"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett

wtorek, 23 lipca 2013

[112] Vanessa Farquharson "Zieloni śpią nago"

Sleeping naked is green
Świat Książki, 2011
Liczba stron: 284
Literatura kanadyjska
8/10

Vanessa Farquharson mieszka w Toronto. Jest dziennikarką i krytykiem sztuki w "National Post", w którym prowadzi też kolumnę poświęconą środowisku naturalnemu.Postanowiła prowadzić blog, na którym przez rok będzie dokumentować swoje ekologiczne działania.

Bezpretensjonalny, lekki i zabawny dziennik, prezentujący rok z życia dziennikarki piszącej na tematy kulturalne, mieszkanki wielkiego miasta w Kanadzie, która postanowiła żyć ekologicznie. Nie wszystko okazało się proste, łatwe, przyjemne i możliwe do zrealizowania. Dlaczego więc warto i należy żyć ekologicznie? Co tracimy? Co zyskujemy? Mnóstwo cennych, ale i kontrowersyjnych rad i zaleceń oraz zaskakujących spostrzeżeń.

Książkę nabyłam po niskiej cenie i w sumie nie spodziewałam się fajerwerków. Zainteresował mnie napis na okładce "historia ekocynicznki" i uznałam, że może uda mi się spędzić z dziełem kanadyjki kilka ciekawych chwil, ale szybko zapomnę o książce, którą zabrałam ze sobą na tygodniowy pobyt nad jezioro. Cóż. Myliłam się.

"Zieloni śpią nago" okazało się naprawdę świetną lekturą. Książka została stworzona na podstawie bloga,
który dziennikarka "National Post" prowadziła przez rok. Pewnego dnia podjęła wyzwanie i postanowiła przez rok żyć ekologicznie. Od razu powiadomiła rodzinę, przyjaciół, współpracowników. I wtedy nie było już odwrotu i musiała brnąć dalej... 

A może rower zamiast auta?
Ta bardzo zieloniasta książka świetnie pokazuje, że bycie ekologicznym nie jest takie proste, bo czasem to co "powinniśmy" jest bardzo trudne. Oczywiście, zmienienie zwykłych papierowych ręczników kuchennych na te makulaturowe to nic trudnego, ale wyłączenie lodówki to już inny poziom trudności. Plusem jest to, że skala trudności ekozmian wprowadzanych przez Vanessę jest bardzo zróżnicowana, więc jeżeli któraś zainteresuje czytelnika to może spróbować wprowadzić ją w swoje życie. Zaczynając na makulaturowych ręcznikach i niekupowaniu bzdurnych gazet po sprzedaż samochodu. Do wyboru, do koloru.

Wpisy w dzienniku są różne i dzięki temu prawdziwsze. Niektóre mają dwie, trzy lub cztery strony,  inne zaledwie dwa, czasem trzy zdania (ale za to jak dobitnie oddające rzeczywistość). Czasami są one ściśle związane z ekozmianą na dany dzień (np. uczestnictwo w jakiejś akcji), innym razem odnoszą się do uczuć, przemyśleń i życiowych przygód Vanessy, które nie zawsze mają bezpośredni związek z ekologicznym wyzwaniem jakiego się podjęła. Fajne jest to, że dziennikarka pisze o tym co czuje i co jej towarzyszy: zmęczenie, złość, smutek, zwątpienie, radość, nadzieja, wyczekiwanie, tęsknota. Dzięki temu wiadomo, że Vanessa, kobieta, która przez rok chce żyć ekologicznie, jest normalnym człowiekiem, takim jak czytelnik.

Książka składa się z wstępu, dwunastu rozdziałów (wg miesięcy) oraz epilogu. Każdy rozdział rozpoczyna lista ekozmian funkcjonujących w systemie jeden dzień - jedna zmiana. Tego typu zestawienie to świetny pomysł. Minusem jest to, że rozdziały mają podtytuły, które podane są jedynie w spisie treści, a nie na początku rozdziału. O istnieniu tych podtytułów zorientowałam się dopiero w połowie książki, gdy postanowiłam sobie z nudów przejrzeć spis treści.

Dziennik pokazuje, że życie w zgodzie z ekologią (nie ma to polegać na ogólnej ascezie...), a zatem i naturą, choć jest modne i trendy, nie zawsze jest proste. Myślę, że to pozycja to świetna propozycja właśnie dla "ekocyników" (taki mały prztyczek w nos), ale też dla osób, które starają się wprowadzić coś ekologicznego w swoim życiu, lecz nie wiedzą jak się za to zabrać. Polecam właśnie na wakacje ;)
_____

Powróciłam znad jeziorka. "Zieloni śpią nago" to naprawdę dobra książka, ale czuję, że nie udźwignęłam ciężaru tej recenzji. Widzę tu chaos ogólny, za co serdecznie przepraszam. Jestem lekko roztargniona ostatnio ;)

5 komentarzy:

  1. Ostatnio coraz częściej trafiam na książki, które powstały na podstawie bloga :) Nie przepadam za tą całą manią na bycie eko, ale w sumie też nie zastanawiałam się, nad tym, że to musi być czasochłonne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takie upały chyba nie tylko "Zieloni śpią nago". A tak poważnie, chętnie przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Blog ekolożki, która opisuje swoje roczne zmagania i EKOupadki nie jest ambitną pozycją. Nie szukajmy tu ekologicznych uniesień i rzetelnej wiedzy. Lektura jest lekka, komiczna, pisana pół żartem, pół serio- a przynajmniej ja tak ją odbieram. Mocno się zastanawiam, czy nie napisać, że jest również niepoważna. Książka ma prawo nie spodobać się tym, dla których bycie EKO lub wege to nie chwilowa moda, ale świadomy styl bycia. Zwłaszcza, że nasza młoda dama nie ma litości i często krytykuje wegan, wegetarian i różne ekologiczne rozwiązania. Muszę jednak ją obronić - momentami ma słuszność.Jest pamiętnik, są zmiany i miłość na horyzoncie. Hmm..czyżby ktoś wziął na tapetę perypetie pewnej Brytyjki z małą nadwagą? Jakbym jednak nie krytykowała tej książki, muszę oddać sprawiedliwość Vanessie, która poszerzyła moją wiedzę ekologiczną o toalety kompostujące (o moja ignorancjo!), kuchenne kompostowniki i kilka innych mniej oszałamiających gadżetów.

    OdpowiedzUsuń