"Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży."

"Bóg nigdy nie mruga" R. Brett

piątek, 19 grudnia 2014

[153] Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

Wydawnictwo Naukowe PWN, 1992
Liczba stron: 416
Literatura polska
10/10

Kazimierz Moczarski był dziennikarzem, pisarzem oraz żołnierzem Armii Krajowej w stopniu kapitana. W czasie II Wojny Światowej walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie został oskarżony przez nowe socjalistyczne władze, 11 lat spędził w więzieniu. Od 2 marca do 11 listopada 1949 roku przebywał w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Jego więziennymi towarzyszami okazali się być Niemcy: SS – Untersturmfürer Gustaw Schielke oraz Jürgen Stroop, generał dowodzący likwidacją warszawskiego getta w 1943 r. Te kilka miesięcy to istotny okres w życiu Moczarskiego, bowiem wrócił po latach w postaci, silnych, plastycznych i wyraźnych wspomnień, które znalazły swe ujście na kartach niniejszej książki.

K. Moczarski
W celi mokotowskiego więzienia, między AK – owcem, niemieckim żołnierzem i generałem, toczą się tytułowe rozmowy z katem. Ta książka to historia Stroopa, którą opowiedział on sam, a spisał ją Kazimierz Moczarski. Generał chętnie opowiadał o sobie - od dzieciństwa począwszy, przez udział w I Wojnie Światowej, działalność międzywojenną po szczególnie ważny okres II Wojny Światowej. To istotny czas dla generała, wspina się po szczeblach hitlerowskiej kariery, jest bardzo aktywny, stara się maksymalnie wykorzystywać dane mu możliwości.

Poruszone zostają również bolesne tematy w historii Polski. Książka zawiera szczegółową relację działań hitlerowców, pod dowództwem Jürgena Stroopa, w czasie powstanie w getcie warszawskim. Generał w bardzo dokładny sposób opisuje okres likwidacji getta - okrutnego ludobójstwa. Mężczyzna nawet w celi jest oddany nazistowskiej ideologii, nie czuje skruchy - wszystko to zaprowadzi go na szafot.

Moczarski zwraca uwagę na to, że Stroop to człowiek mający krwawy udział w historii Polski, a udziału tego wymazać się nie da. Autor w przystępny sposób, językiem niezwykle estetycznym, ale plastycznym, opisał swe rozmowy ze zbrodniarzem. Nie zapomniał o zakończeniu tej historii - dotarł do informacji o śmierci niemieckiego generała.


Nie jest to powieść czy podrasowana historia inspirowana faktami, ale książka o charakterze reportażowo - wspomnieniowym. „Rozmowy z katem” powoli stają się książką zapomnianą, choć przecież to tekst bardzo wartościowy, przypominający zbrodnie wojenne. Lektura obowiązkowa.

niedziela, 14 grudnia 2014

[152] Marianna Bończa Stuhr, Jerzy Stuhr "Kto tam zerka na Kacperka?"

 Literackie, 2014
Liczba stron: 84
Literatura polska
10/10

Jerzy Stuhr to wybitna postać polskiego kina i teatru, jest także profesorem. Natomiast Marianna, córka Pana Jerzego, to artystka - malarka, jak również ilustratorka niniejszej książeczki dla dzieci.

Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Jerzy Stuhr opowiadał Waszym dzieciom bajki na dobranoc. Kiedy Marianna i Maciej byli mali, tato wymyślał im historie o przygodach małego chłopca Kacperka. Dziś te opowieści bawią i uczą następne pokolenie rodziny Stuhrów. Mogą rozbawić i Was!
Pani w szkole pyta Kacperka, gdzie mieszkają książki. Chłopiec nie wie i dopiero w domu mama mówi mu, że chodzi o bibliotekę. Obiecuje, że niedługo się tam wybiorą. Biblioteka robi ogromne wrażenie. Podekscytowany Kacperek przegląda książki, ale okazuje się, że brakuje w nich stron. Ktoś je… zjada! Bystry chłopiec szybko odkrywa winowajczynię – myszkę Fiszkę, która zostaje jego przewodniczką po
fascynującym świecie najpiękniejszych wierszy dla dzieci.
Wnętrze książki. Źródło

Choć mam dziewiętnaście lat uwielbiam bajki, wierszyki, książeczki stworzone z myślą o dzieciach. Sądzę nawet, że dla wielu rodziców czytanie dzieciakom jest jedynie pretekstem, bo sami z przyjemnością sięgają, bo zabawne wierszyki i historyjki wspaniale ilustrowane. Dla mnie czytanie książki Pana Jerzego i Marianny było niezwykłą przyjemnością, a także okazją do zwykłej dziecięcej radości na widok znajomych, ulubionych wierszyków.

Pewnego dnia mama zabrała Kacperka do biblioteki. Chłopcu spodobały się książki, spotkał też tam myszkę Fiszkę - zjadaczkę książek. Dzięki małej myszce Kacperek oraz wszystkie dzieci, które zetkną się z tą historyjką, będą mogły poznać piękne polskie wiersze napisane z myślą o najmłodszych odbiorcach literatury. W książce znalazły się wiersze Jana Brzechwy, Wandy Chotomskiej, Aleksandra Fredry, Anny Kamieńskiej, Ludwika Jerzego Kerna, Marii Konopnickiej, Tadeusza Kraszewskiego, Magdaleny Samozwaniec, Tadeusza Śliwiaka, Juliana Tuwima, Danuty Wawiłow i Natalii Usenko. Są to sympatyczne i znane wierszyki, lubiane przez Polaków. Wspaniale, że kolejne pokolenie polskich maluchów może poznawać te teksty (tak przecież istotne w naszej literaturze), a starsze pokolenia mogą dzięki temu wrócić pamięcią do lat dzieciństwa. Ja sama chętnie chwytam za zbiory wierszy dla dzieci, których mam w domu pełno. Stuhrowie będą bardzo dobrze komponować się na półce wśród moich pozostałych dziecięcych zbiorów.

Książka o Kacperku jest przepięknie ilustrowana. Gratka dla każdego dziecka, maluszki znajdą coś dla siebie. Oprócz obrazków przedstawiających Kacpra i myszkę Fiszkę jest sporo zwierzątek. Jest estetycznie, kolorowo, interesująco. Publikacja jest też wystarczająco duża (ale nie ogromniasta), wszystko ładnie widać. Obrazki i tekst dobrze ze sobą współgrają.

Zarówno dzieci jak i rodzice będą zadowoleni, mając tę książeczkę w domu. Czas spędzony z tą historyjką to dobra zabawa - zachęcam wszystkich, małych i dużych do poznania tej publikacji.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackie.

środa, 19 listopada 2014

[151] Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia"

superNOWA, 1999
Liczba stron: 342
Literatura polska
8/10

Andrzej Sapkowski to znana postać w świecie polskiej literatury. Napisana przez niego seria przygód o wiedźminie Geralcie z Rivii uczyniła go jednym z czołowych pisarzy fantasy i przysporzyła mu miłośników na całym świecie. 

"Miecz przeznaczenia" to kolejny po "Ostatnim życzeniu" zbiór opowiadań, które wdrażają czytelnika w świat wiedźmina. Na tom składa się sześć tekstów, w których to Geralt spotyka na swej drodze złotego smoka, krasnoludy, dopplera i driady. Pragnie zawalczyć o miłość ukochanej, wpatruje się w piękne oczy poetki Essi, usiłuje lekceważyć przeznaczenie na przekór wszystkim. W przygodach nie bierze udziału sam, zazwyczaj towarzyszy mu trubadur Jaskier poszukujący tematu do ballad. Pojawia się także tajemnicze dziecko... 

"A tak. Bo ja też cię kocham, głupku. A co to za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia."

Drugi tom wiedźmińskiej sagi przyciągnął mnie jeszcze bardziej niż pierwszy. Przy książkach Sapkowskiego chyba nie można się nudzić, zawsze dzieje się coś interesującego. Zgadzam się z notą od wydawcy: "Sapkowski zawładnie Waszą wyobraźnią i marzeniami". Autor sprawnie i kunsztownie łączy wątki filozoficzno - refleksyjne z miłosnymi i sensacyjnymi. Postacie stanowią równie ciekawą część książki, są barwne, intrygująco skonstruowane. W czasie czytania można zapoznać się z syrenami, elfami, krasnoludami, czarodziejami, bardami, licznymi władcami. Świat, który stworzył Andrzej Sapkowski kojarzy mi się trochę ze światem baśni Grimm i Andersena, trochę z powieściami historycznymi Sienkiewicza a trochę ze światem średniowiecza. Te elementy razem złączone dają fenomenalny efekt i unikatową przestrzeń literacką.

U Sapkowskiego zachwyca mnie coś jeszcze, a mianowicie to jak umiejętnie czerpie z historii, literatury, kultury. Adaptuje do własnych tekstów znane baśnie i opowieści, niejednokrotnie wzbogaca swoje teksty o sprytnie skonstruowane żarty oparte na związkach frazeologicznych i popularnych powiedzonkach. Urzeka mnie to niesamowicie, jest to coś, co wzbogaca czytanie i sprawia mi dodatkową przyjemność. 

"- A pewnie. Już mam pierwsze zwrotki. W mojej balladzie syrenka poświęci się dla księcia, zmieni rybi ogon w piękne nóżki, ale okupi to utratą głosu. Książę zdradzi ją, porzuci, a wówczas ona zginie z żalu, zamieni się w morską pianę, gdy pierwsze promienie słońca...
- Kto uwierzy w takie bzdury?"

Było to moje drugie spotkanie z Geraltem z Rivii i znowu udane. Niewątpliwie sięgnę po kolejne tomy sagi napisanej przez pana Andrzeja Sapkowskiego. Zaciekawiły mnie losy wiedźmina i gdy tylko czas pozwoli powrócę do biblioteki po następne książki. 

