"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2015

[155] Sławomir Koper "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej"

Bellona, 2013
Liczba stron: 367
Literatura polska
9/10

Sławomir Koper, a właściwie jego książki, pojawiały się na moim blogu już wcześniej, zatem jedynie przypomnę, że mamy do czynienia tu z historykiem. Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się sporo książek jego autorstwa, a w ostatnim czasie szczególnie zajmuje się PRL-em.

Każdy kraj, każda epoka i każdy ustrój miał swoje skandale i afery. Niewolna była od nich również Druga Rzeczypospolita. W książce zostały ukazane różne odcienie skandalizującej historii okresu międzywojennego. A zatem zamach na prezydenta Narutowicza, samobójstwo Walerego Sławka i zaginięcie generała Zagórskiego. Druga Rzeczypospolita to jednak nie tylko polityka. Sensacją było drugie małżeństwo prezydenta Mościckiego, kampanie literackie i społeczne Boya-Żeleńskiego. Uwagę opinii publicznej przykuwała słynna sprawa Gorgonowej, afery korupcyjne i kryminalne.
Nie jest tajemnicą, że chętnie czytam książki dotyczące Drugiej Rzeczypospolitej. Niezwykle fascynuje mnie ten okres w historii. To barwne czasy kin, kabaretów, rewii, nastąpił ogólny rozwój kulturalno - artystyczny.  Wydawać by się mogło, prawdziwy sielski, anielski okres w historii Polski. Nic bardziej mylnego, bowiem jak wiadomo - obok blasków zawsze są cienie. Ta zajmująca publikacja zajmuje się właśnie nimi.

Autor niemal tradycyjnie zaczyna od krótkiego scharakteryzowania epoki w kontekście tematu książki. To nie tylko skarbnica pomniejszych ciekawostek, ale także pozwala odbiorcy poszerzyć spojrzenie na kolejne rozdziały. Moją uwagę zwrócił cytat (ze wspomnień Magdaleny Samozwaniec), dotyczący skandaliku obyczajowego, jakim była za krótka suknia odsłaniająca... cały bucik. Ciekawy początek, prawda?

"Trudno znaleźć w czasach Drugiej Rzeczypospolitej inną osobę ze świata kultury atakowaną bardziej niż Boy. Nienawidzili go tradycjonaliści, prawicowcy, sfery konserwatywno-kościelne. Atakowana go za felietony literackie, za próby odbrązowienia życia Mickiewicza, za opinie o reformie prawa karnego, za propagowanie świadomego macierzyństwa, za negatywne wypowiedzi o roli Kościoła w państwie."

Podane w tej publikacji skandale i afery dzielą się na te polityczne i te obyczajowe. Oba rodzaje są niezwykle interesująco opisane. Prawdę mówiąc - zarówno sprawa Gorgonowej jak i zaginięcie generała Zagórskiego trochę zmroziły mi krew w żyłach. Miłośnicy tajemnic kryminalnych znajdą tu coś dla siebie. Nie ukrywam też, że wstrząsnął mną rozdział o Berezie Kartuskiej oraz postać bezwzględnego człowieka zwanego Kostia-Wieszatiel. Nie da się ukryć, każda z tych sytuacji rzuca cień na tę epokę. 

Jest coś, co bardzo lubię w książkach Sławomira Kopra - bogactwo cytatów, wspomnień, relacji innych osób. I co najważniejsze, wszystko można sobie sprawdzić w przypisach i bibliografii. Dla mnie to kopalnia ciekawych książek, publikacji, artykułów. Jeśli coś Was zainteresuje, zawsze możecie poszerzyć wiedzę sięgając po literaturę podaną przez autora.

Dwudziestolecie Międzywojenne to niezwykła epoka mieniąca się mnóstwem barw, również tych ciemnych. Warto i je poznać, aby mieć pełniejszy obraz tych minionych już czasów. "Afery i skandale..." świetnie uzupełniają pozostałe publikacje z serii o II RP.

wtorek, 23 września 2014

[148] Jacek Piekara "Szubienicznik"

Otwarte, 2013
Liczba stron: 464
Literatura polska
9/10
  
Jacek Piekara to współczesny polski pisarz fantasy, jak również dziennikarz. Obecnie mieszka w Warszawie. Jego seria o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie (m. in. "Sługa Boży", "Młot na czarownice") ma wielu miłośników, a spod jego pióra wyszedł także "Charakternik", seria o Alicji oraz "Szubienicznik" wraz z kontynuacją "Szubieniecznik. Falsum et verum."

"Szubienicznik" to wielowątkowa historia kryminalna i jednocześnie studium zachowań i obyczajów Polaków żyjących u końca XVII wieku. Podstarości łęczycki Jacek Zaręba przybywa na dwór starego przyjaciela, by pomóc mu w rozwiązaniu tajemniczej sprawy. Kto i w jakim celu zgromadził obcych sobie ludzi w majątku stolnika Ligęzy? Co łączy owych gości? Wielki skarb, nienawiść, zemsta? Kto jeszcze padnie ofiarą knowań okrutnego demiurga plączącego ludzkie losy?

O Piekarze słyszałam już dawniej, zresztą trudno byłoby nie mieć pojęcia o jego istnieniu, jednak do tej pory nie czytałam żadnej jego powieści. Dopiero po przeczytaniu wywiadu z tym autorem w którymś numerze gazety Fanbook postanowiłam zapoznać się bliżej z tego tekstami. Wybór książki był nieprzypadkowy - niezwykle spodobała mi się okładka "Szubienicznika" a także opis, z którym zapoznałam się nieco później. Zarezerwowałam powieść w bibliotece, czekałam ponad miesiąc i... Było naprawdę warto czekać tyle czasu, opłaciło się. 

Uwielbiam Sienkiewicza, a także ogół historii o rycerzach Rzeczypospolitej, a ta powieść Piekary idealnie trafiła w mój gust. Dopracowana, świetnie oddaje klimat czasów szlacheckich, a zarazem w intrygujący sposób buduje napięcie wokół tajemniczych listów i gości stolnika Ligęzy. Z jednej strony sielankowy majątek stolnika, liczne toasty, suto zastawione stoły, a z drugiej dziwna zagwozdka przed którą niespodziewanie postawiony został stolnik i jego przyjaciel mości Zaremba. Obu szlachciców polubiłam od razu. To postacie nakreślone z pieczołowitością, interesująco zbudowane, z bogatymi osobowościami. Skutecznie przykuwają uwagę czytelnika. Myślę, że w tym swoją zasługę mają przepiękny styl i język autora, które podbiły me serce. 

