tak dziwne, że nie bardzo wiem co się dzieje w mojej głowie. Jedno jest pewne - od dosyć długiego czasu czegoś tak osobliwego nie miałam okazji czytać. Bo gdzie tu znaleźć takie wariackie twory? ;)

Książka, choć bardzo nietypowa, zaintrygowała mnie, więc nawet jeżeli czegoś nie załapałam albo coś mnie zdenerwowało to czytałam dalej, bo byłam ciekawa co się wydarzy i o co w zasadzie tu chodzi. I gdyby zrobić burzę mózgów w towarzystwie osób, które przeczytały "Rekonstrukcję" zapewne byłoby kilka ciekawych rozwiązań zagadki. Coś dokładnie jak w testach projekcyjnych - pokazują Ci kartkę z kleksem i pada pytanie co widzisz. Odpowiedzi mogą być różne, każdemu coś innego rzuci się w oczy. Tak jest i w tym przypadku.

W swoistym wstępie autor zwraca czytelnikowi uwagę na dowolną kolejność czytania opowiadań. Można zacząć od środka, od końca, jak kto woli. Ja czytałam klasycznie, po kolei, unikając "skakania" po kartach książki. Chyba najbardziej zrozumiałe i proste w odbiorze było opowiadanie "Białe kłamstwa", które moim zdaniem odbiegało nieco od reszty, choć z jakiś sposób było podobne. Natomiast przy "Czerwonych ustach" pogubiłam się zupełnie i przestałam ogarniać kto z kim i z czym. Ciekawe było również ostatnie, tytułowe opowiadanie "Rekonstrukcja". Interesująca była "pociągowa" historia Louisa Le Prince'a.

Słowem: intrygujące dziwności. Sami musicie zdecydować czy chcecie przeczytać tę książkę. Czytając ją trzeba ruszyć mózgiem i go nie wyłączać, bo można się pogubić. Język jest prosty, nie ma udziwnień językowych. Jednak to co się dzieje w tych opowiadaniach jest dosyć specyficzne i bardzo różne od "Defektu pamięci".

Za książkę dziękuję panu Krzysztofowi Bieleckiemu. ;)
__________

Szczęśliwego Nowego Roku!  Do zobaczenia w 2013 ;)

środa, 22 lutego 2012

[89] Sara Giovi "Paweł i Sara. Miłość silniejsza od śmierci."

Paolo e Sara. Un amore piu forte della morte.

Jedność, 2004
Liczba stron: 142
Literatura włoska
6/10


Książka ta opowiada historię wielkiej, autentycznej miłości Pawła i Sary. Łączące tych dwoje ludzi uczucie jest pod każdym względem wyjątkowe - uskrzydlające, oparte na radości wspólnego życia.

Ten tydzień spędzam u siostry. Na jej półce z książkami zawsze można znaleźć coś ciekawego. Tym razem wpadła mi w ręce ta oto niewielka książeczka. Choć była mało pozytywnie oceniania przez moją siostrę, która zaczęła ją czytać i nie skończyła, to postanowiłam ją przeczytać jako przerywnik w czytaniu (czy też męczeniu) "Boskiej komedii". Obyło się bez niespodzianek i fajerwerków, ale było nieźle.
Z przedmowy dowiadujemy się, że Sara i Paweł byli nauczycielami, poświęcili swoje życie uczeniu i wychowaniu wielu młodych ludzi, ponieważ sami nie mieli dzieci. On nauczyciel historii i filozofii w liceach, ona nauczycielka w szkole podstawowej. W przedmowie znajdziemy również zdanie, które opisywało to, czym dla nich było małżeństwo - "W miłości małżeńskiej widzą fascynujący ślad miłości Boga (...)".
Zarówno oni, jak i ich miłość zostają poddani ciężkim próbom. Utrata trojga maleńkich dzieci, nieudana adopcja. Następnie ciężka choroba Pawła, długie leczenie, a w końcu jego śmierć. Oni jednak nie poddawali się, znajdowali oparcie w przyjaciołach i w swoim ukochanym Panu.
Książka jest pamiętnikiem. Pierwsza część (czy też rozdział, nie wiem jak to nazwać) zawiera wpisy i Pawła, i Sary. Krótsze, dłuższe. Mówią one o wzajemnej miłości, tęsknocie, o życiu, o walce z negatywnymi cechami charakteru i odkrywaniu Boskiego planu. Kolejna część to notatki tylko Pawła, który już chorował. Pisze o wsparciu i poświęceniu żony, o chorobie, leczeniu i wracaniu 'do siebie'. Następny rozdział to pamiętnik Sary, która pokładając ufność w Bogu, wiernie trwa przy mężu pielęgnując go do samego końca. Dwa kolejne rozdziały to kilka stron o życiu Sary po utracie Pawła. Ostatni rozdział zawiera wspomnienia przyjaciół.
Książka ukazuje dzieje niezwykłego małżeństwa, które pokłada głęboką ufność w Bogu. Całkowicie poddają się woli Boskiej i planowi jaki ma wobec nich Pan. Kiedy czytałam tę książeczkę na myśl przyszła mi inna literacka para, a mianowicie Marek Winicjusz i Ligia Kallina ("Quo Vadis" H. Sienkiewicz). Oni także swą miłość przeżywali w obliczu Boga.
Generalnie książkę mogę Wam polecić, będzie dobrą odskocznią od 'cięższych' lektur.

