"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2014

[150] Anna Gavalda "Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał"

Je voudrais que quelqu'un m'attende quelque part
Świat Książki, 2006
Liczba stron: 174
Literatura francuska
9/10

"Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał" to debiutancki zbiór opowiadań współczesnej pisarki francuskiej Anny Gavaldy. Kobieta ma tysiące fanów na świecie, także w Polsce, gdzie ukazało się kilka jej książek m. in. "Kochałem ją", "Po prostu razem" oraz "Pocieszenie".

Jesteśmy samotni, ale czy naprawdę musimy być wobec siebie obojętni? Zauważ mnie, gdy mijamy się w tłumie. Na książkę składa się dwanaście opowiadań, a ich bohaterowie to zwykli ludzie, wnikliwie obserwowani przez pisarkę podczas zdarzeń, które rpzeżyli w sposób szczególny. Czasami jest to kilka godzin, czasami kilka dni, miesięcy lat, zawsze jednak kanwę stanowi coś, co w sposób istotny odbiło się na losach głównych postaci.

Anna Gavalda, a raczej jej książki wielokrotnie migały mi na księgarnianych półkach lub w internecie, zawsze jednak je mijałam. Do czasu, gdy zauważyłam je w bibliotece i uznałam, że skoro twórczość pisarki w swoisty sposób mnie prześladuje to należy wreszcie chwycić za jedną z lektur. Mój wybór padł na teksty debiutanckie, na których się nie zawiodłam. Dawno nie czytałam tak interesującego debiutu. Nie ukrywam, że było to dla mnie ciekawe wyzwanie, bowiem nie przepadam za opowiadaniami. Na ogół irytują mnie, kończą się nagle, w momencie kiedy już zaakceptowałam tekst. Między innymi z tego powodu nie przypadły mi do gustu opowiadania Alice Munro (ale opowiadania Iwaszkiewicza już tak). Gavalda jednak zdołała wyjść z konfrontacji obronną ręką.

Teksty są faktycznie dość różnorodne. Autorka ukazała w nich ludzi, którzy na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Różnią się pracą, osobowością, sposobem myślenia, pragnieniami, przewijają się przez różne miejsca, a ich życie obfituje w inne sytuacje. Pozory mylą, jak powszechnie wiadomo. Tych ludzi, tak odmiennych, łączy jeden motyw - spotkanie na swojej drodze człowieka, który ma szansę odegrać istotną rolę w ich losach życiowych. Czasem jedno spotkanie w odpowiednim (lub nieodpowiednim) czasie, może zmienić myśli, marzenia i kierunek, w którym człowiek podąża.

Anna Gavalda ma ciekawy styl, który zdaje się być ulotny, nieco eteryczny, czasem za pomocą drobnych przemilczeń uzupełnia akcję. Pozostawia to czytelnikowi niewielką, ale dość swobodną możliwość snucia domysłów oraz interpretacji. Dla mnie to plus, gdyż dodatkowo przyciąga uwagę. Autorka sięga po metafory (choć nie unika dosłowności gdy trzeba), dialogi, teksty są spójne i cechują się dbałością o język.

"Mówię, że moje serce jest jak wielki pusty worek. Worek, jest tak mocny, że mógłby pomieścić cały wielki sklep z każdą ilością towaru, a tymczasem nic w nim nie ma."

Jeśli jeszcze ktoś nie czytał książek Anny Gavaldy to zachęcam do zapoznania się z nimi. Ja z pewnością chwycę za pozostałe jej powieści.

*cytat pochodzi ze strony: 51. 
__

Nareszcie znalazłam chwilę czasu, aby tu zajrzeć. Przepraszam, ze tak mało mnie tu widać, ale brakuje mi na to czasu, a studia jednak mają pierwszeństwo (chociaż... chyba nie... Jednak sen!). Już niebawem długi weekend, może wtedy uda mi się coś zdziałać tutaj :)

niedziela, 30 października 2011

[80] Henryk Sienkiewicz "Quo Vadis"

Zielona Sowa, 2006
Liczba stron: 392
Literatura polska
Lektura szkolna
9/10

Henryk Sienkiewicz, pseudonim Litwos urodził się w 1846 roku w Woli Okrzejskiej (woj. Lubelskie). Jest znanym polskim nowelistą,powieściopisarzem i publicystą pochodzenia tatarskiego. W 1905 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Jedne z najpopularniejszych pisarzy polskich przełomu XIX i XX w. Autor m. in. "W pustyni i w puszczy", "Trylogii" oraz "Quo Vadis".