*cytaty pochodzą kolejno ze stron: 223, 173 z wydania: superNOWA, 1999 r., Warszawa.

wtorek, 11 listopada 2014

Fotorelacja: 18 Poznańskie Dni Książki nie tylko Naukowej

W ubiegłym tygodniu tj. 5 - 7 listopada br. w Poznaniu odbyły się 18 Poznańskie Dni Książki nie tylko Naukowej. Co ciekawe, wszystko miało miejsce w przepięknym zabytkowym budynku Collegium Maius przy ul. Fredry 10. Na kilka dni hol Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza zamienił się w niewielką, ale jakże bogatą przestrzeń targową. Już na tydzień przed całą imprezą szykowano stanowiska dla wydawnictw. Jako studentka tego wydziału miałam przyjemność obserwować cały okres przygotowań, chętnie także zaglądałam na stoiska już w czasie trwania akcji. Wśród wystawców znaleźli się m. in. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Poznańskie Studia Polonistyczne, Muzeum Archeologiczne w Poznaniu, Muzeum Początków Państwa Polskiego, PIW Państwowy Instytut Wydawniczy, Publikat SA, Bellona SA, Arkady, słowo/obraz terytoria, Media Rodzina, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, Wydawnictwo AWF we Wrocławiu, Wydawnictwa Wielkopolskiego Muzeum Walk Niepodległościowych, Politechnika Wrocławska - Oficyna Wydawnicza, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. To zaledwie garstka wydawców, którzy przez trzy dni gościli w Collegium Maius, nie sposób wymienić tu wszystkich. Pojawiło się także interesujące stanowisko portalu lubimyczytac.pl. Pomarańczowe i brązowe leżaki plażowe pojawiły się na drugim piętrze budynku, a wraz z nimi kosze pełne książek. Można było rozgościć się na całego i czytać, czytać, czytać... W czasie targów odbywały się także spotkania dla licealistów, których było dość sporo na uczelnianych korytarzach.
Takie Dni Książki to niezwykła gratka. Prezentowane książki mocno przyciągały uwagę i niewątpliwie każdy mógł znaleźć coś dla siebie za cenę niższą niż zwykle (choć wiadomo - portfel studenta/ucznia razi pustką). Mnie udało się upolować Cywilizacje śródziemnomorskie. Leksykon. (6 zł!) oraz torbę z Mieszkiem I, do której gratisowo dostałam katalog wystawy z Muzeum Archeologicznego w Poznaniu Zapomniane oblicza, przewodnik po wystawie Pradzieje Wielkopolski (obie wystawy są zakończone, ale katalogi są świetne) oraz zbiór wykładów Królowie i biskupi w średniowieczu. Wspaniałe dni targowe zakończyłam wizytą w dawnej księgarni akademickiej mieszczącej się w budynku wydziału (inne wejście) - dziś jest to Księgarnia przy Fredry. Za niewielką cenę nabyłam tam książkę Ewy Kraskowskiej Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej dwudziestolecia międzywojennego.

Czas przygotowań. Jeszcze pusto.
Puste stanowiska wyglądają ciekawie...
... ale pełne są zdecydowanie lepsze!
Książki, książki wszędzie.
Wygodny leżak lubimyczytac.pl
Moje zdobycze :)

sobota, 1 listopada 2014

[150] Anna Gavalda "Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał"

Je voudrais que quelqu'un m'attende quelque part
Świat Książki, 2006
Liczba stron: 174
Literatura francuska
9/10

"Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał" to debiutancki zbiór opowiadań współczesnej pisarki francuskiej Anny Gavaldy. Kobieta ma tysiące fanów na świecie, także w Polsce, gdzie ukazało się kilka jej książek m. in. "Kochałem ją", "Po prostu razem" oraz "Pocieszenie".

Jesteśmy samotni, ale czy naprawdę musimy być wobec siebie obojętni? Zauważ mnie, gdy mijamy się w tłumie. Na książkę składa się dwanaście opowiadań, a ich bohaterowie to zwykli ludzie, wnikliwie obserwowani przez pisarkę podczas zdarzeń, które rpzeżyli w sposób szczególny. Czasami jest to kilka godzin, czasami kilka dni, miesięcy lat, zawsze jednak kanwę stanowi coś, co w sposób istotny odbiło się na losach głównych postaci.

Anna Gavalda, a raczej jej książki wielokrotnie migały mi na księgarnianych półkach lub w internecie, zawsze jednak je mijałam. Do czasu, gdy zauważyłam je w bibliotece i uznałam, że skoro twórczość pisarki w swoisty sposób mnie prześladuje to należy wreszcie chwycić za jedną z lektur. Mój wybór padł na teksty debiutanckie, na których się nie zawiodłam. Dawno nie czytałam tak interesującego debiutu. Nie ukrywam, że było to dla mnie ciekawe wyzwanie, bowiem nie przepadam za opowiadaniami. Na ogół irytują mnie, kończą się nagle, w momencie kiedy już zaakceptowałam tekst. Między innymi z tego powodu nie przypadły mi do gustu opowiadania Alice Munro (ale opowiadania Iwaszkiewicza już tak). Gavalda jednak zdołała wyjść z konfrontacji obronną ręką.

Teksty są faktycznie dość różnorodne. Autorka ukazała w nich ludzi, którzy na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Różnią się pracą, osobowością, sposobem myślenia, pragnieniami, przewijają się przez różne miejsca, a ich życie obfituje w inne sytuacje. Pozory mylą, jak powszechnie wiadomo. Tych ludzi, tak odmiennych, łączy jeden motyw - spotkanie na swojej drodze człowieka, który ma szansę odegrać istotną rolę w ich losach życiowych. Czasem jedno spotkanie w odpowiednim (lub nieodpowiednim) czasie, może zmienić myśli, marzenia i kierunek, w którym człowiek podąża.

Anna Gavalda ma ciekawy styl, który zdaje się być ulotny, nieco eteryczny, czasem za pomocą drobnych przemilczeń uzupełnia akcję. Pozostawia to czytelnikowi niewielką, ale dość swobodną możliwość snucia domysłów oraz interpretacji. Dla mnie to plus, gdyż dodatkowo przyciąga uwagę. Autorka sięga po metafory (choć nie unika dosłowności gdy trzeba), dialogi, teksty są spójne i cechują się dbałością o język.

"Mówię, że moje serce jest jak wielki pusty worek. Worek, jest tak mocny, że mógłby pomieścić cały wielki sklep z każdą ilością towaru, a tymczasem nic w nim nie ma."

Jeśli jeszcze ktoś nie czytał książek Anny Gavaldy to zachęcam do zapoznania się z nimi. Ja z pewnością chwycę za pozostałe jej powieści.

*cytat pochodzi ze strony: 51. 
__

Nareszcie znalazłam chwilę czasu, aby tu zajrzeć. Przepraszam, ze tak mało mnie tu widać, ale brakuje mi na to czasu, a studia jednak mają pierwszeństwo (chociaż... chyba nie... Jednak sen!). Już niebawem długi weekend, może wtedy uda mi się coś zdziałać tutaj :)

poniedziałek, 29 września 2014

[149] Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie"

superNOWA, 2010
Liczba stron: 288
Literatura polska
7/10

Andrzej Sapkowski to urodzony w 1948 roku polski pisarz fantasy. Jest laureatem wielu nagród, a jego powieści przetłumaczone na kilkanaście języków wciąż zdobywają nowych fanów na całym świecie. Zasłynął serią książek o przygodach wiedźmina Geralta z Rivii.

Wiedźmin nie jest rębajłą pokroju Conana. To mistrz miecza i fachowiec czarostwa strzegący moralnej i biologicznej równowagi w cudownym świecie fantasy. Z woli Sapkowskiego w ów świat pełen potworów i bujnych charakterów, skomplikowanych intryg i eksplodujących namiętności wnosi Geralt nasze problemy, mitologie i nowoczesny punkt widzenia. Staje się więc widzem i bohaterem, oskarżonym i sędzią, kochankiem i błaznem, ofiarą i katem. Przewrotna literacka robota.
"Ostatnie życzenie" to zbiór opowiadań o wiedźminie Geralcie, który stanowi swoisty wstęp do głównych tomów całej sagi. Seria ma wielu fanów, a więc i ja postanowiłam zapoznać się z teamem Sapkowski & Geralt. Nawet nie wiem czego się spodziewałam po tej ksiażce, chyba tak naprawdę... niczego. Po prostu, bez żadnych wymagań, chwyciłam za nią (nie tak od razu, musiałam nieco poczekać, aż w końcu w bibliotece ją oddadzą...) i przeczytałam. Chyba od dawna nie czekałam na książkę tak bardzo nie mając żadbych oczekiwań względem niej. Niezwykłe uczucie. 

Opowiadania porwały mnie od pierwszej strony, z fascynacją śledziłam losy bohatera i jego towarzyszy, poznawałam tajniki wiedźmińskiego fachu. Sam Geralt bardzo mnie zainteresował, a autor stworzył, zdaje się, postać fenomelnalną i ponadczasową, która jest i będzie podstawą polskiej fantastyki. Sapkowski zbudował świat niesamowicie intrygujący, mocno przykuwający uwagę czytelnika. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie styl - nieco tajemniczy, intrygujący, ale nie brak w nim dystansu, ironii i żartu. 

" - (...) A potrzebuję dla mojej ballady tytułu. Ładnego tytułu. 
- Może 'Kraniec świata'?
- Banalne - parsknął poeta. - Nawet jeśli to faktycznie kraniec, trzeba to miejsce określić inaczej. Metaforycznie. Zakładam, że wiesz, co to metafora, Geralt? Hm... Niech pomyślę... 'Tam, gdzie...' Cholera. 'Tam, gdzie...'
- Dobranoc - powiedział diabeł."

Przy tych tekstach spędziłam czas bardzo przyjemnie, z wypiekami na twarzy śledziłam całość akcji. Polubiłam towarzysza wiedźmina, Jaskra - poetę i trubadura, którego urężem jest... lutnia. Postać dość zabawna, dorzucająca do historii nieco komizmu i humoru. Tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z tekstami o wiedźminie zachęcam do nadrobienia tego niedopatrzenia, sama tymczasem robię sobie herbatę i kontynuuję lekturę "Miecza przeznaczenia", dlaszego ciągu przygód Geralta z Rivii.