"Pierwszym powołaniem każdego jest miłość: gdzie brak miłości, tam pustynia, zniszczenie, katastrofa."

czwartek, 25 sierpnia 2011

[75] Mark Twain "Pamiętniki Adama i Ewy"

Diaries of Adam and Eva

Zielona Sowa, 2004
Liczba stron: 46
Literatura amerykańska
6/10

Marka Twaina zna chyba każdy. Nim poświęcił się pisarstwu, był m. in. pilotem parowców a także pochłonęła go gorączka złota. Powieści, które sprawiły, że Twain wpisała się w klasykę to "Przygody Tomka Sawyera" oraz "Przygody Hucka". Ogromną popularność zdobyła także książka "Książę i żebrak". Pisarstwo Twaina charakteryzuje się niezwykłym poczuciem humoru oraz sarkastycznym podejściem do opisywanych zdarzeń (które często nawiązują do czasów współczesnych pisarzowi).

"Pamiętniki Adama i Ewy" to dwuczęściowa, genialna miniatura literacka, w której opowieści o życiu pierwszych rodziców towarzyszą subtelne tony humoru i wzruszenia. Książka, zawierająca wątki autobiograficzne, jest błyskotliwą analizą natury kobiety i mężczyzny, a przede wszystkim hołdem złożonym wiernej i bezinteresownej miłości.

"Pamiętnik Adama" zaczyna się od komentarza na temat Ewy. Pozostała część notatek pierwszego mężczyzny również koncentruje się wokół kobiety. Ewa strasznie irytuje Adama. On chowa się prze nią gdzie tylko może, unika jej. W zabawny sposób opisuje swoje uczucia, czy też raczej odczucia, wobec Ewy. Adam w ciekawy sposób opisuje również pojawienie się dzieci.
Natomiast "Pamiętnik Ewy" rozpoczyna się w momencie stworzenia kobiety. Ewa opisuje siebie i Rajski Ogród, w sposób nasuwający spojrzenie małego dziecka, które poznaje poznaje świat. Bohaterka wszystko wokół siebie chce uporządkować nazywając zwierzęta, rośliny, góry i pagórki. Jest żywa, pogodna, lecz kiedy Adam okazuje jej obojętność jest niepocieszona. Ewa znajduje w Edenie przyjaciółkę - własne odbicie w tafli wody. Chce dobrze, choć nie zawsze tak wychodzi.
Wyganiu z Raju, wężowi i Bogu autor nie poświęcił więcej niż kilka linijek. Głównym przesłaniem tekstu jest miłość kobiety i mężczyzny, Adama i Ewy. Ich wzjaemną milość odwzorowują ostatnie wpisy w pamiętnikach pierwszych ludzi. Czują, że choc bardzo się różnią nie mogą bez siebie żyć o czym mówi jedno ze zdań "Pamiętnika Adama" :
"Po wielu latach przyznaję, że byłem w błędzie, jeśli chodzi o Ewę. Lepiej jest bowiem żyć poza rajem z nią niż w raju bez niej."
Plusem tej ładnie opisanej historii jest humor. Wszystkie wydarzenia tu opowiedziane są zabawne - odkrycie ognia przez Ewę, czy też historia z dziećmi. Twain zawarł w "Pamiętnikach..." także sympatyczną opowiastkę o miłości. Lecz poza tymi dwoma rzeczami nie znalazłam niczego co by mnie jakoś mocno urzekło. Zapewne gdybym nie musiała raczej bym nie przeczytała.
Wyjątkowo nie namawiam Was do przeczytania. Choć humor Twaina jest wart tej godziny popołudnia... ;)