`Quo vadis` jest powieścią, która przyniosła Henrykowi Sienkiewiczowi nie tylko ogromny rozgłos, ale i miliony czytelników na całym świecie. Tłumaczona na wiele języków rysowała przed odbiorcami barwny obraz rodzącego się chrześcijaństwa. Oto bowiem na zgliszczach potęgi Rzymu wśród płomieni, cierpień i prześladowań rozwijał i umacniał się fenomen nowej religii. Powieść ta wzrusza i zaciekawia na nowo mimo, że opowiada dobrze nam w większości znaną historię.

O tyle o ile z Żeromskim mam na pieńku, to z Sinkiewiczem całkiem dobrze się dogaduję. Kiepsko tylko wspominam "W pyustyni i w puszczy" oraz "Latarnika". Tej pierwszej książki w ogóle nie przeczytałam, drugą natomiast męczyłam chyba z miesiąc. "Krzyżaków" jednak wspominam z sentymentalnym uśmiechem. A "Quo Vadis" z pewnością na długie lata pozostanie moją ulubioną lektura szkolną.

Sienkiewicz jak wiadomo jest geniuszem w swym fachu. Dowodzą tego postaci jakie stworzył w tej powieści. Spójrzmy na dynamiczną osobę Winicjusza. Początkowo strasznie mnie denerwował. Brutalny raptus, gwałtownik. Był agresywny, czasem zachowywał się jak opętany. Ligię, a raczej jej ciało traktował jak przedmiot, który można wziąć, wykorzystać, pobawić się i rzucić w kąt. Kiedy jednak poznał bliżej samych Chrześcijan, ich naukę i wiarę, nastąpiła w nim widoczna, głęboka zmiana. Od tego momentu zaczęłam go lubić, kibicować mu, życzyłam mu życia sielskiego - anielskiego u boku ukochanej kobiety.
Geniuszem jest także postać Petroniusza. Urodzony esteta, arbiter elegancji, osoba bliska Neronowi. Mimo że był jednym z tych, którzy nie przyjęli Chrystusa, nie był zły (w moim odczuciu). Nie lubił okrucieństwa, brutalności. Stawiał na piękno, sztukę, poezję. Z dystansem traktował świat, zawsze z uśmiechem zaprawionym ironią. Niezmiernie polubiłam postać tego augustianina. Spotkała go również miłość. Wiedział, że jego epoka odchodzi 'do lamusa'. Umarł będąc wiernym swoim ideałom - w otoczeniu zbytku, bogactwa, zapachu fiołków, z ukochaną kobietą u swego boku. Tak, jest to niezwykła postać.
Musze przyznać, że książka wróciła moją wiarę w czystą, krystaliczną, niewinną, szczerą i bezinteresowną miłość. W wielu książkach jest ona interesowna oż do bólu albo podporządkowana seksowi. Tu pożądanie przerodziło się w miłość, zło w dobro, morderstwo w miłosierdzie. Piękna miłość objęła nie tylko Winicjusza, ale także wspomnianego już Petroniusza. On po raz pierwszy nie tylko pożądał - złotowłosa Eunice stała się także jego ukochaną.
Przejdźmy teraz do siania wiary w sercach Rzymian. Zdziwiło mnie to, że w tym zepsutym do szpiku kości Rzymie, będącym siedliskiem wszelkich grzesznych uciech Apostołowie znaleźli wyznawców. Nie byli to tylko niewolnicy, ludzie prości i biedni. Byli to także pretorianie, augustianie i inni wysoko postawieni.
Podczas tych strasznych Igrzysk dało się zauważyć, że wiara w Chrystusa w Rzymianach budziła nie tylko jako-taki podziw (spokój w jakim umierali, byli totalnie pogodzeni z faktem śmierci. Wiedzieli, że czeka na nich lepszy świat.) czy złość, ale także strach. Bo przecież 'ich' Bóstwo mogło być bardzo mściwe, nie do przejednania. No i skoro ten Bóg miał tylu wyznawców, kochających go z całego serca to chyba coś musi w tym być.
Naprawdę ta powieść Sienkiewicza jest niesamowita. Przeczytajcie, bo warto. Nie patrz na nią przez pryzmat lektury szkolnej. Spójrz na nią jak na kolejną zwykła książkę, stojącą na półce, czekającą aż ktoś ją przeczyta. Może to będziesz Ty?