"Po połączonym z podwieczorkiem obiedzie Jacek Zaremba wyszedł do sadu, by zdążyć trochę odetchnąć przed zbliżającą się wielkimi krokami kolacją. I nie po to wyszedł, by posmakować pięknych jabłuszek, a czerwonych niczym zlane posoką lica (kto inny powiedziałby pewnie: zaróżowionych niczym spłoniona panna), rosnących na gałęziach tak gęsto i tak smakowicie wyglądających, że nawet ci, którzy widzieli ogród Hesperyd, musieliby uznać, że na całym świecie bardziej ponętnych nie znajdzie się jabłoni niż tutaj, w sadzie stolnika Ligęzy."

Historia ukazana w "Szubieniczniku" pochłonęła mnie bez reszty, oddałam się temu klimatowi XVII - wiecznej Polski i wraz z bohaterami śledziłam losy zgromadzonych w majątku osób starając się rozwikłać zagadkę. Snułam domysły, przypuszczenia, zwracałam uwagę chyba niemal na wszystko, a nagle... koniec powieści. Autor przerwał ją w niespodziewanym momencie, więc byłam niepocieszona, bo nie chciałam rozstawać się z Zarembą i pozostać z nierozwikłaną zagadką. Zatem wniosek - muszę koniecznie przeczytać wydaną w styczniu tego roku powieścią "Szubienicznik. Falsum et verum". Niewątpliwym plusem książki jest humor, którego Piekara nie szczędził.

"- Hajdawery zgubiłem, szablę zgubiłem, kontusz zgubiłem - poskarżył się zbolałym głosem i rozejrzał nieprzytomnym wzrokiem po podwórzu - baaa, buty nawet zgubiłem..."

Podsumowując "Szubienicznik" to świetna powieść, która łączy w sobie wyjątkowo tajemniczą zagadkę, barwne realia Polski szlacheckiej i odpowiednią dawkę humoru, przybliża także w sprytny sposób historię naszego kraju. Gorąco polecam tę książkę, jeśli jeszcze nie mieliście szansy się z nią zetknąć. Nie traćcie już więcej czasu tylko czytajcie :)

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 228, 21.

czwartek, 18 września 2014

[147] Agnieszka Lingas - Łoniewska "W szpilkach od Manolo"

Novae Res, 2013
Liczba stron: 232
Literatura polska
8/10

Agnieszka Lingas - Łoniewska to wrocławska autorka popularnych i poczytnych powieści, które łączą w sobie romans i nutkę kryminalnej sensacji. Kocha zwierzęta i Within Temptation. Spod jej pióra wyszły m. in. "Zakręty losu", "W zapomnieniu", "Szósty" oraz "Zakład o miłość".

Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniku. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych”. Tajemnicze kartki z numerkami, porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i… gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!

To nie moje pierwsze spotkanie z panią Lingas, wcześniej miałam przyjemność czytać inną fenomenalną książkę jej autorstwa - "Zakład o miłość". Postanowiłam odnowić tę znajomość korzystając z półki mojej przyjaciółki, gdzie znalazłam "W szpilkach od Manolo". I ponownie trafiłam na dobry kawał literatury. Poświęciłam tej powieści dwa, może trzy popołudnia, ale nie był to czas stracony.

"- Uważam, że każdy z nas ma swoją linię przeznaczenia, losu. Coś się pojawi na twojej drodze i odmieni twoje życie."

Historia Liliany to z jednej strony typowy romans, który jest często spotykany w serialach. Praca, kobieta, kilku amantów, trochę kłód pod nogi i happy end. Ale, ale... Pani Agnieszka mocno nam urozmaica nudny, nieciekawy, powielany milion razy szablon. Amanci nie są tacy jakby się mogło wydawać, że są (a kim oni są w zasadzie...? Kolejna zagadka.), w pracy perypetii co nie miara, mama wciąż o coś suszy głowę... I jak tu się skupić na poszukiwaniu miłości, ciepła, bezpieczeństwa? Na szczęście Lilka ma wspaniałe przyjaciółki. Przyznam szczerze, że polubiłam je wszystkie. One mają w sobie coś szczerego, przypomina mi to moją własną przyjaciółkę i rozmowy jakie ze sobą czasem prowadzimy - są równie zabawne, wesołe, złośliwe i budzą ogólne zaciekawienie i radość u innych. Mnóstwo razy chichotałam nad tą powieścią.

"Gdy zamknęły się za nami drzwi, dziewczyny przez chwilę wzdychały, jakby miały hiperwentylację, po czym odwróciły się i spojrzały na mnie. Marta uśmiechnęła się półgębkiem, Baska szczerzyła zęby, a Lidka patrzyła rozmarzonym wzrokiem. Nie wytrzymałam.
- Mam coś na twarzy?"

Wątek sensacyjny, czy tez kryminalny, jak kto woli, został bardzo sprawnie wpleciony w całą miłosną przygodę. Nie odczuwa się sztuczności, nie ma niepotrzebnych fragmentów, epizodów czy zdań, ba, w tej powieści rzeczy pozornie nieistotne okazują się mieć wielką wagę dla ogółu akcji. Wszystko to jest sprytnie zaplanowane, dobrane tak, aby "grało" jak najlepiej. Szczerze mówiąc, trudno mi pisać o tej książce tak, by zbyt wiele nie zdradzić. Wątek kryminalny był tak samo zajmujący jak ten romantyczny. 

"Oczywiście socjopaci mają to do siebie, że potrafią doskonale zmanipulować otoczenie. Potrafią grać. Potrafią zbudować wokół siebie pewną otoczkę..."

"W szpilkach od Manolo" to niezwykła powieść łącząca w sobie poszukiwanie miłości i prowadzenie niebezpiecznego śledztwa. Nie jest to mdły melodramat, ale okraszona dystansem i humorem historia nietuzinkowa, napisana z polotem i pomysłem. Jeśli szukacie lekkiej, niezobowiązującej, ale nie ogłupiającej powieści (mocno zagmatwana zagadka do rozwiązania!) to sądzę, że przy tej powieści dobrze spędzicie czas.

