"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett

piątek, 20 grudnia 2013

[119] Mary i Carol Higgins Clark "Bądź mi zawsze ku pomocy"

He Sees You When You're Sleeping
Prószyński i S-ka, 2001
Liczba stron: 157
Literatura amerykańska
5/10

Mary Higgins Clark to jedna z popularniejszych amerykańskich współczesnych pisarek. Pisze powieści sensacyjne wzbogacone elementami obyczajowymi, jest autorką m. in. "Pustej kołyski" i "Najdłuższej nocy". Carol Higgins Clark to córka Mary i jest autorką "Brylantowego legatu".

Sterling Brooks nie był złym człowiekiem, ale też nie prowadził przykładnego życia. Zaabsorbowany sobą i swoimi sprawami, nie zwracał uwagi na innych ludzi, toteż po śmierci bardzo długo tkwił w niebiańskiej poczekalni. Wreszcie Wielka Rada ogłasza werdykt: Sterling musi wrócić na Ziemię, gdzie ma dowieść swoich zalet, pomagając komuś w potrzebie. Pojawia się więc na Manhattanie, na ślizgawce w centrum Rockefellera. Zbliża się Boże Narodzenie i wszyscy wokół są zadowoleni, ale wśród łyżwiarzy jest pewna bardzo smutna dziewczynka. Może to jej ma pomóc Sterling Brooks?
Trzymająca w napięciu, a jednocześnie zabawna i pełna ciepła opowieść jest idealną lekturą nie tylko na święta.

Szukałam w bibliotece jakiejś ciekawej niezbyt grubej książki o tematyce świątecznej. jakiś kryminał z choinką w tle, miłość między bombką a dzwoneczkiem lub przemiana życia przy kolędowym akompaniamencie. Ostatecznie zgarnęłam z półki właśnie "Bądź mi zawsze ku pomocy" Mary i Carol Higgins Clark. Liczyłam na anielską opowieść o odkupieniu win, przywracaniu nadziei i spełnianiu marzeń. Chyba trochę się przeliczyłam.

Panie Clark zafundowały mi prawie 160 stron historii nie - do - końca świątecznej. Był anioł - nieanioł, nieszczęśliwa dziewczynka i teoretycznie święta. Teoretycznie bo świąteczny jest początek, kawałek środka i koniec. Za to jest mnóstwo retrospekcji i powrotów do przeszłości, która działa się np. latem. Klimat świąt gdzieś mi uleciał z tej książki...

Najciekawszym z bohaterów wydawał mi się Roy. Niby postać epizodyczna, poboczna, ale chyba najmądrzejsza, najbardziej intrygująca. Chciałabym spotkać Roya w rzeczywistości. Interesująca była też Niebiańska Rada, chociaż żałuję, że autorki nie sprecyzowały jacy dokładnie (z imion i nazwisk) zasiadali w niej święci. Szkoda trochę. Ale sama kreacja nieba, Rady, Aniołów była całkiem niezła. Trochę nierealne wydało mi się to, że osoby, którym ukazał się Sterling od razu uwierzyły, że jest, hm, aniołem. Rozumiem, ze Marissa - jest dzieckiem, taka natura. Ale państwo Santoli, tak bez słowa, bez reakcji prawie to przyjęli? Nie pasuje mi tu to.

Suma sumarum: Nie poczułam świąt po lekturze tej książki. Za dużo kryminału, za mało Gwiazdki. W ogóle brakuje tego i owego. "Bądź mi zawsze ku pomocy" pozostaje, moim zdaniem, daleko w tyle za książkami takimi jak "Boże Narodzenie w Lost River", "Noelka" czy kultowa i tradycyjna "Opowieść wigilijna". Lepiej sięgnijcie po te tytuły i dajcie się ponieść tym niezwykłym grudniowym świętom :)

sobota, 14 grudnia 2013

[118] Krzysztof Bielecki "I nagle wszystko się kończy"

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2013
Liczba stron: 300
Literatura polska
9/10

Krzysztof Bielecki to autor nietuzinkowych książek wydawanych nakładem własnym. Wcześniej napisał m. in. "Miasto to gra", "Defekt pamięci" oraz "Rekonstrukcję", która zafundowała czytelnikom mocne wrażenia. "I nagle wszystko się kończy" to kolejna książka pisarza, na którą składają się dwadzieścia trzy opowiadania.
„– Magiczne, dziwaczne, zaskakujące, pomysłowe, tajemnicze, jedyne w swoim rodzaju. Takie są opowiadania zebrane w niniejszym zbiorze. Pomysłów jest tu tak wiele, że starczyłoby ich na kilkadziesiąt książek – Trudie Rainbolt odczytała tekst z tylnej okładki. Następnie jeszcze raz spojrzała na front i wymówiła tytuł: «I nagle wszystko się kończy»…
Okładka wyglądała intrygująco. Kojarzyła się z obrazem kontrolnym pojawiającym się na ekranie telewizora po zakończeniu emisji programu.
Trudie Rainbolt siedziała wraz z Simone Thunderfield na krawędzi dachu najwyższego drapacza chmur w mieście. Ich ubrania łopotały na wietrze. Noc była gwiaździsta i bezchmurna. Dziewczyny przychodziły tam co noc. Wyraźnie na coś czekały, ale to usilnie nie chciało nadejść.” 