"Zło to zło, Stregoborze - rzekł poważnie wiedźmin wstając. - Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte."

cytaty pochodzą kolejno ze stron: 212, 93 z wydania: superNOWA, 1999.
_______

Witam Was :) Ponieważ za chwilę rozpoczyna się rok akademicki (mój pierwszy!) chciałabym poinformować Was, że z tego względu recenzje przez jakiś czas (dopóki nie wejdę w rytm dojeżdżania i studiowania) będą ukazywać się z nieco mniejszą częstotliwością. Zapas postów na ten miesiąc mam (w tym fotorelacja) i mam nadzieję, że z czasem znajdę i czas na blogowanie ;)

wtorek, 23 września 2014

[148] Jacek Piekara "Szubienicznik"

Otwarte, 2013
Liczba stron: 464
Literatura polska
9/10
  
Jacek Piekara to współczesny polski pisarz fantasy, jak również dziennikarz. Obecnie mieszka w Warszawie. Jego seria o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie (m. in. "Sługa Boży", "Młot na czarownice") ma wielu miłośników, a spod jego pióra wyszedł także "Charakternik", seria o Alicji oraz "Szubienicznik" wraz z kontynuacją "Szubieniecznik. Falsum et verum."

"Szubienicznik" to wielowątkowa historia kryminalna i jednocześnie studium zachowań i obyczajów Polaków żyjących u końca XVII wieku. Podstarości łęczycki Jacek Zaręba przybywa na dwór starego przyjaciela, by pomóc mu w rozwiązaniu tajemniczej sprawy. Kto i w jakim celu zgromadził obcych sobie ludzi w majątku stolnika Ligęzy? Co łączy owych gości? Wielki skarb, nienawiść, zemsta? Kto jeszcze padnie ofiarą knowań okrutnego demiurga plączącego ludzkie losy?

O Piekarze słyszałam już dawniej, zresztą trudno byłoby nie mieć pojęcia o jego istnieniu, jednak do tej pory nie czytałam żadnej jego powieści. Dopiero po przeczytaniu wywiadu z tym autorem w którymś numerze gazety Fanbook postanowiłam zapoznać się bliżej z tego tekstami. Wybór książki był nieprzypadkowy - niezwykle spodobała mi się okładka "Szubienicznika" a także opis, z którym zapoznałam się nieco później. Zarezerwowałam powieść w bibliotece, czekałam ponad miesiąc i... Było naprawdę warto czekać tyle czasu, opłaciło się. 

Uwielbiam Sienkiewicza, a także ogół historii o rycerzach Rzeczypospolitej, a ta powieść Piekary idealnie trafiła w mój gust. Dopracowana, świetnie oddaje klimat czasów szlacheckich, a zarazem w intrygujący sposób buduje napięcie wokół tajemniczych listów i gości stolnika Ligęzy. Z jednej strony sielankowy majątek stolnika, liczne toasty, suto zastawione stoły, a z drugiej dziwna zagwozdka przed którą niespodziewanie postawiony został stolnik i jego przyjaciel mości Zaremba. Obu szlachciców polubiłam od razu. To postacie nakreślone z pieczołowitością, interesująco zbudowane, z bogatymi osobowościami. Skutecznie przykuwają uwagę czytelnika. Myślę, że w tym swoją zasługę mają przepiękny styl i język autora, które podbiły me serce. 

"Po połączonym z podwieczorkiem obiedzie Jacek Zaremba wyszedł do sadu, by zdążyć trochę odetchnąć przed zbliżającą się wielkimi krokami kolacją. I nie po to wyszedł, by posmakować pięknych jabłuszek, a czerwonych niczym zlane posoką lica (kto inny powiedziałby pewnie: zaróżowionych niczym spłoniona panna), rosnących na gałęziach tak gęsto i tak smakowicie wyglądających, że nawet ci, którzy widzieli ogród Hesperyd, musieliby uznać, że na całym świecie bardziej ponętnych nie znajdzie się jabłoni niż tutaj, w sadzie stolnika Ligęzy."

Historia ukazana w "Szubieniczniku" pochłonęła mnie bez reszty, oddałam się temu klimatowi XVII - wiecznej Polski i wraz z bohaterami śledziłam losy zgromadzonych w majątku osób starając się rozwikłać zagadkę. Snułam domysły, przypuszczenia, zwracałam uwagę chyba niemal na wszystko, a nagle... koniec powieści. Autor przerwał ją w niespodziewanym momencie, więc byłam niepocieszona, bo nie chciałam rozstawać się z Zarembą i pozostać z nierozwikłaną zagadką. Zatem wniosek - muszę koniecznie przeczytać wydaną w styczniu tego roku powieścią "Szubienicznik. Falsum et verum". Niewątpliwym plusem książki jest humor, którego Piekara nie szczędził.

"- Hajdawery zgubiłem, szablę zgubiłem, kontusz zgubiłem - poskarżył się zbolałym głosem i rozejrzał nieprzytomnym wzrokiem po podwórzu - baaa, buty nawet zgubiłem..."

Podsumowując "Szubienicznik" to świetna powieść, która łączy w sobie wyjątkowo tajemniczą zagadkę, barwne realia Polski szlacheckiej i odpowiednią dawkę humoru, przybliża także w sprytny sposób historię naszego kraju. Gorąco polecam tę książkę, jeśli jeszcze nie mieliście szansy się z nią zetknąć. Nie traćcie już więcej czasu tylko czytajcie :)

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 228, 21.

czwartek, 18 września 2014

[147] Agnieszka Lingas - Łoniewska "W szpilkach od Manolo"

Novae Res, 2013
Liczba stron: 232
Literatura polska
8/10

Agnieszka Lingas - Łoniewska to wrocławska autorka popularnych i poczytnych powieści, które łączą w sobie romans i nutkę kryminalnej sensacji. Kocha zwierzęta i Within Temptation. Spod jej pióra wyszły m. in. "Zakręty losu", "W zapomnieniu", "Szósty" oraz "Zakład o miłość".

Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniku. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych”. Tajemnicze kartki z numerkami, porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i… gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!

To nie moje pierwsze spotkanie z panią Lingas, wcześniej miałam przyjemność czytać inną fenomenalną książkę jej autorstwa - "Zakład o miłość". Postanowiłam odnowić tę znajomość korzystając z półki mojej przyjaciółki, gdzie znalazłam "W szpilkach od Manolo". I ponownie trafiłam na dobry kawał literatury. Poświęciłam tej powieści dwa, może trzy popołudnia, ale nie był to czas stracony.

"- Uważam, że każdy z nas ma swoją linię przeznaczenia, losu. Coś się pojawi na twojej drodze i odmieni twoje życie."

Historia Liliany to z jednej strony typowy romans, który jest często spotykany w serialach. Praca, kobieta, kilku amantów, trochę kłód pod nogi i happy end. Ale, ale... Pani Agnieszka mocno nam urozmaica nudny, nieciekawy, powielany milion razy szablon. Amanci nie są tacy jakby się mogło wydawać, że są (a kim oni są w zasadzie...? Kolejna zagadka.), w pracy perypetii co nie miara, mama wciąż o coś suszy głowę... I jak tu się skupić na poszukiwaniu miłości, ciepła, bezpieczeństwa? Na szczęście Lilka ma wspaniałe przyjaciółki. Przyznam szczerze, że polubiłam je wszystkie. One mają w sobie coś szczerego, przypomina mi to moją własną przyjaciółkę i rozmowy jakie ze sobą czasem prowadzimy - są równie zabawne, wesołe, złośliwe i budzą ogólne zaciekawienie i radość u innych. Mnóstwo razy chichotałam nad tą powieścią.

"Gdy zamknęły się za nami drzwi, dziewczyny przez chwilę wzdychały, jakby miały hiperwentylację, po czym odwróciły się i spojrzały na mnie. Marta uśmiechnęła się półgębkiem, Baska szczerzyła zęby, a Lidka patrzyła rozmarzonym wzrokiem. Nie wytrzymałam.
- Mam coś na twarzy?"

Wątek sensacyjny, czy tez kryminalny, jak kto woli, został bardzo sprawnie wpleciony w całą miłosną przygodę. Nie odczuwa się sztuczności, nie ma niepotrzebnych fragmentów, epizodów czy zdań, ba, w tej powieści rzeczy pozornie nieistotne okazują się mieć wielką wagę dla ogółu akcji. Wszystko to jest sprytnie zaplanowane, dobrane tak, aby "grało" jak najlepiej. Szczerze mówiąc, trudno mi pisać o tej książce tak, by zbyt wiele nie zdradzić. Wątek kryminalny był tak samo zajmujący jak ten romantyczny. 

"Oczywiście socjopaci mają to do siebie, że potrafią doskonale zmanipulować otoczenie. Potrafią grać. Potrafią zbudować wokół siebie pewną otoczkę..."

"W szpilkach od Manolo" to niezwykła powieść łącząca w sobie poszukiwanie miłości i prowadzenie niebezpiecznego śledztwa. Nie jest to mdły melodramat, ale okraszona dystansem i humorem historia nietuzinkowa, napisana z polotem i pomysłem. Jeśli szukacie lekkiej, niezobowiązującej, ale nie ogłupiającej powieści (mocno zagmatwana zagadka do rozwiązania!) to sądzę, że przy tej powieści dobrze spędzicie czas.

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 167, 32, 223.

środa, 10 września 2014

[146] Agatha Christie "Morderstwo w Boże Narodzenie"

Hercule Poirot's Christmas
Dolnośląskie, 2011
Liczba stron: 232
Literatura angielska
9/10

O Agacie Christie chyba nie muszę zbyt wiele pisać, prawda? Autorka licznych kryminałów, które od lat są chętnie czytane a liczba czytelników i miłośników jej prozy stale rośnie. Stworzyła postacie niezwykle lubianych detektywów - pannę Marple oraz bohatera recenzowanej dziś powieści Herkulesa Poirot. Klasyka powieści kryminalnej.
Zbliża się Boże Narodzenie. Senior rodu Simeon Lee do swej rezydencji zaprasza rodzinę. Spotkanie jest nietypowe, gdyż Lee niemal nie utrzymywał z dziećmi kontaktów. Mało przyjemnej atmosfery nie poprawia pojawienie się uchodzącego za czarną owcę syna, a tym bardziej wnuczki, którą rodzina widzi po raz pierwszy. W ponurych nastrojach podsycanych pragnieniem odziedziczenia jak największego spadku zebrani dowiadują się o zabójstwie złośliwego milionera. Do akcji wkracza niezastąpiony Herkules Poirot. Przed detektywem trudna zagadka - okazuje się bowiem, że z sypialni Simeona zniknęły diamenty, nie wszyscy goście ujawnili prawdziwą tożsamość, a zamordowany miał niejednego wroga…
Od czasu do czasu lubię chwycić za kryminał. Tajemnicze morderstwo, kilkoro podejrzanych, różnorakie motywy i kolejne morderstwo w przygotowaniu. Tak, to gwarantuje mi Christie i uwielbiany przeze mnie Herkules Poirot, którego pokochałam podczas czytania powieści "Morderstwo w Orient Expressie". Potem przyszedł czas na "Niedzielę na wsi", a teraz tryumfy święci "Morderstwo w Boże Narodzenie". Pora raczej mało Gwiazdkowa, bo mamy początek września, ale na dobry kryminał zawsze jest czas.
Czy motywem były... diamenty?