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 167, 32, 223.

niedziela, 24 sierpnia 2014

[145] Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

Hunraaringen som klev ut genom fonstret och forsvann
Świat Książki, 2013
Liczba stron: 415
Literatura szwedzka
8/10

Jak podaje okładka książki Jonas Jonasson urodził się i wychował w Vaxjo w Szwecji. Po 20 latach rzucił swoją pracę - był dziennikarzem i konsultantem ds. mediów, a obecnie mieszka w Szwajcarii.

Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż…
Jak to zazwyczaj bywa, nie planowałam zakupu tej książki, ale skusiła mnie ceną. Nieco już o niej wiedziałam, powieść zrobiła furorę, internet jest zapchany jej recenzjami i opiniami o niej, ponadto - w kinach ukazał się film inspirowany książką. Myślę, że każdy użytkownik Internetu, prasy i telewizji przynajmniej kojarzy tytuł, okładkę, ewentualnie plakat filmowy, zatem przejdźmy do meritum. 

Nie ukrywam, że po powieści wokół było tyle szumu medialnego i reklamowego spodziewałam się co najmniej sylwestrowych fajerwerków i szampana najwyższej jakości. Fajerwerków nie było, ale były zimne ognie w towarzystwie całkiem dobrego wina musującego, co i tak zapewniło przednią zabawę, choć nieco nietypową. 

Plakat filmowy
Ta powieść połączyła moje pasje i czytelnicze upodobania. Lubię historię, a tą dostałam w tej książce z przymrużeniem oka i figlarnym uśmiechem. To był strzał w dziesiątkę, te rozdziały to była niesamowita przygoda wielu osób i wielu miejsc. Pogratulować pomysłu panu Jonassonowi. W rozdziały opisujące bieżącą przygodę Allana początkowo trudno było mi się wczuć, jednak przyszedł moment, że dałam się ponieść temu tekstowi. Ta przygoda jest równie ciekawa jak wszystkie poprzednie w życiu Allana Karlssona. Akcja poprowadzona nietypowo, w sposób dla mnie nowatorski. Wątki historyczne, przygodowe, kryminalne, miłosne i obyczajowe są podane na wesoło, przyciągają uwagę czytelnika.

Kreacja bohaterów powieści jest fenomenalna, autor wykonał kawał dobrej roboty. Choć głównym bohaterem jest stulatek Allan i jemu poświęca się sporo miejsca to inne postacie nie są przez to poszkodowane. Nawet bohaterowie epizodyczni i poboczni są dobrze i sprawnie nakreśleni, nie zostają zepchnięci w kąt powieści lecz budują ją wspólnie z tytułową postacią. Trzeba zdolności, by nie umniejszyć żadnego z bohaterów.

Przy jednej z końcowych scen tak bardzo się śmiałam, że siostra kazała mi przestać, bo nie mogła się skupić na czytanej książce. Ale ja tu się nie śmiać w głos, gdy ktoś właśnie bohaterowie tworzą nową wersję swojej przygody? 

Cóż więcej mogę napisać? Gorąco wam polecam tę powieść na wakacje, które powoli będą dobiegać końca. Jeśli nigdzie nie wyjechaliście to ta książka zapewni wam fajny urlop.

sobota, 19 lipca 2014

[139] "FISZKI. Język włoski. Poznaj Włochy"

Cztery Głowy, 2013
nauka języków
9/10

"Poznaj Włochy" to jeden z tytułów serii "FISZKI - Język i fakty" przybliżającej język i kulturę pięciu krajów europejskich najczęściej odwiedzanych przez turystów - Wielkiej Brytanii, Niemiec, Hiszpanii, Francji i Włoch.
W tytule "Poznaj Włochy" na 100 kartonikach przybliżamy geografię, politykę, historię i kulturę Włoch. Podajemy też ciekawostki kulinarne i obyczajowe, a także najpopularniejsze stereotypy kojarzone z tym obszarem - a to wszystko po włosku.

Hm... Czy się uczę języka włoskiego... No nie wiem czy to tam określić można, ale staram się go poznawać poprzez systematyczną... zabawę. Nadal magluję "Blondynkę na językach", bo wreszcie mam czas, żeby codziennie chwilę na to poświęcić, ale to nie ona jest tematem dzisiejszego posta. Jakiś czas temu kupiłam te fiszki, które widzicie. Leżały sobie i się kurzyły aż nadeszły wakacje i mogę im chwilę poświęcić. Są bardzo fajne, jak chyba wszystkie fiszki (przynajmniej tego wydawnictwa).

Moja znajomość włoskiego jest raczej nikła, niemniej mam sporo frajdy przy tych fiszkach. Wiadomo jak to na takich kartonikach - najpierw słowo po polsku, na odwrocie po włosku. A poniżej tych słówek... Bardzo sympatyczne ciekawostki dotyczące tego kraju podane również w dwóch językach. Dzięki temu można zgarnąć garść dodatkowego słownictwa. Na tych magicznych kartonikach znalazło się miejsce dla jedzenia, wina, aktorek, pieniędzy, zwierząt, dyscyplin sportowych, sztuki. Zatem mamy tutaj do czynienia z garścią zagadnień kultury włoskiej i wszystkiego co się z nią kojarzy.

Fiszki są bardzo poręczne. Pudełko jest małe, wejdzie do każdej torebki. Jak wrzuciłam do mojej gigantycznej torby to szukałam ich parę chwil... No nieważne. Pudełeczko super, dobre wykonanie, nie rozpada się i jest estetyczne, kartoniki też wiadomo ładne. Dla użytkowników fiszek z tego wydawnictwa to żadna nowość :) Oprócz tego mamy w gratisie nagrania mp3 do pobrania ze strony wydawnictwa. W pudełku znajduje się kod, który nam umożliwi pobranie nagrań. To bardzo fajna pomoc w nauce.

Fiszki "Poznaj Włochy" to bardzo przyjemny dodatek wśród tych kartoników, bo poznajemy kulturę i słownictwo jednocześnie. Jeśli chodzi o serię "Język i fakty" wydawnictwa Cztery Głowy to na pewno kupię jeszcze "Poznaj Niemcy", gdyż niemiecki to mój ulubiony język obcy i miło by było się trochę nim pobawić :)  Polecam Wam tę serię fiszek.

sobota, 31 maja 2014

[134] Maria Rodziewiczówna "Między ustami a brzegiem pucharu"

Świat Książki, 2013
Liczba stron: 236
Literatura polska
10/10

Maria Rodziewiczówna to wybitna przedwojenna pisarka. Zaczynała od publikacji opowiadań w prasie, a debiutem powieściowym okazał się być "Straszny dziadunio" (1887). Po śmierci ojca w 1881 przejęła kontrolę nad rodzinnym majątkiem Hruszów i obcięła włosy na krótko. Zmarła w listopadzie 1944 roku po przebytym zapaleniu płuc. Jedna z najpoczytniejszych pisarek ma na swoim koncie takie powieści jak "Dewajtis", "Macierz", "Lato leśnych ludzi" i wiele, wiele innych. 