Tym razem pan Krzysztof Bielecki funduje czytelnikom mniej psychodeliczną jazdę niż przy "Rekonstrukcji". Opowiadania zaserwowane tutaj są lżejsze niż zamieszczone w poprzedniej pozycji. Oczywiście nietypowy sposób kreowania świata się nie zmienił, lecz to co pojawiło się w tym zbiorze nie jest tak hardcorowe. Tu panuje raczej bajkowy czy baśniowy klimat, dość eteryczny nawet. Spokojnie, spokojnie - jest tak samo ciekawie jak zawsze :)

Z zafascynowaniem przeczytałam niemal wszystkie opowiadania. Z jednym już miałam styczność, a mianowicie czytałam "Różne oblicza wszechmocy". Była to bardzo fajna przygoda i z przyjemnością przeczytałam tę historię po raz wtóry. Natomiast opowiadanie pt. "Olimpiada" nie przeczytałam, nie dałam sobie po prostu rady z tą historią. Ciężko mi to szło, a nie chciałam stopować czytania reszty zbioru.

Historie zaprezentowane tutaj - tak jak wynika to z tytułu - kończą się nagle, niespodziewanie. Wiadomo, siedzę sobie, czytam, dałam się wciągnąć któremuś z opowiadań a tu... Koniec! W wyniku tego moja wyobraźnia była wciąż w stanie trwającego zdziwienia. Ale tym razem było to pozytywne zadziwienie :) 

Polecam te lekkie opowiadania osobom, które chcą rozpocząć swoją przygodę z twórczością Krzysztofa Bieleckiego. Jak na pierwsze podejście powinny być odpowiednie, mim skromnym zdaniem. Jednakże sądzę, że miłośnicy i fani historii autorstwa Pana Bieleckiego też się na tej pozycji nie zawiodą. Gorąco polecam i czekam na kolejne książki tego nietuzinkowego i intrygującego polskiego pisarza. 

Za książkę dziękuję panu Krzysztofowi Bieleckiemu :)

czwartek, 5 grudnia 2013

[117] Ewa Nowak "Rezerwat niebieskich ptaków"

Egmont, 2008
Liczba stron: 311
Literatura polska
6/10

Rodzina Sary Wieckiej, nastolatki z Warszawy, z dnia na dzień stała się niewyobrażalnie bogata. Poznajemy ich w momencie, kiedy przywykli już do swojej zamożności. Jak radzić sobie z nadmiarem pieniędzy? Wieccy zdają się nie mieć żadnego sensownego pomysłu. Sara ma tak dużo problemów, że nie starcza jej czasu, by choć przez chwilę poważnie pomyśleć o swoim życiu.
Tym razem mamy okazję wejść w świat nastolatków z najzamożniejszych polskich rodzin. Akcja powieści toczy się w ekskluzywnej, elitarnej szkole, w której czesne i warunki nauki przekraczają polskie standardy. Czy jest sens marzyć o chodzeniu do takiej szkoły? Po lekturze powieści odpowiedź nie jest już taka oczywista...

Mam za sobą kolejny tom "Miętowej" serii pani Ewy Nowak. Już tradycyjnie książka wypożyczona została pod wpływem chwili, przeczytana równie szybko. Czy zachwyciła tak jak poprzednie tomy? Raczej nie, ale o tym w dalszej części recenzji.