Wiadomo, jak to u Christie, jest wprowadzenie, które zarysowuje bohaterów, przybliża ich psychikę, postawy i poglądy, dzięki czemu czytelnik może w dokładniejszy sposób poszukiwać winowajcy. Ja w tym przypadku miałam swój typ przez zdecydowaną większość powieści, pod koniec nagle go zmieniłam, ale okazało się, że... I tak nie trafiłam. Zakończenie zaskoczyło mnie absolutnie, a wszystko przez to, że zignorowałam pozornie nieistotne słowa jednego z bohaterów. Kiedy wreszcie nauczę się, że u Christie nie pada ani jedno zbędne zdanie? Tak, ponownie dałam się zaskoczyć, a powieść trzyma w napięciu do ostatnich stron. 

"Morderstwo w Boże Narodzenie" nie zawiodło mnie. Spędziłam z tą powieścią dwa intensywne popołudnia, pełne zagadkowości, niepewności i oczekiwania na rozwiązanie sprawy. Poirot współpracując z dwojgiem innych policjantów musi użyć wszystkich swoich zdolności i rozpatrzyć każdą możliwość. Polecam tę książkę, gwarantuję, że nie będziecie narzekać na nudę, bo w każdej chwili może wydarzyć się coś niepokojącego, a pointa tej historii przyprawi was o spore zdziwienie. Ja z pewnością sięgnę też po kolejne tomy przygód małego Belga Herkulesa Poirot.

piątek, 5 września 2014

Urodziny po raz... piąty!






I tak oto mamy piątą rocznicę mojej blogowej działalności. Przez ten czas sporo się zmieniło. Zmieniły się znacząco moje recenzje, dorastałam wraz z blogiem, poszerzałam horyzonty (nie tylko czytelnicze), szukałam nowych pasji i zainteresowań. Starałam się być TU, na blogu, dzieląc się moim zdaniem o książkach. Nie zawsze odbywało się to regularnie, powiedziałabym nawet, że było to (i pewnie będzie) dość chaotyczne, niezorganizowane, zależne od mojego wolnego czasu, sił i chęci. Ale jakby nie było - zawsze wracałam i wracać będę. Różnie postrzegam te moje teksty, szumnie zwane czasem (na użytek różnych poważnych okazji) krytycznoliterackimi. Ja jestem w stosunku do siebie krytyczna, ale mam wokół siebie osoby, które wspierają mnie w tym co robię, powtarzając, że to co robię jest dobre. Wierzę im, ale i tak swoje wiem :)

Przez te pięć lat przyzwyczaiłam się do tego, że mam swoje miejsce w sieci. I że są ludzie, którzy mnie czytają. Zatem, z tej urodzinowej okazji, chciałam Wam podziękować - wszystkim tym, którzy tu zaglądają, czytają to, co się tu pojawia, przekopują bloga, myszkują po nim. Nie zawsze komentujecie - świadczą o tym statystyki, więc zapraszam do kometowania i dzielenia się swoją opinią ;) Dziękuję Wam, moim czytelnikom i "odwiedzaczom", bo to Wy motywujecie mnie do pisania. Fajnie, że jesteście. I fajnie, że niektórych z Was też mogę czytać i inspirować się Wami, książkami, które czytacie, miejscami, które odwiedzacie, pasjami, które realizujecie. Każde spotkanie z Wami, choć wirtualne, to niezwykłe doświadczenie.

Mimo ze to piąte, okrągłe urodziny nie ma tu żadnego konkursu - nie mam niestety głowy do tego teraz, trochę się dzieje :) Zapraszam Was jednak do ciągłego zaglądania tu. W przygotowaniu są recenzje książek takich autorów jak Piekara i Sapkowski oraz (foto)relacja z pewnego ciekawego poznańskiego muzeum.

Pozdrawiam cieplutko i dziękuję,

Eta :)

niedziela, 24 sierpnia 2014

[145] Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

Hunraaringen som klev ut genom fonstret och forsvann
Świat Książki, 2013
Liczba stron: 415
Literatura szwedzka
8/10

Jak podaje okładka książki Jonas Jonasson urodził się i wychował w Vaxjo w Szwecji. Po 20 latach rzucił swoją pracę - był dziennikarzem i konsultantem ds. mediów, a obecnie mieszka w Szwajcarii.

Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż…
Jak to zazwyczaj bywa, nie planowałam zakupu tej książki, ale skusiła mnie ceną. Nieco już o niej wiedziałam, powieść zrobiła furorę, internet jest zapchany jej recenzjami i opiniami o niej, ponadto - w kinach ukazał się film inspirowany książką. Myślę, że każdy użytkownik Internetu, prasy i telewizji przynajmniej kojarzy tytuł, okładkę, ewentualnie plakat filmowy, zatem przejdźmy do meritum. 

Nie ukrywam, że po powieści wokół było tyle szumu medialnego i reklamowego spodziewałam się co najmniej sylwestrowych fajerwerków i szampana najwyższej jakości. Fajerwerków nie było, ale były zimne ognie w towarzystwie całkiem dobrego wina musującego, co i tak zapewniło przednią zabawę, choć nieco nietypową. 

Plakat filmowy
Ta powieść połączyła moje pasje i czytelnicze upodobania. Lubię historię, a tą dostałam w tej książce z przymrużeniem oka i figlarnym uśmiechem. To był strzał w dziesiątkę, te rozdziały to była niesamowita przygoda wielu osób i wielu miejsc. Pogratulować pomysłu panu Jonassonowi. W rozdziały opisujące bieżącą przygodę Allana początkowo trudno było mi się wczuć, jednak przyszedł moment, że dałam się ponieść temu tekstowi. Ta przygoda jest równie ciekawa jak wszystkie poprzednie w życiu Allana Karlssona. Akcja poprowadzona nietypowo, w sposób dla mnie nowatorski. Wątki historyczne, przygodowe, kryminalne, miłosne i obyczajowe są podane na wesoło, przyciągają uwagę czytelnika.

Kreacja bohaterów powieści jest fenomenalna, autor wykonał kawał dobrej roboty. Choć głównym bohaterem jest stulatek Allan i jemu poświęca się sporo miejsca to inne postacie nie są przez to poszkodowane. Nawet bohaterowie epizodyczni i poboczni są dobrze i sprawnie nakreśleni, nie zostają zepchnięci w kąt powieści lecz budują ją wspólnie z tytułową postacią. Trzeba zdolności, by nie umniejszyć żadnego z bohaterów.

Przy jednej z końcowych scen tak bardzo się śmiałam, że siostra kazała mi przestać, bo nie mogła się skupić na czytanej książce. Ale ja tu się nie śmiać w głos, gdy ktoś właśnie bohaterowie tworzą nową wersję swojej przygody? 

Cóż więcej mogę napisać? Gorąco wam polecam tę powieść na wakacje, które powoli będą dobiegać końca. Jeśli nigdzie nie wyjechaliście to ta książka zapewni wam fajny urlop.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

[144] Sue Monk Kidd "Czarne skrzydła"

The Invention of Wings
Literackie, 2014
PREMIERA:  25 WRZEŚNIA 2014
Liczba stron: 485
Literatura amerykańska
10/10

Sue Monk Kidd to amerykańska pisarka, choć dwadzieścia lat przepracowała jako pielęgniarka. "Czarne skrzydła" to trzecia powieść pisarki przetłumaczona na język polski. Wcześniej na polskim rynku wydawniczym ukazało się "Sekretne życie pszczół" oraz "Opactwo świętego grzechu".

Sarah Grimké jest środkową córką sędziego sądu najwyższego Karoliny Południowej, plantatora zaliczanego do elity Charlestone. Matka nazywa ją odmienną, ojciec twierdzi, że jest wyjątkowa. Na swoje 11 urodziny dostaje niecodzienny prezent - wyciągniętą z czworaków i obwiązaną lawendowymi wstążkami czarnoskórą Hetty, zwaną Szelmą. Sarah nie chce "takiego prezentu", czuje, że drugiego człowieka nie można posiadać... To dopiero początek jej problemów. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, wspaniała powieść, która prowadzi nas w głąb do korzeni stanów południowych Ameryki, ukazując świat szokujących kontrastów, gdzie piękno współistnieje z brzydotą, a prawość towarzyszy na co dzień okrucieństwu. To nowe spojrzenie na problem niewolnictwa, niezwykła pochwała siły przyjaźni i siostrzanej miłości, wbrew wszelkim przeciwnościom losu, świadectwo walki o wolność i prawo do głosu.

Wzięłam tę powieść w ciemno, nie patrząc na opis książki, ilość stron i nie bacząc na ilość mojego wolnego czasu. Była to dobra, właściwa decyzja, bowiem "Czarne skrzydła" to Kidd w najlepszym wydaniu. Pokochałam jej "Sekretne życie pszczół", często wracam do cytatów z tej książki, chętnie też sięgam po wydanie filmowe. Rynkowa nowość Kidd jest równie fenomenalna, wciągająca. Przyciąga uwagę czytelnika od pierwszego zdania, a z każdym kolejnym jest już tylko lepiej i ciekawiej. W książce autorka zastosowała podwójną perspektywę - raz jest rozdział opowiadany przez Szelmę, raz przez Sarę. Niewątpliwie jest to plusem, pozwala w bardziej interesujący sposób przedstawić całą historię oraz spotęgować elementy autentyczne. 

"Mauma odnalazła w sobie jednak tę siłę, która nie pozwala zginać karku. Gdy człowiek raz to zrobi, czekają go kłopoty."