Młoda szlachcianka Jadwiga jest zaręczona, fakt ten nie ma jednak znaczenia dla zakochanego w niej pruskiego hrabiego Wenzla Croy - Dulmen. Zdesperowany mężczyzna wszelkimi sposobami stara się podbić serce pięknej Jadwigi. Na przeszkodzie stoi nie tylko narzeczony panny, lecz także niewygodne pochodzenia...

Maria Rodziewiczówna
Dobra, powiem szczerze, że wszystko zaczęło się od filmu o tym tytule, luźno zrealizowanym na podstawie powieści Rodziewiczówny. Pewnie gdyby nie ten film Rodziewiczówna jawiłaby mi się jako pisarka zwykłych tandet, których w dodatku nie da się czytać. W filmie się zakochałam, więc gdy zobaczyłam w księgarni tę powieść i to w cenie 12,90 chwyciłam ją i łaziłam z nią po całym sklepie oglądając inne półki (żeby czasem ktoś mi tego jedynego egzemplarza nie zwinął). A i wydanie piękne - twarda oprawa, prześliczny papier, druk ładny. Okładka też bardzo mi się podoba. No i jak nie kupić? Zatem przejdźmy do meritum - jeśli ktoś twierdzi, że Maria Rodziewiczówna jest pisarką bezwartościową, która napisała w swym życiu płytkie romansidła na poziomie kioskowych harlequinów niech mi najpierw udowodni, że czytał jakąkolwiek jej powieść. 

Opis książki zbyt wiele nie mówi, na pierwszy rzut oka romansik jakich wiele. Jednak co ciekawe, większość historii pisana jest w perspektywie hrabiego, który zwyczajnie liczy na tajemny romans z piękną kobietą. Nie wie kim jest panna, jak się nazywa, skąd pochodzi, szuka jej po Berlinie, perypetie rzucają go nawet nad Ren. Nie ma co - z Wenzla jest kawał łobuza, bo tu romansik z tą, tu z tamtą, i jeszcze inną, bale i hulanki do rana. 

"Był hulaką wielkoświatowym, pełnym form i delikatności: pod maską króla salonów krył się cynik bez żadnych zasad, nie szanujący nikogo i niczego, lekceważący świat cały, dumny swą potęgą i magnetycznym urokiem."
Kiedy jednak dociera za nieznajomą panną na tereny zaboru pruskiego pod Poznań doświadcza czegoś zupełnie nowego. Jest w miejscu tak innym od zepsutego Berlina. Bawiły mnie i bardzo podobały mi się te opisy mojego regionu, one są niczym charakterystyka dzikiego, egzotycznego regionu z drugiego końca świata. To niezwykle ciekawe doświadczenie, zwłaszcza interesująco opisuje Polskę ciotka głównego bohatera: 

"Oczarowali go w Polsce. To kraj wpółdziki. Mają tam gusła, rzucają uroki, dają pić zioła jakieś! Słyszałam o tym od poważnych ludzi. Czarna magia, szatańskie sprawki! Szatan opętał biednego Ralfa! Przeczuwałam nieszczęście! Spełniło się! Ty pokutujesz! Ach, te Polki!"

Wenzel jednak nie boi się niczego (no jak to, on, który ma wszystkie kobiety na zawołanie, on, który ma przyjaciół ile młodzieży w Berlinie?), rusza pod Poznań do... swej rodziny i jednocześnie w dalszym poszukiwaniu pięknej panny. W Mariampolu styka się z gwarą:

"Zaborcy skaleczyli mowę miejscową, a nie nauczyli swojej - z tego stworzył się żargon, którego ani rodowity Niemiec, ani Polak z innych stron nie potrafiłby zrozumieć. Był to bigos słowiańsko - germański, przeraźliwy."

Poznaje też nowych ludzi, którzy staną się motorem przemian w jego życiu, lecz w chwili gdy jest tam po raz pierwszy, zniechęcony i zaciekawiony zarazem, nie rozumie wszystkiego.  

"Dziwny ten kraj, gdzie młodzież była tak cicha, skupiona w sobie, milcząca, a starzy przy siwych włosach zachowali gorące uczucia, zapał i siłę. Dziwny kraj, dziwni ludzie!"

Bardzo duża część powieści rozgrywa się w oparciu o głównego bohatera, o czym już wspomniałam. Ważna jest Jadwiga, gdyby nie jej upór, piękno i cięty język, jest powodem działań Wenzla. To z powodu miłości do niej mężczyzna się zmienia, chce zasłużyć na miłość tej dziewczyny, czeka do wiele pracy nad sobą. To nie jest łatwe, zerwanie z tamtym berlińskim życiem, zmierzenie się z kłodami, które wciąż los rzuca mu pod nogi. Walka o miłość, którą trzeba zdobyć ciężką pracą, szczerością uczuć oraz zaakceptowaniem swojego pochodzenia nie będzie fraszką - igraszką zwłaszcza, że cicha, małomówna Jadwiga to bardzo wymagający obiekt westchnień. Działający cuda nota bene.

Polubiłam bohaterów powieści, tych pozytywnych oczywiście. Nie chciałam się rozstawać z Wenzlem, Jadwigą, Janem, panią Teklą, Cesią. Są dowodami na istnienie prawdziwej przyjaźni, głębokich więzi rodzinnych, szczerej i oddanej miłości. Polacy, którzy kochają swój kraj choć oficjalnie go nie ma, dbają o tę ziemię, o język, o związki w swej społeczności, nie dają się zniemczyć i skrzywdzić pięknej polskiej kultury. Od nich uczy się nie tylko główny bohater, ale i czytelnik. A, i bardzo ciekawe jest to, że kobieta jest jak bogini, stoi na piedestale - jej rządzić a mężczyźnie słuchać. 

"Taki u nas zwyczaj. Kobieta zawsze przewodzi: nie matka, to siostra; nie siostra, to żona. Dlatego one takie harde i nieprzystępne: czują swą siłę. I ja sam nie przeczę, że siostra rozumniejsza ode mnie. Czemuż mam jej nie słuchać?"