sobota, 26 marca 2011

[65] Juliusz Słowacki "Balladyna"


Greg, 2006
Liczba stron: 175 (razem z opracowaniem)
Literatura polska
5/10

"Balladyna" należy do najbardziej znanych utworów Słowackiego, niemal każdy zna opartą na legendzie Aleksandra Chodźki opowieść o siostrach, Balladynie i Alinie, które "poszły w las" na maliny, by w ten sposób rozstrzygnąć, która z nich ma poślubić księcia. Dramat ten nie jest jednak tylko baśniową historią o zawodach w zbieraniu malin, zakończonych zabójstwem dobrej siostry przez złą, ale także studium zbrodni dla zdobycia władzy oraz pierwszą z cyklu kronik opowiadających o bajecznych początkach państwa polskiego.

„Balladynę” przeczytałam w trzy dni i to tylko dzięki mojej jako takiej sile woli. Czyta się strasznie ciężko, momentami opornie. Tak się złożyło, że ogólny zarys fabuły znałam więc do zakończenia lektury motywowało mnie także rozwikłanie ‘problemów’ Balladyny.
Słowacki zabiera nas w świat baśniowy. Przynajmniej tak wygląda. Gopło, początki państwa polskiego, las, maliny, czarodziejka i jej pomagierzy. Siła natury niejako równoważna sile boskiej. Ideał. To jest jednak tylko złudzenie. Tutaj toczy się walka o władzę, bardzo krwawo zdobywaną.
Tytułowa postać, Balladyna jest wyrachowana, zimna, bez skrupułów. Dąży do władzy za wszelką cenę, nawet za cenę życia. Choć miała złe serce, matka wynosiła ją ponad Alinę, mimo że kochała je obie. Kiedy już-już tajemnice Balladyny miały zostać tylko w jej pamięci, sama na siebie wydaje wyrok śmierci.
Choć czyta się opornie i to wszystko może wydawać się bez sensu, warto przeczytać. Chociażby ze względu na poruszenie kwestii winy i kary, dobra i zła. Myślę, że nie bez powodu „Balladyna” jest lekturą szkolną.
Mimo że to dzieło Słowackiego jakoś specjalnie mnie nie urzekło, zostanie mi w pamięci na bardzo długi okres czasu.

czwartek, 6 stycznia 2011

[59] Wojciech Cejrowski "Gringo wśród dzikich plemion"


Bernardinum, 2006
Liczba stron: 302
Literatura polska
9/10
Jest to książka przygodowa i podróżnicza. Mądra, a jednocześnie pełna humoru. Sprawia, że Czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata. Wojciech Cejrowski zabierze Państwa na wyprawę do ostatnich dzikich plemion.

Książkę dostałam pod choinkę i od razu zabrałam się do czytania. Program „Boso przez świat” uwielbiam, więc miałam nadzieję, że ksiązka także będzie świetna. I nie zawiodłam się.
Choć na temat poglądów pana Cejrowskiego zdania są podzielone, to o książkach najczęściej są jednakowe. Pozytywne, rzecz jasna. Dlatego zanim zaczęłam czytać „Gringo…” czułam , że książka mi się spodoba.
Czytając „Gringo…” nie sposób się nie śmiać. Pan Cejrowski ma niezaprzeczalny dar opowiadania. Rzeczy, które wydają się nam ‘tragiczne’ przybierają obraz zabawniejszych. Widać dystans i tupet jak taran są niezbędne. I to chyba nie tylko w Amazonii. W miejskiej dżungli też.
Opowieści o dotarciu do dzikich plemion, przebywaniu wśród Dzikich, próbach zrozumienia ich są cudowne. Niezwykłe historie o motylach (de facto często tak niebezpiecznych jak pięknych). Najbardziej chyba podobało mi się przejście Gringo i Blondynki przez Darien.
W książce znajdziemy także całą masę fantastycznych zdjęć.
Książka naprawdę uczy. Jeśli nie wiesz co może Ci zrobić wredny szmeterling, jak udoskonalić swoją wizę, przejść przez zieloną granicę, co oznacza utknięcie na pasie ziemi niczyjej między dwoma państwami, koniecznie przeczytaj „Gringo wśród dzikich plemion”.
Książkę naprawdę polecam. Wszystkim. Nie tylko fanom Halika czy Fiedlera, nie tylko tym, którzy są zachwyceni programem „Boso przez świat”. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.