Pokochałam Sarę, ciekawiły mnie jej koleje losu. Splatały się one z losami niewolnicy Hetty a także z życiem siostry Niny Grimke. Porywy serca, intrygi, kłótnie, ból, cierpienie, poszukiwanie siebie, celu i sensu życia, grzebanie i spełnianie marzeń - to wiodące motywy w powieści. Choć Hetty jest postacią fikcyjną, sądzę, że jej losy są losami wielu niewolników. Sara natomiast została delikatnie wymazana z historii Stanów, a ta powieść ma przywrócić ją do życia. Myślę, że "Czarne skrzydła" robią to w bardzo skuteczny sposób. Sara i jej siostra Nina walczyły nie tylko o ulżenie niewolnikom i zniesienie niewolnictwa, ale także o prawa kobiet. Wywołały burzę w swoim kraju, a ich życie obfitowało w różnorakie perypetie.

"Róbcie to, co uważacie za konieczne, cenzurujcie nas, wycofajcie swoje poparcie, my i tak nie ustaniemy. A teraz, panowie, bądźcie tak łaskawi i zdejmijcie stopy z naszych karków."

Szczególnie Sara stała mi się bliską postacią, żal było mi się z nią rozstawać. Przyznam Wam, że po ostatnim zdaniu byłam nie tylko zawiedziona, że to już koniec, ale towarzyszy mi też poczucie, że ta historia jest niedokończona, niedopowiedziana. Zwłaszcza po zapoznaniu się z częścią "Od Autorki" równie ciekawą jak sama powieść. Polecam Wam przeczytać to dwukrotnie - przed rozpoczęciem czytania powieści i już po zakończeniu. Daje to pełniejszy obraz całości tekstu.

Sue Monk Kidd snuje piękną opowieść o sile kobiet. Dzięki tej książce zapominałam o całym świecie, dałam się porwać Ameryce początku XIX wieku. Mam nadzieję, że jeszcze nie jedna osoba skusi się na tę powieść, bo warto. Czas spędzony z tą książką nie jest czasem straconym. Gwarantuję, że nie będziecie mogli oderwać się od tej historii o dwóch niezwykłych kobietach. Gorąco polecam.

* cytaty kolejno ze stron: 94, 440

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackie.

środa, 13 sierpnia 2014

[143] Krzysztof Bielecki "Rezydencja"

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, 2014
Liczba stron: 152
Literatura polska
8/10

Krzysztof Bielecki to polski autor powieści zdecydowanie niestandardowych. Są (mniej lub bardziej) psychodeliczne, zagmatwane, kosmicznie pokręcone. W jego dorobku obok najnowszej powieści znajdują się m. in. "Defekt pamięci", "Rekonstrukcja" oraz "I nagle wszystko się kończy"

Mieszkanie głównego bohatera skrywa sekret, którym ten nie chce (albo po prostu nie może?) podzielić się z innymi. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w jego życiu pojawia się pewna postać z przeszłości, która może być, jak również może nie być tym, za kogo się podaje - i nie wiadomo, która myśl jest bardziej niepokojąca. Witaj w świecie artystów performatywnych, pokręconych relacji międzyludzkich, sekretnych grup i związków łamiących konwencje. Ta historia jest jak mała układanka, której każdy element w odpowiednim momencie wyląduje na swoim miejscu. Cokolwiek wydarzy się w tej książce, jednego możesz być pewien: podczas jej pisania - wbrew pozorom - nie wykorzystano żadnych substancji psychoaktywnych. Nie zmienia to faktu, że na koniec i tak spojrzały z uznaniem.

Nie ukrywam, że z niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej publikacji Krzysztofa Bieleckiego. Jego teksty prezentują coś, czego najczęściej brak na naszym rynku - są to teksty nietypowe, oryginalne, pozornie zwyczajne, ale jednocześnie fundujące czytelnikowi jazdę bez trzymanki w czasie przewracania kolejnych stron. To całkiem odmienne doświadczenie czytelnicze, coś zupełnie innego niż to co trzymam w łapkach na co dzień. 

"Rezydencja" to chyba najnormalniejsza książka Krzyśka Bieleckiego spośród tych, które miałam szansę czytać. Ale to tak naprawdę pozory, a jak wiadomo, pozory mylą. W gruncie rzeczy pod powłoką zwyczajności kryją się chore układy między ludźmi, dziwne historie, których niby nikt nie rozumie... Ale zgodnie z opisem powieści - im bliżej końca, tym bardziej się cały tekst klei, elementy układanki lądują tam, gdzie trzeba, a zakończenie rzuca nowe, pełniejsze światło na cały utwór. Myślę, że jeszcze raz przeczytam tę książkę, aby ją lepiej zrozumieć i ogarnąć. 

" - Pewne układy na szachownicy są bardzo niejasne.
- Szachy opierają się na uporządkowanych, powszechnie znanych zasadach. Zycie niekoniecznie."

Autor operuje płynnym, prostym, estetycznym językiem, za pomocą niego buduje rzeczywistość, która jest zwykła (czy na pewno?), ale zarazem skrywa w sobie wiele tajemnic dostępnych jedynie wybranym. To właśnie ten język i styl sprawia, że tej powieści się nie czyta - ją się pochłania. A może to ona pochłania odbiorcę? Nie wiem, tym niemniej warto spróbować spędzić przy niej czas. Jest to książka skrajności, bo jest tak samo normalna jak i nienormalna. To właśnie dlatego teksty Bieleckiego są wciąż nienudzącą się nowinką na rynku. Polecam chwycenie za tę powieść tym, którzy jeszcze nie czytali żadnej publikacji tego autora. Będzie to dobry, lekki i niezwykle wciągający początek znajomości. A jeśli ktoś już rozsmakował się w utworach autora "Defektu pamięci" to myślę, że nie muszę jakoś specjalnie zachęcać. 

Polecam.

Za książkę dziękuję autorowi, Krzysztofowi Bieleckiemu.

niedziela, 10 sierpnia 2014

[142] Nora Roberts "Wywiad życia"

Second Nature
Mira, 2012
Liczba stron: 239
Literatura amerykańska
4/10

Nora Roberts to amerykańska pisarka. Jej książki często łączą w sobie elementy romansu, powieści przygodowej, sensacyjnej i obyczajowej. Co ciekawe pisze też kryminały z serii In Death pod pseudonimem J. D. Robb.

Lee Radcliffe wiele trudu włożyła w to, by zostać cenioną dziennikarką luksusowego magazynu. Uwielbia swoją pracę i chce być w niej coraz lepsza. Kiedy trafia się niezwykła okazja, by napisać artykuł o nieuchwytnym i tajemniczym autorze kilku bestsellerów, Hunterze Brownie, od razu dostrzega w tym szansę dla siebie i swojej kariery. Tylko czy pisarz słynący z tego, że skrzętnie ukrywa swoją prywatność, odpowie na jej pytania? Nieoczekiwanie Hunter zgadza się na wywiad, ale stawia zaskakujący warunek...
 Po przeczytaniu tej powieści zastanawiałam się co skłoniło mnie do tego kroku. Już wiem - słowo 'pisarz' w opisie książki oraz fakt, że czytałam już jedna pozycję z serii Satine i była całkiem dobra. Niestety, tym razem się zawiodłam. Od kilkunastu miesięcy rzadko sięgam po takie czytadła, robię to sporadycznie i staram się rozsądnie dokonać wyboru, ale w przypadku tej książki nie przemyślałam decyzji. 

"Wywiad życia" to lekkie czytadełko jakich wiele na rynku. Nie piętnuję takiej literatury, ale uważam, że nie jest to literatura wysokich lotów. Ma odprężać i pozwalać odpłynąć czytelnikowi w świat marzeń, takie powieści też są potrzebne, ale pod warunkiem, że są dobrze napisane. W moim przypadku miał być to przyjemny przerywnik w czasie czytania "Rozmów z katem" Kazimierza Moczarskiego, ale po skończeniu tej książki czułam wyrzuty sumienia z powodu zmarnowanego czasu. 

Język, narracja i dialogi mnie irytowały i nudziły, chwilami musiałam się pilnować, by nie opuszczać fragmentów. Fabuła też bez polotu, bardzo klasyczna: kobieta, mężczyzna, wspólne spędzanie czasu, wątpliwości i happy end. Żadnych intryg, brak jakiejś tajemnicy w tym wszystkim, słowem: nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Tekst przewidywalny do bólu.

Jest to moje drugie po "Bezwstydnej cnocie" spotkanie z Norą Roberts. "Wywiad życia" to niewymagająca książka na wolne popołudnie pod warunkiem, że ktoś lubi nużące romanse bez polotu i błyskotliwości. Ja zmęczyłam się przy tej powieści i żałuję, że nie wybrałam innego tytułu. Tę historię polecam jedynie zagorzałym miłośniczkom literatury autorstwa Roberts, reszcie odradzam, by nikt nie czuł, że traci czas.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Ksiażkę oddam w dobre ręce!

W zasadzie nie oddam, tylko sprzedam, ale spokojnie - ceny nie są wysokie. Muszę się pozbyć części książek, a zależy mi na tym, żeby trafiły na półki w porządnych domach, gdzie ktoś dalej będzie się nimi zaczytywał. Nikt nie chce, żeby książki niszczały nie wiadomo gdzie :) Zatem - zaczynamy!

Pierwsza grupa to książki, które wyceniłam na 10 złotych od sztuki. Na ogół nowe, raz czytane. Jeśli nawet nie są całkiem najnowsze to i tak nie są zniszczone.


 Książki kolejno:
  1. J. Kret "Planeta według kreta"
  2. S. Mielnik "Może życie w sowieckiej epoce kłamstwa i strachu"
  3. "Psy. Encyklopedia hodowcy. Poradnik"
  4. A. Munro "Przyjaciółka z młodości"
  5. V. Farquharson "Zieloni śpią nago"
  6. A. Krakowiak - Kondracka "Jajko z niespodzianką"
  7. A. Richman "Zakochana modelka"
  8. E. J. Dickey "Genevieve"
  9. R. Whitfield "Gladiatorka"
  10. V. Nabokov "Lolita"
  11. C. Ross "Mój przyjaciel wilk" 
  12. J. Hines "Zastapić Carlę"
Pozostałe trzy zdjęcia przedstawiają książki, które wyceniłam na 5 złotych od sztuki. Są książki starsze i nowsze, zazwyczaj raz czytane. Wszystkie w bardzo dobrym stanie, nie ma latających kartek, nie są powydzierane czy zaplamione.