Mimo że z chęcią i ciekawością przewracałam kolejne strony powieści, to bohaterowie nie zachwycili mnie. Żadna z tych postaci nie stała mi się bliska, nie poczułam tej nici porozumienia, nie było też szansy na utożsamienie się z charakterem, osobowością czy postępowaniem któregokolwiek z bohaterów zbudowanych przez panią Ewę. Myślę, że jednym z powodów było to, że historia dotyczy w dużej mierze nastolatków z nieprzyzwoicie bogatych rodzin. To zaciąga lekką egzotyką ;)

Spora część akcji rozgrywa się w "drugim domu" każdego nastolatka - w szkole. Spodobał mi się opis biblioteki. Kanapy, poduszki i książki... Takie szaleństwo ;) A skoro szkoła to i nauczyciele. Za pomocą postaci Tempery i Bystrej i ich kontaktu z uczniami (i ich rodzicami również...) autorka pokazała ciekawy aspekt  - autorytety w życiu młodego człowieka. Bystra to świetna nauczycielka, polonistka z pasją, wydaje mi się, że naprawdę lubi to, co robi. Jednak czy prywatnie jest równie fantastyczną osobą? Czy jest warta tego, aby być wpatrzonym w nią jak w obrazek? Zawsze są dwie strony medalu. A plastyczka Tempera? Nikt jej nie lubi, uczniowie mają dosyć jej i jej idiotycznych zadań domowych. Zdaje się, że za jej zachowaniem, nauczycielskim bytowaniem, za byciem szkolną zołzą stoi jakiś powód. Czasem warto dokładniej przyjrzeć się niektórym ludziom i sytuacjom.

Podsumowując, mimo że "Rezerwat niebieskich ptaków" nie pochłonął całej mnie podczas czytania, to nie jest to powieść zupełnie bezwartościowa. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy z serii "Wszystko tylko nie mięta".

środa, 27 listopada 2013

[116] Ewa Nowak "Kiedyś na pewno"

Egmont, 2007
Liczba stron: 254
Literatura polska
7/10

Pani Ewa Nowak to pedagog - terapeuta, jej felietony i odpowiedzi na listy można czytać w gazetach dla młodzieży np. w skierowanym dla licealistów "Cogito". Jest autorką cieszących się popularnością książek dla dzieci i młodzieży. Poruszają one ich codzienne problemy, bawią i uczą, i taka jest też seria "Wszystko tylko nie mięta", do której należy też dzisiaj recenzowana przez mnie powieść.

Kamila i Dorota wiele czasu spędzają razem, dużo rozmawiają, ale czy łączy je prawdziwa przyjaźń, czy może jest to zwykła szkolna znajomość? Obie mają kłopoty w domu, nie układa im się w sprawach sercowych, a na dodatek ich wzajemne relacje zostają poddane ciężkiej próbie.
Nie ma tu prostych rozwiązań i odpowiedzi. Dobro i zło wciąż się przeplatają - tak jak w realnym życiu. Bohaterki - podobnie jak każdy - popełniają błędy, ale w końcu umieją się do nich przyznać i zastanowić się nad sobą oraz swoim postępowaniem. I choćby dla owej chwili refleksji warto przeczytać tę książkę. 

Mam słabość książek z serii "Miętowej" i nawet jeżeli z czymś w tych powieściach się nie zgadzam albo coś mnie wkurza to wiem, że i tak sięgnę po następną część. Co jakiś czas wpadam do bibliotecznego oddziału książek dla dzieci i młodzieży i wychodzę stamtąd z odprężającą, ale i skłaniającą do refleksji powieścią pani Ewy Nowak. Tak było również ostatnio. 

Tym razem zostaje zaserwowany czytelnikowi mechanizm podejmowania nieodwracalnych decyzji rzutujących na nasze dalsze życie, zmiany w nim, nie zawsze na lepsze, choć to jeszcze zależy od punktu widzenia. Kamila poddaje się pokusie i dopuszcza się kłamstwa, które nieźle namiesza w jej życiu, poświęconym tańcu. Sprawy sercowe też mocno się pogmatwają. Niestety nie wszystko można odkręcić, ale za to wszystko prędzej czy później ujrzy światło dzienne. Tylko... czy było warto? Jakoś nie mogłam polubić Kamili, denerwowała mnie mimo fajnego początku. Cóż, nie da się lubić wszsytkich. 

Drugą bohaterką jest Dorota, która również pod wpływem impulsu miesza sobie w życiu i poznaje jak bardzo parzy w dłonie coś, co nie było przeznaczone dla nas. Obawiam się, że nigdy tak zupełnie się z tego uczucia nie pozbędzie, bo nie pozwoli jej na to otoczenie. Ma mocny bałagan w rodzinie - matki i ojca w domu nie ma przez prawie cały rok, nie obchodzi ich ani pragnąca zainteresowania Dora, ani jej młodsza siostra Majka. Tę bohaterkę polubiłam, wyczekiwałam fragmentów powieści, które były jej poświęcone.

Klasyczna książka z morałem i refleksją dla czytelnika w stylu pani Ewy. Bohaterki dowiadują się (dość boleśnie czasem), że czyny mają swoje konsekwencje, które należy ponieść. Choć to trudne, trzeba wziąć głęboki oddech i przyznać się do błędu, jeżeli nie można go naprawić, to wziąć za niego odpowiedzialność. Dalsze brnięcie już po prostu nie ma sensu, bo zamiast lepszej sytuacji jest gorsza.