Nie wiem, dlaczego wcześniej nigdy nie sięgnęłam po powieść tej autorki. Okazało się, że mam w domu jeszcze dwie jej książki (i to nie od dziś), obie zamierzam przeczytać, bo wiem, że warto. Maria Rodziewiczówna w "Między ustami a brzegiem pucharu" pisze o miłości i oddaniu, lecz w zupełnie inny sposób niż powielające się pisarki współczesne. Sama sceptycznie podchodzę do głośnych współczesnych pisarek polskich, wolę sięgnąć po starszą literaturę.

Zresztą jest to nie tylko historia miłosna obfitująca w przeróżnie bariery i zwroty akcji, ale też piękny rys historyczny, obraz Polaków pod zaborem pruskim. Powieść zawiera w sobie też fascynującą analizę kultury, którą ze zdziwieniem obserwuje Niemiec. Zachęcam Was do przeczytania tej powieści. Jeśli nie jesteście pewni spróbujcie chociaż, bo jak mawiają bohaterowie tej książki - "miedzy ustami a brzegiem pucharu wiele jeszcze zdarzyć się może".
* cytaty pochodzą kolejno ze stron: 17, 21, 51, 60, 65. 

niedziela, 4 maja 2014

[131] Sławomir Koper "Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej"

Bellona, 2013
Liczba stron: 342
Literatura polska
10/10

Sławomir Koper to historyk, jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się m. in. dziejach Polski międzywojennej. Spod jego pióra wyszły takie tytuły jak: "Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej", "Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej", "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej" oraz "Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej". 

Sławomir Koper zabiera nas do świata gwiazd, teatru, kabaretu, kina i sportu II Rzeczpospolitej. Opisuje sukcesy i rozczarowania swoich bohaterów, ich miłości i życie prywatne na tle barwnej epoki. Wśród nich znaleźli się m.in. Pogorzelska, Mankiewiczówna, Barszczewska, Halama, Jaracz, Osterwa, Żabczyński, Konopacka czy Walasiewiczówna. Autor nie zapomniał o wzajemnym przenikaniu się środowisk, kiedy to gośćmi scen kabaretowych bywali politycy.

Dwa tygodnie temu obchodziliśmy Święta Wielkanocne, a skoro święta to wolne, jak wolne to czytanie, a jak czytanie to dobra książka. Tym razem trafiło na "Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej", które cierpliwie czekały od Gwiazdki na swoją kolejność. Dla mnie ta książka to prawdziwa gratka. Nie ukrywam swej rosnącej i rozkwitającej miłości do artystycznego życia międzywojennej Polski - oglądam filmy, wielbię aktorów, a biografię mojego ulubionego aktora tamtego okresu - Eugeniusza Bodo - przeczytałam z uwielbieniem wypisanym na twarzy. Czy tym razem też tak było?

Napisze od razu, bo to i tak żadna tajemnica - jestem zachwycona. Gratuluję panu Sławomirowi świetnego języka, stylu i sposobu opowiadania zawartych tu historii. Wyszła z tego fantastyczna gawędziarska mini - kronika życia kilku osób. Podziwiam pisarza, bo wykonał kawał dobrej roboty wybierając postacie i zbierając życie każdej z nich na kilkudziesięciu kartach, na które składa się jeden rozdział. Ciężka to praca, gdyż każda z tych osobistości to materiał na osobną książkę.


"Nic dziwnego, ze aktor [A. Żabczyński] narzekał, że raz na pół roku musi na własny koszt remontować klatkę schodową kamienicy, w której mieszkał. Właściciel żądał od niego usunięcia ze ścian wpisów zakochanych wielbicielek."*

Aleksander Żabczyński
Książka przybliża nam koleje życia ośmiu postaci: Stafan Jaracz - perfekcjonista nieidealny, romansująca
ofiara sowieckiego łagru Eugeniusz Bodo, niedoceniany autor skeczu "Sęk" (odsyłam do kabaretu Dudek) Konrad Tom, Loda Halama szalejąca w Tokio (!), trędowata Jadwiga Smosarska, Tola Mankiewiczówna tańcząca walca przez trzydzieści godzin, zapomniany Antoni Fertner oraz pierwszy amant kina Aleksander Żabczyński. Rozdziały te są poprzedzone swoistym wstępem do epoki, krótką jej charakterystyką co jest bardzo dobrym zabiegiem, gdyż jest to czas niezwykle barwny i dynamiczny.

Odnoszę wrażenie, że tam każdy znał każdego. Są i Skamandryci (Tuwim, Słonimski, Iwaszkiewicz, Lechoń i Wierzyński), jest Pepa Singer (dla niewtajemniczonych - pierwowzór Racheli z "Wesela" Wyspiańskiego), sportowcy, politycy, krytycy, poeci, piosenkarze, konferansjerzy, dyrektorzy teatrów i scen kabaretowych, producenci... Mogłabym tu wymieniać bez końca. Oni wszyscy się znali, bo to wiadomo - znajomi znajomego, jedna szkoła, raz ten kabaret, raz tamta rewia... Skandale, romanse, aluzje, kłamstewka, zatargi, ale i wspaniale owocujące współprace. Ach, co to były za czasy! Wiele dzisiejszych chwilowych gwiazdeczek (w każdym dziale kultury i sztuki) może się schować.

"Podobno Aleksander Żabczyński był tak dobrze wychowany, że nawet otwierając puszkę sardynek, wcześniej pukał trzy razy w wieczko."**

Obok głównych bohaterów książki pojawiają się równie ważni i ciekawi bohaterowie poboczni również mający swoje 5 minut tutaj. Zainteresowała mnie postać Węgra Jarosy'ego, Ludwika Sempolińskiego, Zuli Pogorzelskiej, Andrzeja Własta. Nazwiska były mi znane już wcześniej, lecz nie przywiązywałam do nich większej uwagi. Muszę koniecznie nadrobić te braki, chcę także bliżej zapoznać się z czołowym przedstawicielem krytyki tj. Tadeuszem Boy-Żeleńskim.