środa, 2 lutego 2011

[61] William Shakespeare "Romeo i Julia"


Tytuł oryginalny: The Tragedy of Romeo and Juliet
Zielona Sowa, 2008
Liczba stron: 133
Literatura angielska
Lektura szkolna
6/10

Tragedia miłosna "Romeo i Julia", powstała w 1595 r., jest jednym z najsłynniejszych i najczęściej grywanych dramatów Szekspira. Tragiczne losy młodych bohaterów poddanych działaniu Fatum, urok i wdzięk ich postaci, poetyckie piękno monologów lirycznych mówiących o miłości - to uniwersalne i nieprzemijające walory utworu uważanego za arcydzieło literatury dramatycznej.

Z pewnością każdy z nas słyszał o miłości Romea i Julii. Historia chyba najsłynniejszej pary kochanków stała się szkolną lekturą, mniej lub bardziej lubianą przez uczniów i polonistów. Dla mnie samej ta szekspirowska tragedia nie będzie tą ulubioną. Ale mimo wszystko z Szekspira nie zrezygnuję.
W całej tej pisaninie znalazłam tylko 18 linijek, które tak naprawdę mi się podobały. Był to prolog i cztery ostatnie linijki dramatu. Czyli zaczęło się ładnie i ładnie się zakończyło. A co ze środkiem? Cóż prawdę mówiąc średnio.
Nie chodzi mi tu o sam styl pisania czy słownictwo, bo to jakimś wielkim problemem dla mnie nie było. Podział na role, sceny, akty, dialogi pisane wierszem, czyli to, czym charakteryzuje się dramat mi nie przeszkadza. Chodzi mi tu jednak o ta całą niedorzeczność tej miłości. Romeo i Julia, podczas całej tragedii, spotkali się ledwie parę razy i zakochali się w sobie. Ja rozumiem, że miłość od pierwszego wejrzenia, że trafiła ich strzała Amora etc. Ale bez przesady. Chociaż jestem skończoną romantyczką, historia dwójki młodych mieszkańców Werony nie urzekła mnie. Czasem zastanawiałam się czy ja czytam tragedię, czy może jej parodię.
Chyba najbardziej podobał mi się wątek tych zwaśnionych rodów. Tej nienawiści, która zaprowadziła na łono Abrahama Romea, Julię i paru pozostałych bohaterów.
Moim ulubionym momentem jest chwila, w której Capulet i Monteki podają sobie ręce. To chyba taki najbardziej urzekający fragment w całej lekturze.
To co mi się nie podobało, Szekspir zrekompensował mi, już wspomnianym, prologiem. Fanom tragedii, w szczególności szekspirowskiej, polecam. Tym, którzy za tragediami nie przepadają, proponuję, żeby ten czas poświęcili na coś innego.

„Posępną zgodę ten ranek nam wieści
Słońce z żałości skryło się, choć dnieje;
Bo nie słyszano dotąd opowieści
Smętnej jak Julii i Romea dzieje.”

czwartek, 12 sierpnia 2010

[43] Elżbieta Jodko-Kula "Karina"



Wydawnictwo Skrzat, 2009
Literatura polska
Ocena: 6/10

Moje zdanie:
Bo całej masie literatury zagranicznej oraz dość osobliwym „Milczeniu owiec” miałam ochotę na coś lekkiego, najlepiej polskiego. Miejscowa biblioteka spełniła moje oczekiwania.
Sięgnęłam po „Karinę”, ponieważ już kiedyś zetknęłam się z tą autorką. I tym razem się nie zawiodłam.
Książka jest cienka (133 str.) więc czyta się szybko. Język jest prosty, nieskomplikowany, nie znajdziemy tu zbędnych udziwnień i upiększeń.
Jest to kolejna pozycja z serii „Nastoletnie problemy”. Tym razem spotykamy Karinę, która nie potrafi zaaklimatyzować się w nowym miejscu zamieszkania. Dziewczyna jest zamknięta w sobie, ulega szantażowi, nie chce rozmawiać o swoich problemach i uczuciach z rodzicami.
Książka nie dotyczy tylko Kariny, ale także zachowania klasy wobec dziewczyny. Uczniowie są – jakby nie patrzeć – sterroryzowani przez jedną ze swoich koleżanek.
Książkę warto przeczytać choćby ze względu na zakończenie.
Opis:
Karina nie może się odnaleźć w nowym środowisku. W szkole jej dokuczają, sama nie ma przyjaciół, czy choćby bliższych znajomych. Czy znajdzie w sobie siłę, by sprzeciwić się prześladowaniom?
Cytat:
„Mimo iż mieszkała tu od ponad roku, to nie miała żadnej bliższej koleżanki. (…) Stopnie miała dobre, bo uczyła się całymi popołudniami. Co zresztą miała robić? Ile i o czym można rozmawiać z mamą? W kółko o szkole?”