„(…) – odpowiedziałem zadowolony, że coś wiem.
- Nic nie wiesz, gringo.”
________

Przepraszam, za jakość recenzji - nie jest najlepsza. Ale to pewnie przez to, że od wtorku mam próbne testy gimanzjalen. W piątek kolejny (j. niemiecki), a w sobotę konkurs (znów etap rejonowy;)

piątek, 3 grudnia 2010

[55] Marc Levy "Jak w niebie"


Tytuł oryginalny: Et si c’etait vrai…
Albatros, 2006
Liczba stron: 213
Literatura francuska
8/10

Po wypadku samochodowym Lauren zapada w śpiączkę. Kilka miesięcy później jako duch powraca do opuszczonego przez siebie mieszkania. Tam spotyka się z nowym lokatorem - młodym architektem Arthurem, który początkowo nie chce uwierzyć, że rozmawia z osobą z zaświatów. Szybko okazuje się, że tylko on jeden widzi dziewczynę. Wzajemna fascynacja stopniowo przeradza się w przyjaźń, a potem w głębokie uczucie. Kiedy lekarze postanawiają odłączyć Lauren od respiratora, Arthur musi znaleźć sposób, by ją ocalić. Ciało i duszę. Inaczej na zawsze utraci miłość swojego życia.

Książkę przypadkowo ściągnęłam z bibliotecznej półki w poszukiwaniu nowych autorów. I skaczę z radości, że ściągnęłam właśnie powieść tego autora.
Historia napisana przez Levy’ego jest nieprawdopodobna. Przynajmniej dla mnie, ponieważ mnie nie odwiedzają duchów osób w śpiączce. Ale chyba dlatego ta książka jest tak świetna.
Pomijając głównych bohaterów, przejdę do Paula, czyli przyjaciela Arthura. Mówiąc kolokwialnie fajny facet. Ale nawet on ‘wymięka’ po rewelacjach, które opowie mu jego przyjaciel. Nie będę zdradzać kto, gdzie, kogo i dlaczego zabierze, bo to by popsuło Wam przyjemność lektury. Niby jestem na niego zła za jego zachowanie, ale ja sama bym chyba nie uwierzyła, gdyby moja koleżanka mi powiedziała, ze pod biurkiem znalazła ducha jakiegoś mężczyzny tudzież kobiety.
Bardzo ciekawa jest także postać samej Lauren. Nie mam tu na myśli tylko jej ciała, pogrążonego w śpiączce, ale właśnie jej ducha. Postawmy się na jej miejscu. Niby wszystko fajnie, bo masz darmowe kino, możesz poznać tajniki Pałacu Prezydenckiego (w przypadku Lauren – Biały Dom), wchodzisz gdzie chcesz nic nie płacąc. A teraz ta mniej przyjemna strona. Nie możesz porozmawiać z bliskimi, których widzisz. Nie możesz ich dotknąć, dodać im otuchy. Dla nich tylko leżysz w szpitalnym łóżku. Straszne.
Jest jeden mankament. Levy ma dziwną tendencję do zaczynania dialogu i po chwili przechodzenia w narrację. To początkowo wkurza, bo można się zgubić.
Poza tym bardzo ciepła, niesamowita książka na te śnieżne wieczory. Levy serwuje nam tu miłość, która nie zna granic, więc niepoprawne romantyczki będą zadowolone ;).
Polecam wszystkim. Gorąco.