  1.  A. Basso "Uwieść aroganta"
  2. Praca zbiorowa "Mafia"
  3. H. Beecher Stowe "Chata wuja Toma"
  4. G. Godeng "Krew i wino. Dzban miodu."
  5. Praca zbiorowa "W wigilijną noc"
  6. J. Poznański "Wzory wypracowań dla wszystkich klas gimnazjum"
  7. S. Mostue "Znak elfów. Przebudzenie grobowęża."
  8. N. Roberts "Bezwstydna cnota"
  9. I. Jurgielewiczowa "Wszystko inaczej"
  10. Z. Rohan "Córka oficera"
  11. S. Townsend "Adrian Mole lat 13 i 3/4. Sekretny dziennik"
  12. R. Rushton "Zakochani"

  1. M. Olsen i A. Olsen "16 urodziny. Pierwszy pocałunek"
  2. M. Cabot "Magiczny pech"
  3. K. Harmel "Moje rzymskie wakacje"
  4. S. Giovi "Paweł i Sara. Miłość silniejsza niż śmierć"
  5. A. Norton "Świat magii czarownic"
  6. E. Stec "Klub matek swatek"
  7. D. Alison "Bękart z Karoliny"
  8. A. Brashares "Ostatnie lato"
  9. R. Lum McCunn "Tysiąc sztuk złota"
  10. A. Mickiewicz "Sonety krymskie" (z opracowaniem. UWAGA! Jeśli ktoś zdecyduje się na zakup tej książki i będzie ona jedną z kilku w zakupie dołożę ją gratis)


Pierwszy z brzegu jest FILM "Bezkresne morze Sargassowe" - w nawiązaniu do "Jane Eyre" Charlotte Bronte (Także w cenie 5 zł).
  1. J. Lindsey "Kocha się tylko raz"
  2. A. Basso "Poślubić wicehrabiego"
  3. D. Sumińska "Szczęśliwy pies"
  4. "Anatomia gry"
  5. "Plecionki z kolorowych żyłek"
  6. "Manga dla początkujących" (nauka rysunku)
  7. A. Conan Doyle "Znak czterech", "Pies Baskerville'ów", "Studium w szkarłacie".
Przy zakupie dochodzą również koszty przesyłki. Zachęcam do zakupu książek. Jeśli chociaż część książek znajdzie nowych właścicieli to kolejną wyprzedaż zrobię zimą 2015 roku :) Od czasu do czasu trzeba odgruzować półki i puścić w świat stare, zadomowione książki, jednocześnie robiąc miejsce nowym.

Zainteresowanych proszę o kontakt na maila: eta.ksiazka@gmail.com

czwartek, 31 lipca 2014

[141] Sławomir Koper "Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej"

Bellona, 2014
Liczba stron: 496
Literatura polska
8/10

Sławomir Koper to historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a także autor poczytnych książek dotyczących historii i obyczajowości różnych okresów: starożytności, Drugiej Rzeczypospolitej oraz PRL - u.

Na kartach tej książki znajdziemy opis artystycznej części lat dwudziestych. Pojawią się kawiarnie literackie i knajpy, kabarety, rewie i ich gwiazdy, wydawcy i honoraria, alkohol i narkotyki, a także dwa wakacyjne kurorty: Zakopane i Jurata. Wśród prezentowanych w książce artystów znajdują się m. in. Witkacy, Boy - Żeleński, Tuwim, Lechoń, Ordonka, Leśmian, Kiepura, Szymanowski, Rubinstein, Kossakowie i kilka innych postaci. 

Mam za sobą już jedną książkę Sławomira Kopra - "Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej". Było to fenomenalne pierwsze spotkanie i nabrałam ochoty na więcej. Zatem kiedy nadarzyła się okazja by kupić jedną z książek historyka, zrobiłam to (i to po jakiej cenie - 15 zł!). Jeden z najlepszych książkowych zakupów w tym roku, bo przy tym ciekawym tomiszczu spędziłam przyjemnie czas. 

Tak jak w poprzedniej książce język jest nienaganny, perfekcyjny. To nie tylko narzędzie przekazywania wiedzy i faktów, ale także narzędzie dodające tekstowi polotu oraz błyskotliwego humoru okraszonego ironią co widać od pierwszych stron. Pierwszy rozdział pokrótce opisuje epokę zwłaszcza w kontekście środowiska artystycznej bohemy. Gdzie jadano i spotykano się, gdzie dobrze było wyjechać podczas lata czy zimy, jak wydawano wówczas książki. Życie artystów od kuchni. Bardzo dobre i interesujące wprowadzenie.

"Na wiadomość o zajęciu kasy w jednym z kabaretów, w pozostałych znikały natychmiast pieniądze, księgowy i dyrektor."

Portret J. Lechonia, R. Kramsztyk
Na niemal pięciuset stronach książki znalazłam garść informacji o prywatnym życiu pisarzy znanych mi ze szkoły - Witkacy, Tuwim, Schulz i wielu innych. Są to informacje bardzo niepodręcznikowe, nie znajdziemy ich w żadnej podręcznej encyklopedii czy leksykonie. Sporo dowiedziałam się o narkotycznych i alkoholowych problemach literatów (i nie tylko), jak również o erotycznych upodobaniach i łóżkowych przygodach. Mogłam też przybliżyć sobie sposoby tworzenia ich dzieł, które znam. Skoro już piszę o gronie literackim to wspomnę jeszcze o rozdziale dotyczącym mojego ulubionego poety - Bolesława Leśmiana. Ten rozdział pochłonęłam, zresztą to on zdecydował o zakupie tej książki. Choć długość rozdziału mnie nieco rozczarowała (dość krótki niestety), to i tak jestem bardzo zadowolona, chętnie czytałam o tej niezwykłej, sprzecznej i barwnej postaci. Leśmian, a właściwie jego poezja były tematem mojej ustnej prezentacji maturalnej z języka polskiego. Świetnie się bawiłam przy pisaniu tej pracy, ale brakowało mi dość istotnych tytułów dotyczących poety (mimo to - otrzymałam maksymalną liczbę punktów). Wyobraźcie sobie zatem mój zachwyt, gdy w bibliografii tej książki znalazłam wszystkie te tytuły do których nie miałam dostępu. Zazdroszczę autorowi zapoznania się z tą literaturą. Także rozdział o Tadeuszu Żeleńskim - Boy był intrygujący.

"Wieczory u kochanki Leśmian cenił z jeszcze jednego powodu. Ten drobny człowiek był wyjątkowym smakoszem, uwielbiającym dobrą kuchnię."

Kiedy w "Gwiazdach Drugiej Rzeczypospolitej" czytałam o kabaretowym konferansjerze Fryderyku Jarosym, byłam zachwycona i mocno zainteresowana jego osobą. W "Życiu prywatnym elit artystycznych..." miałam szansę jeszcze bardziej przybliżyć sobie jego sylwetkę i życie, ponieważ zostało mu tu poświęcone 16 stron w rozdziale "Gwiazdy lekkiej muzy". Jarosy stał się moim kolejnym idolem lat dwudziestych. 

"Jarosy nauczył się polskiego, ale zawsze mówił z obcym akcentem. Ze swojej dziwacznej polszczyzny uczynił potężny środek komiczny."

Trzy ostatnie rozdziały wywołały we mnie różne emocje. Rozdział 11 o Karolu Szymanowskim całkowicie mnie pochłonął, fascynująca przygoda. Kolejny rozdział opowiadający o życiu Arturze Rubinsteinie choć ciekawy to porządnie mnie wynudził (zwłaszcza przy końcu) i dłużył mi się. Rozdział ostatni tj. 13, w którym znalazła się postać Kiepury bardzo mnie zawiódł. Był drastycznie krótki, czuję ogromny niedosyt w związku z tym. Można było ująć Rubinsteinowi i dodać Kiepurze, wtedy byłoby idealnie.

Bardzo ważna dla mnie w tego typu książkach jest bibliografia. Tutaj jest fenomenalna. Bogata, to kopalnia wiedzy. Niewątpliwie z niej skorzystam, prędzej czy później. Przeglądałam ją wielokrotnie.

Burzliwe to losy tych naszych polskich, wspaniałych artystów. Są to losy, historie warte poznania, koleje życia są bowiem różnorakie, a końce  - w tym przypadku - bywają gorzkie i przykre. Zachęcam do przeczytania tej książki, łatwej w odbiorze dzięki płynnemu językowi i gawędziarskiemu stylowi autora, a bogatej w niecodzienne wiadomości o znanych i lubianych ludziach Drugiej Rzeczypospolitej.

* cytaty pochodzą kolejno ze stron: 55, 280, 69.

wtorek, 22 lipca 2014

[140] Umberto Eco "O bibliotece"

De Bibliotheca
Świat Książki, 2007
Liczba stron: 47
Literatura włoska
8/10

Umberto Eco to włoski pisarz, semiotyk, teoretyk literatury jak również badacz estetyki średniowiecza. Spod jego pióra wyszły m. in. "Imię róży", "Wahadło Foucaulta", "Wyspa dnia poprzedniego" oraz "Baudolino". 

Autor "Imienia róży" zabiera nas w fascynującą
wyprawę między regały pełne książek. Opowiada o tym, jak kształtowała się idea bilioteki. Erudycyjny tekst skrzy się humorem. Eco buduje obraz biblioteki doskonałej poprzez opis antybiblioteki, gdzie:

"Należy zniechęcać do wypożyczania".

Tę drobną książeczkę kupiłam dość dawno temu, ale dopiero teraz postanowiłam ją przeczytać. Pamiętam, że skusił mnie tytuł, bardzo ładne wydanie oraz oczywiście nazwisko autora. Jak się później okazało, zakupiłam drukowaną wersję odczytu wygłoszonego 10 marca 1981 roku z okazji dwudziestolecia Biblioteki Miejskiej w Mediolanie. Tekst ten stał się ciekawym doświadczeniem czytelniczym. 

"Rzeczywiście, często zdarza się, że idzie się do biblioteki, bo chce się książkę o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne."