"Boy był niezwykle płodnym recenzentem, a jego teksty wydane w kolejnych tomach Flirtu z Melpomeną (i nie tylko) znacznie przekraczają formę zwyczajowej krytyki teatralnej. To symbol Warszawy tamtych dni, jej problemów, radości i smutków."***

Kolejne kartki tej książki chłonęłam cała sobą, poznając znane mi już postacie. Zachwycił mnie nawet rozdział o Bodo, o którym wiem już co nieco. Jego historia mnie nieodmiennie porusza. Przyciągnęły mnie także koleje życia Konrada Toma, zapomnianego i niedocenianego autora scenariuszy filmowych, kabaretowych i rewiowych, przez jakiś czas skłóconego z Jarosym. Doszli do zgody w ciekawy sposób:

"I obrażeni na cały świat poszli do baru, gdzie na mocno zakrapianej rozmowie spędzili czas do rana. A następnie zakopali topór wojenny i rozpoczęli współpracę."****

Z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po książki pana Sławomira Kopra. Porwały i wzruszyły mnie do głębi te historie wielkich polskich gwiazd. Na samą myśl o nich wypływa na mą twarz uśmiech, choć podczas czytania nie raz zakręciła się łza w oku. Wspaniali aktorzy dziś zapomniani. Wielcy, często więksi od wielu dzisiejszych gwiazd. Fenomenalne osobowości, intrygujące koleje życia, niezwykłe zdolności i umiejętności, a mimo to majaczą w cieniu zapomnienia.

"Bo nie zapomnisz mnie,
gdy moją piosenkę spamiętasz. 
W melodii tej siła zaklęta, 
i czar, i moc."*****

Gorąco zachęcam do chwycenia z tę książkę, gwarantuję świetną przygodę pełną... życia. Wzloty i upadki, sukcesy i porażki, które można przeżywać razem z gwiazdami międzywojennej Polski, będącej na wyciągnięcie ręki. Czas spędzony z tą lekturą nie będzie czasem straconym czy zmarnowanym lecz bogatym w fascynujące przeżycia. Polecam z całego serca.

* cyt. str. 312
** cyt. str. 295
*** cyt. str. 20
**** cyt. str. 159
***** cyt. str. 310

piątek, 27 grudnia 2013

[120] Bruno Schulz "Sklepy cynamonowe"

MG, 2013
Liczba stron: 256
Literatura polska
Lektura szkolna
8/10

Bruno Schulz to polski prozaik, grafik, rysownik i krytyk literacki żydowskiego pochodzenia. Studiował na Politechnice Lwowskiej, następnie Politechnice Wiedeńskiej oraz na wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednak żadnych studiów nie ukończył. Całę życie związany był z rodzinnym Drohobyczem i tam też zginął podczas II Wojny Światowej.

Sklepy cynamonowe to zbiór opowiadań, których akcja usytuowana jest w niewielkim galicyjskim miasteczku, przypominającym do złudzenia rodzinny Drohobycz Bruno Schulza.  Najważniejszą postacią Sklepów… jest Ojciec, nie tylko jako głowa rodu, kupiec prowadzący poważny interes w rynku, ale też szalony eksperymentator, wręcz demiurg.  Ale równie ważny jest narrator, młody chłopiec, bo to on stwarza świat, który oglądamy. Więc to ostatecznie on jest Twórcą.
 
"Sklepy cynamonowe" to spotkanie z kolejną lekturą szkolną. Kilka opowiadań, które przeczytałam z tego zbioru, pomimo początkowych trudności zachwyciły mnie. Język Schulza jest plastyczny, bogaty, fascynujący i intrygujący czytelnika do granic możliwości. Dzięki temu wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, a przed oczyma pojawiają się ciekawe, różnorodne obrazy wypływające z tekstów. Teksty Bruno Schulza mienią się całą paletą barw i ich odcieni, grą świateł, pełnią zapachów. Zdaje się, że ten nietuzinkowy pisarz odkrył Tajemnicę słów, języka, na czym korzystamy my - czytelnicy.

Ciekawa jest rzeczywistość w Schulzowskich opowiadaniach. Niby można wyróżnić dwie płaszczyzny - realną i fantastyczną. Prawda jest jednak moim zdaniem taka, że one obie tak mocno się przenikają, że są nierozerwalne i nie mogą istnieć bez siebie. W realizmie dostrzegamy elementy fantastyczne, a w treściach pozornie nierealnych dostrzegamy elementy rzeczywistości. Tak wykreowana rzeczywistość zdaje się falować, unosić. Za pomocą tak przedstawionego świata Schulz nie tylko wartościuje różnorakie postawy, lecz także zaprasza odbiorę utworów w podróż do świata wyobraźni, gdzie nie ma czasu, są jedynie bogate znaczenia.

Zapraszam Was do przeżycia niezwykłej przygody z niezwykłymi tekstami Bruno Schulza, bo to może być jedna z najciekawszych i najwartościowszych historii w życiu. :)

sobota, 14 grudnia 2013

[118] Krzysztof Bielecki "I nagle wszystko się kończy"

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2013
Liczba stron: 300
Literatura polska
9/10

Krzysztof Bielecki to autor nietuzinkowych książek wydawanych nakładem własnym. Wcześniej napisał m. in. "Miasto to gra", "Defekt pamięci" oraz "Rekonstrukcję", która zafundowała czytelnikom mocne wrażenia. "I nagle wszystko się kończy" to kolejna książka pisarza, na którą składają się dwadzieścia trzy opowiadania.
„– Magiczne, dziwaczne, zaskakujące, pomysłowe, tajemnicze, jedyne w swoim rodzaju. Takie są opowiadania zebrane w niniejszym zbiorze. Pomysłów jest tu tak wiele, że starczyłoby ich na kilkadziesiąt książek – Trudie Rainbolt odczytała tekst z tylnej okładki. Następnie jeszcze raz spojrzała na front i wymówiła tytuł: «I nagle wszystko się kończy»…
Okładka wyglądała intrygująco. Kojarzyła się z obrazem kontrolnym pojawiającym się na ekranie telewizora po zakończeniu emisji programu.
Trudie Rainbolt siedziała wraz z Simone Thunderfield na krawędzi dachu najwyższego drapacza chmur w mieście. Ich ubrania łopotały na wietrze. Noc była gwiaździsta i bezchmurna. Dziewczyny przychodziły tam co noc. Wyraźnie na coś czekały, ale to usilnie nie chciało nadejść.” 