„Chcesz zrozumieć, czym jest rok życia? Zapytaj o to studenta, który oblał roczny egzamin. Czym jest miesiąc życia, powie Ci matka, która wydała na świat wcześniaka, i czeka, by wyjęto go z inkubatora, bo dopiero wówczas będzie mogła przytulić swoje maleństwo. Zapytaj, co znaczy tydzień robotnika pracującego na utrzymanie rodziny w fabryce, albo kopalni. Czym jest dzień, powiedzą Ci rozdzielani kochankowie, czekający na kolejne spotkanie. Co znaczy godzina, wie człowiek cierpiący na klaustrofobię, kiedy utknie w zepsutej windzie. Wagę sekundy poznasz, patrząc w oczy człowieka, który uniknął wypadku samochodowego, o ułamek sekundy pytaj biegacza, który zdobył na igrzyskach olimpijskich srebrny medal, a nie ten złoty, o którym marzył przez całe życie. Życie to magia…”
__________
Właśnie powinnam być w drodze powrotnej z Warszawy, a dokładnie z Centrum Nauki Kopernik. Jednak z powodu pogody wyjazd przełożony na okolice lutego ;) Musicie więc poczekać za relacją z wycieczki. ;)

czwartek, 5 sierpnia 2010

[41] Barbara Dussler "Anioły naprawdę istnieją"



Tytuł oryginalny: „Und Engel gibt es noch”
Wydawnictwo KDC, 2006
Spisała Ursula Mensah
Literatura niemiecka
Ocena: 8/10

Moje zdanie:
Kiedy na okładce zobaczyłam słowo ‚Anioły’ naprawdę ostrożnie do niej podeszłam. Już raz się nacięłam na książce o aniołach („Tam gdzie spadają Anioły” D. Terakowska), dlatego byłam strasznie sceptyczna. Okazało się, że niepotrzebnie. Powieść była fantastyczna.
Historię Basi i jej mamy spisała pani Ursula Mensah. Książka jest swoistym dziennikiem choroby dziewczynki, w której swoje odczucia umieściła także mama Basi Claudia Dussler.
Bohaterki książki muszą od nowa ułożyć swoje życie, podporządkować się chorobie Barbary. Pomagają im w tym lekarze, terapeutka pani Gumpert, ale także Elmer – anioł. Dzięki jego wsparciu obie zaczynają wierzyć, że mogą pokonać raka dziewczynki.
Siła woli Basi jest zaskakująca i zaraźliwa dla czytelnika.
Wbrew pozorom historia dziewczynki obfituje w wiele zabawnych momentów.
I jeszcze jedno. W książce są zamieszczone listy od Elmera. Każdy z nich jest piękny i mądry. Mnie jednak najbardziej podobał się ostatni list od Anioła do Basi. Jest z nich wszystkich najpiękniejszy.
PS. Tej ksiązki się nie czyta. Ją się pochłania.
Opis:
Dwunastoletnia Barbara Dussler słyszy diagnozę – choroba Hodkinga. Świat dziewczynki zamyka w klinice na oddziale dziecięcym. Mimo wszystko Basi odzyskuje siłę woli i poddaje się rozmaitym zabiegom, w tym chemioterapii. Sprzymierzeńcem Basi jest Anioły, który ją wspiera. Dziewczynka odnajduje swoją silną osobowość oraz wiarę w siebie, którą postanawia wykorzystać do walki z chorobą.
Cytaty:
„Wiem, że mama jest obok mnie, i zanim umrę, na pewno przyjdzie jeszcze raz siostra dyżurna i dopilnuje, żebym nie męczyła się zanadto. A jeśli obudzę się rano, to będę bardzo, ale to bardzo szczęśliwa, że Bóg podarował mi jeszcze jeden dzień.”