Jak sam tytuł wskazuje, tekst został poświęcony bibliotece, jej zadaniom i dostosowaniu do czytelnika. Porusza tak interesujące tematy jak kserokultura i związane z nią za i przeciw, a także ciekawe sytuacje mające miejsce przy okazji kserowania książki, oraz biblioteczne dylematy - wypożyczać i udostępniać do czytania (z czym wiąże się pewne ryzyko) czy może raczej chronić i nie zezwalać na wypożyczenia? Autor w nietuzinkowy sposób opisał bibliotekę idealną. Zamiast wymieniać w tradycyjny sposób zalety i mocne strony takiej biblioteki posłużył się kontrastem - opisał antybibliotekę, w której w zasadzie niewiele wolno czytelnikowi, który jest w niej intruzem. Ciekawe spostrzeżenia płyną z tej wymienianki Eco, która jest okraszona humorem z lekką dozą ironii. 

"W tym sensie biblioteka staje się przygodą."

Z tego odczytu biblioteka wyłania się biblioteka jako miejsce radości, życia i nauki zarazem. To miejsce odkrywania nowych światów, horyzontów, zainteresowań oraz pokładów wiedzy, ale także oaza dla spragnionych ciszy i spokoju przy pracy (Eco pisze o fajnym połączeniu biblioteki i kawiarni - zatem nie trzeba się odrywać od przeglądanej książki). Biblioteka ma być także miejscem budowania i podtrzymywania relacji i kontaktów międzyludzkich. Słowem - raj na Ziemi. 

"(...) a przypominam, ze biblioteka na miarę człowieka to znaczy także biblioteka radosna, zapewniająca możliwość picia kawy ze śmietanką, zapewniająca również to, iż para studentów usiądzie sobie po południu na kanapie i - nie mam bynajmniej na myśli nieprzystojnego obłapiania - cząstkę flirtu dopełni w bibliotece, biorąc z półki i odstawiając książki naukowe;"

Wszystkie mole książkowe gorąco zachęcam do przeczytania tej niewielkiej pozycji literackiej traktującym o tym co tak bardzo lubimy - o bibliotece. I choć wiem, że co do korzystania z bibliotek zdania są podzielone, to zapraszam tym bardziej. Przekładu z włoskiego dokonał pan Adam Szymanowski i nie robi czytelnikowi krzywdy, a i wydanie estetyczne, cieszące oko.

cytaty kolejno ze stron: 19, 27 - 28, 31, 47.
______

Wakacje, lato... Czasem brak mi czasu na komentowanie Waszych postów, ale to dlatego, że nie zawsze jest na to czas. Od czasu do czasu jakiś wyjazd, to Poznań, to nad jakieś jezioro, weekendy na działce... Dziś wieczorem wybieram się do przyjaciółki na kilka dni, zatem następny post w przyszłym tygodniu. Do zobaczenia! :)

sobota, 19 lipca 2014

[139] "FISZKI. Język włoski. Poznaj Włochy"

Cztery Głowy, 2013
nauka języków
9/10

"Poznaj Włochy" to jeden z tytułów serii "FISZKI - Język i fakty" przybliżającej język i kulturę pięciu krajów europejskich najczęściej odwiedzanych przez turystów - Wielkiej Brytanii, Niemiec, Hiszpanii, Francji i Włoch.
W tytule "Poznaj Włochy" na 100 kartonikach przybliżamy geografię, politykę, historię i kulturę Włoch. Podajemy też ciekawostki kulinarne i obyczajowe, a także najpopularniejsze stereotypy kojarzone z tym obszarem - a to wszystko po włosku.

Hm... Czy się uczę języka włoskiego... No nie wiem czy to tam określić można, ale staram się go poznawać poprzez systematyczną... zabawę. Nadal magluję "Blondynkę na językach", bo wreszcie mam czas, żeby codziennie chwilę na to poświęcić, ale to nie ona jest tematem dzisiejszego posta. Jakiś czas temu kupiłam te fiszki, które widzicie. Leżały sobie i się kurzyły aż nadeszły wakacje i mogę im chwilę poświęcić. Są bardzo fajne, jak chyba wszystkie fiszki (przynajmniej tego wydawnictwa).

Moja znajomość włoskiego jest raczej nikła, niemniej mam sporo frajdy przy tych fiszkach. Wiadomo jak to na takich kartonikach - najpierw słowo po polsku, na odwrocie po włosku. A poniżej tych słówek... Bardzo sympatyczne ciekawostki dotyczące tego kraju podane również w dwóch językach. Dzięki temu można zgarnąć garść dodatkowego słownictwa. Na tych magicznych kartonikach znalazło się miejsce dla jedzenia, wina, aktorek, pieniędzy, zwierząt, dyscyplin sportowych, sztuki. Zatem mamy tutaj do czynienia z garścią zagadnień kultury włoskiej i wszystkiego co się z nią kojarzy.

Fiszki są bardzo poręczne. Pudełko jest małe, wejdzie do każdej torebki. Jak wrzuciłam do mojej gigantycznej torby to szukałam ich parę chwil... No nieważne. Pudełeczko super, dobre wykonanie, nie rozpada się i jest estetyczne, kartoniki też wiadomo ładne. Dla użytkowników fiszek z tego wydawnictwa to żadna nowość :) Oprócz tego mamy w gratisie nagrania mp3 do pobrania ze strony wydawnictwa. W pudełku znajduje się kod, który nam umożliwi pobranie nagrań. To bardzo fajna pomoc w nauce.

Fiszki "Poznaj Włochy" to bardzo przyjemny dodatek wśród tych kartoników, bo poznajemy kulturę i słownictwo jednocześnie. Jeśli chodzi o serię "Język i fakty" wydawnictwa Cztery Głowy to na pewno kupię jeszcze "Poznaj Niemcy", gdyż niemiecki to mój ulubiony język obcy i miło by było się trochę nim pobawić :)  Polecam Wam tę serię fiszek.

piątek, 11 lipca 2014

[138] "Atlas historii Polski"

Świat Książki, 2003
Historia
Liczba stron: 224
7/10

Jest to nowy, aktualny atlas historii Polski. Nowoczesne mapy zawierające ogromną ilość informacji pozwalają łatwo zrozumieć i zapamiętać wiedze historyczną. To przejrzysty wykład dziejów naszego kraju, obejmuje takie tematy jak: pradzieje ziem polskich, Polska za panowania Piastów, Jagiellonów, królów elekcyjnych, a także Polska pod zaborami, Polska w okresie miedzy wojennym, w dobie II wojny światowej oraz Polska współczesna. Atlas jest nieocenioną pomocą w szkole i mile widzianym elementem domowej biblioteczki.

Królowa Jadwiga
Jednym ze zdawanych przeze mnie przedmiotów na maturze była rozszerzona historia. Stresu i nerwów co nie miara, bo tam jest do napisania praca na jeden z dwóch podanych tematów. Tu potrzeba wiedzy, więc szukałam czegoś, żeby sobie pewne fakty odświeżyć, przypomnieć. Poza tym na tym egzaminie w części testowej pojawiają się mapy i drzewa genealogiczne, które są tzw. informacjami do zadań. Chciałam się z tym trochę "obtrzaskać". Sięgnęłam zatem po ten bardzo przydatny atlas. To była bardzo fajna powtórka przedmaturalna, choć dotyczyła tylko historii Polski.

Co znajdziemy w środku po otwarciu tej twardej oprawy? Mapy oraz komentarze do nich dołączone, a oprócz map również drzewa genealogiczne, tabele z władcami, prezydentami oraz premierami. Oprócz map dużych, są też ich miniatury, dzięki którym można porównać jak zmieniał się obszar państwa na przestrzeni wieków. Mapy dotyczą nie tylko przemian politycznych m. in. granic, ale również uwzględniona została kultura, zatem pojawiły się mapy obrazujące budowle gotyckie czy renesansowe, a dołączony do mapy komentarz jest niezwykle przydatny i pozwala uporządkować wiedzę dotyczącą stylów w architekturze. Pojawiły się także mapy pokazujące zróżnicowania demograficzne oraz religijne, a także gospodarcze. Bogato zostały opisane walki Polaków na frontach II wojny światowej - liczebność wojsk, etapy działania. Jeśli zaś chodzi o historię powojenną to są mapy uwzględniające bloki militarne i gospodarcze oraz sojusze. Atlas wspomina także o Unii Europejskiej, ale ponieważ został wydany w 2003 roku nie ma w nim aktualnej mapy państw członkowskich Unii.

Korzystanie z atlasu ułatwia przejrzysty i estetyczny spis treści umieszczony na końcu książki, a samo korzystanie z map jest łatwiejsze dzięki umieszczeniu najważniejszej legendy i oznaczeń na początku atlasu. Dzięki temu w legendach pod mapami znajdują się jedynie najważniejsze rzeczy.

Atlas ten niewątpliwie jest niezłą gratką, dość szczegółową. Przyjemność z posiadania tego ślicznie wydanego atlasu czerpać będą miłośnicy historii oraz uczniowie, którzy poszukują czegoś co w przejrzysty sposób pozwoli im zebrać najważniejszą wiedzę.

sobota, 5 lipca 2014

[137] Ewa Formella "Leśniczówka"

Warszawska Firma Wydawnicza, 2012
Liczba stron: 122
Literatura polska
6/10

Ewa Formella to polska współczesna pisarka mieszkająca od ponad 30 lat w Trójmieście. Zadebiutowała wydaną w 2011 roku "Leśniczówką". Swoje książki wydaje w formie papierowej oraz e-booków poprzez self - publishing. W swoim dorobku literackim ma również takie powieści jak "Lawenda", "Jutra nie będzie" oraz "Pamiątka z Paryża". Znajdziecie ją nie tylko na stronie zalinkowanej na początku, ale również na blogu Książki Idy.

Emilia, trzydziestoletnia wdowa z trojgiem dzieci, przyjeżdża do odziedziczonej po rodzicach leśniczówki. Musi na nowo poukładać swój świat. Zadanie to niełatwe, zwłaszcza że postanowiła poszukać szczęścia w kompletnie obcym dla siebie otoczeniu. Jednak już pierwszego wieczoru wyraźnie czuje magię tego niesamowitego miejsca, obcość ustępuje bliskości, strach przed nowym i nieznanym ulatuje, a duszę ogarnia nieziemski spokój. Dom promieniuje tajemniczą, ale pozytywną aurą. Dzięki temu Emilia będzie w stanie nie tylko zmierzyć się teraźniejszością, lecz także ze swoją przeszłością – bolesną i traumatyczną, pozwalającą jednak odnaleźć własną tożsamość.