Tym razem pan Krzysztof Bielecki funduje czytelnikom mniej psychodeliczną jazdę niż przy "Rekonstrukcji". Opowiadania zaserwowane tutaj są lżejsze niż zamieszczone w poprzedniej pozycji. Oczywiście nietypowy sposób kreowania świata się nie zmienił, lecz to co pojawiło się w tym zbiorze nie jest tak hardcorowe. Tu panuje raczej bajkowy czy baśniowy klimat, dość eteryczny nawet. Spokojnie, spokojnie - jest tak samo ciekawie jak zawsze :)

Z zafascynowaniem przeczytałam niemal wszystkie opowiadania. Z jednym już miałam styczność, a mianowicie czytałam "Różne oblicza wszechmocy". Była to bardzo fajna przygoda i z przyjemnością przeczytałam tę historię po raz wtóry. Natomiast opowiadanie pt. "Olimpiada" nie przeczytałam, nie dałam sobie po prostu rady z tą historią. Ciężko mi to szło, a nie chciałam stopować czytania reszty zbioru.

Historie zaprezentowane tutaj - tak jak wynika to z tytułu - kończą się nagle, niespodziewanie. Wiadomo, siedzę sobie, czytam, dałam się wciągnąć któremuś z opowiadań a tu... Koniec! W wyniku tego moja wyobraźnia była wciąż w stanie trwającego zdziwienia. Ale tym razem było to pozytywne zadziwienie :) 

Polecam te lekkie opowiadania osobom, które chcą rozpocząć swoją przygodę z twórczością Krzysztofa Bieleckiego. Jak na pierwsze podejście powinny być odpowiednie, mim skromnym zdaniem. Jednakże sądzę, że miłośnicy i fani historii autorstwa Pana Bieleckiego też się na tej pozycji nie zawiodą. Gorąco polecam i czekam na kolejne książki tego nietuzinkowego i intrygującego polskiego pisarza. 

Za książkę dziękuję panu Krzysztofowi Bieleckiemu :)

wtorek, 29 października 2013

[114] Alice Munro "Przyjaciółka z młodości"

http://zwierciadlo.pl/wp-content/uploads/2013/10/Munro_Przyjaciolka-z-mlodosci_m.jpg
Friend of My Youth
Literackie, 2013
Liczba stron: 433
Literatura kanadyjska
7/10

Alice Munro to kanadyjska pisarka uważana za mistrzynie krótkich form prozatorskich. Otrzymała wiele nagród, trzykrotnie Governor General's Award (najważniejsza kanadyjska nagroda literacka). Do niezłego zbioru nagród literackich autorka może dopisać sobie Literacką Nagrodę Nobla, gdyż została w tym roku jej Laureatką!

Kolejna na polskim rynku książka mistrzyni krótkiej formy literackiej, laureatki Bookera. "Przyjaciółka z młodości" to dziesięć niezwykłych, hipnotyzujących czytelnika opowiadań o tym, co dla każdego z nas najważniejsze, ale i najbardziej tajemnicze: o miłości, tęsknocie, umieraniu, przypadkach rządzących naszym życiem... Prawdziwa literacka uczta dla wielbicieli magii słowa i niezapomnianych wrażeń. 

Czytanie tej książki zajęło mi sporo czasu. Złożyło się na to wiele czynników, w tym brak wolnej chwili jak i brak chęci na czytanie czegokolwiek. Sięgnięcie jednak po tę pozycję spowodowało u mnie jednak pewną refleksję, a mianowicie taką, że absolutnie nie nadaję się do czytania opowiadań bądź nowel (wyjątek: Prus), gdyż mnie irytują mimo niesamowitego kunsztu autora/autorki.

Przejdźmy jednak do istoty rzeczy, czyli właściwej recenzji książki. Na tych 433 stronach znajdziemy opowiadania, które polski rynek wydawniczy widzi po raz pierwszy, choć w Kanadzie ukazały się one w 1990 roku. Przez te historie przewijają się różne postacie - kobiety (przede wszystkim), mężczyźni, dzieci. Ludzie ci mają problemy różnego typu. Choroba, śmierć, brak zrozumienia. Bohaterowie noszą w sobie tajemnice, ich własne, ich przyjaciół, chowają w sobie też czasem ból, niespełnione marzenia i rozpaczliwe pragnienie realizacji pewnych planów. Często wspominają czasy młodości - dzieciństwo, pierwsze miłości, przyjaciół, małżonków czy rodziców. Główny bohater czy też częściej główna bohaterka opowiadania jest dobrze narysowana. 

Język opowiadań nie jest trudny w odbiorze, czyta się płynnie i bez problemów. Jednak denerwowało mnie to, że gdy już udało mi się wciągnąć w opowiadanie ono się kończyło. Choć ta irytacja wypływa raczej z moich oporów związanych z krótkimi formami aniżeli ze stylu pisarki. 

Sama treść opowiadań i dogłębne zrozumienie jej sprawiło mi trudność. Być może nie poświęciłam całej siebie tym tekstom i tutaj leży wina, ale być może też za mało znam życie i świat, by wiedzieć co dokładnie dręczy bohaterów. Myślę, że czytelnik nieco starszy niż ja (tj. liczący więcej niż osiemnaście wiosen) i mający więcej doświadczeń życiowych lepiej pojmie to dzieło Alice Munro, czego serdecznie wszystkim życzę.  

Niewątpliwie sięgnę jeszcze po inne dzieła Munro. Tymczasem tę pozycję polecam zarówno miłośnikom pisarki jak i osobom, dla których będzie to pierwsze spotkanie z jej twórczością. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu :)

piątek, 16 sierpnia 2013

[113] Ewa Nowak "Bransoletka"

Literackie, 2013
Liczba stron: 290
Literatura polska
7/10

Premiera: 11 września 2013 r.

Ewa Nowak to polska pisarka i publicystka, autorka książek dla dzieci i młodzieży. Współpracuje z pismami, m. in. z "Cogito" oraz "Victor Gimnazjalista". W swojej twórczości podpowiada jak poradzić sobie w różnych sytuacjach i z różnymi problemami. Na polskim rynku zadebiutowała w 2002 roku książką pt. "Wszystko tylko nie mięta".

Werka poznaje chłopaka jak marzenie i za jego sugestią decyduje się pojechać w ferie na warsztaty teatralne. To świetny powód to wyrwania się z domu, w którym dziewczyna nie czuje się dobrze. Jednak nagle wizja sympatycznego wyjazdu z wymarzonym chłopakiem upada i Weronika jedzie na warsztaty sama. Ju od momentu wejścia do autokaru wszystko okazuje się być porażką. Długie ćwiczenia wymowy, gadanie o kostiumach, rolach. Jednak powoli, po cichutki za sprawą nietypowej lecz charyzmatycznej prowadzącej coś zaczyna się zmieniać...