piątek, 18 czerwca 2010

[25] J. K. Rowling "Baśnie Barda Beedle'a"



Wydawnictwo Media Rodzina, 2008
Literatura angielska
Ocena: 6/10

Moje zdanie:
Ta książka Rowling jest świetnym dopełnieniem sagi o przygodach Pottera. Wspominane w siódmym tomie baśnie Beedle’a poznajemy dokładnie. Całą ich treść. Książka mieści 5 baśniowych opowieści. Mnie najbardziej podobała się „Fontanna Szczęśliwego Losu” i oczywiście „Opowieść o trzech braciach”. Uważam jednak, że komentarze Dumbledore’a mimo swej interesującej treści są za długie. Polecam wszystkim wielbicielom magicznego świata stworzonego przez Rowling. Sądzę, że miłośnicy braci Grimm też się nie zawiodą.
Opis:
Książka zawiera 5 różnych baśni. Każda z nich jest inna, w każdej spotkamy postacie o innych charakterach. Dobre i złe. Głupie i mądre. Z każdej baśni wypływa morał. Komentarze Albusa Dumbledore’a ujawnią wiele ciekawych sytuacji z życia szkoły. Książka bardzo ucieszy każdego fana twórczości J. K. Rowling,
Cytat:
„Zapłać mi owocem swojej pracy”

czwartek, 17 czerwca 2010

[14] Henryk Sienkiewicz "Latarnik"



Wydawnictwo Greg, 2007
Literatura polska
Lektura szkolna
Ocena: 6/10

Moje zdanie:
Nowela. Jedna z, kilkunastu jakie przeczytałam (nie tylko Sienkiewicza). I nie wyrażę się o niej ani zachwytami, ani bluźnierstwami. Nowele raczej nie podchodzą mi, a jeśli już to musi być to coś nietuzinkowego. „Latarnika” zaliczam jednak do nowel, które oceniam na jakiś tam ‘plus’. Chyba ze względu na wątek mocno patriotyczny. No i te fantastyczne opisy. Krótkie, a więc polecam na wieczór.
Opis:
Skawińskiemu, wieloletniemu tułaczowi, nie jest obca żadna praca. Chcąc spokoju zostaje latarnikiem w Aspinwall. Gdy już zaczyna tam normalnie żyć i zaczyna wierzyć w koniec życiowej tułaczki. Jednak los znów krzyżuje jego plany. Czy Skawiński zostanie w Aspinwall? Czy będzie musiał wrócić do swej tułaczki?

środa, 16 czerwca 2010

[4] Shaine Cassim "Felix i ja"



Tytuł oryginalny: „Felix Delaunay et moi”
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2007
Literatura francuska
Ocena: 6/10

„Felix i ja” jest książka dla młodzieży. Napisana została przez francuską pisarkę S. Cassim.
Cécile Dupré bardzo przeżyła wyjazd z ukochanego Bordeaux, do stolicy Francji. Wydaję jej się, że nie wytrzyma w Paryżu tygodnia. Jednak zawsze jest przy niej jej wujek Clement. Potem całkiem przypadkiem zapoznaje się z Isabelle. Spotyka także tytułowego Felixa. Chłopak zachowuję się… dziwnie, można by rzec. Natomiast Clement poznaje piękną Agathe… Co połączy Cile i Felixa? Dlaczego chłopak tak dziwnie się zachowuje? Jak zakończy się znajomość Clementa i Agathe?
Książka jest cienka. Swobodny język, zabawne sytuacje. Klimat Paryża urzeka, mimo, że miasto może wydawać się zblazowane i przereklamowane. Po za tym lubię książki z francuskimi i angielskimi miastami miasteczkami w tle. Ładnie napisana lekka lekturka, obowiązkowa na lato, szczególnie dla tych, którzy nie mogą się spędzić tam wakacji. „Felix i ja” jest przeze mnie nazywana książką ‘jednopopołudniową’.