„Radość jest najlepszym lekarstwem na wszystko (…)”

„Obie śmiejemy się i płaczemy na przemian, piszczymy i kwiczymy, podskakując przy tym jak dwa hipopotamy ukąszone przez tarantulę.”

wtorek, 22 czerwca 2010

[36] Rosamunde Pilcher "Kwietniowy śnieg"



Tytuł oryginalny: „Snow in April”
Wydawnictwo KSIĄŻNICA, 2006
Literatura angielska
Ocena: 7/10

Moje zdanie:
Jest to druga książka Pilcher, którą przeczytałam. I nie zawiodłam się.
Akcja książki rozgrywa się dosłownie na dniach. To zmusza do myślenia. Bo, zobaczcie: ile może się wydarzyć w ciągu kilku dni? Wydawać by się mogło, że niewiele. A jednak.
Przejdźmy jednak do bohaterów. Świetnie wykreowane, interesujące postacie. Gdzieś znalazłam opis, że „Autorka [Kwietniowego śniegu] traktuje swych bohaterów z sympatią, pozbawioną jednak czułostkowości”. W pełni zgadzam się z tymi słowami. Moją ulubioną postacią był Oliver.
Większa część akcji rozgrywa się w mojej ulubionej części Wielkiej Brytanii – Szkocji. Nie wiem dlaczego, ale kiedy raz przeczytałam książkę (jakiś romans chyba), w której miejscem akcji był właśnie ten region, zakochałam się w nim.
Serdecznie polecam tym, którzy już zasmakowali w Pilcher. A Ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, niech zaczną od tej książki.
Opis:
Rodzeństwo Cliburtonów, dwudziestoletnia Karolina i o dziewieć lat młodszy Jody, wymyka się z Londynu, by spotkać się z niewidzianym od lat starszym bratem, po śmierci rodziców jedynym ich bliskim krewnym. Podczas podróży przez Szkocję zaskakuje ich spóźniona kwietniowa śnieżyca, a stry samochód, którym jadą, wpada do rowu. Szukając schronienia, trafiają do posiadłości Olivera Cairneya. W rezultacie, dzięki serii przypadkowych wydarzeń, muszą ulec zmianie plany energicznej macoch Karoliny i Jody’ego, a egoistyczną Liz, znajomą Olivera, spotyka srogi zawód.

[opis wydawnictwa Świat Książki]
Cytat:
„Mało tego, że ta postrzelona dziewucha zwaliła mu się na kark nie wiadomo skąd, przewróciła do góry nogami całe jego dotychczasowe życie i popsuła mu dobrze zapowiadający się wieczór, to jeszcze demonstracyjnie odmawia posiłków, doprowadzając wszystkich w tym domu do szału! Przemaszerował przez cały pokój i postawił tacę na nocnym stoliku takim impetem, ze aż zatrzęsła się lampka i podskoczyła szklanka z whisky.”

środa, 16 czerwca 2010

[1] Amanda Quick "Fascynacja"



Tytuł oryginalny: „Dangerous”
Wydawnictwo Amber, 2006
Literatura amerykańska
Ocena: 5/10

„Fascynacja” to kolejna powieść Amandy Quick, określanej królową romansu historycznego.

Noc. Londyn. Panna Merryweather składa lordowi Angelsotne’owi wizytę o nieprzyzwoicie późnej porze. Próba odwiedzenia go od pewnego zamiaru, kończy się pomyślnie. Jednak coś za coś… Sebastian oczekuje rewanżu. Rewanż faktycznie nadchodzi, ale po krótkim czasie Patrycja znów zaciąga dług wdzięczności u tego dziwnego człowieka. Rewanż tym razem kosztuje ją nieco więcej niż ten poprzedni. Mało tego oboje zaczynają prowadzić własne śledztwo nad pewną tajemniczą sprawą morderstw, pełną intryg i ślepych zaułków… Czy główni bohaterowie zwierzą się sobie z wzajemnych uczuć? Czym spowodowane były morderstwa i perfidna intryga?

„Fascynacja” jest kolejnym genialnym romansem z niebezpieczną zagadką w tle. Jak wiadomo Quick pisała w epoce wiktoriańskiej, więc przewijają się wystawne bale, modnie ubrane kobiety, zamożni lordowie i Londyn, który cierpliwe znosi uroki sezonu. Czyta się lekko i płynnie. Czasem mogą przeszkadzać zwroty „milordzie” lub „panno”, jednak łatwo się przyzwyczaić, a dla weteranów romansu jest to czymś absolutnie na miejscu.

Polecam wszystkim zapalonym czytelnikom Amandy Quick. Ktoś, kto jest żądny tajemnic i zarazem miłości oraz namiętności zadowoli się tą lekturą. Krótko mówiąc książka obowiązkowa na jesienne popołudnia.