"Bransoletka" nie jest pierwszą książką pani Ewy jaką czytałam, wcześniej miałam okazję (i przyjemność zarazem) sięgnąć po kilka tomów "Miętowej" serii. Najnowsza książka tak jak powieści ze wspomnianej przeze mnie serii porusza problemy świata nastolatków. Weronika ma szesnaście lat i różne bolączki, ale żadnego sensownego sposobu na ich rozwiązanie. Przychodzi ono niespodziewanie, lecz skorzystanie z niego też nie jest dla zbuntowanej i obrażonej na świat dziewczyny proste. Właśnie to lubię w powieściach pani Nowak - są oparte na życiu i być może nie jednej osobie dały do myślenia. 

Bardzo mnie cieszy to, że historia Weroniki nie kończy się w dniu zakończenia warsztatów, ale czytelnik ma szansę ujrzenia życia dziewczyny już po dwutygodniowych zajęciach. A niewątpliwie jest co obserwować.

Wielu ludzi wie, że inne spojrzenie na pewne sprawy w naszym życiu pomaga, bo zmienia się perspektywa, dlatego tak chętnie słucha opinii osób trzecich. Ale mało kto wpada na pomysł, żeby samemu, bez pomocy innych wypracować sobie takie inne, nietypowe spojrzenie. To może wydawać się trudne, bo często zdaje się, że jest tylko jedno spojrzenie na problem. Błąd. Czasem trzeba poszerzyć kąt patrzenia :)

"Bransoletka" to wciągająca, ciepła, budująca książka, którą lekko się czyta. Gratka dla czytelników pani Ewy Nowak, ale polecam ją wszystkim, którzy poszukują jakiejś mądrej, nieogłupiającej powieści o młodzieży i dla młodzieży :)

wtorek, 16 lipca 2013

[111] Beata Jankowiak - Konik "Historia malarstwa. Jak czytać obrazy?"

IBIS, 2013
historia sztuki
9/10

Jak czytać obrazy? Pytanie to może wydać się nieco niezrozumiałe czy niejasne, jednak jest ono w pełni uzasadnione, jeśli pojmie się zamysł i główną ideę przyświecającą autorce tej książki. Wychodzi ona bowiem z założenia, że tylko dokładna analiza danego dzieła sztuki, właśnie jego swoista „lektura”, daje odbiorcy możliwość obcowania z wielką kulturą i historią, a także pomoże w prawdziwej kontemplacji i zrozumieniu sensu sławnych płócien. Książka, którą z całą pewnością można traktować jako swego rodzaju kompendium malarstwa, ma bardzo przejrzysty i klarowny układ. Stanowi ona przekrój przez wszystkie epoki w historii świata, od prehistorii aż po współczesność, i w ramach danego okresu prezentuje najbardziej znane arcydzieła malarskie, które go reprezentują.
 
Książkę tę otrzymałam jako nagrodę za "bardzo dobre wyniki w nauce". W mojej szkole sytuacja z nagrodami książkowymi wygląda tak, że osoba otrzymująca świadectwo z tzw. paskiem może sama wybrać książkę.W ubiegłym roku postawiłam na Christie i trafiłam w dziesiątkę, a w tym roku wybrałam takie oto wielkie i ciężkie cudo o malarstwie, którym się interesuję. I znowu wybór okazał się właściwy. 

Edgar Degas, Primabalerina
Zacznę od plusów, bo jest ich tyle, że te drobne minusiki giną gdzieś w tyle. Jestem zachwycona tym, że autorką książki jest Polka! Wiele pozycji tego typu to przekłady zagranicznych autorów. Dobrze wiedzieć, że w tej dziedzinie jest i przedstawiciel(ka) naszego kraju. Zupełnie inaczej się czyta wiedząc, że doborem obrazów i opracowaniem interpretacji zajęła się rodaczka.

Książka została podzielona nie według epok lecz według ram czasowych. Pierwszy rozdział to prehistoria i starożytność, następnie jest średniowiecze, potem kolejne wieki. Spis treści kończą malarstwo bizantyjskie i ruskie oraz malarstwo pozaeuropejskie.Każdy z rozdziałów jest opatrzony krótkim wstępem i charakterystyką tego, co zachodziło w malarstwie w danym przedziale czasowym. Z kolei na opracowanie każdego obrazu w rozdziale składają się: sporych rozmiarów reprodukcja (najczęściej na całą stronę, która ma mniej - więcej wymiary kartki A4), podstawowe dane o obrazie zawarte w ramce pod dużą reprodukcją, na kolejnej stronie jest mała reprodukcja, na której zaznaczone są ponumerowane kwadraciki, do których tekstowe odniesienie znajdują się niżej. Kolejne dwie strony to "Co jeszcze trzeba wiedzieć", ciekawostka, tło artystyczne, czasem słowniczek trudnych pojęć, biografia malarza, reprodukcja innego obrazu o podobnym temacie lub technice wykonania, a także pytania sprawdzające wiedzę. 

Wydawnictwo nie oszczędzało na papierze czy liczbie storn, więc książka została naprawdę dobrze zrobiona i wydana. Jedynym minusem jest to, że czasem brakowało na miniaturce obrazu tych kwadracików ułatwiających zrozumienie stylu malarskiego lub interpretacji oraz literówki, rzadziej błędy w składni. Oprócz tego - książka niesamowicie pięknie pachnie. Uwielbiam bogato ilustrowane tomiszcza właśnie za ten zapach ;) 

Autorka dobrze dobrała obrazy. Czasem są to sztandarowi przedstawiciele epoki, są też obrazy i malarze, o których po raz pierwszy słyszałam. Jest Michał Anioł, da Vinci, Caravaggio, Rubens, Vermeer, Goya, Turner, Degas, Monet i Manet. Mnie już same nazwiska przyciągnęły, potem tytuły obrazów. 

Interesuję się malarstwem, chętnie o nim czytam, chętnie je podziwiam i podejmuję samodzielne próby interpretacji, a w tym ta książka pomaga. Miłośnikom malarstwa tę książkę polecam, bo to wspaniała przygoda. Osobom, które z malarstwem chcą zacząć się zaprzyjaźniać również polecam, bo jest pisana prostym, łatwym w odbiorze językiem.