Jeśli chodzi o polskich autorów to nie żywię do nich urazy, nawet jeśli na mojej czytelniczej drodze stanęły niegdyś jakieś nieciekawe powieści, więc chętnie sięgnęłam po debiut powieściowy Pani Ewy Formelli. Spodobał mi się tytuł, nie powiem, leśniczówka kojarzy mi się bardzo przyjemnie. Opis również jest interesujący. Co skrywa się za tą prostą okładką?

Otóż, skrywa się za nią dość interesująca historia, choć spodziewałam się czegoś nieco innego, ale to rozwiązanie, które zastałam również było dobre. Oczekiwałam wstępu, na który będzie się składać opis życia Emilii z mężem, tego co niszczyło jej życie. Powieść zaczyna się jednak inaczej, ale interesujący mnie wątek nie zostaje pominięty (na szczęście!), ale jest opowiedziany przez narratora w dalszej części książki, a właściwie książeczki.

Ta publikacja ma 122 strony papierowe, w PDF jest to 96 stron, zatem jest to objętościowo niewielka pozycja, co jest jej minusem i ma wpływ na całokształt opowieści. Odczuwam niedosyt, bowiem wątki zostały zredukowane, są krótkie i słabo rozwinięte. Aż się prosi o pogłębienie wątku znajomości Emilii i Mariusza. Podobał mi się też wątek rozdartego między pasją a miłością brata głównej bohaterki, ale tu mogę wybaczyć redukcję wątku, zresztą, całkiem fajnie został on skonstruowany. Minusem dla mnie było też to, że tchnęło mi tu trochę naiwnością. Kobieta, której życie było dotychczas dość traumatyczne szybko zdobywa przyjaciół, zadomawia się w leśniczówce, wchodzi w bliskie relacje z innymi postaciami. Coś tu mi zgrzyta na tym polu.

I najważniejsze - główną rolę odgrywa tu pewna tajemnica mająca związek z naszą główną bohaterką. Rozwiązuje się ona dopiero na ostatnich stronach, a czytelnik ma możliwość bawienia się w detektywa i doszukiwania się rozwiązania. Sama miałam swój typ na rozwiązanie tej zagadki, sprawdził się on pośrednio. Nie będę uchylać rąbka tajemnicy, gdyż to może przeszkodzić w lekturze :) Dobrze, że autorka rozwiewa domysły na końcu niemal, odbiorca z niecierpliwością oczekuje odpowiedzi na pytania "Kto? Dlaczego? O co tu chodzi?". Pisarka trafiła tez z postacią - aktualnie na rynku chyba co druga historia opiera się na tym, że beztroska młoda kobieta wyjeżdża na odludzie by odkrywać siebie (czy inne rzeczy/miejsca) i spotyka swoją wielką miłość życia, a potem żyją długo i szczęśliwie. Schemat znany, powielany, generalnie sympatyczny, ale nie w takich hurtowych ilościach. A tu coś nieco innego. Kobieta z trójką dzieci, dwójką psów i niezłym bagażem życiowym wyrusza do odziedziczonej leśniczówki, która na dodatek się nieco straszy. A w nowym miejscu czeka kilka innych ważnych wyzwań. Niby niewielkie nowatorstwo w popularnym schemacie, a cieszy czytelnika.

Generalnie debiut to dość dobry, choć czytywałam lepsze (i gorsze, wiadomo). Minusem jest objętość, kiepsko rozbudowane wątki poboczne, lekka naiwność. Plusy to dobrze poprowadzony główny wątek dotyczący tajemnicy, a także nieco zmieniony schemat powieściowy ostatnio bardzo spopularyzowany, co było dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem, za co wielki plus. Jest to powieść na jedno popołudnie, szybką ją przeczytacie. Jeśli ktoś ma ochotę odetchnąć i zaszyć się gdzieś z książką lekką, ale nie zupełnie odmóżdżyć to polecam "Leśniczówkę", a jeżeli macie dość szablonu, o którym pisałam wcześniej to też znajdziecie w tej powieści coś dla siebie.

Za książkę dziękuję autorce, Pani Ewie Formelli :)

wtorek, 1 lipca 2014

Stosik (lipiec 2014)

Dziś rzucam Wam stosik złożony z pozycji, które będę czytać w najbliższym czasie. Mam na półkach prawie 40 nieprzeczytanych książek, wybrałam kilka na ten miesiąc. Odwiedziłam także bibliotekę, co zaowocowało wypożyczeniem jednej powieści (a miałam nic nie wypożyczać). Pewnie sięgnę też po nieplanowane lektury, ale cóż, taki żywot czytelnika :)


Od góry kolejno:
  1. "Bieszczadzki Park Narodowy. Przewodnik kieszonkowy" - zeszłoroczny bieszczadzki nabytek
  2. Umberto Eco "O bibliotece" - dawny zakup księgarniany
  3. F. Scott Fitzgerald "Wielki Gatsby" - zakup jeszcze zimowy
  4. Ursula K. Le Guin "Grobowce Atuanu" - dawny prezent
  5. Stanisław Mackiewicz "Europa in flagranti" - z bibliotecznego bookcrossingu
  6. Sławomir Koper "Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej" - zakup promocyjny w Tesco ;) (recenzja niebawem)
  7. Karol Dickens "Oliwer Twist" - lutowy nabytek z magicznych kartonów pełnych książek
  8. Stefania Grodzieńska "Urodził go >Niebieski Ptak<" - biblioteka
  9. Marina Fiorato "Tajemnica Botticellego" - prezent gwiazdkowy
Czytaliście coś z tego co jest w moim stosiku? A może coś Was zainteresowało?

Wracam do czytania, do zobaczenia :) 

piątek, 27 czerwca 2014

[136] Virginia C. Andrews "Kwiaty na poddaszu"

Flowers in the attic
Świat Książki, 2014
Liczba stron: 381
Literatura amerykańska
7/10

Virginia Cleo Andrews to amerykańska pisarka, autorka sagi o Dollangangerach, która zrobiła furorę na świecie. W skład sagi poza "Kwiatami na poddaszu" wchodzą tytuły: "Płatki na wietrze", "A jeśli ciernie", "Kto wiatr sieje" i "Ogród cieni". 
Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy.

W sumie tej książki nawet nie planowałam kupić. Chciałam jedynie przeczytać, żeby dowiedzieć się czegoś o fenomenie tej powieści. Ale chyba każdy z nas zna to uczucie, kiedy książka jest na promocji i aż słyszymy jak mówi "kup mnie". No i kupiłam. Wydanie ładne, w twardej oprawie, dobrej jakości papier i odpowiednia czcionka. Od tej strony książka niewątpliwie warta zakupu. A jak było z treścią?

Gdy zaczynałam czytać byłam sceptyczna i to dość mocno. Zwłaszcza początek mnie nie przekonywał, jakoś nie czułam tego. Ale w miarę czytania co raz bardziej zagłębiałam się w tragiczną historię rodzeństwa. Książka mnie wciągała i intrygowała, wciąż zadawałam sobie pytanie: co będzie dalej?

Pamiętam, że gdy skończyłam czytać tę powieść napisałam do przyjaciółki, że ta książka jest... chora. Zdarzenia, które mają miejsce na kartach lektury są nie do opisania tak naprawdę. Nigdy bym nie wpadła na coś takiego, tak intrygującego czytelnika, ale jednocześnie chorego, niezdrowego, czysto patologicznego. Dzieciaki zamknięte na poddaszu przeżywają prawdziwy koszmar, dramat dla psychiki. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek w życiu czytała tak przerażającą a niby niewinną powieść. Nikt nikogo nie morduje, nie katuje notorycznie, nie znęca się fizycznie, a autorka i tak uzyskała mroczny i napawający niepokojem klimat.

Mimo tego napięcia i dreszczyku, które czułam podczas czytania to zdarzały się też momenty nudnawe, przeciągające się niepotrzebnie, trochę drażniące rozochoconego czytelnika. Chwilami zmuszałam się do czytania niektórych fragmentów i musiałam się pilnować, żeby nie opuszczać akapitów czy stron.

"Kwiaty na poddaszu" to historia, która absolutnie nie mieści mi się w głowie. Nawet nie umiem sobie wyobrazić tego co czuły dzieci tam zamknięte na kilka lat. Tam dojrzewały, dorastały, zaczynały odczuwać potrzebę drugiego człowieka, ale takiego, który nie jest bratem czy siostrą lecz takiego, który uraczy ich pierwszym pocałunkiem. Dwójka starszego rodzeństwa przejmuje rolę dorosłych w tej dziwnej sytuacji. Wszystko odbija się na ich psychice, również ich bratersko - siostrzana miłość może zostać wystawiona na próbę. Nie dość strasznych przeżyć na poddaszu, dopiero końcowe odkrycie Chrisa jest szokujące.

Autorka przedstawiła piekło na ziemi, w którym żyje czworo dzieci niezwykle plastycznie, co daje czytelnikowi dreszczyk emocji i wciąga go w tę chorą opowieść. Były chwile, gdy czułam się jakbym była z nimi na tym poddaszu w roli obserwatora, mającego jednocześnie szansę wnikać w marzenia i pragnienia bohaterów.

"(...) rozmawialiśmy o życiu, jakie chcieliśmy wieść, gdy będziemy już wolni i bogaci jak król Midas. Podróżowalibyśmy dookoła świata. On spotkałby i pokochał najpiękniejszą, seksowną kobietę, inteligentną, wyrozumiałą, czarującą i niesamowicie dowcipną;"

"Kwiaty na poddaszu" są niewątpliwie historią nietypową, interesującą, niezwykle dziwną. Choć zdarzały się momenty nudne czy mało ciekawe (w perspektywie całej powieści), choć czasem irytowali mnie bohaterowie to powieść ta była nowym, intrygującym doświadczeniem. Intrygującym na tyle, że mam chęć przeczytać pozostałe tomy tej opowieści.

cytat: "Kwiaty na poddaszu", str. 124
_______

Odebrałam dziś wyniki matur, zdałam rewelacyjnie :)