Choć to już nie to samo co "Wszystko, tylko nie mięta" lub "Diupa" to lekkie pióro, ciekawi bohaterowie budzący przeróżne uczucia i mądry przekaz sprawiają, że mogę polecić tę książkę nie tylko miłośnikom pani Nowak, ale też osobom szukającym czegoś niegłupiego a odprężającego.

niedziela, 3 listopada 2013

[115] Olga Rudnicka "Natalii 5"

Prószyński i S-ka, 2011
Liczba stron: ok. 550
Literatura polska
10/10

Olga Rudnicka to współczesna polska pisarka mieszkająca w Śremie. Ukończyła studia zaoczne w Poznaniu. Na swoim koncie ma kryminały, które zyskały rzesze wielbicieli. Napisała m. in. "Zacisze 13", "Lilith" oraz "Cichego wielbiciela".

Policja otrzymuje zgłoszenie o samobójstwie. Zamknięty od środka pokój. Martwy mężczyzna. Broń, na której znajdują się wyłącznie jego odciski palców. Jednak zdaniem przybyłego na miejsce komisarza Potockiego nie mogło to być samobójstwo. Ślady wykluczają również morderstwo.
Zagadkowa śmierć jest dopiero początkiem zdarzeń, które skomplikują spadkobierczynie denata. W gabinecie notariusza pojawia się pięć kobiet. Każda z nich rości sobie prawo do spadku. Każda z nich miała powód, by zabić. Każda z nich będzie kłamać i oszukiwać, by odzyskać zaginiony spadek...

Znacie ten stan, kiedy wchodzicie do biblioteki i wiecie, że nie powinniście nic, ale to NIC wypożyczać, bo nie macie na to czasu? Ja znam to aż za dobrze. Podchodzę do pierwszego regału, żeby przeczekać biblioteczną kolejkę i widzę... Mocno 'wyczytaną' książkę Rudnickiej. Mruga do mnie, nakłania, żeby wypożyczyć i... wychodzę z biblioteki z niezłym tomiszczem pod pachą. 
Miałam już przyjemność czytać jedną z książek Olgi Rudnickiej, a mianowicie "Cichego wielbiciela", który poruszał temat stalkingu. Teraz sięgnęłam po "Natalii 5"  i znów odkładając powieść byłam naprawdę usatysfakcjonowana. 

Autorka stworzyła pięć barwnych postaci kobiet. Jest to pięć Natalii Sucharskich, pięć sióstr, które po raz pierwszy spotykają u notariusza, co dla biedaka będzie strasznym przeżyciem. To już zdaje się być nieźle pokręcone, a to dopiero początek. Mimo tego, że każda z Natalii jest inna początkowo można je łatwo pomylić. Z biegiem powieści bohaterki ułatwiają czytelnikowi rozróżnienie ich. Wprowadzają zamęt nie tylko we własne życie, ale też w życie mieszkańców Mechlina, notariusza, dwójki policjantów prowadzących sprawę zabójstwa ich ojca i kilku innych osób. Niesamowicie napędzają bieg akcji. 
Polubiłam je wszystkie i razem z nimi szukałam tajemniczego spadku, szukałam poszlak, bawiłam się w detektywa, kłamałam policjantom. Żal było mi się rozstawać z tymi pięcioma niezwykłymi kobietami. Powieść kompletnie oderwała mnie od rzeczywistości. :)

Książka Rudnickiej liczy sobie ponad 500 stron, więc przy mocno zapchanym grafiku tygodnia powinnam ją czytać dosyć długo. Nic bardziej mylnego, historię pań Sucharskich pochłonęłam w trzy popołudnia/wieczory i nie był to stracony czas. Olga Rudnicka ma lekkie pióro, pisze prostym codziennym językiem, co przywodzi mi na myśl powieści Joanny Chmielewskiej :)

Polecam tę książkę wszystkim spragnionym odpoczynku z książką w ręku, jak również miłośnikom kryminałów wyżej wspomnianej Chmielewskiej. Gwarantuję Wam świetną zabawę i dobrze zagospodarowany czas. Sama z pewnością sięgnę po kontynuację "Natalii 5", czyli po "Drugi przekręt Natalii", a także po inne książki Olgi Rudnickiej (koniecznie po "Zacisze 13", gdyż jedna z bohaterek, tj. Aneta, to moja imienniczka. Musze wiedzieć, co ona tam zmalowała :)).